Varia, czyli różności


Tadeusz Kotarbiński

Wychowanie moralne w programie socjalistycznym

Przed rozpoczęciem roztrząsania na temat wyżej podany dobrze będzie zadeklarować, z jakiego stanowiska ma się zamiar przystępować do rzeczy; a dla wyjaśnienia tego stanowiska może się okazać pożytecznym porównanie go z postawą konstruktora określonego zbioru twierdzeń wywodliwych w ramach danego systemu dedukcyjnego. Owemu konstruktorowi dana jest z góry aksjomatyka systemu, nie do niego należy głosić składowe jej aksjomaty. Ma on za wyłączne zadanie ukazać, co z nich wynika wedle reguł poprawnej dedukcji, przy budowie owego systemu przyjętych.

Podobnie w obecnym przypadku. Nie uważam się za powołanego do głoszenia aksjomatów socjalizmu. Natomiast każdy pedagog w naszym kraju spotyka się z koniecznością uświadomienia sobie ich konsekwencji. Polska jest uformowana politycznie jako kraj budujący socjalizm i wszelki styk kunsztu wychowawczego, jeśli chce się zmieścić w zrębach istniejącej struktury władz i prawa, musi się zharmonizować z założeniami tej struktury. Będę przeto próbował rozejrzeć się w świecie wskazań wypływających z owych podstawowych założeń, mianowicie wskazań o charakterze moralno-wychowawczym. Proszę jednak, by nie pomyślana sobie, iż pragnę uprawiać dedukcję tak dojrzałą co do metody, jak wywody sformalizowane w autentycznych systemach dedukcyjnych matematyki lub logiki. Wszak ani ideologia socjalizmu, ani pedagogika nie są takimi systemami. Bez ryzyka logicznego obyć się tu zatem nie sposób.

Przystępując da rzeczy dobrze będzie z kolei rozważyć przede wszystkim pytanie następujące: czy w ogóle jest powód dostateczny, by poszukiwać jakiejś charakterystyki swoistej wychowania moralnego w socjalizmie, Czy kwestia nie sprowadza się bez reszty do postulatów obowiązujących porządnego człowieka jako takiego i do sposobów urabiania takiej postawy potrzebnych i przydatnych zawsze i wszędzie, gdzie tylko głos sumienia zgłasza swoje imperatywy; a więc niezależnie od różnic ustrojów społecznych i od takich czy innych dążeń do optymalnego ukształtowania.

Otóż na ten temat toczyły się u nas do niedawna pryncypialne spory. Jedni kwestionowali zasadniczo możliwość racjonalnego kanonu moralności, jeśli by miał on być ważny powszechnie dla wszystkich, we wszelkich formacjach bytu społecznego. Inni atakowali sam zamiar urabiania porządnych ludzi jako przedsięwzięcie konkurencyjne, powiedzmy, względem programu rewolucji socjalistycznej. Ta bowiem, wedle ich zdania, pragnie skupić intencje osób działających, kierując je wspólnie i organicznie ku jedynemu celowi naczelnemu, zmianie ustroju społecznego, gdy pedagogowie zatroskani nade wszystko o wychowywanie porządnych ludzi - odwracają myśl ad tego głównego celu, rozbudzając troskę o piękno moralne poszczególnych jaźni i trosce tej nadając prymat w hierarchii dążeń. Odzywali się wreszcie zwolennicy poglądu, że etyka porządnego człowieka ma zapewnione miejsce poczesne w dążeniach socjalizmu, ale że aria sama socjalizmowi nie wystarcza, i domaga się raczej specyficznych dla socjalizmu dopełnień. Nie mylimy się chyba mniemając, że ostatnio takie właśnie głosy rozlegają się u nas najczęściej, z czego trudno się nie radować. Po którejkolwiek jednak stronie zechce .zająć miejsce poszczególny dyskutant, musi on sobie dość jasno uprzytomnić treść koncepcji porządnego człowieka, by dobrze wiedzieć, co sam akceptuje lub odrzuca, lub tylko usuwa z toru głównego na tar boczny. Temu więc poświęcimy teraz chwilę skupionej uwagi.

