Sztuka cmentarna


Anioły w sztuce cmentarnej XIX i początku XX w.

De historia artis

Sceny, w których przedstawiano anioły, w większości zaczerpnięte zostały z Pisma Św., lecz ze względu na naturę tych istot trudno było stworzyć jakiś konkretny ich obraz. Albo bowiem ukazywały się jako krzak gorejący (Wyj. 3, 2), albo w tak przedziwnej formie, że biedny Ezechiel (Ez 1, 1-28) czy św. Jan Ewangelista (Ap. 10, 1-9) nie byli w stanie tego opisać. Inna bajka, że prawo żydowskie zabrania sporządzania wizerunków stworzenia, choć wyjątek (i to na polecenie Boga) uczyniono dla dwóch cherubów zdobiących Arkę Przymierza (Wyj. 25, 19-20)1. Nawet jednak Objawienie św. Jana, w którym co chwila jakiś anioł obwieszcza światu kolejne etapy Armagedonu, tylko w nielicznych wypadkach precyzuje wygląd Niebian. Jeśli jednak przyjmowali oni jakąś bliższą ludzkiemu pojmowani postać, byli to zazwyczaj bardzo piękni ludzie (Rafael - Tob. 5, 4-5; mąż w białych szatach - Dan. 10, 4-6). I tego przez długi czas trzymała się chrześcijańska ikonografia.

Pierwsi chrześcijanie raczej nieczęsto głowili się nad wyglądem aniołów i po prostu ich nie malowali. Dopiero z czasem zaczęto ukazywać anioły jako dojrzałych młodzieńców bez zarostu (choć przez pewien czas także z brodami) o atletycznej budowie ciała symbolizującej ich nadnaturalną siłę. Tylko aniołom śmierci i w scenach Zwiastowania nadawano bardziej subtelne, niemal dziecięce kształty. Jeszcze w 2. połowie III w. praktycznie nie dodawano im skrzydeł, a i później były one raczej symboliczne.

Pewien przełom nastąpił ok. IV w., kiedy to anioły otrzymały aureole, korony, diademy lub krzyż na czole. Natomiast w ciągu następnego stulecia coraz bardziej upodobniały się do rzymskiej Wiktorii i geniuszy2, a więc zyskiwały na młodzieńczej lekkości, a i skrzydła stawały się bardziej widoczne. Autorytet Pseudo-Dionizego (patrz De natura angelorum) skłonił z kolei artystów do różnicowania poszczególnych aniołów. W efekcie zaczęto ich ubierać w zbroję (wojsko anielskie), która z czasem stała się atrybutem Michała Archanioła.

"Złotym wiekiem" ikonografii anielskiej było średniowiecze. To właśnie wtedy ustalił się całkiem obszerny zbiór tematów, w których ważną rolę odgrywały właśnie anioły. Ich funkcje, czy to w konkretnym przedstawieniu, czy w ogóle w hierarchi anielskiej starano się zaznaczyć poprzez dodawanie im różnych atrybutów (np. anioły Apokalipsy - trąba, której dźwięk oznajmia kolejne etapy końca świata, cherubini - księgi, archaniołowie - berła, korony, miecze, kula ziemska).

Jednocześnie kunszt artystów skupił się na nadaniu niebianom jak najbardziej "duchowego" charakteru. I to nie tylko poprzez takie symbole jak np. skrzydła (patrz niżej), ale także rysy twarzy. Stały się one idealne, zazwyczaj androgyniczne3, wyrażające powagę, skromność, zadumę (por. choćby dzieła Sandro Botticelli). Powstał wtedy pewien kanon ukazywania malachim jako istot pięknych, jasnych, posiadających umiejętność latania, co też stało się obowiązujące w sztuce praktycznie do dziś.

Również w średniowieczu coraz powszechniej dodawano aniołom skrzydła, zazwyczaj białe, lecz czasami mieniące się wszytkimi kolorami tęczy4. Ich znaczenie tak wyjaśniał Pseudo-Donizy:

"Skrzydła są szczęśliwym obrazem prędkiego biegu, tego pędu niebiańskiego, który ich [tj. anioły] niesie bezustannie coraz wyżej, i oswobadza ich najzupełniej od wszelkiego poziomego uczucia. Lekkość ich skrzydeł wskazuje, że te wzniosłe natury nie mają nic ziemskiego, i że żadne zepsucie nie obciąża ich pochodu do Niebios."5

Niektórzy, zwłaszcza ważni aniołowie (np. Archanioł Michał), otrzymywali skrzydła z pawich piór, ze szczególnie podkreślonymi pawimi oczkami. Oczy bowiem to symbol wiedzy i zazwyczaj "przysługiwały" cherubinom. Z kolei trzema parami skrzydeł szczyciły się serafiny (Iz 6, 2), lecz w tym wypadku artyści nie byli konsekwentni.

