Varia, czyli różności


Cuda Św. Stanisława

Artykuł I

Najpierw co się tyczy artykułu I, który brzmi: O wskrzeszeniu syna Richarda. Gdy Richard Lombardczyk1 wraz z żoną ciężarną przybył do Krakowa z okazji uroczystości św. Floriana2, trzeciej nocy żona jego wydała na świat zdrowe bliźnięta, chłopca i dziewczynkę. Chłopiec jednak następnego dnia po urodzeniu zmarł bez łaski chrztu. Gdy oznajmiono to ojcu, serce jego ogarnął ból nie tyle z powodu śmierci potomka, ile nad śmiercią jego duszy. Tedy wznosząc myśl ku Bogu z wielką wiarą i ze łzami zanosił do Boga usilną prośbę, aby raczył przez chwalebne zasługi św. Stanisława wskrzesić jego syna, aby przynajmniej mógł przyjąć sakrament odrodzenia; dlatego też od godziny jutrzni aż do trzeciej godziny3 nie pozwolił pogrzebać zmarłego chłopca. O trzeciej godzinie zaś oznajmiono ojcu: "Oto syn twój żyje". Wtedy przepełniony radością bezzwłocznie zatroszczył się o to, aby oboje dzieci odrodziły się w Chrystusie z wody i Ducha Świętego w kościele Panny Maryi4. Chłopiec zaś, który został wskrzeszony, przeżył ów dzień i następną noc, lecz o świcie zmarł śmiercią doczesną, a przeszedł do życia i spoczynku wiecznego.

Artykuł II

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu II, który brzmi: O wyleczeniu wola.

Rycerz Andrzej z Proszowic5 miał jakieś rosnące mięso, które nazywa się "wul". Ten nie pozwalał mu jeść ani pić, ani nic przełknąć, a nawet często tak mu dławił oddech, że to groziło mu śmiercią. A gdy już nie miał żadnego innego lekarstwa, ślubował, że z największą pobożnością odwiedzi grób św. Stanisława, gdy zaś to uczynił, wkrótce zasłużył sobie na otrzymanie upragnionego zdrowia.
[...]

Artykuł III

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu III, który brzmi: O uzdrowieniu chorego na karbunkuł.

Tenże Andrzej6 miał na wielkim palcu prawej nagi niebezpieczny karbunkuł, który powodował gwałtowny, ostry ból. Następnego dnia po powstaniu wrzodu złożył ślub św. Stanisławowi, że pieszo pójdzie wraz z żoną do jego grobu. I od razu następnej nocy znikł całkiem wielki wrzód, z powodu którego cierpiał.
[...]

Artykuł IV

W dalszym ciągu co, się tyczy artykułu IV, który brzmi: O wyleczeniu z wrzodu.

Gdy książę opolski Władysław7 udawał się z pośpiechem da księcia krakowskiego Bolesława8 na umówiony zjazd, w ciągu jednej nocy wyrósł na jego biodrze straszny wrzód, który kazał mu całkiem zwątpić o dokonaniu zamierzonej podróży. Gdy zaś zapadł w sen, usłyszał w widzeniu te słowa: "Wezwij św. Stanisława, a otrzymasz łaskę upragnionego zdrowia". Uczynił to, a zbudziwszy się poznał, że jest całkiem uwolniony z choroby. Przez długi jednak czas później utrzymywała się na jego ciele blizna, czyli niebolesny ślad wrzodu.
[...]

Artykuł V

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu V, którzy brzmi: O uleczeniu chłopca, który urodził się owrzodzony i ślepy.

Pewna kobieta imieniem Godusza9 urodziła chłopca owrzodzonego i ślepego; pomiędzy powiekami bowiem nie widać było żadnego śladu oczu poza wąską szparką. Na głowie i na wszystkich członkach miał skórę całkiem pokrytą wrzodami, z których wydobywała się krew i ropa. Gdy drugiego dnia po urodzeniu zaniesiono go do chrztu do kościoła i ochrzczono, proboszcz widząc ślepotę chłopca i owrzodzenie skóry poradził rodzicom, aby przez trzy dni pościli na cześć św. Stanisława i błagali o jego opiekę nad chłopcem. Tak też uczynili, a gdy już minął drugi tydzień od urodzenia chłopca, a rodzice nie ustawali w modlitwie, oto jednego dnia chłopiec otworzył oczy i odzyskał wzrok, a na całym ciele ukazała się piękna skóra, jak u zdrowego chłopca.
[...]

Artykuł VI

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu VI, który brzmi: O odzyskaniu wzroku przez pewnego ślepego kapłana.

Pewien kapłan Niemiec10 od dłuższego czasu stracił całkiem wzrok. Nie mógł on nawet kroku postawić na drodze bez przewodnika. Pewnej więc nocy, gdy leżał samotny i rozmyślał nad swoim losem, przyszła mu do głowy myśl o owym ewangelicznym biedaku, który kopać nie potrafił, a żebrać się wstydził. A gdy następnie zapadł w głęboki sen, ukazał mu się jakiś mąż siwy o dostojnej twarzy i rzekł do niego w widzeniu: "Współczuję twej nędzy i opuszczeniu. Radzę ci więc, abyś ofiarował się św. Stanisławowi, biskupowi krakowskiemu, i abyś odwiedził jego grób, gdy tylko znajdziesz dogodną porę. Teraz jednak staraj się przez pierwszego pielgrzyma, jakiego dziś spotkasz, posłać pobożnie do grobu św. Stanisława tyle pieniędzy, ile znajdziesz przy sobie". Kapłan odpowiedział: "Panie, na duszę moją! Sądzę, że żadnych pieniędzy przy sobie nie posiadam". A on na to: "Szukaj, a znajdziesz". Kapłan więc wstawszy rano opowiedział swemu towarzyszowi, drugiemu kapłanowi z tej parafii, o tym, co usłyszał w widzeniu. Ponieważ zaś zdarzyło się to niedługo przed kanonizacją św. Stanisława, więc zapytał wspomnianego plebana, kim jest ów nowy święty, który w Krakowie cieszy się wielką czcią. Ten odpowiedział, że jest to św. Stanisław, biskup krakowski. A na to kapłan; "Chociaż wiem, że żadnych pieniędzy nie mam przy sobie, jednak włożę rękę do mej sakiewki, abym mógł, zgodnie z poleceniem danym mi we śnie, pierwszemu pielgrzymowi, którego spotkam, dać na ofiarę dla św. Stanisława, jeżeli przypadkiem coś znajdę". Następnie wyjął z sakiewki dwa denary, które nieoczekiwanie znalazł, a Bóg dla z asług swego męczennika otworzył jego oczy, aby je zobaczył, więc zakrzyknął: "Chwała niech będzie Bogu i Jego biskupowi Stanisławowi, który otworzył oczy moje. Oto bowiem widzę i same denary i doskonale dostrzegam obraz i napis na nich". Następnie opisał wymienionemu plebanowi dokładnie kształt obrazu i napis na denarach. A gdy wraz z nim już bez przewodnika wesoło pobiegł do kościoła, aby złożyć należne dziękczynienie Bogu i św. Stanisławowi za otrzymaną łaskę, spotkał przed drzwiami kościoła pewnego pielgrzyma, który był właśnie w drodze do grobu świętego męczennika. Kapłan wręczył mu owe dwa denary błagając, aby je ofiarował przy grobie świętego biskupa, a sam ślubował, że szybko się tam wybierze. Do krewnych zaś swoich wysłał pewnego chłopca, który był jego przewodnikiem podczas ślepoty, aby im z radością opowiedział to, co mu się zdarzyło dla zasług św. Stanisława. Sam zaś wkrótce poczyniwszy odpowiednie przygotowania wyruszył w drogę, a przybywszy do grobu św. Stanisława męczennika pobożnie dopełnił swego ślubu, złożył dzięki, a potem doskonale widział.
[...]

Artykuł VII

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu VII, który brzmi: O uzdrowieniu ślepego na oboje oczu.

Rinard z Krzyżanowic11 w dniu św. Michała12, kiedy uroczyście dzwoniono na mszę, zabrał psa i sokoła i poszedł na polowanie. A skoro wrócił, ciężko zachorował na ból głowy i oczu i leżał przez dwa tygodnie nic nie widząc. A następnie cierpienie tak się wzmogło, że prawe oko całkowicie wyszło mu z oczodołu i można je było widzieć, jak wisiało na twarzy, lewe zaś wysadziło mu tak, że zaniewidział na oboje i był ślepy. Za radą brata i siostry polecił się św. Stanisławowi i poszedł postępując za siostrą, która go prowadziła. A gdy przyszedł do grobu tegoż świętego, wzywając jego pomocy u Boga, polały mu się obficie łzy i powstawszy z modlitwy widział już i odtąd zaczął widzieć dobrze, i nie znać było na nim żadnych śladów kalectwa ani oszpecenia.

Powiadają egzaminatorzy:13 To już trzeci rok, jak się to stało.

Stwierdzają to pod przysięgą:sam Rinard, 1. świadek VII artykułu zeznaje jak w rubryce
brat jego Richard, 2. świadek VII artykułuzeznaje tak samo co do sensu, prócz tego, że powiada: czy zupełnie dobrze widział, tego nie wie; ale widział go widzącym, kiedy wrócił, widział, że miał zdrowe oczy i chwalił Boga
dobra niewiasta Świętosława, 3. świadek VII artykułuzeznaje co do sensu jak w rubryce i więcej jeszcze, ale nie dosłownie
siostra wspomnianego Rinarda, Berta, 4. świadek VII artykułumówi to samo ze wszystkimi szczegółami
pan Trojan, 5. świadek VII artykułu, kustosz katedry14nie powtarza dosłownie rubryki, ale mówi, że widział go zupełnie niewidomego i ślepego, a potem kiedy wrócił do niego, widział go ze zdrowymi oczyma i dobrze widzącego.

Egzaminatorzy niniejszej sprawy15 wraz z wielu pobożnymi mężami powiadają, że widzieli go bez żadnych śladów kalectwa czy oszpecenia.

Artykuł VIII

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu VIII, który brzmi: O uzdrowieniu z padaczki.

Bogusz z Pielgrzymowic16 przyprowadził przed egzaminatorów17 niniejszej sprawy pewnego chłopca imieniem Mikołaj, który cierpiał w swoim czasie na padaczkę i przy tym gwałtownie toczył pianę; cierpienie to trwało u niego przez jeden rok, a w czasie, gdy podniesiono z ziemi kości św. Stanisława18 i zbiegły się tłumy ludzi, ponieważ z dawien dawna miał on sławę świętości, ojciec Bogusz włożył wspomnianego chłopca do grobu tego świętego i kazał mu całować ziemię, w której leżały kości świętego biskupa Stanisława19. I od tego czasu, choć już minął siódmy rok, pozostał on całkiem zdrowy i nigdy już nie dręczyła go ta choroba.

Stwierdzają to pod przysięgą:Wspomniany Bogusz,1. świadek VIII artykułuzeznaje jak w rubryce
Radoń z tej samej wsi, 2, świadek VIII artykułumówi szczegółowo o wszystkim to samo, lecz innymi słowami
matka chłopca, 3. świadek VIII artykułupytana o szczegóły mówi o wszystkim zupełnie to samo.

Artykuł IX

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu IX, który brzmi: O uzdrowieniu człowieka, który przez pół roku chorował.

Rycerz Ciechosław z Morawicy20 zapadł w ostatnim roku na ciężką chorobę, która wzmagała się coraz bardziej i bardziej od dnia św. Michała21 aż do Wielkiego Czwartku22. A gdy już zwątpiono o jego życiu, za namową swojej żony złożył ślub Bogu i biskupowi Jego, św. Stanisławowi, że nawiedzi grób jego, jeśli przywróci mu zdrowie. I zaraz potem począł doznawać poprawy zdrowia, a gdy, słaby jeszcze, nawiedził osobiście grób jego, od razu odczuł całkowite uzdrowienie.

Stwierdzają to pod przysięgą:sam Ciechosław, 1, świadek IX artykułuzeznaje dosłownie jak w rubryce
żona jego, 2. świadek IX artykułumówi wszystko to samo
kanonik Gosław23 z Krakowa, 3. Świadek IX artykułumówi zupełnie to samo, co wyżej wymienieni
pleban z tejże wsi, Świętek24, 4. Świadek IX artykułumówi zupełnie to samo
egzaminatorzy25, którzy piszą:widzieliśmy go w doskonałym zdrowiu.

Artykuł X

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu X, który brzmi: O uzdrowieniu beznadziejnie chorego.

Gdy pewien chłopiec zachorował ciężko26 i już beznadziejnie, matka poleciła go św. Stanisławowi biskupowi i zaniosła go do jego grobu, a zaraz potem zabrała go uzdrowionego.

Stwierdzają to pod przysięgą:Tomka, matka chłopca, 1. świadek X artykułuzeznaje jak w rubryce
sąsiad jej, Janusz, 2. świadek X artykułumówi to samo, co pierwszy świadek
Przybysław, stryj wspomnianego chłopca, 3, świadek X artykułuwszystko to samo.