Któż to jest, ten "porządny człowiek"? Czy nie takim i tylko takim ludziom przysługuje ów predykat, którzy nie zasłużyli na pogardę sumienia mimo naporu sił z głosem sumienia niezgodnych, takich sił, jak podszept łatwizny, urok pokusy, strach przed cierpieniem lula zagładą. Ale różna bywa miara utrudnień pokonanych, a więc i miara spodziewanych na mocy próby odbytej przezwyciężeń. Rozległa jest przeto skala szacunku moralnego należnego ludziom porządnym, zwłaszcza że wzmaga się wielkość czci należnej zależnie od tego, co sobie kto wysłużył ponad okazaną odporność, hojność okazując w natężeniu działań czcigodnych, Porządny człowiek - to każdy, kto spełnia minimum niezbędne warunków uznania moralnego. Kto zaś ich nie spełnia, jest istotą godną złych wyroków sumienia, też niejednako ciężkich. Wahają się one od charakterystyki indywiduum jako zera moralnego aż do potępienia go jako kreatury znajdującej się na dnie upadku. Wzwyż natomiast, od poziomu człowieka porządnego, wznosi się skala czcigodności coraz znakomitszej, prowadząc ku szczytom doskonałości moralnej, której tradycja religijna daje nazwę świętości, a dla której w terminologii laickiej słowa takiego brak, chociaż zbliża się do intencji właściwej termin bohaterstwo.

Po cóż jednak teraz o tym aż tyle... Wszak interesuje nas dzisiaj w obecnym gronie w sposób wyróżniony problem publiczno-wychowawczy, osobliwie zaś problem wychowania szkolnego. Nie idzie o to, jak wychowywać elitę bohaterów, lecz o to, jak wychowywać ogół młodzieży na ludzi porządnych. Cel to umiarkowany, przeto realny. Ująć go można bodajże najsnadniej w terminach akcji zapobiegawczej. Tak młodego usposobić, takie w, nim wzbudzić decydujące opory, by nie zasługiwał na pogardę sumienia. A nie zasłuży na nią, jeżeli nie będzie znajdował radości w zadawaniu innym cierpień, leżeli nikt nie będzie miał prawa powiedzieć mu, że jest tchórzem, jeżeli nie będzie zaniedbywał zaciągniętych własnowolnie zobowiązań, jeżeli ze wstrętem odrzuci podszept uczestnictwa w fałszywym oskarżeniu itd. Nie siląc się na rejestrację wszystkich podobnych form unikania zła moralnego, można chyba ująć charakterystykę człowieka porządnego w krótkich :łowach. Porządny człowiek - to taki, na którym można polegać, na którego można liczyć, że nie zawiedzie przyjaciela w potrzebie, ani tych, których wziął w opiekę, ani sprawy, którą słusznie .przyjął za swoją, ba, że i ci, z którymi musi walczyć, mogą być pewni, że dołoży starań, by nie wyrządzać im żadnego cierpienia gonad to, którego się będzie domagała obrona przyjaciela, podopiecznego, sprawy wyróżnionej. A jeśli tak, jeśli trafnie interpretujemy głos sumienia, wspólny głos czytelników tych słów, to jasne jest też, dlaczego wychowywanie ludzi porządnych powinno być troską pedagogiki socjalistycznej. Przecie chodzi tu o te walory, które musi posiadać każdy, z kim można by dzielić staranie o dobro publiczne, o walory uczestnika zespołów gorliwej działalności zbiorowej.

W obecnym kontekście zbędnym by było przedsięwzięciem rozwodzenie się szerokie nad sposobami wychowawczego kształtowania oblicza moralnego porządnych ludzi. Wiemy dobrze, że funkcje szkoły mogą tworzyć tutaj tylko moment składowy - o wadze wprawdzie poważnej, wszelako nie najważniejszy. Atmosfera życia publicznego, stosunki domowe, tryb życia starszych, od których dzieci i młodzież zależą na co dzień - to daje niezmiernie dużo. A w szkole - najważniejsze wychowawczo jest chyba samo życie szkoły, jego tok właściwy, i żeby w nim był ład i skład, i uczciwy rozkład odpowiedzialności, i napięcie prasy; bezcenny bywa przykład i autorytet osobisty samych wychowawców. I dopiero przy takim zapleczu mogą dawać dobre skutki także uświadomienia etyczne, np. w postaci refleksji nad problemami sumienia i systemami etycznymi - na co przyjdzie czas w klasach przedmaturalnych oraz w postaci przemyśleń, do których dostarczają materiału przejmujące utwory znakomitych pisarzy.