Irena Frühling i Herbert Oleschko czynią również ciekawe spostrzeżenie na temat stroju aniołów. Otóż, czasami (tj. w przypadku ważnych malachim jak Gabriel, Michał) dostosowywano go do realiów epoki, choć był on zazwyczaj bardziej "ekstrawagancki" od ubioru ówczesnych wielmożów6. Z moich obserwacji wynika, iż od renesansu niebianie odziewani byli w fałdziste, "antykizujące" szaty o licznych fałdach unoszonych jakby jakimś nieziemskim powiewem.

Pod koniec średniowiecza, właściwie już w epoce odrodzenia, anioły tracą jednak na pomnikowości: biorą udział w radosnych scenach Bożego Narodzenia (np. Sandro Boticelli, Mistyczne(?) Boże Narodzenie, ok. 1500 r.), ale także opłakują cierpienie Chrystusa na krzyżu (Duccio di Buoninsegna, Ukrzyżowanie, 1310 r., Giotto di Bondone, Ukrzyżowanie, 1310 r.).

Proces ten, chociaż miał zbliżyć ludzi i anioły, odbił się dla tych ostatnich raczej negatywnie. Oto już w późnym średniowieczu zaczęto je przedstawiać jako zdrowo odżywione dzieciaczki (Andrea Mantegna, Modlitwa w Ogrójcu, 1459 r.), które w baroku stały się puttami lub różnymi amorkami.

I tak oto cheruby, z wszechwiedzących aniołów pierwszej hierarchii, zostały zdegradowane do pociesznych cherubinków, pyzatymi buziami uśmiechającymi się do Matki Boskiej. Anioły stają się dekoracją, ugrzecznionymi dworzanami i paziami boskiego dworu.

Interesujący przykład tej metamorfozy można obejrzeć w kościele oo. paulinów "na Skałce" w Krakowie. Przy jednym z bocznych ołtarzy (autorstwa Jana Jerzego Lehnerta, l. 1745-1745) widzimy, jak Anioł Niszczyciel płomiennym mieczem gromi króla Dawida7. Anioł? Przecież to pyzaty amorek, z płomiennym mieczem, czaszką i gniewnym wyrazem pucułowatej buzi. Cóż, w kościele nie wypada się śmiać... ;-)

Od XVI w. w sztuce odżywają wątki alegoryczno-mitologiczne, praktycznie wypierając tematy religijne. Miejsce aniołów zajmuje więc Amor lub inne skrzydlate bóstwa czy alegorie, jak Chronos, Chwała, Sława8. Te dwie ostatnie wkraczają nawet do wnętrz kościelnych, zdobiąc nie tylko pomniki zmarłych, ale i świętych (wejście do kaplicy z relikwiami bł. Władysława z Gielniowa w warszawskim kościele św. Anny).

Nie znaczy to, aby anioły zaczęły znikać ze świątyń. Nawet jeśli z ich grona wyłączymy niedorosłe amorki, to i tak ówczesne kościoły zdobiły liczne zastępy pięknych, skrzydlatych młodzieńców, ukazywanych w egzaltowanych pozach, najczęściej podczas adoracji Najświętszego Sakramentu lub świętych (stąd określenie ich dworzanami wydaje się tym bardziej trafne).

Wbrew pozorom XVII-XVIII w. nie były okresem martwym, jeśli chodzi o nowe "typy" aniołów. Encyklopedie wymieniają tu przede wszytkim Anioła Stróża, który wyodrębnił się w początkach XVII w., lecz barokowemu zamiłowaniu do alegorii zawdzięczamy np. posąg Anioła Życia (Matthias Bernhard Braun, l. 1713-1715) przed szpitalem w Kuks.

