Na marginesie tematyki cmentarnej


Sergiusz Sidorowicz

Z prochu powstałeś...

Jak wygląda cmentarz? Każdy odwiedza groby, więc odpowiedź nie jest trudna. Kamienne nagrobki, krzyże, nastrój powagi i smutku. Nie wszędzie jednak miejsca pochówku przypominają nasze cmentarze.

Są na świecie miejsca wiecznego spoczynku chrześcijan, które w żaden sposób nie mieszczą się w naszych wyobrażeniach o cmentarzach. Choćby ten na indonezyjskiej wyspie Sulawesi (Celebes). Jej mieszkańcy to przede wszystkim muzułmanie, ale żyje na niej lud Toraja, który - ponoć z racji upodobania do zakazanych przez islam napojów alkoholowych i wieprzowiny - oparł się ekspansji religii Mahometa i przyjął chrześcijaństwo.

W ich krainie człowiek nie umiera w chwili śmierci, lecz dopiero w chwili rozpoczęcia pogrzebu, a te dwa wydarzenia mogą dzielić dni, miesiące, a nawet lata. Przez ten czas o zmarłym mówi się jako o "śmiertelnie chorym" lub "chorym na głowę" (w głowie ma bowiem znajdować się dusza ludzka). Ciało leży w domu, w pomieszczeniu, gdzie sypia cała rodzina. Zmarły spoczywa w szczelnie zamkniętej drewnianej trumnie, owiniętej wieloma warstwami tkanin, aby nie rozprzestrzeniał się zapach rozkładającego się ciała. Ten jednak jest wszechobecny.

Dlaczego zmarły tak długo musi czekać na pochówek? Tradycja Toraja nakazuje, nawet najbiedniejszym mieszkańcom, aby w czasie uroczystości pogrzebowych złożono w ofierze bawoły, które mają towarzyszyć zmarłemu w drodze na tamten świat. Bawoły jednak są tak drogie, że zgromadzenie odpowiedniej sumy na ich zakup może trwać nawet 2-3 lata.

Po kilkudniowych obrzędach pogrzebowych trumna odprowadzana jest na miejsce wiecznego spoczynku. Dla ubogich grobem bywa naturalna jaskinia, bogatszych stać na wydrążenie w skale grobowca, do którego wkładane są trumny. Dawniej częste było zawieszanie trumien na linach, przytwierdzonych do wbitych w ścianę skalną haków; do dziś jeszcze gdzieniegdzie można zobaczyć takie wiszące groby. Kiedy zaś umierało dziecko, chciano przedłużyć mu życie: mieszkańcy Toraja wycinali odpowiedniej wielkości dziuplę w drzewie i wkładali do niej owinięte w płótna ciało noworodka. Z biegiem czasu dziupla zarastała, a dziecko "żyło" dalej, "rosnąc" wraz z rozwijającym się drzewem.

Takie miejsca wiecznego spoczynku chrześcijan w krainie Toraja wiążą się z wierzeniami przodków, sięgają więc czasów przedchrześcijańskich. Także z tych czasów pierwsi chrześcijanie wzięli zwyczaj grzebania zmarłych w zwykłym dole ziemnym. Ciało zmarłego owijano jedynie w lniany całun.

U starożytnych Rzymian (także Greków) miejsce spoczynku zmarłych, zgodnie z obowiązującymi prawami, musiało być oddalone od miasta - od pomerium.1 Również chrześcijanie początkowo grzebali zmarłych poza pomerium; uboższych w wykopanym dole, ciała bogatszych zaś składali w katakumbach . Dopiero w okresie wędrówek ludów, w IV- wieku, gdy biskupi Rzymu postanowili przenieść w obręb miasta relikwie męczenników z ciągle dewastowanych sanktuariów - zaczęto grzebać zmarłych na miejskich cmentarzach przykościelnych, w podziemiach bądź pod dziedzińcami, w poświęconej ziemi.

Przybywało chrześcijan i pojawiły się problemy. Podziemia kościołów były przepełnione, starano się więc je pogłębiać, tereny przykościelne nie mogły już pomieścić więcej grobów - podnoszono więc poziom dziedzińców, pod którym grzebano zmarłych. Już w VI wieku władze świeckie zarządziły tworzenie cmentarzy poza granicami miast, jednakże w owym czasie jurysdykcja świecka nie dotyczyła terenów Kościoła. Wysiłki władz świeckich spełzły na niczym.