Artykuł XI

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XI, który brzmi: O uzdrowieniu z wrzodu w gardle chorego, nad którym zapalono świecę jak nad umarłym.

Wojsław z Czernichowa27 miał w tym roku jakiś wrzód w gardle. Przez trzy dni choroba tak go udręczyła, że nie mógł jeść ani pić, ani niczego przełknąć i miano go już za umarłego tak dalece, że zapalono nad nim świecę, jak to jest w zwyczaju czynić nad umarłym28, wówczas ukazał mu się w widzeniu jakiś mąż w białych szatach i poradził mu, aby udał się do kustosza katedry krakowskiej Trojana29, który pokaże mu grób św. Stanisława biskupa, za którego wstawiennictwem zostanie uzdrowiony. A ponieważ człowiek ów nie mógł mówić, przeto w myśli powziął postanowienie, że tak uczyni i natychmiast wrzód pękł, a on wyzdrowiał i czwartego dnia przybył do grobu świętego biskupa Stanisława.

Stwierdzają to pod przysięgą z wyjątkiem dwóch ostatnich, którzy nie mówią o widzeniu:sam Wojsław, 1. świadek XI artykułuzeznaje jak w rubryce
siostra jego, 2. świadek XI artykułumówi to samo o chorobie i uzdrowieniu
pleban Świętek30, 3. świadek XI artykułuwszystko to samo.

Artykuł XII

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XII, który brzmi: O uzdrowieniu człowieka, o życiu którego zwątpiono.

Syn Radosława z tej samej parafii31 był beznadziejnie chory, a gdy ojciec ofiarował chłopca Bogu i sprowadził go do grobu św. Stanisława biskupa, natychmiast został uzdrowiony.

Stwierdzają to pod przysięgą:sam Radosław, 1. świadek XII artykułuzeznaje dosłownie jak w rubryce
babka chłopca, 2. świadek XII artykułumówią to samo.
Jakub z tej samej parafii, 3. świadek XII artykułu

Artykuł XIII

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XIII, który brzmi: O uzdrowieniu obłąkanego.

Piętnastoletni syn rycerza Jana z Uliny32 był obłąkany tak, że bił ludzi i wszystko robił nierozumnie. Ojciec jego za radą biskupa krakowskiego pana Prędoty33 zaprowadził go do grobu św. Stanisława biskupa, a gdy dano choremu do picia wodę, w której zanurzono pierścień wspomnianego biskupa34, natychmiast powrócił do rozumu i wyzdrowiał w tym roku, w święto Nawrócenia św. Pawła35.

Stwierdzają to pod przysięgą:tenże rycerz Jan, 1. świadek XIII artykułuzeznaje jak w rubryce
Marzenka, służebna chłopca, 2. świadek XIII artykułumówi to samo o obłąkaniu i całkowitym uzdrowieniu dokonanym w jednej chwili.

Artykuł XIV

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XIV, który brzmi: O uzdrowieniu niemej.

Trzyletnia córka Piotra ze Sławkowa36 zaczęła chorować w dniu Objawienia Pańskiego37 tak ciężko, że chociaż przedtem mówiła, w Niedzielę Palmową zupełnie straciła mowę i pozostała niema aż do dnia znalezienia Krzyża Świętego38. A gdy ojciec obawiając się o jej życie polecił ją św. Stanisławowi biskupowi i złożył ją na wozie, aby zawieźć do Krakowa, zaczęła mówić i poprawiło się jej, zanim jeszcze przebył pół mili, a następnego dnia, skoro przybyła do grobu świętego, nagle została uzdrowiona.

Stwierdzają to:wspomniany Piotr, 1. świadek XIV artykułuzeznaje jak w rubryce
Jan, pleban ze Sławkowa, 2, świadek XIV artykułuwiadomo mu o chorobie i uzdrowieniu, o tym, co działo się między jednym a drugim nie.

Artykuł XV

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XV, który brzmi: O uzdrowieniu sparaliżowanej nogi.

Mąż szlachetnego rodu, Śmił z Morawicy39, chorował przez przeszło rok, zwłaszcza zaś utracił władzę w jednej nodze i sporządził testament, bo całkiem zwątpił o swoim życiu. A za radą kanonika krakowskiego Miłosława40 polecił swoje zdrowie św. Stanisławowi biskupowi i ślubował, że nawiedzi jego grób. Posłano po pierścień św. Stanisława41 i natychmiast, skoro tylko pan Jan, opat z Tyńca42, pobłogosławił jego nogę owym pierścieniem, ból nogi i całego ciała ustąpił. On sam zaś, skoro zaniesiono go do grobu, na własnych nogach wszedł do kościoła, a po odmówieniu modlitwy uczuł się całkiem zdrowym i ma się dobrze aż do dnia dzisiejszego. Na św. Wojciecha43 minęły trzy lata od tego zdarzenia.

Stwierdzają to pod przysięgą:sam Śmił, mąż szlachetnego rodu, 1, świadek XV artykułuzeznaje jak w rubryce
Świętek, pleban z Morawicy44, 2. świadek XV artykułumówi o chorobie, o ślubie oraz o zaniesieniu go do grobu
diakon Przybysław, 3. świadek XV artykułumówi, że rycerz tak mu opowiadał, a poza tym sprawa jego uzdrowienia była wszystkim znana

Powiadają także egzaminatorzy, że potwierdza to brat Włost z zakonu kaznodziejskiego i inni bracia zaprzysiężeni i że stało się to przed dwoma laty.

Artykuł XVI

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XVI, który brzmi: O uzdrowieniu z wrzodu w gardle.

Mąż szlachetnego rodu Marcin, brat wspomnianego Śmiła45, w ubiegłym roku miał na Wniebowzięcie Matki Boskiej46 wrzód w gardle przez trzy dni tak, że nawet nie mógł niczego wziąć do ust. Przeżegnany został pierścieniem św. Stanisława biskupa47 i w tej samej chwili wrzód pękł, a on sam całkiem odzyskał zdrowie. Dwukrotnie też został napomniany48, aby wzywał pomocy św. Stanisława.

Stwierdzają to pod przysięgą:sam Marcin, 1. świadek XVI artykułuzeznaje dosłownie jak w rubryce
rycerz Śmił, brat jego, 2. świadek XVI artykułumówi wszystko to samo; o widzeniu jednak powiedzieć nie może.

Artykuł XVII

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XVII, który brzmi: O uzdrowieniu połowy twarzy i szyi.

Kobieta ze szlachetnego rodu, Dobroniega49, wdowa po rycerzu Jakubie, zachorowała i zajętą miała połowę głowy i twarzy oraz część szyi. Gdy przyniesiono do niej pierścień św. Stanisława50 i pobłogosławiono ją nim, nagle obrzmienie ustąpiło i całkowicie odzyskała zdrowie, tak że nazajutrz nie było nawet śladu wrzodu, a w dzień św. Wita51 minęło już od tego trzy lata. A gdy ukrywała ten fakt, śniło się jej, że nos ma znowu obrzmiały jak przedtem, i usłyszała głos, który wyjaśnił jej przyczynę, a mianowicie że to dlatego, iż ukryła to, co się z nią stało.

Stwierdzają to:sama Dobroniega, 1. świadek XVII artykułudosłownie jak w rubryce
Ambroży z miasta52, kapłan od św. Marcina53mówi, że przeżegnał ją pierścieniem wspomnianego biskupa, że widział jej chorobę, a następnie ją samą uzdrowioną.

Artykuł XVIII

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XVIII, który brzmi: O przywróceniu zdrowia kobiecie, która miała rękę i nogę sparaliżowaną.

Jutrka z Koźmic54 ciężko chorowała po porodzie od [dnia] św. Wojciecha55 w zeszłym roku aż do końca września56 jej lewa ręka i lewa noga zostały sparaliżowane i nie miała w nich żadnej władzy. Wtedy ukazał się jej w widzeniu jakiś mąż biało ubrany, który jej radził, aby poleciła się świętemu biskupowi Stanisławowi, a zastanie uzdrowiona. A skoro to uczyniła i złożyła ślub, natychmiast wyprostowała rękę i nogę i odzyskała całkowitą w nich władzę.

Stwierdzają to:sama Jutrka, 1. świadek XVIII artykułuzeznaje jak w rubryce
Jan, pleban z Soli57, 2. świadek XVIII artykułumówią i potwierdzają, że widzieli ją, gdy miała rękę i nogę sparaliżowaną, a po ślubie, który, jak mówiła, uczyniła, widzieli ją uzdrowioną.
wdowa po Sulimyśle, 3. świadek XVIII artykułu

Artykuł XIX

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XIX, który brzmi: O uzdrowieniu dziewczynki spuchniętej i obrzmiałe j .

W dzień św. Jana58 minie rok, jak pewien parafianin, imieniem Niegłos, przyniósł do archiprezbitera Goczałka z Jasła59 córkę swoją, około lat trzech, spuchniętą wszędzie na całym ciele. A ponieważ stan jej był beznadziejny, przeto ów pleban pobłogosławił ją pewną cząstką jedwabnej tkaniny, w której ongiś leżały kości świętego biskupa Stanisława60. I zaledwie ojciec odnosząc ją odszedł na dwa lub trzy strzelenia z łuku, już całkiem dobrze została uzdrowiona, a ojciec, wróciwszy do archiprezbitera wraz z nią, pokazał mu dziewczynkę bez żadnego śladu spuchlizny.

Stwierdzają to:sam archiprezbiter Goczałk, 1. świadek XIX artykułuzeznaje jak w rubryce
kleryk tegoż archiprezbitera, Śmił61, 2. świadek XIX artykułumówi wszystko to samo, ponieważ był przy tym i widział.

Piszą też egzaminatorzy62, że inni świadkowie nie mogli przybyć z powodu odległości tego miejsca.

Artykuł XX

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XX, który brzmi: O dziewczynce sparaliżowanej i mającej twarz i oczy powykręcane.

Druga córka wspomnianego człowieka, Niegłosa63, mająca około 7 lat, była całkowicie sparaliżowana, miała oczy i twarz wykrzywione, a wszystkie członki drżące, przykurczone i nie trzymające się na swoich miejscach. A gdy przyniesiono ją do kościoła, tenże archiprezbiter64 pobłogosławił ją wspomnianą cząstką jedwabnej tkaniny, w której leżały ongiś kości wspomnianego świętego65. Czynił to przez trzy dni, a trzeciego dnia, kiedy jeszcze odczytywano nad nią błogosławieństwo, zasnęła i w tym śnie została uzdrowiona, nazajutrz zaś przyszła pieszo do kościoła i wszystkie jej członki były zdrowe. A stało się to mianowicie w ostatnią wigilię św. Jakuba66.

Stwierdzają to również w całej pełni pod przysięgą:archiprezbiter, 1. świadek XX artykułuzeznaje dosłownie jak w rubryce
Sasz, stryj wymienionych dziewczynek, 2. świadek XX artykułumówi o wszystkim całkowicie i po porządku to samo, a był obecny przy tym od początku do końca
Śmił67, kleryk archiprezbitera, 3. świadek XX artykułumówi to samo, ponieważ był przy tym obecny i widział.

Artykuł XXI

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XXI, który brzmi: O chłopcu, który miał ciężkie rany na twarzy i członkach.

Pewien chłopiec, który miał bardzo ciężkie rany na twarzy i całym ciele, został całkowicie uzdrowiony po błogosławieństwie wspomnianą tkaniną68.

Stwierdzają to również w całej pełni pod przysięgą:sam archiprezbiter69, 1. świadek XXI artykułuzeznaje dosłownie jak w rubryce
Śmił, kleryk archiprezbitera70, 2. świadek XXI artykułumówi całkowicie to samo.

Artykuł XXII

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XXII, który brzmi: O ciężkim zapaleniu oczu.

Małgorzata71, córka zacnej niewiasty Emlety72, żony mieszczanina krakowskiego Rinera73, chorowała od urodzenia aż do końca szóstego roku życia na ciężkie i widoczne zapalenie oczu tak dalece, że przy świetle nigdy nic nie mogła widzieć, a w cieniu źle; oczy jej były albo opuchnięte albo przekrwione; spać mogła tylko leżąc twarzą w dół, a głowę miała zawsze rozpaloną. Życie jej było utrapieniem dla rodziców, a żadne lekarstwo jej nie pomagało. Wreszcie matka, straciwszy nadzieję na uratowanie jej wzroku, poleciła ją św. Stanisławowi, zaprowadziła do jego grobu, złożyła ofiarę na świece, a oczy zrobione z wosku zawiesiła nad grobem74. A pomodliwszy się do świętego wracała do domu. Gdy zaś matka schodziła z góry, na której stał kościół75. trzymając córkę pod płaszczem, dziewczynka rozchyliwszy szatę matki szła przed nią i tak przyszła do domu, a gdy siedziały przy stole, dziewczynka powiedziała, że dobrze widzi. Matka zaś widząc oczy córki całkiem zdrowe chwaliła Boga. A stało się to w tym roku, w piątek przed niedzielą, kiedy śpiewa się Introit Iudica76.

