Varia, czyli różności


Jak dziesiej sobie Śmierć imaginujemy,
czyli ankieta o Śmierci

Podsumowanie

Zanim przejdę do "podsumowania", chciałam podziękować wszytkim, którym chciało się w ogóle wypełniać Ankietę (zwłaszcza pytania otwarte ;-)), a także Nasgarowi, że znalazł czas i chęć, aby napisać skrypt i odpalić go na swoim serwerze :-) Jak to mówią w Nipponie: DOMO ARIGATO :-)

Co do podsumowania... Biorąc pod uwagę średnio poważny charakter Ankiety, nie ma ono zbytnio sensu ;-) Miał to być raczej luźny psychotest, stąd ograniczę się tylko do kilku ogólnych wniosków nie tyle o samej śmierci, co o osobach ankietowanych ;-)

Przede wszytkim odwołajmy się do kilku stereotypów:

  1. po cmentarzach, w celach innych niż odwiedzanie grobów bliskich (np. aby robić zdjęcia, delektować się ciszą, podziwiać zabytki sztuki cmentarnej), chodzą oszołomy1;
  2. grupę tę stanowią osoby opętane fascynacją śmiercią, z zaburzonym instynktem samozachowawczym (skłonność do samobójstw i zbyt częste myślenie o śmierci);
  3. grupę powyższą stanowią głównie członkowie subkultury (sataniści, goci, metale) i w ogóle osoby lubujące się w "mrocznej" atmosferze, mające kłopoty z odróżnieniem dobra od zła (uznające relatywizm tych pojęć) i raczej nieskłonne do tzw. "cieplejszych" uczuć.

Cóż, z nielicznymi wyjątkami, Ankieta całkowicie te stereotypy obala.

Większość osób bardzo "trzeźwo" podchodzi do śmierci i umierania. Postrzega je jako naturalną kolej rzeczy, ludzkie przeznaczenie wpisane w naturę człowieka i innych istot, według niektórych pozwalające na przejście o szczebelek wyżej na drabinie ewolucji bytów. Jest, owszem, element fascynacji jej tajemnicą ("co będzie dalej?"), nieprzewidywalnością ("kiedy nastąpi moja kolej?"), nieuchronnością ("zawsze była, jest i będzie"), ale liczne wypowiedzi dowodzą, iż pamięć końca (przesławne memento mori) mobilizuje, aby lepiej żyć. Z drugiej strony niewiele osób postrzega śmierć jako faktyczny koniec ludzkiej egzystencji.

Pewne rozbieżności zachodzą, kiedy pytałam o konkrety. Wiele osób nie jest było w stanie jednoznacznie określić, czy boi się śmierci czy nie, lecz już zdecydowana większość deklarowała, że jest w stanie popełnić samobójstwo, a niewiele mniej osób uzależniało tę decyzję od sytuacji. I chociaż liczne osoby pragnęły śmierci oryginalnej, to jednak najlepiej nagłej i bez bólu. Natomiast wcale niemałe grono wolałoby umrzeć po prostu śmiercią naturalną, ze starości, w gronie bliskich osób, ze świadomością dobrze przeżytych lat.

Informacje o przynależności ankietowanych do "subkultury" można w sumie wysnuć tylko z wyobrażeń osoby śmierci (goth/gothka lub istoty o pokrewnej urodzie ;-)), deklarowanych inspiracji muzycznych czy wyznania. O ile w pierwszym i drugim wypadku rzeczywiście ankietę wypełniały same "satany" ;-), to procent "prawdziwych" satanistów był bardzo niski w stosunku choćby do ateistów. Inna rzecz, iż na poglądy o śmierci licznych ankietowanych wpłynęła przede wszytkim tradycja chrześcijańska.

Ciekawe przedstawia się też "problem" życia pozagrobowego. Generalnie wygląda na to, że większość go sobie nie wyobraża, a przynajmniej - nie w szczegółach. Kiedy już jednak wejdziemy w te szczegóły, ankietowani na ogół tryskają optymizmem, opisując wiele sympatycznych miejsc, choć nie wszytkie nazywają Rajem. Natomiast praktycznie w ogóle nie charakteryzują Piekła, jakby nie dopuszczali takiej opcji (przynajmniej dla siebie ;-))! Raj jest więc spokojnym miejscem, łąką lub ogrodem, gdzie gromadzą się zmarli, także (a właściwie przede wszytkim) ci bliscy, gdzie nikt nikomu nie robi krzywdy, nie kłamie, nie poniża, gdzie nie ma chorób, cierpienia. Jest to o tyle "oryginalne", że w tradycji europejskiej możemy się poszczycić liczniejszymi i bardziej "malowniczymi" obrazami Piekła niż Raju. Tymczasem wygląda na to, że współcześnie bardziej zajmuje nas pozytywna strona zaświatów niż ta negatywna ;-).

Jeśli chodzi o relatywizm pojęć dobra (życie) i zła (śmierć), a także skłonność do "cieplejszych" uczuć, to sprawdzać je mogły pytania o śmierć bliskich i obcych. Wyniki mówią same za siebie: nie taki diabeł straszny, jak go malują ;-) W obu wypadkach ankietowani czuli przede wszytkim smutek i żal, nieraz oburzając się, jak mogę w ogóle prosić o uzasadnienie smutku po śmierci przyjaciela - cząstki własnej duszy. Wiele osób współczuło też rodzinom "obcych zmarłych" i w ogóle nieboszczykowi ("może nie zdążył się przygotować na śmierć, mógł tyle jeszcze w życiu zrobić"). Nawet tak "niestosowne" uczucia, jak radość bywały uzasadniane, że przynajmniej "już się nie męczy na tym świecie", a wśród "innych uczuć" (oprócz wypowiedzi ujawniających strach i pewien egoizm: "to mogłam/em być ja"), pojawiały się deklaracje modlitwy za tę osobę.

Jak na "hieny cmentarne", część ankietowanych wykazała wyjątkową awersję do cmentarzy ;-) Serio! Wymarzone miejsce pochówku, to jakieś ustronie (opuszczony cmentarz, kościół), łono natury (las, polana, góry), gdzie ludzie niekoniecznie zachodzą lub (w przypadku kremacji) ulubione miejsce, gdzie często bywało się za życia albo też chciało się być. Cóż, współczesne cmentarze raczej nie oferują ani intymności przebywania ze wspomnieniami, ani wrażeń estetycznych, a wreszcie żadnej pociechy duchowej (niegdyś była to symbolika religijna).

Tak więc moi drodzy, wygląda na to, że wcale nie odstajemy zbytnio od "normalnych" ludzi ;-) Wędrówki po cmentarzach wcale nie uczyniły nas bardziej nieczułymi wobec śmierci. Może nawet w pewnym sensie ją "oswoiły". Wiemy, że ludzie umierają i że jest to nieuniknione. Jest w tym coś fascynującego, ale pociąga za sobą zazwyczaj wielki ból. Dlatego, jakby za radą XIX-wiecznych aniołów cmentarnych, wskazujących Niebo, my też wierzymy, że "death is not the end" ;-)

© Sowa
11.07.2007

Przypisy

  1. Tylko taki "oszołom" będzie na tyle wytrwale szukał w internecie informacji i zdjęć o cmentarzach, że trafi do Cmentarium i głównie ktoś taki wypełni Ankietę ;-))


Do góry