Przez całe średniowiecze, epokę renesansu aż po XVIII wiek trwały zmagania o kawałek miejsca dla zmarłego - podnoszenie poziomu posadzki miało jedynie taki skutek, że w niektórych kościołach zrównała się ona z dolnymi krawędziami okien. Przenoszono więc najstarsze szczątki poza teren kościoła i zakopywano je niemal dosłownie w każdym wolnym miejscu, przede wszystkim w biedniejszych dzielnicach. Trumny wynoszone z krypt często ogałacane były ze wszystkiego, co nadawało się do sprzedaży - nowych właścicieli znajdowały wszelkiego rodzaju okucia, nity, gwoździe.

Okolice kościołów i cmentarzy przykościelnych stopniowo przestawały nadawać się do zamieszkiwania - woda w ich pobliżu nie była zdatna do picia. Dlatego usunięciu cmentarzy poza teren miasta zaczęła sprzyjać opinia publiczna. W Europie Zachodniej pierwsza od tradycji odeszła Anglia. Na wschodzie uprzedziła ją Rosja, gdzie już na początku XVIII wieku car Piotr I nakazał przeniesienie cmentarzy poza centra miast, a chowanie przy cerkwiach miało przysługiwać jedynie osobom zasłużonym.

Począwszy od XVIII wieku - gdy cmentarze zaczynają powstawać na wydzielonych terenach podmiejskich - zmienia się również ich wygląd. Uboższych początkowo chowano we wspólnych dołach na tyłach cmentarzy, w żaden sposób nie zaznaczając miejsca pochówku. Aby umożliwić późniejsze odnalezienie grobu, usypywano małe kurhany, potem w miejscu pochówku układano kamienie i stawiano krzyż. Bogatsi zaczęli wznosić pomniki, nierzadko z drogich materiałów, dekorowane kunsztownymi rzeźbami.

Pomniki cmentarne były tym większe, im bogatsza była symbolika i rytuał danego Kościoła - zdobione i dekorowane można znaleźć na cmentarzach na wschodzie Europy. Ale i w Europie Zachodniej zamiłowanie do sztuki zaowocowało pięknymi cmentarzami. Do takich należy Piere Lachaise w Paryżu, założony w 1803 roku, na którym spoczywają ludzie zasłużeni dla kultury europejskiej (m.in. Molire, Honoré de Balzac, Fryderyk Chopin), prezydenci, wodzowie i politycy.

W XIX wieku jednym z najciekawszych projektów cmentarzy była podlondyńska nekropola w Brookwood. Było to miasto samo w sobie, z trzema własnymi stacjami kolejowymi, z urzędem pocztowym i adresem telegraficznym, a także ze specjalnymi sektorami przeznaczonymi dla osób różnych wyznań, rozmaitych narodowości, zawodów czy organizacji społecznych.

Taka organizacja cmentarzy wywarła szczególny wpływ w Ameryce. Hubert Eaton, amerykański chemik, stwierdził, że cmentarz nie musi być jedynie miejscem smutku i żałoby, wobec tego powinny na nim odbywać się również spotkania towarzyskie i rozwijać życie społeczne. W myśl tej zasady w 1914 roku założył cmentarz, który stał się później wzorem dla projektantów wielu innych miejsc wiecznego spoczynku.

W pierwszym z czterech kalifornijskich cmentarzy, zwanych Forest Lawn Memorial Park, Eaton zrezygnował z jakichkolwiek pomników. Groby są tam znaczone jedynie ułożonymi w równych rzędach tabliczkami z brązu. Całe miejsce wiecznego spoczynku nie jest ogrodzone - nie ma więc tradycyjnego posępnego muru. Dużo nieograniczonej przestrzeni, niewiele drzew posadzonych w znacznej od siebie odległości sprawia, że cały teren bardziej przypomina park niż cmentarz. Tak też Eaton nazwał to miejsce - nie "cemetery", lecz "memorial park", a więc "park ku upamiętnieniu".

Nazwa oraz wygląd miejsc pochówku szybko zadomowiły się w Stanach Zjednoczonych. Stary Kontynent pozostał bardziej konserwatywny, choć idea parków-cmentarzy typu Forest Lawn w pewnym stopniu wpłynęła na zwyczaje funeralne Europy. Na wzór amerykański stawiane są domy pogrzebowe, gdzie zmarli spoczywają w dniach poprzedzających uroczystości i gdzie następuje wystawienie zwłok - podobnie jak w kościołach.