Co należy dopowiedzieć do powyższych prawd, w świecie pedagogów ustalanych, jeżeli temat ma uzyskać oświetlenie z punktu widzenia socjalizmu? Dwie myśli narzucają się tutaj same od razu. Tak, jest to w duchu tak zwanego socjalizmu naukowego, gdy kto przyjmuje za wytyczną wychowania moralnego realistyczne hasło niedopuszczania do nastawień etycznie ujemnych, nie zaś hasło maksymalnej sublimacji - ów postulat pozostawiając w sferze marzeń o możliwościach zgoła wyjątkowych. Socjalizm wyrósł z walki przeciwko nabrzmiałym formom zła, głównie przeciwko niegodnym człowieka warunkom egzystencji rzesz wyzyskiwanych. Nie o maksymalizację dobra szła tu i idzie nadal, lecz o uporanie się z nieznośnym brzemieniem. Jest tedy coś wynaturzonego w samym stawianiu problemów, ilekroć używa się zwrotu "ideał socjalistyczny", gdyż socjalizm (a przynajmniej tak zwany socjalizm naukowy) nie orientuje się w zasadzie wedle ideałów. Pierwsza więc z nasuwających się myśli potwierdza wywody dotychczasowe. Druga, przeciwnie, zgłasza pod ich adresem pewną wątpliwość cząstkową. Nie brak mianowicie wyznawców programu socjalistycznego, którzy odmawiają kunsztowi pedagogicznemu poważniejszego znaczenia w sprawie edukacji moralnej. Uznają bowiem w myśl tezy: "byt określa świadomość", że istotnym będzie jedynie nowe, pozbawione instytucji wyzysku urządzenie życia gospodarczego i że ono samo niejako doprowadzi do nawyków znamiennych dla dążności porządnego człowieka; natomiast szkolne zabiegi wychowawcze, a w szczególności uświadamianie etyczne, jakkolwiek mogą dać pewne skutki, w zasadzie grają rolę podrzędną. Stąd obojętność osób tak myślących względem naszej rozważanej dziś problematyki.

Wszelako obojętność to nieuzasadniona, gdyż jeśli nawet prawdą jest, czemu nie ma powodu zaprzeczać, że "życie" rozstrzyga o wyrobieniu oblicza moralnego, a nie szkolne perswazje, to prawdą jest również, że owo tak zwane życie nie urabia młodych automatycznie na porządnych ludzi i że zaprawa wychowawcza jest niezbędna jako czynnik pomocniczy, a refleksja etyczna - jako czynnik pomocniczy w działaniu tego czynnika pomocniczego. To zaś nadaje problemowi wychowania moralnego w szkole znaczenie kwestii dość ważnej.

