Na marginesie tematyki cmentarnej


Poezje zaduszkowe z prasy XIX-wiecznej

Niniejsza antologia zawiera okolicznosciowe poezje publikowane ne łamach XIX-wiecznych czasopism. Przyznaję się "bez bicia", że na poezji się nie znam, toteż nie śmiem komentować poziomu owych utworów :) Zamieszczam je raczej jako taką ciekawostkę i świadectwo wrażliwości naszych przodków, a nie "wzór do naśladowania" ;)


A.M.Z.W.
Bal dziadowski : studium z natury

I.
Czyś widział w dzień zaduszny, gdy wicher jesieni
Jęczy smutną melodyę, jak pacierz pogrzebny,
Stolicę czarnych krzyżów i białych kamieni?
Gdy przez mgły rozwieszone, blask księżyca srebrny

Olśni smutno, odarte z liści drzew szpalery,
Przez które ciągną tłumy, w szmatach z smutku kirów?
I kiedy ciszę mącą modłów łzawych szmery

II.
Podaj jałmużnę!... choć z datków milijona
Zaledwie jeden w owoce rozkwita,
Życie obudzi zamarłego łona
I w próg prawdziwej boleści zawita!...
Choć innych krocie, gdy światło pogaśnie
Ostatnie prośby do nieba ulecą
I stróż cmentarny, gdy bramę zatrzaśnie,
Promienne gwiazdy zaświecą,
Niosą żebracy, do wspólnej gospody
I za grosz z taką wyproszony pracą
Wielkie doroczne wyprawiają gody!...

III.
Straszny to obraz!... Chwili zapomnienia
Może to szuka, uczucie stargane,
Zbrodnia i rozpacz, boleśne marzenia
Nędza i serce na wieki złamane!...
Bo któż wyczyta dziś z twarzy żebraczej
W dramacie życie role odegrane?
Boleść i radość, piętnują-ż inaczej?...
Wstrętny to obraz: życie zdarte w szmaty,
Co się jak puszczyk już światłości lęka
Na część umarłych, podnosi wiwaty!...
O! świat ma śmiechy, że aż serce pęka!...

"Kłosy" 1865, nr 20.

Anonim,
Na cmentarzu

Powiał z szumem wiatr jesienny,
Po cmentarzu powiał nocą,
Drzew gałęzie skrzypią, jęczą,
I jak skrzydła mar łomocą...

Na mogiłach światła gasną,
Wiatr zdmuchuje iskry krwawe,
Szarpie zwiędły liść z gałęzi,
Z grobów targa zwiędłą trawę...

Czarne krzyże sterczą w koło,
Zda się duchy z mogił wstają,
Czarne płachty z mgły i cienia
Na ramiona zarzucają...

Na grobowcach białe widma
W błyskach świateł majaczeją,
Z marmurowych piedestałów
Rozglądają się i chwieją.

A z pod darni smutne jęki
I westchnienia płyną z głębi,
Nad grobami ciemny tuman
Szarpie, spycha się i kłębi.

I zmąconą ciżbą płynie
Napowietrznych mar gromada,
Rwie się w górę, tłoczy w niebo,
I z bolesnym zgrzytem spada...

Zadyszana sygnaturka
Na dzwonnicy u kościoła,
W niebogłosy dla dusz zmarłych
O jałmużnę modłów woła!...

"Tygodnik Ilustrowany" 1890, nr 44

W.M. Dębicki
W Dzień Zaduszny

Ostatnia czerwień zachodu słońca
Zapadła w ciemnie na skraju ziemi -
Rzesze na cmentarz dążą bez końca,
Smutek i boleść idą wraz z niemi.

Święto umarłych. Krzyże i groby
Strojne są w blaski kaganków mgławe,
A z szeptów modlitw, z jęków żałoby
Płyną chorały do Boga łzawe.

Stał sceptyk - uśmiech tłumiąc na wargach,
Z litością dumną patrzy i słucha:
Dlań próżnia dźwięczy w modłach i skargach,
On w śmierć wieczystą uwierzył ducha...

Zwolna[!] kaganków blade płomienie
Gasną i w nocy czeluściach giną;
Tłum się rozproszył, i znów milczenie
Zwaładło swoją mogił krainą.

Z tłumem i czciciel odszedł nirwany.
Wtem[!] dziw - gdy minął cmentarne progi
Głos, jakby w pogoń z grobów posłany,
Nieznanej tchnął weń uczucie trwogi...

I mówił: "Zali zawsze niemylne
Są zmysłów sądy o zjawisk treści?
Czy w tem, co kryją głębie mogilne,
Wszystka się życia zagadka mieści?"

"Co raz żyć mogło, żyć znowu może;
Zagłady bytu nie zna bieg świata,
W przejawie wszelkim i w każdym tworze
Nikłych form tylko zmienia się szata."

Odtąd, ścigany cmentarza echem,
Mędrzec dni pędzi w ducha rozterce;
Próżno wyniosłym zwalcza ją śmiechem;
Niepewność żądłem nęka mu serce.

"Tygodnik Ilustrowany" 1893, nr 200.