W parkach organizowane są wystawy sztuki sakralnej i różnego rodzaju happeningi, z zachowaniem jednak pewnych granic koniecznych dla uszanowania powagi miejsca. W najstarszym Forest Lawn zrekonstruowano np. słynne stare kościoły angielskie i amerykańskie, gdzie odprawiane są nabożeństwa pogrzebowe, ale także wybiera się je jako miejsca ślubów czy chrzcin.

Na wygląd cmentarzy wpływa sposób, w jaki chowane są ciała zmarłych - w trumnach czy w urnach po spaleniu. Kremacja kojarzy się nam ze Wschodem, jednak nowożytna Europa zwyczaj palenia zwłok zawdzięcza prawdopodobnie starożytnym Grekom, którzy około 1000 roku p.n.e. przejęli go od jakiegoś nieokreślonego ludu zamieszkującego tereny leżące na północ od ich ziem. Żołnierze, którzy polegli podczas wypraw wojennych na obcej ziemi, nie musieli być tam chowani, urny z ich prochami można było bez trudu przewieźć do Grecji i pochować.

Kremacja przysługiwała bohaterom i odznaczonym w boju. Grecki zwyczaj przejęli Rzymianie i honorowali nim przedstawicieli najzacniejszych rodów.

Wśród ludów chrześcijańskiej Europy kremacja przestaje być stosowana już w czasach działalności pierwszych wyznawców Chrystusa, co wynikało zapewne z dosłownej interpretacji dogmatu o zmartwychwstaniu ciał. Nie wyobrażano sobie, aby Bóg mógł podnieść z martwych spalone ciało. W średniowiecznej i renesansowej Europie odstępowano jednak od tej reguły podczas panowania zarazy, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się epidemii.

Do zwyczaju kremacji zwłok powrócono na Zachodzie po publikacji w 1874 roku w Anglii książki nadwornego lekarza królowej Wiktorii, sir Henry'ego Thompsona, zatytułowanej Kremacja : postępowanie z ciałem po śmierci. Kremacja została prawnie uznana, po czym zaczęła szybko zyskiwać popularność po obu stronach Atlantyku. Spalanie zwłok najszybciej przyjęło się w Stanach Zjednoczonych i Anglii oraz w Niemczech i Danii. Klasyczne stosy zostały zastąpione komorami kremacyjnymi, opalanymi początkowo węglem i drewnem, później zaś gazem. Czas kremacji skrócił się z kilku godzin do niespełna pięciu minut.

Prawodawstwa państw europejskich odnoszą się przychylnie do kremacji, jednak poparcie społeczne zdobywa ona bardzo powoli. Kościoły wypowiadają się różnie. Niektóre wyznania protestanckie od dawna zachęcają wiernych do kremacji zwłok. Kościoły prawosławne milczą, Kościół katolicki w latach sześćdziesiątych wydał oświadczenie, że nigdy nie zabraniał kremacji.

Spalanie zwłok częściowo wynika z braku miejsca na cmentarzach w pobliżu dużych metropolii, ogromną rolę grają też względy higieniczne. Przeciwnicy kremacji twierdzą jednak, że spalając zwłoki ofiar przestępstw, można utrudnić ujęcie sprawców, często przecież ekshumacja ciała dostarcza ostatecznego dowodu w śledztwie.

Jej zwolennicy mówią natomiast o możliwości spełnienia ostatniej woli zmarłego: rozsypując popioły w ogrodzie, nad morzem czy w ulubionym zakątku, można spełnić jego życzenie i cząstkę zostawić bliżej tych miejsc, z którymi związał się za życia.

Przypisy:

  1. pomerium (łac.) - w starożytnym Rzymie pas ziemi wyznaczony w uroczysty sposób na granicę miasta podczas jego zakładania; później także teren objęty tą granicą. Słynna droga rzymska Via Appia, przy której znajdują się katakumby, nie mieściła się w dawnych granicach miasta Rzym.

Źródło:

  • S. Sidorowicz, Z prochu powstałeś..., "Wiedza i Życie" 2000, nr 11.


Do góry