Ciągnijmy więc dalej robotę rozpoczętą, jeśli jej zasadność można uważać za ustaloną. A skoro przyjęło się wyżej, iż obowiązuje w programie socjalistycznym wszystko, co się zawiera w wymagalniku porządnego człowieka, pozostaje zapytać, jakie ponadto żądania stawia socjalizm w dziedzinie moralności. Rozważmy w tym celu główne zarysowujące się tutaj antytezy. Na pierwszy ogień pójdzie konflikt między postulatami dzielności w walce klasowej, a nastawieniem uniwersalnie życzliwościowyrn dobrego człowieka. Wszak porządny człowiek to człowiek dobry w tym nieprzesadnym rozumieniu słowa, przy którym dobry człowiek nie kultywuje w sobie motywacji nienawistnej względem kogokolwiek ani nie pozwala na czyny podyktowane przez taką motywację. Ale socjalista, jako taki, jest uczestnikiem świadomym walki klas, tej zaś, zdaniem wielu znawców, nie podobna prowadzić z powadzeniem bez nienawiści. Czy więc nie jest koniecznością dla konsekwentnego socjalisty usposabiać się nienawistnie względem wrogów klasowych i obchodzić się z nimi w sposób odpowiadający takiemu usposobieniu? Wszelako, jeśli tak się rzeczy mają, to zmienia się płaszczyzna roztrząsanego problemu. Nie idzie już o to, czego 'by się domagał socjalizm obok zaleceń etyki podstawowej, tożsamej z etyką porządnego człowieka, lecz powraca wątpliwość, czy hasło socjalistycznej walki klas nie stoi w sprzeczności z istotnymi składnikami owej etyki podstawowej. Uśmierzają jednak te wątpliwości sami, niektórzy przynajmniej, rzecznicy socjalizmu, przestrzegając przed deformacją i prymitywizacją wrogości klasowej, do której nawołują proletariat, klasę robotniczą i wszystkich jej sojuszników. Nie osobniki ludzkie mają być obiektami bojowej antypatii, lecz ustrój wyzysku, owe niesprawiedliwe zawęźlenie stosunków społecznych. Ale urabia ono ludzi, hoduje w przeciwniku klasowym złe motywacje, wzbudza w nim emocje wstrętne dla towarzysza walki o socjalizm. Więc i to winno być przedmiotem nienawiści, ~we godne potępienia uczucia i godne potępienia impulsy w adherentach klas wy zyskujących.

Ustrój tedy społeczny i treści psychiczne, i zachowanie się ludzi są właściwymi adresatami nienawiści i jej zewnętrznych poczynań, nie ludzie sami. To rozwiązanie uchyla w zasadzie antynomię walki klas i etyki podstawowej. Pozwala ono najgorliwszemu aktywiście najostrzejszej nawet walki klasowej prowadzić ją bez nienawiści do osób i trzymać się hasła, które zabrania zadawać wrogowi jakiekolwiek cierpienie poza koniecznościami sprawy, o którą się walczy, i koniecznościami obrany tych, których się wzięło w opiekę w tej walce, oraz tych, z którymi prowadzi się ją ramię przy ramieniu. A jeśli nasza analiza jest poprawna, wtedy można powiedzieć chyba tyle, że socjalistyczne przykazanie walki klas nie sprzeciwia się etyce porządnego człowieka. Uzupełnia ją natomiast, wskazując światu pracy na daną chwilę dziejową obiekty koncentracji wysiłków bojowych. A zbędna jest chyba w tym miejscu uwaga, że procesy walki klasowej na ogół i pospolicie toczą się, niestety, inaczej. Między faktycznym jej tokiem a wzorcem faktycznie możliwym często zachodzi różnica, za którą etyczny program wychowawczy socjalizmu nie jest odpowiedzialny.

Na szczęście jednak walka klasowa prze biega fazy a różnym nasileniu i po zwycięstwie następuje doba pozytywne j budowy nowego ustroju. Ustaje z czasem potrzeba nastawień antagonistycznych względem członków własnego społeczeństwa spoza barykady społecznej, skoro sama barykada przestała istnieć. Można wtedy urabiać młodych w duchu solidarności uniwersalne j, jeżeli idzie o współobywateli takiego społeczeństwa. Ograniczenie stanowi tu jedynie świat przestępczy. Ale problem represji karnej, jako problem wychowawczo-moralny, nie jest, jako taki, problemem swoistym dla socjalizmu. Jak pogodzić istotę kary, a zwłaszcza karę śmierci, karę robót ciężkich, karę pozbawienia wolności wreszcie ze wskazaniami etycznymi porządnego człowieka, oto przykłady zagadnień nurtujących sumienia ludzkie wszędzie, niezależnie od typu polityczno-ekonomicznego danego społeczeństwa. A niby echo pedagogiczne tych zagadnień etyczno-prawnych odzywa się w sercach nauczycielstwa odpowiednie zagadnienie etyczno-wychowawcze: jakie urabiać nastawienia i motywacje u młodych w stosunku do instytucji kary we wszelkich jej, straszliwie groźnych nieraz, aspektach. Nie zamierzamy tu roztrząsać systematycznie tych i tym podobnych kwestii, nie znamiennych dla dążeń socjalizmu. Wykracza to poza granice obranego ośrodka skupienia. Niech nam wolno będzie tylko uczynić przy sposobności trzy uwagi.