Stwierdzają to pod przysięgą:wspomniana Emleta,1. świadek XXII artykułuzeznaje jak w rubryce
brat Benedykt, gwardian zakonu franciszkanów77, który był u Tatarów, 2. świadek XXII artykułumówią, że widzieli ją jakoby ślepą od urodzenia; czy zupełnie dobrze widzi teraz, tego nie wiedzą
brat Gerard z Zakonu Kaznodziejskiego, 3. Świadek XXII artykułu
Riner, ojciec dziewczynki, 4. świadek XXII artykułumówi wszystko tak, jak jego żona, ponieważ był przy tym, jak dziewczynka została uzdrowiona
Drabota, mieszczanin krakowski, 5. świadek XXII artykułumówi to, co brat dominikanin i franciszkanin
Konrad, takiż mieszczanin, 6. świadek XXII artykułumówi wszystko to samo, że widział dziewczynkę niewidomą aż do owej pory, a teraz ma oczy czyste.

Również egzaminatorzy78, piszą tak: I my, egzaminatorzy, widzieliśmy po oktawie Zielonych Świąt ową dziewczynkę z oczami zdrowymi, czystymi, bez żadnych śladów zapalenia, a wielu pobożnych mężów wraz z nami.

Artykuł XXIII

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XXIII, który brzmi: O wskrzeszeniu zmarłego w dzień św. Marcina. Rubryka o wskrzeszeniu zmarłego.

Syn Stronisławy, żony Wrocisława, rycerza z Polikarcic79, imieniem Wicher, w wieku lat trzech, o którym egzaminatorzy piszą, że widzieli go jako chłopca zdrowego i dobrze rozwiniętego, zaczął chorować w tym roku w dniu św. Mąrcina, a we środę o wschodzie słońca tenże chłopiec umarł80 i owego dnia leżał umarły. Matka zaś chłopca, ciężko wtedy chora, prosiła św. Stanisława za sobą i za chłopcem z pobożnością i wielkim płaczem. A tego samego dnia koło zachodu słońca, gdy zamknęła oczy, aby odpocząć, ale nie spała, ukazał się jej jakiś mąż siwy i czcigodny, który rzekł do niej: "Niewiasto znękana i strapiona, oto prośby św. Stanisława sprawiły, iż tej nocy syn twój zostanie ci oddany, ponieważ wysłuchane zostały twoje prośby i łzy; a uczyń ślub temu świętemu, w dzień którego chłopiec zaczął chorować". Gdy zaś matka otworzyła oczy i nikogo nie ujrzała, odprowadzono ją do domu, w którym leżał chłopiec. O widzeniu tym opowiadała mężowi i siostrze męża oraz wielu innym, którzy zeszli się na pogrzeb. A zatem poświęcili chłopca św. Marcinowi, w dzień którego zaczął chorować, a matka położyła na ciele zmarłego chłopca jakiś zwykły kamyczek, który wyjęto z grobu św. Stanisława, gdzie ongiś leżało jego ciało81. A gdy siedzieli i czuwali przy zwłokach, o pianiu koguta chłopiec raz otworzył oczy i zamknął, znowu otworzył i znowu zamknął, i ponownie otworzył, a siedzący wkoło spoglądali na siebie nawzajem, aż okazało się, że całkiem wrócił do życia.

Stwierdzają to prócz widzenia:wspomniana Stronisława, matka chłopca, l. świadek XXIII artykułuzeznaje jak w rubryce
rycerz Wrocisław, ojciec chłopca, 2. świadek XXIII artykułuzeznaje co do treści i sensu jak w rubryce, a mianowicie co do choroby tak samo jak matka, a także co do dnia i godziny śmierci chłopca, co do trwania stanu śmierci i czasu wskrzeszenia, ale nie powtarza słów rubryki ani nie mówi o widzeniu, tylko że matka opowiedziała o nim
Tojmer82, siostra wspommanego Wrocisława, 3, świadek XXIII artykułuo wszystkim mówi zgodnie z matką chłopca, z wyjątkiem widzenia, o którym powiedziała jej matka
Gezmaz, służący wspomnianej wyżej Tojmernie mówi o widzeniu

Artykuł XXIV

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XXIV, który brzmi: O uzdrowieniu wywróconych oczu.

W[łościej]83, mąż szlachetnej pani imieniem Mglicha, będąc pewnego razu w Krakowie doznał tak gwałtownego bólu oczu, że przewróciły mu się i nie było ich widać, tylko czerwone mięso. Zaprowadzono go do kościoła, w którym leży ciało św. Stanisława84, zanurzono pierścień owego świętego w wodzie, a wodą obmyto jego oczy85. I zaczął mieć się lepiej, a uzdrowiony jadł, choć przedtem nie jadł przez trzy dni. Minęło już od tego czasu ponad dwadzieścia lat86. a choroba trwała cztery dni.

Także syn wspomnianej szlachetnej niewiasty Mikołaj, który żyje dotychczas, miał wtedy wielkie obrzmienie gardła, głowy i piersi, a był wtedy w wieku sześciu lat. I jego również zaniesiono wraz z ojcem, pił tę samą wodę i przeżegnany został tym samym pierścieniem87 i tak od razu odzyskał zdrowie.

Stwierdzają to:wspomniana Mglicha ze szlachetnego rodu, 1. świadek XXIV artykułuzeznaje jak w rubryce
Paweł, 2. świadek XXIV artykułupotwierdza sens i treść tego, co wyżej powiedziano, ale nie słowa, z wyjątkiem uzdrowienia syna
Dziewula, pobożna kobieta, 3. świadek XXIV artykułuw treści zgadza się z pierwszą.

Ów Paweł stwierdza nadto, że sława cudów św. Stanisława wciąż rosła88.

Artykuł XXV

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XXV, który brzmi: O uzdrowieniu z obłąkania, które nastąpiło wskutek złamania obietnicy dotyczącej krowy.

Siodłek ze Skórnic89 tego roku we wtorek po oktawie Wielkiejnocy wiedziony pobożnością obiecał św. Stanisławowi jedną krowę z cielęciem, a później tę samą krowę z cielęciem obiecał swej siostrze, która znajdowała się w biedzie. I od razu, gdy chciał wyjść z domu siostry, którą odwiedził, dotknięty został ślepotą tak, że zupełnie nie widział, a umysł miał zamącony. Zaraz więc zdjęty żalem z powodu odwołania obietnicy kazał wezwać kapłana, któremu, jak powiada, z wielką skruchą wyznał owo odwołanie zapewniając, że chce wymienionemu świętemu ofiarować zarówno krowę jak i cielę, tak jak poprzednio obiecał. Gdy to uczynił, natychmiast odzyskał wzrok i tego samego dnia wybrał się w drogę, do grobu wspomnianego świętego, ale nie prowadził ani krowy, ani cielęcia. A gdy znowu zaczął doznawać zamącenia umysłu, wrócił jak szalony do domu, zabrał krowę z cielęciem do Krakowa, do kościoła, gdzie znajduje się grób św. Stanisława90, i ofiarował je, jak obiecał, a natychmiast został uwolniony od zakłóceń umysłu i niepokoju serca.

Stwierdzają to:sam Siodłek, 1. świadek XXV artykułuzeznaje jak wyżej
Mateusz, mąż siostry Siodłka, 2. świadek XXV artykułupotwierdza chorobę, ślubowanie, ślepotę, spowiedź, nadto utratę wzroku i uzdrowienie, o innych rzeczach tylko słyszał
Paweł, kapłan z Kazimierzy91mówi to, co opowiedział mu chory, poza tym tylko, że widział go chorego.

Artykuł XXVI

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XXVI, który brzmi: O ustach wykrzywionych aż do ucha.

W Pięćdziesiątnicę92 ubiegłego roku jakaś nagła choroba nawiedziła pewną dobrą panią imieniem Kwietusza i wykrzywiła jej usta aż do ucha, i była tak chora aż do dnia św. Floriana, który przypada w maju93. Wtedy przybyła do Krakowa, aby błagać św. Floriana o pomoc. Gdy zaś przebywając tam usłyszała o cudach św. Stanisława, udała się do jego grobu i modliła się pierwszego dnia i drugiego, a nie została uzdrowiona. Trzeciego zaś dnia, gdy w kościele, gdzie się znajduje grób94, głoszono kazanie, a ona skruszona modliła się ze łzami błagając Boga, aby ją na prośby św. Stanisława uzdrowił, od razu usta jej powróciły na właściwe miejsce, a także uzdrowiona została z choroby głowy, na którą bardzo cierpiała.

Stwierdzają to:sama Kwietusza, l. świadek XXVI artykułuzeznaje jak wyżej
Wojak, jej mąż, 2. świadek XXVI artykułupotwierdzają sens rubryki, ale nie słowa.
szlachetna i pobożna pani, wdowa po komesie Jakubie, 3. świadek XXVI artykułu

A egzaminatorzy mówią tak: I my, egzaminatorzy, widzieliśmy ją z ustami prostymi i pięknymi oczami w dobrym zdrowiu.

Artykuł XXVII

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XXVII, który brzmi: O widzeniu oraz uzdrowieniu kobiety z gorączki.

Pewna pani szlachetna i pobożna, Niemka rodem, została za wstawiennictwem św. Stanisława uzdrowiona z gorączki, na którą wciąż cierpiała, a miała przy tym takie widzenie: Skoro przez rok nieprzerwanie cierpiała na gorączkę, zdarzyło się raz, gdy tylko jedna jej córka czuwała przy niej, że jakaś dostojna niewiasta, której nigdy nie widziała, otworzyła drzwi do komnaty, weszła do niej i powiedziała "Adlejto, wstań i idź do Krakowa95, do grobu św. Stanisława, i powiedz Trojanowi96, kustoszowi kościoła, w którym leży ciało tego świętego, a on niech powie biskupowi97, aby odtąd nie pozwolił, by ciało owego świętego leżało w prochu; niech natychmiast podniesie kości jego, umyje je winem i wodą i niech je złoży w jakimś naczyniu ponad ziemią. Wtedy ty natychmiast zostaniesz uzdrowiona od twojej niemocy. Jeśli jednak tego nie uczynisz, ani nie powiesz, nigdy nie wyleczysz się z tej choroby". A to powiedziawszy natychmiast znikła, choć nie wyszła drzwiami. Ona zaś zwoławszy wielu ludzi opowiedziała im, co widziała i słyszała, a następnie przybrawszy sobie towarzyszkę, wybrała się w drogę do Krakowa i przybyła do grobu świętego; nie wyjawiła jednak tego, co jej owa niewiasta poleciła, i nie została uleczona z choroby. Następnej zaś nocy około jutrzni wstała i modliła się, a córka jej Wilberta spała w łożu; wtedy matka zbudziła ją i powiedziała: "Córko moja, teraz na jawie ukazał mi się czcigodny mąż i rzekł do mnie w języku niemieckim: Adlejto, tak jak to powiedziała ci czcigodna niewiasta w Nowym Mieście, idź i powiedz kustoszowi Trojanowi, a on niech powie biskupowi, aby ciało moje podniósł z prochu, ponieważ już dość długo leżałem w ziemi. Niech obmyje kości moje winem i wodą i złoży w naczyniu ponad ziemią. Ty zaś przy moim grobie każ się przeżegnać moim pierścieniem, a natychmiast zostaniesz uzdrowiona z twojej choroby. Wstań więc, córko, i idźmy". A gdy nadszedł ranek, poszły do grobu św. Stanisława i matka sama opowiedziała to wszystko kustoszowi Trojanowi, a stojąc przy grobie św. Stanisława kazała przeżegnać się pierścieniem tego świętego i natychmiast została ze swej choroby wyleczona, a później przez trzy lata stale była zdrowa.

Stwierdzają to:
Choroba i uzdrowienie, natomiast widzenie tylko ze słyszenia
sama Wilberta, l. świadek XXVII artykułuzeznaje jak wyżej
Konrad, syn wspomnianej Adlejty, 2. świadek XXVII artykułupotwierdza chorobę, widzenia i uzdrowienie mówiąc to, co opowiedziała mu matka, wspomniana Adlejta
szlachetna Hejlida98, 3. świadek XXVII artykułuzeznaje jak rodzina

Artykuł XXVIII

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XXVIII, który brzmi: O pęknięciu lędźwi wskutek owrzodzenia.