Wraz z sukcesem neoklasycyzmu barokowa ruchliwość i uczuciowość uległa uspokojeniu, choć trudno przyznać, aby wpłynęło to jakoś pozytywnie na wizerunek aniołów. Moja ocena jest może nieco subiektywna, gdyż nie przepadam za neoklasycyzmem ;-), lecz powstałe w duchu tej epoki dzieła nie grzeszą jakąś oryginalnością czy urokiem. Do ciekawszych należy anioł podtrzymujący chrzcielnicę z kościoła Panny Marii w Kopenhadze (1839 r.), autorstwa Berthela Thorvaldsena, lecz inne sakralne dzieła tego artysty są już wyjątkowo mniej udane (Anioł Stróż, Radość w Niebie z okazji Bożego Narodzenia)9.

W ogóle przełom XVIII i XIX w., określany jako neoklasycyzm, jest pełen ciekawych hmm... paradoksów. Nadal bowiem dominuje naśladownictwo kultury i estetyki antycznej, lecz im dalej w XIX w. tym wyraźniejsze są próby jej chrystianizowania, co widać m.in. właśnie w nagrobkach (por. Geniusze-Anioły i Anioły-Geniusze).

Literatura podaje, iż w ciągu XIX wieku eksploatowano dobrze znane wątki anielskie nie wnosząc nic nowego10. Nie do końca jest to prawdą, choć bez szczegółowych badań trudno powiedzieć, jak przebiegała XIX-wieczna ewolucja ikonografii anielskiej. Pewne jest jednak, że chrześcijańska kultura XIX w. przywróciła aniołom ich autorytet, a ciągłe zmiany w estetyce (zwłaszcza w malarstwie 2. połowy XIX w.)11 wpłynęły także na "image" aniołów.

Dzięki twórczości Williama Blake`a12, romantyków (genialne ilustracje Gustawa Dore np. do Boskiej komedii czy Biblii, dzieła np. Alexandre Laemlein (Sen Jakuba, 1847 r.) lub Louis Janmot (Boski ród), prerafaelitów (William Morris, Edward Burne-Jones), a na naszym podwórku za sprawą niezrównanych Jana Matejki (Anioł, dekoracja Kościoła Mariackiego w Krakowie, 1889 r.) czy Józefa Mehoffera (Archanioł Gabriel i Michał, projekt polichromii do skarbca na Wawelu, 1901 r.) anioły odzyskały swój metafizyczny charakter i... wygląd.

Pamiętajmy jednak, że oprócz tych wyżej wymienionych w sztuce "masowej" wizerunki aniołów były zazwyczaj dosyć pospolite: stylizowane na słodkie dziewczątka o wielkich, łagodnych oczkach i jasnych włoskach, jak na obrazach Williama Bouguereau.

Zmiany w ikonografii anielskiej nie dotyczą li tylko wyglądu Niebian, ale również scen, w jakich ich ukazywano. Z jednej strony mamy bowiem chóry anielskie Dore`go czy Matejki, nawiązujące do znanych od dawna wątków, a z drugiej Anioła Miłosierdzia zdobiącego niegdyś fasadę szpitala św. Ducha przy ul. Elektoralnej (Jan Józef Manzel, 1860 r.), dla którego nie ma odpowiednika we wcześniejszych przedstawieniach aniołów.

Podobnie rzecz ma się z Aniołem Śmierci. Już w 1851 r. Horace Vernet namalował obraz, gdzie zakapturzony anioł unosi do nieba zmarłą białogłowę, a w cztery lata później powstało dzieło Marianne Stokes Śmierć i dziewczyna, gdzie Kostusia jest nie tylko z kości, ale również z ciała, a na dodatek została wyposażona w ogromne skrzydła. Motyw Anioła Śmierci, takim jak go przedstawił Vernet był chętnie powielany właśnie w XIX-wiecznej sztuce nagrobnej, chociaż w poprzednich stuleciach w ogóle nie pojawiał się na grobowcach.

Na zupełnie inne tory ewolucję ikonografii anielskiej pchnął symbolizm. Bardzo chętnie ukazywał on skrzydlate istoty, nazywając je aniołami, choć z czasem coraz dalej im było do niebiańskich bytów13, o czym powiemy sobie dokładniej przy okazji rzeźby nagrobkowej. Jednak to właśnie pod koniec XIX w. naprawdę modne stały się wspomniane wcześniej Anioły Śmierci, będące praktycznie nowym sposobem personifikowania tejże (np. G.F. Watts, Śmierć koronująca niewinność, (l. 1886-1887 i 1899 r.), Dwór Śmierci, (l. 1870-1902), Evelyn de Morgan, Anioł Śmierci, Pole bitwy (1916 r.), Jacek Malczewski, cykl Thanatos i wiele innych)14.

