Varia, czyli różności


Tadeusz Kotarbiński

Miłość i przyjaźń

Poruszamy dziś temat wielce drażliwy. Jej to tak, jak gdyby się przedsiębrało zjazd narciarski utrudniony przemykaniem się pośród rozstawionych tyczek, z których żadnej nie wolno potrącić. Tyle w mówieniu o miłości roz maitj ch pranktóv~r o charakterze tabu, wstydu wych, delikatnych. AIe nie podobna przemilczec zespołu sił życiowych słusznie zgłaszającego roszczenie do uznania go za czynnik jeśli nie najpotężniejszy, to w każdym razie nie mniej potężny niż inne czynniki pierwszej doniosłości.

Jakże trudno nie sprzyjać zakochanym, nie popierać ich woli przełamania wszelkich między nimi barier, tak często przybierających postać tępego sprzeciwu kastowego, klanawego, rasoowego lub pa prostu zwyczajowego... I któż by miał prawo zaprzeczyć prawdzie notorycznej, że miłość dwojga młodych bywa znakomitą organizatorką ich dzielności, i doradczynią wyboru głównej dragi życiowej: przeżyjemy życie razem, stworzymny dom rodzinny i to będą ramy naszego udziału twórczego w sprawach społecznych.

Z drugiej strony wszelako trudno nie ubolewać nad tym, jak się toczą nader często losy zakochanych, którzy poszli za głosem swego uczucia, zwłaszcza jeżeli miłość była po jednej stronie, a po drugiej coś, co stwarzało pozory wzajemności. Ale nie tylko w takich przypadkach. Tłumaczą się podobne niepowodzenia na ogół zasadniczo i w sposób doprawdy dość prosty. Oto przeżycie miłości powstaje i rozwija się na podłożu obiektywnego, przez dojrzewanie ciał uwarunkowanego popędu rozrodczego. Ten zaś popęd, działając po drogach kierunkowości biologicznej, nie służy osobom, w których działa, lecz gatunkowi, jego przetrwaniu po spodziewanym zaniku indywiduów, poprzez które działa. W tym celu - jeśli wolno tak się wyrazić - przyroda stwarza jakości emocjonalne powabu i ponęty i wzbudza skłonność do ułudy, dzięki czemu przedmiot miłości wydaje się zakochanemu lub zakochanej wyposażony w zalety, których naprawdę nie posiada. Tak jest, dopóki popęd nie ulega doraźnemu nasyceniu. Z tą chwilą jednak jakość powabu natychmiast ginie i odradza się znowu wraz z nawrotem popędu. Gdy wszakże nasycenie staje się chroniczne, spada też z oczu przesłona ułudy, a trzeźwy sąd ukazuje rzeczywistość na ogół znacznie mniej cenną i interesującą. Co więcej, dołączają się skutki przesytu i znużenia, bo w sprawach miłości niedosyt po doraźnym zrywie przechodzi z nagła w doraźny przesyt, a ceną, jaką się płaci za chwilę nazbyt intensywną, jest zwykle stan rozdrażnienia i pewnej niechęci, skierowany do osoby współuczestniczącej w zrywie i wyczuwanej przeto jako współwinna kosztownego wydatku sił. A cóż dopiero, gdy dołączają się skutki niewstrzemięźliwości. Ileż to razy tak zwane miodowe miesiące stawały się grabarzami miłości dlatego właśnie. Kto wie, czy głównym wyznacznikiem dzielności społeczeństw nie bywa czasem współczynnik wstrzemięźliwości. Pono stary kalendarz luterański ustanawia barierę półtygodniową; obyczaj staro-zakonny - tygodniową, styl życia w Anglii, często uznawany - miesięczną. Ale dość o tych sprawach, badajże nie dość dobrze zbadanych. Nie potrzeba natomiast badań specjalnych, by móc stwierdzić fakty masowe i notoryczne. Dziecko przychodzi często na świat wbrew życzeniu rodzicaw, jako niepożądany skutek uboczny realizacji zgoła innych pożądań. Powstaje konieczność opieki nad nim. pracy na utrzymanie etc., etc., ze wszystkimi nudnymi, a nieraz odrażającymi konsekwencjami, jakie niosą ze sobą codzienne potrzeby organizmów. I padają pod adresem miłości minionej, zapomnianej i wzgardzonej, słowa przekleństwa, a słowom tym towarzyszą nieraz czyny wrogie i uczucia nienawistne. Rodzice się rozchodzą, psychika dziecka ulega wstrząsowi i rozdarciu. Gotów w przyszłości zgorzknialec i neuropata.