Pewna dziewczynka mająca pół roku99 zaczęła od urodzenia ciężko chorować i trwało to przez 6 tygodni; miała bowiem wrzód na lędźwiach i już zwątpiono o jej życiu, tym bardziej że przez trzy tygodnie nie ssała, ponieważ język jej z gorączki wysechł i utworzyła się na nim skorupa. Wtedy matka dziewczynki wraz z pewną szlachetną niewiastą imieniem Hejlida100 modliły się do św. Stanisława, a po odmówieniu modlitwy dziewczynka zaczęła poruszać wargami, jakby szukała mleka. I zwilżyły jej język, a skorupa oddzieliła się od niego i ukazał się mocny i ładny. Następnego zaś dnia zaczęła ssać pierś, a lędźwie jej, które poprzednio z powodu wielkiego wrzodu wydawały się rozdzielone, teraz okazały się mocne i zdrowe i tak dziewczynka wyzdrowiała z obu chorób.

Stwierdzają to, ale nie wszystkie słowa tekstu:wspomniana szlachetna Hejlida, 1. świadek XXVIII artykułu
Małgorzata, matka dziewczynki, 2. świadek XXVIII artykułu
niewiasta Latocha, 3. świadek XXVIII artykułu

Artykuł XXIX

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XXIX, który brzmi: O dwóch braciach, jednym paralityku, drugim epileptyku.

Niemiec Wiker miał dwóch synów101, z których jeden, imieniem Gerard, był tak ciężko sparaliżowany, iż nie mógł poruszyć ani rękami, ani nogami, oraz utracił mowę i tak pozostawał bez przerwy przez trzy tygodnie nic nie jedząc, a tylko podawano mu wodę wkładając do ust wilgotny płatek płótna. Także drugi syn, imieniem Richold, cierpiał na padaczkę tak, że trzy razy dziennie padał na ziemię, i to trwało około dwóch lat. Wspomniany zaś Wiker, ciężko zatroskany z powodu owego Gerarda, którego już uważał za umarłego, ślubował tymi słowy: "Święty Stanisławie, ulecz syna mego Gerarda z jego choroby, a ja ci ślubuję, że zaprowadzę go do twego grobu wraz z ofiarą jednego wiardunku srebra"102. Uczyniwszy to wrócił do syna i znalazł go wyleczonego z choroby tak, iż ów Gerard odtąd zaczął dobrze chodzić i dobrze mówić jak zdrowy chłopiec, a około dnia św. Jakuba103 będzie już rok, jak to się stało. Również drugi syn Richold zaraz po ubiegłej Siedemdziesiątnicy104, po ślubie, który ojciec uczynił za niego św. Stanisławowi, wyleczony został zupełnie ze swej choroby, na którą już później więcej nie cierpiał. Gerard zaś ma cztery lata, a Richold sześć.

Stwierdzają to pod przysięgą:pan Wiker, l, świadek XXIX artykułuzeznaje jak wyżej
Marota, żona jego, 2. świadek XXIX artykułupodaje sens tego, co powiedziano wyżej, ale nie wszystkie słowa
Niemiec Detryk, 3. świadek XXIX artykułuco do Richolda potwierdza chorobę, uleczenie i ślub, innych rzeczy nie mówi; o Gerardzie nic nie mówi
Bogdana, matka wspomnianej Maroty, 4. świadek XXIX artykułupotwierdza treść, ale nie wszystkie słowa.

A egzaminatorzy105 piszą tak: I my, inkwizytorzy widzieliśmy owego Gerarda zdrowego.

Artykuł XXX

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XXX, który brzmi: O gwałtownym bólu oczu.

Pewna kobieta imieniem Sobota106 cierpiała na bardzo ciężki ból oczu przez dwa lata bez przerwy, i to tak, że nic prawie nie mogła widzieć, nawet z bliska. Później zaś ślubowała św. Stanisławowi, że uda się do jego grobu i zawsze będzie miała cześć dla niego. I udała się tam i wypełniła ślub, a natychmiast zaczęła odczuwać poprawę i wkrótce potem mogła wykonywać prace, których przedtem wykonywać nie mogła, a w ubiegłym miesiącu maju minął już rok.

sama Sobota, 1. świadek XXX artykułuzeznaje jak wyżej
matka jej, Bratumiła, 2. świadek XXX artykułupotwierdza treść, ale nie wszystkie słowa
Racik z Zastępowa107, 3. świadek XXX artykułupotwierdza treść, ale nie wszystkie słowa; o ślubie mówi tylko z opowiadania chorej Soboty

Artykuł XXXI

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XXXI, który brzmi: O zapaleniu gardła z powodu wrzodu.

Przed złożeniem tego świadectwa Wrocisław108 miał przez 15 dni wielki wrzód w gardle, a gardło tak ogromnie opuchnięte przez trzy tygodnie, że w końcu nie mógł jeść ani pić przez trzy dni. Później proboszcz jego, Marcin109, odwiedziwszy go doradził mu, aby błagał św. Stanisława o pomoc. Wtedy on ślubował św. Stanisławowi mówiąc, że uda się do jego grobu i tam złoży ofiarę według swoich możliwości. I wkrótce potem wrzód pękł, ustami wypłynęła ropa i krew i został uzdrowiony.

Stwierdzają to:sam Wrocisław, l. świadek tego artykułupotwierdzają treść, ale nie wszystkie słowa
kustosz Wit110, 2. świadek tego artykułuMarcin, proboszcz z Albercic111, 3. Świadek tego artykułu

Artykuł XXXII

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XXXII, który brzmi: O języku wielkości pięści wystającym z ust.

Jakaś choroba nawiedziła Bogdałę112, córkę niejakiego Jakuba: miała język tak obrzmiały, iż z powodu jego grubości nie mogła zamknąć ust, ponieważ choroba wypchnęła język poza usta. Za radą wielu ludzi ojciec i matka dziewczynki z wielką pobożnością i z potokami łez ślubowali św. Stanisławowi i tego samego dnia dziewczynka została uzdrowiona, a wczoraj minęło 15 dni, jak się to stało.

Stwierdzają to:sam Jakub, l. świadek tego artykułuzeznaje jak wyżej
sąsiad jego, Żnej, 2. świadek tego artykułupotwierdzają treść, a także mówią prawie wszystkie słowa i wiele innych o tym
Borzycha, żona owego Jakuba, 3. Świadek tego artykułu

Artykuł XXXIII

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XXXIII, który brzmi: O niemym, który chciał uciekać z powodu odrazy do siebie.

Radosław, syn Radoty113, zwany też Maskalus114, oniemiał w tym roku i zupełnie nie mógł mówić, a ogarnięty jakąś odrazą wstał w nocy i chciał iść precz z domu, lecz gdy ojciec jego zaprowadził go do Krakowa do grobu św. Stanisława i tam pomodlił się za chłopca i gdy chłopiec napił się wody, w której zanurzono pierścień św. Stanisława115, natychmiast przemówił, a uczucie odrazy zupełnie go opuściło.

Stwierdzają to:wspomniany Radota, l. świadek tego artykułuzeznają jak wyżej i w tym samym sensie z odmianą tylko niewielu słów przy tym samym sensie
sam Radosław, 2. świadek tego artykułu

Artykuł XXXIV

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XXXIV, który brzmi: O wskrzeszeniu zmarłego syna Węgra116. Rubryka o wskrzeszeniu zmarłego.

We wsi Mysławczyce117, w domu Wojasza zachorował w tym roku na dwa tygodnie przed Wielkanocą syn Piotra Węgra, a mianowicie stało się to w poniedziałek przed Niedzielą Palmową, i tak chorował aż do poniedziałku po Niedzieli Palmowej. A tego dnia umarł o tej godzinie, kiedy w okresie Wielkiego Postu zaczyna się przygotowywać śniadanie, i leżał umarły w przedsionku aż do godziny śniadania118. Wtedy ojciec zmarłego namówiony przez wspomnianego Wojasza prosił św. Stanisława, aby zwrócił duszę chłopca ciału i ślubował mu go119. I zaraz przed śniadaniem ożył, a był to chłopiec w wieku około pięciu lat.

Stwierdzają to:Herman z Mysławczyc, 2. świadek tego artykułuzeznają jak wyżej
Wisława, żona Wojasza, 5. świadek tego artykułu
potwierdzają treść oprócz wieku chłopca:wymieniony Wojasz, l. świadek tego artykułupotwierdzają treść powyższego z wyjątkiem tego, że nic nie mówią o wieku chłopca.
Andrzej z Mysławczyc, 3. świadek tego artykułu
nie potwierdza:Częstosz, wikary z Kościelca120, 4. świadek tego artykułu

Artykuł XXXV

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XXXV, który brzmi: O uzdrowieniu chorego i jego widzeniu121.

Po śmierci świętej pamięci Wisława122. niegdyś biskupa krakowskiego, poprzednika czcigodnego ojca Prędoty, obecnego biskupa krakowskiego123, po konsekracji Prędoty na biskupa124, w pierwszym roku jego pontyfikatu, świadek zaczął ciężko chorować. A gdy pewnego razu w czasie tej choroby zasnął, miał następujące widzenie: Zdawało mu się, że w katedrze krakowskiej, gdzie leży ciało świętej pamięci Stanisława, biły dzwony na mszę i w tym śnie świadek niepokoił się, czy zdąży tam na mszę. A gdy szedł z pośpiechem i przybył do stóp wzgórza125, spotkał tam wspomnianego Wisława, niegdyś biskupa, który zdejmował z siebie czerwone szaty pontyfikalne. A ponieważ wtedy świadkowi wydało się, że na górze w kościele śpiewają, więc rzekł ze zdziwieniem: "Jakimże sposobem śpiewają mszę bez biskupa, skoro biskup dotąd jest u podnóża góry?" I zbliżył się wtedy do biskupa, a biskup zwrócił się do świadka i rzekł; "Nie wolno mi tam pójść, ponieważ przez tyle lat byłem w tym kościele i pozwoliłem, aby ciało św. Stanisława leżało tylko w ziemi, a nie zatroszczyłem się o to, aby ciało jego zostało z ziemi podniesione, i dlatego zdejmuję z siebie te szaty126. Ale ty idź i powiedz biskupowi Prędocie, aby nie zaniedbał podniesienia z ziemi owego świętego męża." A świadek rzekł: "Nie uwierzy mi". Wtedy ów czcigodny mąż powiedział: "Wówczas powiedz mu: Głupcze127. głupcze, czemu nie zważysz, jaką śmiercią zginął i dla jakiej przyczyny?128 Czemu nie zważasz na to, ile i jakich cudów zdarza się za dotknięciem jego pierścienia?129 Jeśli pierścień jego tyle cudów sprawia, ileż sprawiłyby kości jego, gdyby je wydobyto z ziemi!"130 A gdy się zbudził, był całkowicie uzdrowiony z tej choroby, na którą poważnie cierpiał, i pozostał zdrowy bez przerwy przez trzy tygodnie. Po trzech tygodniach zaczął znowu chorować, a gdy znajdował się w ekstazie i zdawało mu się, że nie śpi, przyszedł do niego jakiś człowiek siwy i dostojnie wyglądający, odziany w białą szatę wierzchnią, stanął nad nim i rzekł jakby z oburzeniem: "A ty zaniedbałeś!" A on natychmiast przestraszony wstał i powiedział: "Dajcie mi konia, bo chcę udać się do biskupa". A gdy dosiadł konia, od razu został uzdrowiony, udał się do biskupa i to mu opowiedział.

Zeznaje świadek, który jak w rubrycenazywa się komes Fał131
Potwierdza tojeden jedyny świadek tego artykułunie ma innych świadków

Artykuł XXXVI

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XXXVI, który brzmi: O kolanach poranionych aż do kości i powykręcanych rękach132.

Pewną kobietę imieniem Świętka w dzień Objawienia Pańskiego133 ubiegłego roku artretyzm tak połamał, że straciła władzę w rękach i nogach, a ręce miała tak wykręcone, że były zupełnie bezużyteczne i ta choroba trwała od Objawienia Pańskiego aż do Zielonych Świąt. Następnie zaś, a mianowicie w sobotę wieczorem134, wzywała i błagała pomocy św. Stanisława i od razu zaczęła poruszać prawą ręką, a następnego dnia poczuła, że wróciła jej władza w rękach i nogach, a rany, które miała na rękach i nogach z powodu choroby, zostały wyleczone. Stało się to mianowicie we wsi Broniszew135.

Stwierdzają to:sama Świętka, 1. świadek tego artykułuzeznaje jak w rubryce
Nietołek, 2. świadek tego artykułupotwierdzają treść, ale nie wszystkie słowa.
Śniegula, matka wspomnianej Swiętki, 3. świadek tego artykułu

Artykuł XXXVII W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XXXVII, który brzmi: O padaczce. Syn Bogusława imieniem Damian136 cierpiał przez półtora roku na padaczkę tak, że codziennie trzy lub cztery razy padał na ziemię. A ojciec jego, żywiąc całkowitą ufność, że zostanie uzdrowiony, jeśli zaprowadzi go do grobu św. Stanisława, zaniósł go tam i stojąc przy grobie św. Stanisława modlił się, aby Bóg przez zasługi św. Stanisława uzdrowił go z tej choroby. I tenże ojciec ślubował dać jagnię kościołowi, w którym spoczywa ciało św. Stanisława. I później wspomniany Damian już nie cierpiał na opisaną chorobę, a minął już przeszło rok.