Charakterystyczna dla dekadentyzmu fascynacja ciemną stroną natury człowieka spowodowała z koleii, że zaczęto wreszcie ukazywać anioły upadłe. I to nie jako monstra rodem z wyobraźni Hieronima Boscha, czy dodatek do Archanioła Michała, lecz samodzielne byty15. Warto tu wymienić m.in. dzieło Jozefa Geefs Anioł zła (1843 r.), Ricardo Bellver Anioł upadły (1876-1878 r.)16, Franza von Stucka Lucyfer, (ok. 1889 r.) czy kilka prac Odiliona Redona (m.in. Upadły anioł (Skrzydlaty mężczyzna), 1890 r.).

O aniołach w "naszych czasach" nikt jeszcze nic nie napisał (a przynajmniej nie udało mi się dotrzeć do takowych tekstów ;-P), więc zmuszone jesteśmy skorzystać z "metody leniwych studentów" tj. www.google.pl ;-) W wyszukiwarce grafiki wpisujemy słowo anioł i cóż otrzymujemy? Przede wszytkim mnóstwo mniej lub bardziej kiczowatych durnostojek, potem liczne "anioły upadłe" o cechach wampiryczno-gotyckch, roznegliżowane, przestylizowane i podkolorowane muzy internetowych artystów. I tylko od czasu do czasu wśród tej czeredy zabłąka się dzieło Jacka Malczewskiego lub jakiś nagrobek.

Rozwój telekomunikacji wpłynął także na migrację wątków czy elementów kultury między cywilizacjami, czego ciekawe skutki możemy obserwować np. w japońskiej percepcji chrześcijańskich aniołów. Mam tu na myśli oczywiście mangę, anime czy ichnie gry komputerowe (np. Neon Genesis Evangelion, Angel sanctuary lub chociażby postać Sephirotha z Final Fantasy 717).

I tak, z czasem słowo anioł przestało oznaczać funkcję tych niebiańskich bytów, a stało się ich określeniem gatunkowym. Malach to nie wysłannik, lecz potężna, samodzielna i niezależna istota, w hierarchii bytów znajdująca się miedzy człowiekiem a bogami, zupełnie jak antyczne daimony-geniusze. I co najważniejsze niekoniecznie należąca do boskiej świty, a tym samym niekoniecznie dobra...

© Sowa
8.12.2007

Przypisy:

  1. Co ciekawe w jednym z nowożytnych podręczników do nauki alfabetu hebrajskiego owe cheruby zostały okazane jako skrzyżowanie koguta z feniksem ;-) - Elementarz polsko-hebrajski (Alef-Beth) dla dzieci Izraelskich, ułożył Izames, Warszawa 1902.
  2. Ale nie Amora, który zazwyczaj był przedstawiany nago, co przecież aniołom nie przystoi ;-).
  3. androgynia (hermafrodytyzm) - obojnactwo, tu: idealne połączenie urody kobiecej i męskiej, symbolizujące ponadpłciowy charakter aniołów.
  4. Z ogólnej "tradycji" wyłamywał się (jak zwykle ;-)) Hieronimus Bosch. Na jego znanym obrazie, ukazującym wstąpienie błogosławionych do Raju widzimy, iż niektóre anioły mają skrzydła owadzie, ni to motyli, ni to ciem albo ważek.
  5. Podaję za: hasło Ptaki [w:] D. Forstner, Świat symboliki chrześcijańskiej, przekł. i oprac. W. Zakrzewska, P. Pachciarek, R. Turzyński, Warszawa 2001, s. 225.
  6. I. Frühling, H. Oleschko, Ewolucja ikonografii anielskiej w malarstwie europejskim [w:] Księga o aniołach : praca zbiorowa, pod red. H. Oleschko, Kraków 2002, s. 510.
  7. 2Sm 24, 1-25 i 1 Krl 21, 1-30. Porównajcie w obu przekazach, kto pobudził Dawida do grzechu.
  8. Przeglądając fundamentalne dzieło Cesare Ripa pt. Ikonologia bardzo często spotkamy skrzydlate alegorie. Jednak w ich wypadku skrzydła są tylko jednym z elementów precyzujących treść symbolu i oznaczają zazwyczaj ulotność, duchowość, wzniesienie się ponad przeciętność.
  9. Trzeba się zresztą naprawdę nieźle naszukać, aby jakieś znaleźć, gdyż artysta skupiał się raczej na wątkach mitologicznych lub naśladownictwie greckich czy rzymskich pomników.
  10. I. Frühling, H. Oleschko, op. cit., s. 533.
  11. Wszytkie "-izmy", o których uczono w szkołach (realizm, impresjonizm, symbolizm itp.) bardzo powoli wkraczały w świat oficjalnej rzeźby, zwłaszcza tam, gdzie jej pozycja była bardzo słaba (np. w Polsce). Rzeźbiarstwo, podobnie jak architektura, wymagało o wiele większych nakładów finansowych (jak by nie było kamień był droższy od płótna i farb), zatem działalność polskiego artysty ograniczała się zazwyczaj do realizacji zamówień, a własne pomysły realizowane były albo tylko na papierze albo w nietrwałej glinie. Do tego dochodzą jeszcze teorie estetyczne ograniczające funkcję rzeźby główne do roli ponadczasowego pomnika jakiejś idei, stąd odrzucenie realizmu i ekspresjonizmu, które w mniemaniu krytyków osadzały dzieło we współczesności i codzienności.