Po pierwsze, pragniemy zaapelować do moralistów i wychowawców, by zechcieli rozważyć hasło, które by można było nazwać hasłem "cywilizacji" represji karnej. Polegałaby ona na traktowaniu kary wedle schematu odszkodowania, nakazywanego w orzeczeniach sądowych o charakterze cywilnym. Wyrzec się wszystkich elementów zemsty w wymiarze kar, zrezygnować z zadawania przestępcy cierpień po to, by innych odstraszyć od popełnienia przestępstw, natomiast i jedynie - zmuszać świat przestępczy do odrabiania w tej mierze, w jakiej to tylko jest wykonalne, krzywd innym wyrządzonych.

Po drugie, dopóki będzie istniała wadliwa zasadniczo instytucja kary śmierci, niechaj by jej wykonanie odbywało się pod narkozą. Wszak porządnych ludzi obowiązuje praktykowanie sprawiedliwości bez okrucieństwa, bez zadawania cierpień zbędnych dla istoty zabiegu o charakterze represji.

Po trzecie, skoro mowa o okrucieństwie, nie podobna nie poruszyć zagadnienia stosunku do zwierząt. Jest to, naszym zdaniem, kwestia wychowawcza bardzo doniosła; uczyć każdego od maleńkości, by dbał o minimalizację cierpień, które człowiek musi zadawać pozaludzkim istotom żywym, uprawiając racjonalną gospodarkę; i oczywiście, by nie robił sobie satysfakcji ze znęcania się nad zwierzętami, lecz przeciwnie, nauczył się okazywać im życzliwość w granicach życiowych konieczności.

Ale dość o tym i w ogóle o etyce stosunków antagonistycznych. Czas zająć się etyką współpracy, etyką zasadniczego stosunku wzajemnego ludni w społeczeństwie bezklasowym, do którego zmierza socjalizm i którego stereotyp zaczyna dominować jako wzorzec po dokonaniu zwycięskiego przełomu ustrojowego, po zlikwidowaniu instytucji prywatnego eksploatatorskiego ,właścicielstwa. Wysuwa się wówczas na czoło kompleks walorów moralnych -r. rubryki gorliwości i sumienności. To mówiąc, nie chcemy bynajmniej przesuwać się z terenu etyki na teren ocen gospodarczych. Niewątpliwie pracowitość i staranność należą do takich właśnie ocen, ferowanych tytułem pochwały za udział pozytywny, sprawny i skuteczny w produkcji dóbr. Atol: zazębiają się i zawęźlają takie oceny nierozłącznie z ocenami treści etycznej, przerastają w nie niejako. Gorliwie i sumiennie - to nie znaczy tylko pracowicie i starannie w tym sensie, w którym pracowitą robotę przeciwstawiamy robocie ospałej, a robotę staranną funkcjonowaniu automatycznemu, biernemu, bez wytężenia uwagi. W pochwale za gorliwość i sumienność brzmi odniesienie do motywacji osób działających, do ich motywacji etycznej. Ten na taką pochwałę zasłużył, kto hojnie i ofiarnie wkłada swój wkład. intensywnego wysiłku w sprawę umiłowaną, lato czuje się odpowiedzialnym moralnie za ten swój wysiłek i robi swoje jak najlepiej bez kontroli z zewnątrz, zasługując w ten sposób na uznanie ludzi godnych szacunku. Czyż trzeba dodawać, że urabianie w młodzieży takich postaw musi wchodzić do programu wychowania moralnego w socjalizmie? Wystarczy sobie uprzytomnić, że społeczeństwa budujące socjalizm znalazły się w fazie dokonywania eksperymentu dziejowego: zamierzają wszak uzyskać stopę życiową taką, jaką już uzyskały niektóre przodujące gospodarczo społeczeństwa niesocjalistyczne, a nawet je pod tym względem przewyższyć. A do tego potrzeba wielkie j dzielności gospodarczej, która z kolei wymaga cnót wymienionych. Nie tylko tych zresztą. Zbędnym jest również przypominanie, że właśnie szkoła potrafi wiele zdziałać dla ich rozkwitu. I znowu: nie są to wymagalniki swoiście socjalistyczne w zasadzie. Ze względu jednak na specyficzną sytuację w obecnej dobie dziejowej społeczeństw budujących socjalizm są one bodaj wyjątkowo ważne dla realizacji tego programu.