Stwierdzają to:sam Bogusław, ojciec Damiana, l. świadek tego artykułuzeznaje jak w rubryce
Strzeszek, 2, świadek tego artykułupotwierdza treść, ale nie wszystkie słowa

Artykuł XXXVIII

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XXXVIII, który brzmi: O bólu głowy i utracie wzroku137.

Krzyżan Chrenza z Pietrzejawic138 zaczął przed około trzema laty139 w lipcu chorować bardzo ciężko na ból głowy tak, że przez trzy dni nie jadł, nie pił, nie spał i nic nie widział. Ślubował odwiedzić grób św. Stanisława, a ponieważ nie mógł widzieć, więc ojciec jego140 zawiózł go do tego grobu na bydlęciu. A gdy pomodlił się, został uleczony, tak że ból głowy ustąpił i widział dobrze i wrócił do domu bez przewodnika. A stało się to, gdy kości wspomnianego świętego wydobywano z ziemi141.

Stwierdzają to:sam Krzyżan, Miłosław, 1. świadek tego artykułuzeznaje jak w rubryce
Potwierdzają treść z wyjątkiem ślubużona jego, Machia, 2. świadek tego artykułuPotwierdzają innymi słowami treść rubryki i pielgrzymkę do grobu, ale nie ślub
Stefan, 3. Świadek tego artykułu

Artykuł XXXIX

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XXX~X, który brzmi: O chorobie połowy głowy, jej opuchnięciu i utracie mowy.

W dzień św. Łukasza142 będą cztery lata, jak Wit, prepozyt św. Floriana143, zachorował ciężko, a mianowicie na ból lewej połowy głowy tak, że od poniedziałku aż do piątku nie jadł ani nie pił i nie mógł mówić. Gdy zaś kazał sobie przynieść pierścień św. Stanisława i gdy tym pierścieniem dotknął bolących miejsc, natychmiast został uleczony, a włożywszy pierścień do wody, pił ją144. Następnego zaś dnia ból wrócił, a on wypił resztę tej wody i więcej już nie cierpiał na tę chorobę.

Stwierdzają to:sam Wit, 1. świadek tego artykułuzeznaje jak w rubryce
Snopek, 2. Świadek tego artykułupotwierdzają całą treść rubryki i prawie wszystkie słowa, jednak nieco zmienione.
Miłosław, 3. świadek tego artykułu

Artykuł XL

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XL, który brzmi: O robakach w oku.

Przybysława, córka mieszczanina krakowskiego Rinera145, zaczęła w roku po najeździe tatarskim146, chorować ciężko na lewe oko, a mianowicie w tym oku ukazywały się liczne robaki, a nie można ich było wydobyć, ponieważ chowały się pod powiekę. Wówczas ów Riner za dobrą radą zaniósł dziewczynkę do grobu św. Stanisława, a gdy modlił się tam wraz z żoną o uzdrowienie dziewczynki, ktoś ze służby kościelnej wziął z ziemi w świętym grobie zwykły kamyk147, dotknął nim oka owej dziewczynki i przeżegnał je, poczym ułożono ją do snu. Gdy zaś nadszedł ranek, ukazał się tylko jeden robak, choć przedtem pokazywało się ich wiele; był dość duży, ale nie pozwolił się schwytać, ponieważ natychmiast chował się pod powiekę. Ufni jednak w łaskę św. Stanisława znowu ułożyli dziewczynkę do snu, a następnego ranka żaden robak się nie pokazał i zawsze już była zdrowa.

Stwierdzają to:sam Rinerzeznaje jak w rubryce
Radosława, jego żonazeznaje wszystko to samo.

A egzaminatorzy148 piszą tak: Także i my inkwizytorzy widzieliśmy jej oczy zdrowe i piękne.

Artykuł XLI

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XLI, który brzmi: O uzdrowieniu takiego, który z powodu choroby nie mógł mówić, oraz jego ojca.

Poznan, syn szlachetnego męża Sułka, kasztelana z Brzeska149, zachorował ciężko, tak że zwątpiono o jego życiu i nie mógł już mówić. Wówczas wspomniany Sułek powiedział: "Panie Boże, ulecz tego chłopca za wstawiennictwem św. Stanisława, a ja oddaję go tobie". Następnie wyruszył wraz z owym chłopcem do grobu, a gdy tam pomodlił się i polecił go św. Stanisławowi, od razu chłopiec został uleczony.

Stwierdzają to:Sułek, mąż szlachetnego rodu, kasztelan z Brzeskazeznaje jak w rubryce
rycerz Więcek150,potwierdza, że był chory, że został zaprowadzony do grobu i od razu uleczony - ale innymi słowami.

Widzenie.
Widzenie zaś owego Sułka, męża szlachetnego rodu, tak jakie opowiedział pod przysięgą, jest następujące:
Mija właśnie trzeci rok, jak był ciężko chory i wrócił do zdrowia; a gdy wracając do zdrowia spał w łożu, ukazał mu się w widzeniu jakiś biskup w szatach pontyfikalnych i powiedział: "Ja jestem św. Stanisław, biskup; oznajmij tym wszystkim, którzy są w potrzebie, że ktokolwiek stroskany przybędzie do mego grobu, zostanie uleczony i otrzyma pociechę". A gdy zbudził się i rozmyślał nad tym, znowu zasnął i ponownie doznał tego samego widzenia i ujrzał tego samego biskupa, który mu to samo polecił. Zbudziwszy się po raz drugi dziwił się powtórzeniem widzenia, a gdy o tym myślał i - jak mu się wydawało - nie spał, przyszedł do niego ów biskup po raz trzeci mówiąc: "Ja jestem św. Stanisław, oznajmij wszystkim, którzy doznają jakiejś potrzeby lub choroby, że ktokolwiek stroskany przybędzie do mego grobu, zostanie uleczony i otrzyma pociechę" . Ów świadek tedy wszystkim, komu tylko mógł, zwiastował o tym z wielką pobożnością.
Stwierdza to sam Sułek, mąż szlachetnego rodu.

Artykuł XLII

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XLII, który brzmi: O szaleńcu.

Około dnia Podwyższenia Krzyża Świętego151 miną dwa lata, jak Marcin z Lętkowic152 zaczął chorować, a ósmego dnia swej choroby uległ szaleństwu, tak że wiązano go, aby nie ranił ludzi. I tak dręczyło go to cierpienie przez 15 dni, a ponieważ miał nawroty świadomości, gdy wrócił do zmysłów, ślubował św. Stanisławowi, że odwiedzi jego grób, jeśli go uzdrowi. Przez 4 dni i noce leżał przy grobie, a gdy ostatniej nocy spał w pobliżu grobu owego świętego153, ukazał mu się św. Stanisław ubrany w ornat kapłański i rzekł do niego: "Chodź ze mną, a będziesz uzdrowiony". Wówczas ów świadek Marcin zbudził się i podniósł, a gdy chciał wyjść z kościoła, strażnicy zatrzymali go, a on rzekł im: "Św. Stanisław wzywa mnie". Lecz strażnicy uważając to za głupotę nie pozwolili mu wyjść i wtedy zasnął znowu, a we śnie przyszło do niego w widzeniu dwóch ludzi i powiedzieli mu: "Chodź z nami, a my zaprowadzimy cię do św. Stanisława". Wtedy w owym widzeniu wydawało się świadkowi, że wstaje i idzie z tymi ludźmi, którzy zaprowadzili go do kościoła św. Andrzeja w Krakowie154, a tam spotkał św. Stanisława, który ubrany był w ornat, w ręku trzymał księgę i rzekł do niego: "To ty cierpisz na chorobę szaleństwa; stój i czekaj, a ujrzysz". Wtedy zaczęli nadchodzić różni ludzie cierpiący na ostre szaleństwa i choroby. A św. Stanisław rzekł do owego świadka Marcina: "Oto są ci, którzy składają fałszywe świadectwo, niesprawiedliwie sądzą, w oszukańczy sposób zarządzają cudzym majątkiem i dlatego cierpią; lecz ty wstrzymaj się od grzechów, a im powiedz, aby się wyspowiadali i pokutowali, a zostaną uzdrowieni. Ty zaś wiedz, że jesteś uzdrowiony". A on zbudził się i był uzdrowiony i nigdy więcej już nie doznał szaleństwa.

Stwierdzają to:sam Marcinzeznaje jak w rubryce
pan Trojan; kustosz krakowski155potwierdza szaleństwo i uzdrowienie; o widzeniu mówi, że zna je z opowiadania.

Artykuł XLIII

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XLIII, który brzmi: O opuchnięciu głowy i twarzy, które zacierało jej rysy.

Około Zielonych Świąt minął rok, jak żona rycerza Piotra, cześnika książęcego156, zapadła na straszną chorobę; głowa jej bowiem napuchła tak, że ani oczu nie było widać, ani żadnego rysu twarzy, oprócz końca nosa. Także cała jej twarz błyszczała tak, jakby zwilżona była olejem, a głowa i twarz były sine. Ów zaś Piotr polecił ją św. Stanisławowi, a gdy dotknięto ją i przeżegnano pierścieniem157, a wargi jej obmyto wodą, w której zanurzony został pierścień, natychmiast obrzmienie poczęło maleć tak, iż tego samego rana przemówiła i wyspowiadała się i w krótkim czasie potem została całkowicie uzdrowiona.

Stwierdzają to:sam Piotrzeznaje jak w rubryce
Bogdan z zakonu dominikanówpotwierdza, że była chora oraz iż jej stan poprawił się natychmiast po przeżegnaniu pierścieniem tak, że mówiła i spowiadała się; o jej całkowitym uzdrowieniu zeznaje ze słyszenia.

Artykuł XLIV

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XLIV, który brzmi: O człowieku ogłuszonym i niemym, porażonym piorunem.

W tym roku, w piątek, który przypadał około połowy miesiąca maja, Czech Przedwoj158, wracał ze wsi do miasta Pragi z dwoma innymi ludźmi. A gdy mieli jeszcze do miasta pół mili, zerwała się wielka burza, grzmoty i pioruny wzmagały się, więc aby schronić się przed deszczem i gradem, weszli pod jakiś dąb. A gdy tam byli, piorun uderzył w drzewo i rozdarł je w jednej trzeciej od wierzchołka aż do dołu, raził jednego z jego towarzyszy i zabił go, poraził konia, którego mieli ze sobą, i koń ten od razu zginął, i jakby mieczem odciął głowę psu, który był z nimi. Drugiemu towarzyszowi uderzenie pioruna spaliło włosy, a jego samego uczyniło głuchym i niemym, a ponadto nieprzytomnym. Także świadek został tak porażony uderzeniem pioruna, że oniemiał, ogłuchł i postradał zmysły. Później zaś krewni, podążający tą samą drogą, zanieśli go do miasta i tam pozostał przez trzy tygodnie i dwa dni bez przerwy tak samo głuchy, niemy i odchodzący od zmysłów. Potem zaś, gdy pewnej nocy w kościele św. Gawła w Pradze159 zasnął, ukazał mu się w widzeniu jakiś mąż w infule i rzekł mu: "Chcę ciebie pobłogosławić" - i czytał nad nim początek świętej Ewangelii, lecz reszty świadek nie zrozumiał ani też przedtem jej nie znał. A skończywszy Ewangelię powiedział mu: "Wstań i idź do Krakowa, do grobu św. Stanisława, tam zostaniesz uzdrowiony; a będziesz pościł przez 15 dni i pójdziesz tam we włosiennicy i boso, bo inaczej pozostaniesz na zawsze niemy i głuchy". Ów świadek zaś myśląc, że to kapelan, spytał go: "Kim jesteście?" "Ja jestem święty Stanisław biskup". Gdy świadek zbudził się, bardzo się dziwił, ponieważ nigdy nie słyszał imienia takiego świętego, ale od razu poczuł chęć udania się w drogę i odwiedzenia wspomnianego grobu. Wtedy natychmiast odzyskał słuch i mówił dobrze, a jak postanowił, tak uczynił, przybywając z pobożnością dla odwiedzenia relikwii wielu świętych i ślubując, że stale co rok będzie tam przybywał boso i odziany we włosiennicę, a wspomniany post wypełni i nie poniecha go.

Potwierdza to:sam Przedwoj

A egzaminatorzy160 piszą tak: My w czasie badań widzieliśmy go zdrowego i dobrze mówiącego i opowiadającego to wszystko, a ponieważ Czechy znajdują się daleko, więcej świadków nie przybyło.

Artykuł XLV

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XLV, który brzmi: O chłopcu urodzonym bez skóry i przywróconym do normalnego stanu oraz o podwójnym uzdrowieniu oczu i o kobiecie bezpłodnej, która poczęła na skutek ślubu uczynionego św. Stanisławowi161

Potwierdzają to ze słyszenia:Bogumiła, niewiasta szlachetnego rodu
Pagno
Sasin

Artykuł XLVI

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XLVI, który brzmi: O brzuchu zgniłym aż do genitaliów162.