    Bardzo ciekawie piszą na ten temat Aleksandra Melbechowska-Luty i Piotr Szubert [w:] Posągi i ludzie : antologia tekstów o rzeźbie 1815-1889. T. 1 cz. 1-2, wybrali, oprac. i wprowadzeniem opatrzyli A. Melbechowska-Luty i P. Szubert, Warszawa 1993.

  12. Po prawdzie William Blake tworzył jeszcze w XVIII w. (ur. 1757, zm. 1827 r.).
  13. Ciekawa pod tym względem jest twórczość Evelyn de Morgan. Artystka często malowała postacie mitologiczne (Amor, Eos, Boreasz i Oreitia), trochę rzadziej anioły (Gloria in excelsis), a w swych kompozycjach symbolicznych często ukazywała różne skrzydlate personifikacje (Duchy burzy, Światło świeciło w Ciemności, a Ciemność go nie pojęła). Wszytkie te postacie są jednak do siebie bardzo podobne i gdyby nie atrybuty i kontekst można by je uznać za anioły.
  14. Co ciekawe, większość osób wypełniających przeprowadzaną przeze mnie jakiś czas temu Ankietę o śmierci określała ją właśnie jako anioła ;-)
  15. Już od renesansu anioły upadłe coraz częściej zyskiwały ludzkie kształty "wzbogacone" o rogi, nietoperze skrzydła i kopytka. Nie udało mi się jednak doszukać obrazów czy rzeźb tylko z Szatanem. Cóż zapewne nie wypadało takowych tworzyć ;-) Pojawiają się one dopiero jako ilustracje do Raju utraconego Miltona (m.in. Johann Heinrich Fuseli z l. 70-tych XVIII w., Williama Blake'a z 1808 r., Gustave Dore z 1866 r.) czy Fausta Johanna Wolfganga Goethe (np. Eugene Delacroix), choć jest to niejako wymuszone treścią utworów.

    Do wczesnych, jeszcze na wpół "demonicznych" przedstawień należy rzeźba Jean-Jacques Feuchere Szatan (1833 r.), chyba również powstała na podstawie lektury poematu Miltona (Książę Piekieł jest wyraźnie "zatroskany", w ręku dzierży miecz (ułamany) - znak swej niedawnej walki przeciw Bogu). Również wspomniane dzieło Bellvera ukazuje upadłego anioła zgodnie z konwencją tzn. przegranego. Dopiero obraz von Stucka jest bardziej dwuznaczny (to hipnotyczne spojrzenie...). Swoją drogą temat jest bardzo ciekawy i wart bliższego przeanalizowania.

  16. Spotkałam się z różną datacją tego pomnika, podaję więc przedział czasowy. Rzeźba ta składa się na uroczą fontannę w Parque del Retiro w Madrycie... U nas by to nie przeszło, a też żyjemy w "kraju katolickim" :-(
  17. Jest on wynikiem fascynacji twórców metafizyką żydowską m.in. Kabałą, chociaż gdyby ktoś mi nie zwrócił uwagi na jego imię w życiu bym się nie domyśliła ;-).


Do góry