Padło znowu. słowo: "dzielność", a z tym słowem kojarzy się nieodparcie pojęcie inicjatywy, kierujące myśl analityczną ku rozważeniu drugiej antytezy. Z jednej strony bowiem trudno nie włączyć zaradności do kompletu zalet socjalisty, z drugiej strony jednak socjalizm występuje przeciwko praktykowaniu inicjatywy prywatnej. Czyżby więc żądał zaniku inicjatywy w ogóle, czyżby żądał wychowywania młodych na ludzi pozbawionych przedsiębiorczości? Zagadnienie to jest żywe, ponieważ dzisiejsza terminologia formułowania haseł socjalistycznych sugeruje podobne wnioski. Nie tylko jednak terminologia. Tkwi tu coś innego, a istotnego. Wszak kierownicze planowanie gospodarcze wspólnoty socjalistycznej obejmuje całość funkcji gospodarczych, każdemu wyznaczając określone odgórnie zadania wykonawcze. Gdzie więc miejsce na własną myśl nowatorską poza czynnikami stojącymi na szczycie? Odpowiedź słyszymy następującą. Nie należy utożsamiać pojęcia inicjatywy prywatnej z pojęciem inicjatywy w ogóle. Socjalizm tłumi programowo inicjatywę skierowaną ku określonemu celowi. Nie chce, by ją zużywano dla zdobywania prywatnych narzędzi produkcji i eksploatowania pracy najemnej przy pomocy tych narzędzi dla zysku ich posiadacza. Dopuszcza natomiast i zaleca rozkwit pomysłowości, zaradności, przedsiębiorczości, w ogóle inicjatywy w sprawowaniu funkcji współpracowników działającej zbiorowo całości. Wskazuje się np. dziedzinę racjonalizatorstwa jako dziedzinę możliwego prosperowania inicjatywy.

Inne perspektywy otwiera udział rzeszy robotniczej w kierowaniu całością przedsiębiorstwa, nie mówiąc już o szerokiej amplitudzie możliwości kroków inicjatorskich we wszystkich pracach koncepcyjnych konstruktorów, w badawczych lub dydaktycznych pracach profesury. A nie należy zapominać o postulacie rosnącej decentralizacji w działaniach zbiorowych, decentralizacji, której postępy dają coraz większe możliwości rozwijania inicjatywy na niskich nawet stosunkowo szczeblach organizacji współdziałania. Akceptuje tedy program socjalistyczny hasło ogólne inicjatywy, jako składnika dzielności indywiduów. Żąda tylko zmieszczenia niejako przedsiębiorczości, pomysłowości, zaradności itp. w formach organicznego działania zbiorowego, uprawianego dla celów społecznie cennych. Ale trzeba przyznać, że łatwiej o pełnię inicjatywy w warunkach mniejszej kolektywizacji działań i szerokich luzów dla konkurencji działań poszczególnych osób. Wymaga tedy program socjalistyczny intensywnej i uporczywej pracy wychowawczej nie w kierunku stłumienia inicjatywy w ogóle, lecz w kierunku utrzymania jej i rozwoju, a zarazem przemiany jej motywów oraz intencyj. I na tym również miejscu dorzucimy parę słów uzasadnienia, dlaczego poruszamy tę sprawę w ramach dzisiejszego tematu. Czy wychowanie ludzi dzielnych jako takich należy do zadań wychowania moralnego? Czy więc kultura inicjatywy, istotnego składnika dzielności, mieści się w obrębie tych zadań? Sądzimy-, że tak. Albowiem dzielność to nie sprawność i tylko sprawność. Dzielność to sprawność w czynach gorliwych, sprawność złączona z dążeniami godnymi szacunku.