Stwierdza to:pan Przedpełk163, kanclerz krakowski, jako jedyny świadek164

Artykuł XLVII

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XLVII, który brzmi: O uzdrowieniu opętanego.

Pewien młodzieniec z Nezich165 imieniem Pietrek opętany przez szatana cierpiał na ciągłe szaleństwo. Nieraz związanego zamykano w domu, nieraz przywiązywano go do kamiennego słupa, który znajdował się w domu. Ale okazywał taką siłę, że przywiązany do tego słupa czasem nim wstrząsał i sam jeden wyrywał go z ziemi, choć ośmiu ludzi ledwo go mogło poruszyć. Gdy go zaś związanego zaprowadzono do kościoła, musiano poskramiać go chłostą, gdyż mówił rzeczy złe i bluźniercze. Cierpiał też na gwałtowne lęki, a gdy go pytano, czego się przeraził, odpowiadał, iż boi się spotkania z bydlętami lub innymi rzeczami, ponieważ wszystko to są szatany, które chcą mu szkodzić. Gdy pewnego dnia stał związany przed kościołem Wszystkich Świętych w Krakowie166, duchowni i ludzie świeccy, otaczający go i modlący się zań do Boga, namawiali go i zmuszali, aby wzywał imienia św. Stanisława. W tedy chory począł wołać: "Dlaczego mnie dręczycie? Jestem uzdrowiony!" A gdy go spytano, w jaki sposób został uzdrowiony, odpowiedział: "Św. Stanisław wziął mnie na górę wysoką i tam rozkazał, aby mi nie szkodzono. Rozwiązał mnie także z moich więzów i powiedział mi: Ja jestem biskup Stanisław; podziękuj Bogu i idź w pokoju". I zaraz uwolniony wszedł do kościoła, złożył dzięki Bogu, tamże wyspowiadawszy się przed kapłanem przyjął sakramenta, wrócił do domu, jadł i pił i od tego dnia na nic już nie chorował.
[...]

Artykuł XLVIII

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XLVIII, który brzmi: O uzdrowieniu gardła.

Janica, żona Bogusława167, chorowała ciężko na gardło tak, iż przez sześć tygodni nie mogła prawie jeść ani pić. Gdy zaś przybywszy do grobu św. Stanisława wezwała jego pomocy, została zupełnie uzdrowiona i wróciła do domu.
[...]

Artykuł XLIX

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu XLIX, który brzmi: O zdemaskowaniu takiej, która udawała, że jest dziewicą.

Pewna dziewczyna, Niemka168 ze znakomitego rodu i już dorosła, uwiedziona przez jakiegoś młodzieńca straciła cnotę i dziewictwo, a mimo to wychodząc z nie osłoniętą głową udawała, że jest tym, czym już nie była169. Pewnego razu udała się do grobu św. Stanisława z okazji uroczystego święta wraz z matką, która wiedziała o jej winie. Gdy zaś były u podnóża góry170, dziewczyna z powodu upału zdjęła zasłonę, którą nosiła w drodze. Matka wprawdzie upominała córkę, aby do kościoła św. Wacława weszła z głową osłoniętą, ona jednak wzgardziła napomnieniami matki i zbliżyła się do grobu męczennika w wianku na głowie. Gdy zaś podczas modlitwy uklękła i uderzała głową o ziemię171, wianek jej upadł, a dziewczyna podnosząc go z ziemi wstała. Gdy zaś chciała uczesać włosy i na powrót włożyć wianek na głowę, naraz wszystkie włosy oderwały się ad jej głowy i stanęła wobec tłumu ludzi łysa, jakby ogolona najostrzejszą brzytwą. Widząc tedy, że jest zdemaskowana, pełna wstydu i hańby, pod wpływem skruchy wyznała publicznie wobec wszystkich swoją winę.
[...]

Artykuł L

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu L, który brzmi: O utopionym chłopcu.

Pewien trzyletni chłopczyk bawiąc się wraz ze swymi rówieśnikami na moście w pobliżu grodu gdańskiego172 nagle spadł z mostu w fale Wisły i zachłysnąwszy się wodą natychmiast poszedł na dno głębiny. Długo go szukano i na koniec wyciągnięto z wody nieżywego, niedaleko mostu, z którego spadł. Doniesiona rodzicom o wypadku chłopca; przybiegli z płaczem wzywając pomocy św. Stanisława. Chłopiec zaś leżał martwy, siny i wzdęty od godziny dziewiątej173 do wieczora. Na krzyk rodziców zbiegł się tłum ludzi i dopytywał, jaką to moc posiada ów św. Stanisław. A gdy wszyscy razem wśród łez i pobożnych modlitw błagali świętego męczennika, aby przywrócił życie utopionemu chłopcu i ukoił rozpacz rodziców, nagle z ciała martwego chłopca wytrysnęła woda, a on sam westchnął. Wszyscy obecni poczęli głośno sławić moc Jezusa Chrystusa i chwalebne zasługi Jego biskupa, chłopiec zaś, jakby budząc się z głębokiego snu, otworzył oczy, a postawiony na nogi przez rodziców, usiadł z powrotem, jakby znużony. Zaniesiono go wreszcie do domu, gdzie spał, jadł i pił, i ad tego czasu był zdrów.
[...]

Artykuł LI

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu LI, który brzmi: O koniu, który przejrzał, i jego właścicielu, który oślepł.

Pewni prości wieśniacy z Mazowsza i z Łęczyckiego174 wybrali się do Krakowa, do grobu św. Stanisława. A był między nimi jeden gaduła, lekkomyślny i skłonny do błazeńskich żartów. Miał on jednookiego konia, którego wiódł ze sobą, aby w podróży przez niezamieszkane obszary niósł żywność dla niego i jego towarzyszy. Pewnego razu wspomniani pielgrzymi przekomarzali się żartobliwie między sobą, aby tym sposobem łagodzić trudy wędrówki i weselej dźwigać podjęty ciężar. Ów zaś, który miał jednookiego konia, takimi podobno odezwał się słowy: "Nie ma w tym nic dziwnego, że św. Stanisław, który ma przystęp do wszechmocy Bożej, może wyjednać u Boga odzyskanie wzroku czy słuchu lub cośkolwiek innego dla stworzenia rozumnego, czyli człowieka, ponieważ człowiek umie prosić go o to, co mu jest potrzebne. Wiele większym jednak cudem i większym dowodem jego świętości byłoby, gdyby właśnie mojemu jednookiemu koniowi przywrócił oko, które stracił. A ponieważ to zwierzę jest tępe, nieme i bezrozumne, i nie umie ani nie potrafi ubiegać się o to, co mogłoby być mu potrzebne, przeto ani ono nie zasługuje na otrzymanie czegoś, ani też św. Stanisław nie proszony nie potrafi udzielić jakiejś łaski". I gdy inne jeszcze wypowiadał tego rodzaju bluźnierstwa i płoche zdania, i nie chciał przestać mimo upomnień towarzyszy, nagle jego oko pękła, koń zaś odzyskał oko, którego nie miał. Wszystkich na to ogarnęło zdumienie i troska, smutek i wstyd za towarzysza, którego tak nagle dotknęła kara Boża. Nie mniejszy także podziw wzbudził dla potęgi Boga koń, który przejrzał. Wreszcie ów człowiek dotknięty ręką Boga i ukarany ślepotą powrócił do rozsądku. A ponieważ utrapienie rozjaśniło mu umysł, zrozumiał, że głupio mówił o świętym Bożym. A kiedy wreszcie dotarł do jego świętego grobu i gdy tam ze skruchą opłakiwał swoją winę, zasłużył sobie na łaskę, którą utracił, i odzyskał oko, którego pozbawiła go jego własna głupota.
[...]

Artykuł LII

W dalszym ciągu co się tyczy artykułu LII, który brzmi: O rycerzu wyratowanym z płomieni.

Rycerz Andrzej z Morawicy175 udał się pewnego razu do Prus na wyprawę krzyżową, aby w ten sposób zmyć swoje grzechy. Od swoich przodków dowiedziawszy się o świętości św. Stanisława i wielkiej potędze jego cudów, kochał go zawsze i bardzo poważał. Ponieważ zaś bardzo wielu krzyżowców tam się udało, aby walczyć z wrogami krzyża Chrystusowego i poddać ich pod jarzmo Chrystusa, więc też zwyciężyli i dokonali wielkiego spustoszenia wśród wrogów. Chrześcijanie palili ich domy i zasiewy, a dobytek rabowali176. Otóż zdarzyło się wówczas, iż ów znakomity rycerz wraz ze swymi towarzyszami przybył do ładnego i dobrze obwarowanego dworu pewnego bogatego Prusa. Radzono mu, aby podłożywszy ogień spalił dwór. Zrazu nie mógł znaleźć żadnego wejścia do tego domu, aż wreszcie odszukał jakiś ganek dość wąski i mały, wszedł nim do środka i nikogo w ogóle w domu nie znalazł. Skoro jednak podpalił dom, zewsząd otoczyły go wkoło płomienie i zwątpił już o swym ocaleniu, ponieważ ogień nagle wzbił się w górę i zamknął wszystkie wyjścia. Towarzysze jego zaś po podpaleniu domu stali na zewnątrz i zupełnie nie wiedzieli o tym, co mu się przydarzyło, sądząc, że jest on w ich gromadzie. On tymczasem stojąc wśród płomieni z głębi serca westchnął do Boga i począł usilnie błagać św. Stanisława o niezbędną pomoc. A gdy w trwodze rozglądał się na wszystkie strony, ujrzał to, czego przedtem żadną miarą nie dostrzegał, a mianowicie, że naprzeciw owego ganku płomień rozdzielił się na kształt jakby izby; zrozumiał tedy, że jest to zgotowana dlań przez zasługi męczennika droga ucieczki przed niebezpieczeństwem. A tam gdzie przedtem ledwo przeszedł w zbroi ciągnąc konia za sobą, teraz siedząc na koniu galopem przedostał się zupełnie nietknięty tak, iż wydawało mu się, że przejeżdża przez szeroką bramę.
[...]

Do góry

Przypisy:

  1. Treść tego artykułu zaczerpnięto z Żywotu większego III 8. Znamy ze zbliżonego okresu czasu innego Lombardczyka bawiącego w Krakowie: jest nim Gerard, kapelan dworu biskupiego, występujący w dokumencie z r. 1222.
  2. Z okazji uroczystości św. Floriana - dn. 4 maja; św. Florian był czczony w Krakowie od przeniesienia tam jego relikwii w r.1184.
  3. Tj. wedle naszej rachuby czasu, około godziny 9 rano.
  4. Mowa o kościele NPMaryi na dzisiejszym Rynku Głównym w Krakowie.
  5. Treść tego artykułu zaczerpnięto z Żywotu większego III 17 i 18. II Proszowice, miasto na lewym brzegu Wisły nie opodal Krakowa.
  6. Por. przyp. 5.
  7. Treść tego artykułu zaczerpnięto z Żywotu większego III 19. Władysław książę opolski (1246-1281 lub 1282) pozostawał w bliższych stosunkach z Bolesławem Wstydliwym, księciem krakowskim i sandomierskim.
  8. Bolesław V Wstydliwy, książę krakowski i sandomierski (1243-1279).
  9. Treść tego artykułu zaczerpnięto z Żywotu większego III 28.
  10. Treść tego artykułu zaczerpnięto z Żywotu większego III 29.
  11. Por. Żywot większy III 16, gdzie nosi on imię Rajnalda. Krzyżanowice, wieś nie opodal Bochni nad Rabą. Od słów "Rinard z Krzyżanowic" zaczyna się tekst zachowany w zwoju wawelskim.
  12. Tj. 29 września.
  13. Por. Cuda św. Stanisława, [w:] Średniowieczne żywoty i cuda patronów Polski, tłum. z języka łacińskiego J. Pleziowa, oprac. i wstępem opatrzył M. Plezia, Warszawa 1987, s. 156.
  14. Trojan, kanonik krakowski w latach 1210-1268; kustoszem był w latach 1238-1259, a od 1259 występuje w dokumentach z tytułem kantora. Zmarł w r. 1268 w późnej starości; piękne wspomnienie poświęcił mu pod r. 1269 Rocznik kapitulny krakowski, który zapisał, że Trojan często błogosławił chorych relikwiami św. Stanisława (pozostawały one pod jego opieką jako kustosza). Por. art. XI, XXVII, XLII.
  15. Por. przyp. 13.
  16. Por. Żywot większy III 14. Pielgrzymowice, wieś nie opodal Miechowa.
  17. Por. Cuda św. Stanisława, [w:] Średniowieczne żywoty i cuda patronów Polski..., s. 156.
  18. Nie znamy niestety dokładnej daty tego wypadku; na pewno nastąpił on już po objęciu stolicy biskupiej przez Prandotę (1242).
  19. Mowa oczywiście o pustym już grobie w katedrze krakowskiej, skąd zabrano kości św. Stanisława, aby umieścić je w kaplicy św. Piotra i Pawła, zwanej później Prandocińską (dziś Wazów). Opisany powyżej szczegół charakterystyczny jest dla pobożności owych czasów.
  20. Por. Żywot większy III 1l, gdzie ów Ciechosław nosi imię Gosława, zapewne przez pomyłkę wynikłą z pomieszania go ze świadkiem tego cudu, kanonikiem Gosławem, por. przyp. 23. Morawica, wieś parafialna (pleban wspomniany niżej jako 4. świadek) w dzisiejszym województwie krakowskim.
  21. Tj. 29 września.
  22. Nie wiemy, jaki to był rok, a więc nie możemy ustalić daty Wielkanocy, a co za tym idzie, Wielkiego Czwartku. Ostatni wydawca domyśla się, że było to 3 kwietnia 1243 r., ale jest to data najwcześniejsza z możliwych.
  23. Kanonika Gosława znamy z dokumentów z lat 1244-1267; pod tym ostatnim rakiem wspomina jego śmierć Rocznik kapitulny krakowski.
  24. Pleban z Morawicy, Świętek, występuje także jaka świadek w art. XI i XV.
  25. Por. Cuda św. Stanisława, [w:] Średniowieczne żywoty i cuda patronów Polski..., s. 156.
  26. Por. Żywot większy III 12, który precyzuje, że opisany tutaj wypadek zdarzył się również w Morawicy.
  27. Por. Żywot większy III 13. Zeznający Wojsław z Czernichowa nie jest zapewne identyczny z komesem Wojsławem z tej miejscowości, znanym z dokumentu z r. 1213 (z uwagi na odległość około 40 lat), ale może jakimś jego krewnym. Czernichów, wieś parafialna nad Wisłą w dzisiejszym województwie krakowskim.
  28. Jeszcze jeden przykład obyczajowości tej epoki.
  29. Por. przyp. 14.
  30. Por. przyp. 24.
  31. Artykuł ten nie ma odpowiednika w Żywocie większym; przez "tę samą parafię" należy zapewne rozumieć Czernichów jak w art. XI. Imię zeznającego mogło także brzmieć Radsław.
  32. Por. Żywot większy III 34. Ulina (dziś Ulina Wielka), wieś parafialna nie opodal Proszowic.
  33. Prędota (tradycyjnie, choć niesłusznie zwany Prandotą) z rodu Odrowążów, biskup krakowski w latach 1242-1266, główny sprawca kanonizacji św. Stanisława.
  34. Charakterystyczny szczegół z dziejów kultu św. Stanisława w połowie XIII w., powracający parokrotnie w opisach jego cudów, podobnie jak wkładanie chorego do pustego grobu Świętego (por. przyp. 19).
  35. Tj. 26 stycznia; tego roku - tzn. 1252.
  36. Por. Żywot większy III 43. Sławków, wieś parafialna nad Przemszą w dzisiejszym województwie krakowskim, od schyłku XIII w. wspominana już jako miasto.
  37. Tj. 6 stycznia.
  38. Tj. 3 maja.
  39. Por. Żywot większy III 20. Ten ostatni zabytek określa owego Śmiła jako "męża znakomitego rodu", który sporządzał testament w obecności księcia (Bolesława Wstydliwego) i dostojników. Znamy go w istocie z dokumentów z trzeciej ćwierci XIII w. kolejno jako cześnika (1259) i stolnika (1263) krakowskiego, a następnie (1274) jako kasztelana brzeskiego. O Morawicy por. przyp. 20.
  40. Miłosław, kanonik krakowski (być może identyczny z kapelanem biskupa Wincentego z r. 1212), znany nam jest z dokumentów z lat 1234-1247. W r.1248 był ponadto prepozytem skarbimierskim.
  41. Por. przyp. 34.
  42. Jan, opat benedyktynów w Tyńcu w latach 1244 (może od r.1242) do 1247.
  43. Tj. 23 kwietnia.
  44. Por. przyp. 24.
  45. Por. Żywot większy III 39. Śmił z Morawicy, por. przyp. 38, jego brat Marcin był zatem również "znakomitym mężem", jak go nazywa Żywot większy.
  46. Tj. 15 sierpnia.
  47. Por. przyp. 34.
  48. Żywot większy III 39 precyzuje, że było to napomnienie udzielone we śnie.
  49. Ten artykuł nie ma odpowiednika w Żywocie większym; takie i o Dobroniedze nic więcej nie wiemy.
  50. Por. przyp. 34.
  51. Tj. 15 czerwca.
  52. Tzn. z Krakowa.
  53. Kościół św. Marcina przy ul. Grodzkiej w Krakowie.
  54. Por. Żywot większy III 41, gdzie owa kobieta nosi imię Jutta. Koźmice (Wielkie lub Małe), wieś nie opodal Wieliczki.
  55. Tj. 23 kwietnia.
  56. Żywot większy mówi "aż do Wszystkich Świętych" (tj. do 1 listopada).
  57. Wielka Sól, czyli Wieliczka pod Krakowem.
  58. Zapewne św. Jana Chrzciciela, 24 czerwca.
  59. Por. Żywot większy III 40, który owego Gosława nazywa Goczałkiem, występującym także w dwu artykułach następnych (XX i XXI). Jasło, dziś miasto w województwie krośnieńskim. Jest to w obrębie niniejszego katalogu cudów najodleglejsza od Krakowa miejscowość, gdzie dokonać się miały uzdrowienia za sprawą św. Stanisława.
  60. Zapewne mowa o tkaninie, w której złożono szczątki św. Stanisława po wydobyciu z grobu, a przed obmyciem ich wodą i winem i umieszczeniem w kaplicy św. Piotra i Pawła, później Prandocińskiej, a dziś Wazów. Ów strzępek tkaniny odgrywa tu rolę pierścienia, którym błogosławiono co dostojniejsze osoby (art. XIII, XV i XVI).
  61. Ten Śmił występuje jako świadek także w dwu następnych artykułach; widocznie przybył ze swoim archidiakonem do Krakowa i zeznawał osobiście przed Jakubem z Velletri.
  62. Por. Cuda św. Stanisława, [w:] Średniowieczne żywoty i cuda patronów Polski..., s. 156.
  63. Por. wyżej art. XIX i Żywot większy III 40.
  64. Archiprezbiter Gosław z Jasła, por. przyp. 59.
  65. Por. przyp. 60.
  66. Tj. 24 lipca.
  67. Por. przyp. 61.
  68. Ten artykuł nie ma odpowiednika w Żywocie większym i nie wymienia daty ani miejsca wydarzenia. Jednakże osoby świadków i obrzęd błogosławienia cząstką tkaniny, w której spoczywały kości św. Stanisława, upewnia nas, że rzecz działa się w Jaśle, zapewne w czasie bliskim wypadków opisanych w art. XIX i XX.
  69. Archiprezbiter Gosław z Jasła, por. art. XIX i XX.
  70. Por. art. XIX, przyp. 60
  71. Por. Żywot większy III 42.
  72. Żywot większy w cytowanym miejscu nazywa ją Amleta.
  73. Ten Riner, mąż Emlety i ojciec Małgorzaty, jest osobistością różną od swego imiennika, również mieszczanina krakowskiego, wspomnianego w art. XL, męża Radosławy i ojca Przybysławy.
  74. Jeszcze jedna forma kultu, która zresztą przetrwała do dziś dnia, kiedy to zawiesza się przy ołtarzu w formie wotum zrobioną ze srebra miniaturkę ręki lub nogi.
  75. Oczywiście mowa o wzgórzu wawelskim w Krakowie, na którym wznosi się katedra z grobem św. Stanisława.
  76. Jest to niedziela Męki Pańskiej (piąta Wielkiego Postu, ostatnia przed Niedzielą Palmową).
  77. Brat Benedykt franciszkanin (niekiedy bezzasadnie zwany Benedyktem z Wrocławia) towarzyszył w latach 1245-1247 innemu franciszkaninowi Janowi de Plano Carpini w jego podróży na dwór władcy Mongołów, Kujuka, w poselstwie od papieża Innocentego IV; Benedykt Polak był czymś w rodzaju sekretarza owego poselstwa. Por. M. Plezia, L'apport de la Pologne a l'exploration de 1'Asie centrale au milieu du XIIIe siecle, "Acta Poloniae Historica" 22,1970, s. 18-22 i tenże, Historia Tartarorum, "Studia Źródłoznawcze" 15, 1971, s. 169-170. Nic dziwnego, że Benedykt, który był w okresie kanonizacji św. Stanisława gwardianem swego zakonu w Krakowie, cieszył się wówczas w Polsce dużym rozgłosem jako ten, "który był u Tatarów". W kilka lat później (1258) spotykamy go jeszcze jako gwardiana franciszkanów w Inowrocławiu.
  78. Por, wstęp s. 156.
  79. Por. Żywot większy III 9, gdzie ojciec chłopca nosi imię Więcesława. Polikarcice (dziś Polekarcice), wieś nie opodal Proszowic.
  80. Św. Marcina przypada dn.11 listopada. Żywot większy w miejscu równoległym precyzuje, że chłopiec umarł "następnego dnia", ale zdaje się, że nie należy tego wyrażenia brać dosłownie, lecz tylko w sensie "jednego z dni następnych". Inaczej całe to miejsce nastręczałoby duże trudności chronologiczne.
  81. Inna forma wchodzenia w pośredni kontakt ze szczątkami świętego obok wkładania chorego do pustego już grobu, błogosławienia pierścieniem (lub picia wody, w której zanurzano pierścień) albo strzępem tkaniny, w której spoczywały relikwie.
  82. To imię, podobnie jak następujące bezpośrednio dalej imię Gezmaz, nie daje się zidentyfikować z jakimś możliwym do pomyślenia imieniem staropolskim.
  83. W oryginalnym rękopisie Cudów podano tylko pierwszą literę imienia Włościej. Jak wynika z dalszego ciągu, nie żył on już w momencie spisywania cudów.
  84. Tj. do katedry na Wawelu.
  85. Jak zwykle w wypadku osób o wyższej pozycji społecznej (Żywot większy nazywa owego Włościeja "mężem znakomitego rodu") elementem pośredniczącym pomiędzy świętym a błagalnikiem jest pierścień.
  86. A zatem opisane wypadki nastąpiły przed r. 1232, być może jeszcze za biskupa Iwona (zm. 1229). Są to najstarsze przykłady uzdrowień za pośrednictwem św. Stanisława, które potrafimy bodaj w przybliżeniu datować. Jeśli relacja sprzed dwudziestu lat z górą jest zupełnie ścisła, to cudotwórczy pierścień św. Stanisława nie został wydobyty z jego grobu dopiero za Prandoty (rządził w Krakowie od r. 1242).
  87. Por. przyp. 85.
  88. Sens tej wypowiedzi jest taki, że sława cudów św. Stanisława szerzyła się od dawna.
  89. Miejscowość nie zidentyfikowana, może dzisiejszy Skorczów, wieś nie opodal Proszowic. Wypadek tu opowiedziany spotyka się także w Żywocie większym III 35.
  90. Por. przyp. 84.
  91. Kazimierza Wielka, dziś miasto nie opodal Proszowic. Paweł z Kazimierzy był kapelanem biskupa Iwona w r. 1224, a pomocnikiem scholastyka (nauczyciela w szkole katedralnej krakowskiej) w r.1253.
  92. Pięćdziesiątnica, niedziela przed Popielcem. Niniejszy artykuł nie ma odpowiednika w Żywocie większym.
  93. Tj. 4 maja.
  94. Por. przyp. 84.
  95. Jak wynika z dalszego opowiadania, owa Adlejta mieszkała w Nowym Mieście Korczynie nad Wisłą. Por. Żywot większy III 5.