Tak bywa, jeżeli w składzie psychicznym miłości zabrakło przyjaźni. Relacja tych usposobień nie jest symetryczna. Miłość bez przyjaźni - to początek bolesnego dramatu. Przyjaźń doskonale obywa się bez miłości, rozumianej jak wyżej, a jeżeli jej towarzyszy, utrwala łączność przez nią nawiązaną.

Jakaż jest istota tego uczucia godnego wszelkiej uwagi?

Aby sobie uprzytomnić, na czym polega przyjaźń prawdziwa, sprobujmy postawić sobie przed oczy jaskrawy przykład zachowania się z nią sprzecznego. W pamiętnikach Fredry znajduje się opis podobnego zdarzenia. Autor wlókł się poprzez śnieżne pustkowie wespół z wypróbawanym, jak się zdawało, towarzyszem, uczestnicząc w katastrofalnym odwrocie armii Napoleoona. Mróz był przejmujący, odzież niedostateczna dla ochrany przed zimnem. I oto w pewnej w chwili ów towarzysz Fredry zerwał płaszcz z jego ramion i sam się nim okrył, odtrącając kompana. A niech sobie radzi, jak umie. Co było dotkliwsze w tym czynie złowrogim: czy to, że mróz porzuconemu zaczął się dobierać do kości, czy zdrada towarzysza udręki, zawód ze strony kogoś, komu się ufało, od kogo się oczekiwało raczej pomocy we wspólnym trudzie, a doznało snę krzywdy, świadomie i umyślnie wyrządzonej? Mamy tu przykład przeciwieństwa przyjaźni. Ułatwi on zapewne uchwycenie jej istoty.

Przyjaźń - to wyróżniająca, do określonej osoby lub określonych osób skierowana, życzliwość czynna i wierna. Wychowanie może tu dużo zrobić. Pedagagowie szerzą maksymę: ilekroć masz do czynienia z kim innym, staraj się wejść w jego położenie, spojrzeć na sprawę z jego punktu widzenia. To daje zrozumienie cudzego stanowiska, wzbudza ducha tolerancji, osłabia natężenie komfliktow, zbliża ludzi, a jest już pewną zaczątkową formą pomocy. A dalej, harmonijne współdziałanie wywołuje wzajemną pomocną życzliwość, ta zaś ułatwia harmonijne współdziałanie i w ten sposób rodzą się nieraz uczucia przyjaźni. Nie możemy sobie odmawić satysfakcji opowiedzenia czegoś autentycznego z tej dziedziny. Młoda Polka przed pięćdziesięciu laty ukończyła kilkuletnią szkołę ogrodniczą w Szwajcarii. Od tego czasu trwa do dziś wymiana wiadomości i przesyłanie darów między nią a zaprzyjaźnionymi z nią koleżankami i osobami z personelu nauczycielskiego tej szkoły, a gdy podupadła na zdrowiu, grono tamecznych przyjaciół - po półwieczu rozstania - zaprosiło ją jak najserdeczniej i gościło u siebie w sposób jak najbardziej opiekuńczy. Prawdziwa przyjaźń jest trwała aż do końca, niezłomna i niezachwiana, gdyż znajduje oparcie w dogłębnym zaufaniu wzajemnym. Urzeczywistnia się w niej owo znane powiedzenie myślicieli hinduskich: "Ty jesteś ja". Przypominając je, dalecy jesteśmy od szerzenia wiary w jedność powszechną wszystkich istot obdarzonych życiem psychicznym. Stwierdzamy tylko, że między istotami zaprzyjaźnionymi może dojść i dochodzi często do takiego wczucia się wzajemnego w to, co się przeżywa, iż powstaje coś w rodzaju utożsamienia dwóch jaźni. Oto kulminacja przyjaźni. Maożna śmiało powiedzieć, że miłość - to dwie dusze w jednym ciele, przyjaźń - to jedna dusza w dwóch ciałach. A gdy miłość łączy się z przyjażnią, powstaje wówczas jedność podwójna i zupełna. Ale dość już tej chwalby. Poniosła nas w dziedzinę marzeń troska o poprawę rzeczywistości, najeżonej trudnościami tak nieraz wielkimi, że ich układ zmusza do pobłażliwega osądzania tych, którzy ulegają marzeniom.

Źródło:

  • T. Kotarbiński, Miłość i przyjaźń [w:] Medytacje o życiu godziwym, Warszawa 1966.


Do góry