Na marginesie tematyki cmentarnej


Krótkie dzieje nekrologu i klepsydry
Wstęp

Współczesna prasa codzienna przyzwyczaiła nas, że gdy kończy się kronika kłótni politycznych, afer gospodarczych czy wykaz rozrywek kulturalnych, następują ogłoszenia drobne poprzedzone... no właśnie - poprzedzone nekrologami. Z kolei, w morzu różnorakich reklam typu "Pranie dywanów", "Dezynfekcja prawie za darmo", "Korepetycje dla każdego", oblepiających klatki schodowe oraz inne uczęszczane miejsca, łatwo od czasu do czasu wyłowić czarne ramki klepsydry, informującej o czyjejś śmierci i pogrzebie.

Zazwyczaj nie poświęcamy im wiele uwagi, rzadko wywołują w nas jakąś głębszą refleksję. Czasem tylko zdziwienie i krótki żal, gdy w czarnej ramce znajdujemy jakieś znajome nazwisko. Można odnieść wrażenie, iż nekrologi i klepsydry w pewnym sensie spowszedniały, tak trwale wpisały się w nasz świat, że już nie zwracamy na nie uwagi.

Jednak skąd się wzięły? Czy zawsze przechodzono obok nich obojętnie? Jak kiedyś wyglądały?

Cóż historia obu "gatunków" tak naprawdę nie została jeszcze dokładnie opracowana. Wszytko, co można znaleźć w polskiej literaturze, to fragmentaryczne informacje nie poparte żadnymi dogłębnymi badaniami.

No, ale my tu nie jesteśmy na uniwersytecie, tylko wśród "zwykłych" śmiertelników, którzy z pewnością nie mają ochoty na czytanie opasłych prac naukowych ;-) Postanowiłam zatem "krótko" i węzłowato przybliżyć nieco pradzieje owych ogłoszeń pośmiertnych. Dlaczego pradzieje? Ano dlatego, iż o nekrologach współczesnych powstała już książeczka autorstwa Jacka Kolbuszewskiego, a że jest cienka, nie ma sensu jej tu powielać1 ;-)

W niniejszym opracowanku skupiłam się na prasie warszawskiej, a zwłaszcza "Kurierze Warszawskim" - wybornym zwierciadle XIX-wiecznej społeczności stolicy i (moim skromnym zdaniem laika) całkiem przyzwoitym pradziadku nowoczesnej gazety codziennej. Zajrzałam też do "Gazety Warszawskiej" i Tygodnika Ilustrowanego" tylko po to, aby stwierdzić, że w porównaniu z "Kurierem..." prawie nie zawierają one nekrologów.

© Sowa
30.12.2005

Przypisy:

  1. Mowa o: J. Kolbuszewski, Z głębokim żalem... : o współczesnej nekrologii, Wrocław 1997.
    Prawda jest taka, że jest to jedyne źródło, do którego udało mi się dotrzeć, gdzie w jednym miejscu zebrano wcale wartościowe informacje o historii nekrologów. Tym samym niniejsze opracowanie jest oparte głównie o jeden rozdział tej książeczki, lecz wzbogacone o całą masę własnych przykładów i refleksji.
    Swoją drogą książka jest swego rodzaju analizą literacką i niestety autor bardzo często używa skomplikowanych pojęć i składni bardziej zawiłej niż moja, co "trochę" utrudnia lekturę :-(


Do góry