Trzecią z kolei musimy sobie uprzytomnić antytezę, nader bliską rozważanej przed chwilą. Mam na myśli antytezę karności i samodzielności w urabianiu i głoszeniu własnego zdania. Wszelka działalność zbiorowa wymaga subordynacji. Ten postulat nabiera szczególnej mocy w budownictwie socjalizmu. Prąd to bowiem masowy, walczący, a przy tym walczący z chaosem gospodarki wolnokonkurencyjnej, wyspecjalizowanej niejako w kulcie planowania działań uczestników akcji zbiorowej. Ale ci uczestnicy akcji zbiorowej są indywiduami ludzkimi, osobowościami, a im dalej osobnik ludzki jest. posunięty w rozwoju duchowym, tym wyżej ceni sobie własną oryginalność i z tym większą stanowczością domaga się prawą do własnego sądu. W obliczu tej podstawowej dysharmonii ukształtowały się i uwydatniły praktycznie dwa przeciwstawne wzorce wychowawcze.

Jeden z nich - to wzorzec armii walczącej, a dobrze wiadomo, co charakteryzuje dyscyplinę wojskową. Trzeba słuchać rozkazu, nie ma tu miejsca na spory. Nie jest zadaniem żołnierza obmyślanie odpowiedzi na problemy dowództwa, dawanie wyrazu osiągnięciom własnego namysłu, postępowanie wedle treści tych osiągnięć.

Drugi wzorzec zarysowują ideologowie humanizmu socjalistycznego, głosząc tezę, że cały ruch socjalistyczny zmierza i chce zmierzać w kierunku najbujniejszego rozkwitli indywidualności Ludzkich, wyzwolonych z pęt ucisku i z sideł chaosu gospodarki kapitalistycznej. Ten rozkwit obejmuje pełnię samodzielnej myśli badawczej, krytycznej, oceniającej i projektującej i pełnię uprawnień dyskusyjnych dla obrany wyników indywidualnego oryginalnego namysłu. Trudno mieć wątpliwości co do tego, który z tych dwóch wzorów bliższy jest pedagogom. Zapewne, zdarzają się przypadki, kiedy prowadząc akcję wspólną trzeba zacisnąć zęby i robić, co każą, w milczeniu i posłuszeństwie. I trzeba umieć zrezygnować na ten czas z kształtowania, głoszenia i stosowania własnego sądu, i tak bywa w zapasach na polu bitwy, w doraźnej akcji ratowniczej, w strajku ogłoszonym przez związek zawodowy itp. Ale pedagog nie zgodzi się na to, by urabiać młodych na chętnych i sprawnych wykonawców zleceń, czyniących to niezależnie od własnego, na osobistym przemyśleniu opartego akcentu. Podobnie to jasne, jak to, że pedagog nie zechce wyrabiać w młodych psychiki militarnej, choć uzna, że w wyjątkowych chwilach zagrożenia bywa koniecznością sprawny udział w potrzebie bojowej i że trzeba się wtedy umieć zdobyć na akt fizycznej przemocy. Drugi więc z uprzytomnianych wyżej wzorców będzie miarodajny w wychowaniu moralnym młodzieży socjalistycznej, i to jasne, że szkoła dużo tu .zdziałać potrafi, rozbudzając myśl dociekliwą, zaprawiając świat uczniowski do racjonalności i samowiedzy we wszelkich poczynaniach, ucząc cenić godność człowieka samodzielnie myślącego jako takiego, utwierdzając wreszcie młodych w trudnej cnocie prawdomówności, gdyż na drodze do stosunków istotnie sprawiedliwych, których spragniony jest rzetelny socjalista, zdarzają się wyboje i rozpadliny, czyhające na tych, co idą pro to przed siebie. Skoro zaś stanęło nam w myśli pojęcie prawdomówności, to chce się o nim powiedzieć jeszcze, iż osobliwie ważna jest prawdomówność w wychowaniu nauczycieli i że bardzo szkodliwe musiałyby być przeto wszystkie takie cechy ustroju szkolnego, które by się kłóciły z moralnym wymagalnikiem prawdomówności nauczyciela.