  96. Por. przyp. 14.
  97. Żywot większy w miejscu równoległym precyzuje, że idzie o biskupa Prandotę. opisany tu wypadek należałby również do najstarszych zanotowanych, skoro rozegrać się miał przed podniesieniem kości św. Stanisława. Niestety nie znamy dokładnej daty tego wydarzenia. Owe dwa widzenia Adlejty wykazują wiele podobieństwa do tzw. Objawienia prezbitera Lucjana (BHL nr 7850-56), w którym owemu Lucjanowi ukazywał się Gamaliel i posyłał go do biskupa Jerozolimy z poleceniem, aby "podniósł z ziemi" kości jego, św. Szczepana oraz znanego z Ewangelii św. Jana Nikodema. Treść Objawienia Lucjana zreferował w Złotej legendzie Jakub de Voragine (por, przekład polski, s. 387-389). Była ona zresztą dostępna także w innych źródłach pośrednich i zapewne posłużyła za wzór ukształtowania widzenia Adlejty. Warto przy tym zwrócić uwagę, że zeznającą nie jest sama Adlejta, lecz jej dzieci, Wilberta i Konrad.
  98. Owa Hejlida jest także świadkiem następnego artykułu, XXVIII
  99. Ten artykuł nie ma odpowiednika w Żywocie większym.
  100. Por. przyp. 98.
  101. Por. Żywot większy III 30.
  102. Wiardunek była to moneta wartości 1/4 grzywny.
  103. Tj. 25 lipca.
  104. Siedemdziesiątnica, czyli niedziela Starozapustna, dziewiąta przed Wielkanocą.
  105. Por. wstęp s. 156; warto zwrócić uwagę, że owi "egzaminatorzy" nazywają siebie także "inkwizytorami" (jedno i drugie określenie znaczy to samo).
  106. Por. Żywot większy III 45.
  107. Zastępów, wieś koło Stradowa, z czasem połączona z nim w jedno miasto.
  108. Ten wypadek nie ma odpowiednika w Żywocie większym.
  109. Wspomniany niżej jako świadek Marcin z Albercic.
  110. Wit, kanonik, a potem prepozyt katedry krakowskiej, znany nam jest z dokumentów z lat 1212-1234; zmarł w r. I248, a więc wypadek opisany w niniejszym artykule musiał nastąpić przed tą datą.
  111. Albercice, miejscowość nie zidentyfikowana; może dzisiejsze Albrechcice pod Jędrzejowem.
  112. Por. Żywot większy III 24.
  113. Por. Żywot większy III 31.
  114. Nie umiemy objaśnić tego przydomka, dość zresztą niewyraźnie zapisanego w oryginale (można by też czytać Mastalis).
  115. Żywot większy w miejscu równoległym nazywa owego Radotę wieśniakiem; tymczasem błogosławieństwo pierścieniem św. Stanisława otrzymywały tylko znakomite osoby.
  116. Por. Żywot większy III 10, który owemu "synowi Węgra" daje imię Polek. Nie jesteśmy pewni, czy określenie jego ojca jako Węgra oznacza w rzeczy samej narodowość, czy też jest to tylko przydomek; Żywot większy wprawdzie opowiada na zakończenie, że rodzice z uzdrowionym synem wrócili na Węgry, ale z drugiej strony znamy z dokumentu z r. 1224 "rycerza biskupa" krakowskiego imieniem Piotr Węgier, który ma brata Sławka, a więc chyba był Polakiem. Inna rzecz, że jeden i drugi "Piotr Węgier", występujący w odstępie blisko trzydziestu lat od siebie, nie muszą być tą samą osobą.
  117. Mysławczyce, wieś nie opodal Proszowic.
  118. Żywot większy precyzuje, że chłopiec leżał martwy "od godziny trzeciej (po wschodzie słońca) do południa". Pozwala nam to poznać godziny posiłków w Wielkim Poście w połowie XIII w.
  119. Żywot większy precyzuje, że zrozpaczony ojciec ślubował św. Stanisławowi "trzy chleby i jednego koguta".
  120. Kościelec nie opodal Proszowic był parafią Mysławczyc. Z Kościelca pochodził wspomniany w następnym artykule biskup Wisław.
  121. Por. Żywot większy III 4.
  122. Biskup krakowski Wisław-Piotr z rodu Zabawów zmarł 14 marca 1242.
  123. Por. przyp. 33.
  124. Prandota był konsekrowany na biskupa 25 maja 1242. Opisane wydarzenie miało się zatem rozegrać między 25 maja 1242 a 25 maja 1243.
  125. Mowa o wzgórzu wawelskim w Krakowie.
  126. Wynika stąd jasno, że pewne koła (zapewne duchowieństwa) w Krakowie miały biskupowi Wisławowi za złe, że nie popierał sprawy kanonizacji św. Stanisława. Skora jednak miano o to pretensje właśnie do niego, a nie do wszystkich poprzednich biskupów krakowskich, nasuwa się domysł, że z planami kanonizacji św. Stanisława nosił się już poprzednik Wisława, biskup Iwo, podobnie jak Prandota członek rodu Odrowążów.
  127. Tych dosadnych słów nie powtórzył Żywot większy w miejscu równoległym.
  128. Pierwszy ślad szerzącej się refleksji nad etyczną wartością motywów postępowania św. Stanisława, które spowodowało jego śmierć.
  129. Wynika stąd, że jeszcze przed podniesieniem szczątków św. Stanisława z grobu przez Prandotę posiadano w katedrze krakowskiej jego pierścień uważany za cudotwórczy. Czy działo się tak za Wisława, czy jeszcze za Iwona - nie wiadomo.
  130. Doskonała wskazówka mówiąca a tym; jakie nadzieje wiązano z przyszłą kanonizacją.
  131. Fał jest skróconą formą imienia Falisław (por. Stach i Stanisław). Niestety nic o tym komesie nie umiemy powiedzieć.
  132. Ten artykuł nie ma odpowiednika w Żywocie większym.
  133. W dzień Trzech Króli, 6 stycznia.
  134. Idzie zapewne o sobotę po Zielonych Świętach.
  135. Dziś Broniszów, wieś nie opodal Proszowic.
  136. Por. Żywot większy III 15, który dodaje, że pochodzili oni ze wsi Grodzina (miejscowość nie zidentyfikowana).
  137. Por. Żywot większy III 38.
  138. Przydomek Chrenza trudny do objaśnienia; Pietrzejowice to wieś nie opodal Miechowa.
  139. przed około trzema laty - tłumaczenie niepewne (łac. circa tres annos może znaczyć "około trzech lat", co znów w zestawieniu z następującym "przez trzy dni" nie ma sensu). Żywot większy w miejscu równoległym słowa te opuszcza.
  140. Żywot większy w miejscu równoległym mówi, że do Krakowa zawiózł Krzyżana jego kum, Stefan, w naszym tekście wspomniany niżej jako świadek. Tekst niniejszego artykułu wydaje się miejscami zniekształcony.
  141. Niestety nie umiemy określić daty tego wydarzenia.
  142. Por. Żywot większy III 39. Dzień św. Łukasza przypada 18 października.
  143. Kościół św. Floriana na Kleparzu pad Krakowem (dziś w Krakowie). Ów Wit występuje w tej samej godności jeszcze w r. 1271.
  144. Jako dostojnikowi kościelnemu przyniesiono Witowi pierścień z Wawelu na Kleparz; inni, celem otrzymania błogosławieństwa, udawali się do katedry.
  145. Por. Żywot większy III 26, gdzie ojciec dziewczynki nosi imię Reinera. jest on osobą różną od wspomnianego w art. XXII Rinera, także mieszczanina krakowskiego (męża Emlety).
  146. Mowa a pierwszym najeździe tatarskim z r. 1241. Tatarzy zajęli Kraków 28 marca i pozostali w nim około 5 dni. Nie wiadomo, jak interpretować tę wzmiankę chronologiczną: czy autor miał na myśli rok, który upłynął od spalenia Krakowa przez Tatarów, a więc pomiędzy 28 marca 1241 a 28 marca 1242, czy też rok, który nastąpił po roku najazdu tatarskiego, czyli cały rok 1242. Gdyby prawdziwa była pierwsza ewentualność, to opisany wypadek zdarzyłby się może jeszcze za rządów biskupa Wisława (zmarł 14 marca 1242).
  147. W zależności od tego, jak rozstrzygniemy wskazaną w przypisie poprzednim kwestię chronologiczną, trzeba myśleć albo o grobie otwartym już przez biskupa Prandotę i pustym (por. przyp. 19), albo o zamkniętym jeszcze, ale uchodzącym już za cudotwórczy.
  148. Por. Cuda św. Stanisława, [w:] Średniowieczne żywoty i cuda patronów Polski..., s. 156.
  149. Por. Żywot większy III 6, który przedstawione w niniejszym artykule wydarzenia opowiada w odwrotnym porządku (najpierw widzenie, a patem uzdrowienie syna) zgodnie z ich chronologiczną kolejnością. Sułek (w Żywocie większym Sułko) z rodu Starżów-Taporczyków należał w drugiej połowie XIII w. do najwybitniejszych dostojników świeckich Ziemi Krakowskiej. W latach 1249-1253 występuje jako kasztelan brzeski, w r.1255 wiślicki, potem był wojewodą i kasztelanem krakowskim (aż do r. 1278). Jego syn Poznan Sułkowic był następnie podczaszym sandomierskim w latach 1268-1270.
  150. Być może identyczny z sędzią biskupa krakowskiego w r. 1212.
  151. Tj. 16 września.
  152. Por. Żywot większy, III 32. Łętkowice, wieś nie opodal Miechowa.
  153. Znany jeszcze z czasów starożytnych zwyczaj spania w kościele (lub świątyni) celem uzyskania uzdrowienia.
  154. Kościół św. Andrzeja przy ul. Grodzkiej w Krakowie miał się oprzeć napaści Tatarów w r. 1241 i do dziś dnia zachował w znacznym stopniu swój pierwotny romański charakter.
  155. Por. przyp. 14, a nadto art. XI i XXVII.
  156. Por. Żywot większy III 21. Piotr, cześnik krakowski, znany jest nam z dokumentów z r. 1250.
  157. Jak zwykle u osób wyższego stanu uzdrowienie następuje przy pomocy pierścienia, który w tym wypadku, jak pisze Żywot większy, przyniesiono chorej do domu.
  158. Por. Żywot większy III 22
  159. Por, przyp. 153.
  160. Por. Cuda św. Stanisława, [w:] Średniowieczne żywoty i cuda patronów Polski..., s. 156.
  161. Artykuł ten pozbawiony jest właściwego opowiadania. O chłopcu urodzonym bez skóry opowiada Żywot większy III 25, nazywając go Marcinem.
  162. Brakującą tu narrację uzupełnia obszernie Żywot większy III 27.
  163. Przedpełk (Pełka) z rodu Zabawów, brat biskupa Wisława, był dziekanem kapituły krakowskiej w latach 1241-1257 i kanclerzem księcia Bolesława Wstydliwego.
  164. Na tych słowach kończy się tekst zachowany w zwoju wawelskim
  165. Miejscowość nie zidentyfikowana. Treść tego artykułu zaczerpnięto z Żywotu większego III 33.
  166. Kościół dziś nie istniejący, który wszakże znajdował się tak jak dzisiejszy przy ul. Grodzkiej, nieco bliżej Rynku.
  167. Treść tego artykułu zaczerpnięto z Żywotu większego III 44.
  168. Treść tego artykułu zaczerpnięto z Żywotu większego III 46.
  169. Ponieważ tylko panny chodziły z odkrytą głową i w wianku na włosach, mężatki natomiast zasłaniały głowę.
  170. Mianowicie wzgórza wawelskiego.
  171. Gotfryd z Altenbergu, wizytator klasztorów cysterskich w Polsce, opowiadał w pierwszej połowie XIII w., zapewne nieco wcześniej od autora Żywotu większego, że "jest zwyczajem owego narodu, kiedy wchodzą do kościoła, całym ciałem padać na ziemię i uderzać głową o posadzkę albo o drzwi kościelne, a potem biją się w piersi i wychodzą". Por. K. Dobrowolski, Przyczynki do dziejów średniowiecznej kultury polskiej z rękopisu szczyrzyckiega, Kraków 1927 (odb. ze Studiów staropolskich [... ] ku czci A1. Brücknera), s. 34-35 i 40-41. Jest to zatem jeszcze jeden rys pobożności polskiej z XIII stulecia.
  172. Treść tego artykułu zaczerpnięto z Żywotu większego III 48. Na miejscu starego grodu gdańskiego nad Motławą Krzyżacy zbudowali zamek zwany Wysokim.
  173. od godziny dziewiątej - licząc od wschodu słońca, a wtęc mniej więcej około naszej trzeciej po południu.
  174. Treść tego artykułu zaczerpnięto z Żywotu większego III 50.
  175. Treść tego artykułu zaczerpnięto z Żywotu większego III 52. Andrzeja z Morawicy, brata komesa Żegoty, znamy z dokumentu z r. 1238. Morawica, wieś w województwie krakowskim, wspomniana była także w artykułach IX i X. Można byłoby stąd wnosić, że kult św. Stanisława był tam szczególnie żywy w połowie XIII w. i sięgał jeszcze poprzedniego pokolenia (por. niżej słowa "od swych przodków dowiedział się o świętości św. Stanisława").
  176. Wojna ówczesna polegała w znacznej mierze na pustoszeniu najechanego kraju. Liczne tego opisy, także w odniesieniu do Prus i Pomorza, mamy w Kronice Galla (np. II 42). Wypadek tutaj przedstawiony można by odnieść do wielkiego powstania pruskiego przeciw Krzyżakom w roku 1242 i latach następnych, kiedy to dzielnicowi książęta polscy wspomagali zbrojnie Zakon.

Źródło:

  • Cuda św. Stanisława [w:] Średniowieczne żywoty i cuda patronów Polski, tłum. z języka łacińskiego Janina Pleziowa, oprac. i wstępem opatrzył Marian Plezia, Warszawa 1981, s. 167-234.


Do góry