I jeszcze jedną, na koniec, czwartą antytezę niech nam wolno będzie poddać pod rozwagę czytelników. Oto siłą napędową socjalizmu była surowa konieczność zrzucenia jarzma wyzysku, umęczenia i nędzy z bark proletariatu. Ale zmierza obecnie socjalizm do prześcignięcia w dobrobycie społeczeństw, gdzie dojrzewa problem zapełnienia wolnego czasu. Technika bowiem i organizacja oraz nagromadzony zasób narzędzi i w ogóle dóbr wytwarzanych sprawią ponoć niebawem, że dla zaspokojenia potrzeb gospodarczych wystarczy nader krótkie pensum czasu roboczego. Dziś musimy nawoływać do pracy intensywnej i długotrwałej i wychowywać rzesze w pasji działania produkcyjnego, jutro - da programu socjalistycznego wejdzie palący problem, ku czemu skierować energię człowieka w godzinach, kiedy nie będzie mógł jej zużytkować dla potrzeb podstawowych.

W uproszczeniu zagadnienie sprowadza się do kwestii: jak uchronić ludzi od popadnięcia w marazm, gdy nie będą mieli nic ważnego do robienia w czasie, który będą musieli bądź co bądź czymś wypełnić. Dalekie to maże jeszcze kłopoty u rias i nie tylko u nas, ale nie fantazmaty, lecz realne perspektywy. Czy więc nie byłaby rozsądnym pomyśleć o roli, jaką może odegrać w spodziewanej przyszłości uprawianie zainteresowań wykraczających poza obręb użyteczności gospodarczej, a utrzymujących osoby, które się im oddają, w karbach dyscypliny wewnętrznej i w ramach aktywnego uspołecznienia. Mam na myśli rozmaite takie zajęcia, jak uprawianie nieutylitarnego znastwa obranej dziedziny rzeczywistości, jak gromadzenie .zbiorów pomników kultury określonego rodzaju, jak współzawodniczenie w amatorskich umiejętnościach (np. w grach zręcznościowych lub intelektualnych), jak systematyczne obserwowanie przyrody, jak uczestnictwo w twórczości lub odtwórczości artystycznej... Nie zaniedbujmy tych źródeł radości, nie ograniczajmy programu kształcenia tylko da nauki i sprawności gospodarczo utylitarnych...

Zgoda - mógłby ktoś w tej chwili zawołać - ale dlaczego mówisz o tym teraz, gdy zastanawiamy się wspólnie nad zagadnieniem wychowania moralnego" Odpowiedź i w tym przypadku będzie prosta. Wszak do zadań wychowania moralnego należy obrona przed obniżaniem poziomu etycznego, a jeśli się nie zadba w skali publicznej i przy pomocy szkoły o należyte zapełnienie tak zwanego wolnego czasz, to ów czas wolny może być użyty bardzo źle: nic warte są godziny puste, mało warte godziny zapełnione pustotą, złe - godziny zapełniane rozpustą. Pozwoliliśmy sobie na niewinną grę słów. Przez "rozpustę" rozumiemy tutaj po prostu rozluźnienie dyscypliny wewnętrznej, niekoniecznie najjaskrawsze.

Na zakończenie jedno tylko. Wypada zająć stanowisko względem nawoływania, by wzbudzać entuzjazm do socjalizmu. Byłoby to, oczywiście, dla sprawy socjalizmu nader cenne i nie ulega wątpliwości, że do programu socjalizmu należy postulat takiego samoutwierdzenia. Przeto życzliwi dla tej sprawy wychowawcy chętnie będą próbowali przyczyniać się do podobnego celu, jeśli będą trwale przeświadczeni o jego wykonalności. Entuzjastami socjalizmu byli ,;ego inicjatorzy. To samo można powiedzieć o klasie robotniczej w chwilach jej zrywów wyzwoleńczych, w godzinach wytężonej walki o prawo do ludzkiego bytu. Aby jednak na stałe zjednać dla socjalizmu i zapalić do jego sprawy ogół rozumnych ludzi dobrej woli, trzeba określonych różnych uwarunkowań. Nie wystarczą wysiłki szkół i zawodowych wychowawców. Głównym czynnikiem musi się stać tutaj praktyka konstruktorów socjalizmu. Obyż umieli oni tak budować ten ustrój 'bytu społecznego, by porywał on ku sobie samym własnym, realnym, namacalnym niejako przykładem już in statu nascendi.

Źródło:

  • T. Kotarbiński, Wychowanie moralne w programie socjalistycznym [w:] Medytacje o życiu godziwym, Warszawa 1966.


Do góry