St. Dydyński
De profundis

"De profundis..." - drży smutno przez powietrza fale...
Oto ludzkość do grobu pieśni brata chowa...
Dzwon głucho dźwięczy... Wokół słychać jęki, żale,
A wśród mogił wciąż smutniej brzmi pieśń pogrzebowa....
Płaczą. Czego? Sądzicie, że przez trumny ściany
Pieśń tę umarły słyszy w mogiły ukryciu?
O, choćby słyszał! Jakże ten dźwięk jest mu znany!
On nieraz pieśń pogrzebu śpiewał w swojem życiu!
W młodzieńczych latach marzeń, złudzeń pełen cały,
Gdy był za cnotę, prawdę, życie dać gotowy,
Poznał świat. Jak szkło kruche, prysły ideały,
I odtąd nieraz nucił on hymn pogrzebowy!...
Co? Znów słychać to łkanie? Znów ten płacz dziecięcy?
I czego?... Że człek jeden mniej wśród świata gości?...
Szaleni! On szczęśliwszy od was stokroć więcej,
Bo jemu ta pieśń śmierci brzmi jak hymn radości!

"Tygodnik Ilustrowany" 1893, nr 200.

E.C.
W Dzień Zaduszny

"Dzieci Italii, ten artystów naród,
Kiedy kunsztownie zdobią swe cmentarze,
Nie godzą się na to, by cierpienia zaród
Wykrzywiał ryte na grobowcach twarze -
W uplastycznieniu strasznej śmierci grozy
Nie upatrują jej apoteozy.

Ich Anioł Śmierci wdzięczny jest i cichy,
Lewą się ręką wspiera na łzawnicy,
A w wianki zwite kwiateczków kielichy
Miłośnie sypie na groby z prawicy
By tych co zmarli uradować duchy,
A tym co umrą by dodać otuchy.

Więc na myśl zgonu nie bądźmy tak bladzi,
Precz od nas widmo pogańskiej Nirwany,
Bo my wierzymy, że tam o nas radzi
Najlepszy Ojciec, Pan nad wszystkie pany;
I miłosierdzie skarbiąc za swe grzechy,
W czynieniu dobrze szukamy pociechy."

"Biesiada Literacka" 1895, nr 44, s. 275.

Wiktor Gomulicki
Wieczne odpocznienie...

Czymże jest życia iskra mała
Przy mrokach, które śmierć rozlała?
Każda łza nasza i westchnienie
Cóż mówią? - Wieczne odpocznienie!

Po wierzchu zieleń w głębokości
Zbutwiałe szaty, proch i kości.
Mrą ludzie, kwiaty, gwiazd promienie;
Gasnącym: - wieczne odpocznienie!

Słońce zamiera co wieczora,
Rzeczą jest martwą każde wczoraj,
Każde się łączy przebudzenie
Z modlitwa: - wieczne odpocznienie!

Na szczyt wstąpiwszy, gdzie dookoła,
Jak w panoramie, miasta, sioła
I modre lasów, rzek pierścienie,
W głos mówmy: - wieczne odpocznienie!

Wiatry, od rannej świeże rosy,
Biorą na skrzydła ziemskie głosy;
Tym, które niosą z siół dzwonienie,
Rzucamy: - wieczne odpocznienie!

Na pole idźmy schyłkiem lata,
Gdzie się dróg wiele w węzeł splata,
I budząc głuche niw milczenie,
Wołajmy: - wieczne odpocznienie!

Tam, gdzie piaszczyste kryją kopce
Popioły dziadów, wnukom obce,
Wskrzeszajmy dawno znikłe cienie
Zaklęciem: - wieczne odpocznienie!

Za tych, co śnili i kochali,
Płynąc po jednej z nami fali,
A dziś ich działek zapomnienie
Módlmy się: - wieczne odpocznienie!

I ci, co tworzą wielkie dzieła,
Chociaż ich samych noc pochłonęła,
Dziś, jak drogowe są kamienie,
Niech słyszą: - wieczne odpocznienie!

Gdy tak uczcimy tych, co byli
I których wskrzesnąć się duch sili
Kiedyś i nasze też istnienie
Zbudzi jęk: : - wieczne odpocznienie!

"Wędrowiec" 1899, nr 44

Artur Oppman (Or-Ot)
W Zaduszny dzień

I.
W zaduszny dzień, w zaduszny dzień,
W jesienny wieczór szary,
Pada na duszę smutny cień
I wstają dawne mary.

Z długiej swej drzemki budzą się
W mogiłach zapomnianych,
I lecą cicho, jakby we śnie,
Do drogich i kochanych.

Na znanym progu stają znów
Postacie niewidzialne
I budzą roje złotych snów,
Jak pasma idealne.

W pałacu możnym słychać szmer
I w cichej kmiecej chacie,
Płynie, jak echo z górnych sfer:
"Pamiętasz?... Pamiętacie?..."

II.
I serca zwiędłe drgnęły już,
i czują, i żałują:
Szkoda im wonnych wiosny róż,
Co dzisiaj nie czarują.

Szkoda im jasnych onych dni,
Gdy słońce lśniło młode,
Wołając duchom: "Leć i śnij"
W majowych lat pogodę!

Gdy świeży zapał w piersiach drżał,
Hartownych na kształt stali,
Że zda się - nawet granit skał
O pierś tę się rozwali.

I nie powstrzyma górnych jazd,
Nic w drodze nie powstrzyma!
Na szczyt! na szczyt! do złotych gwiazd,
Gdzie nigdy zimy niema[!] !

III.
Szaro i dżdżysto... smutny dzień
Zachodzi, gaśnie, kona,
Widma wracają w grobu cień,
Mknie rzesza oskrzydlona.

A tym, co żyją, z oczu łzy,
A z serca blask polata:
Wróciły wiosnę dawne sny
Zmrożonym zimą świata.

Bo czują serca, że wciąż trwa
Ziemi i nieba związek,
Że tląca w piersiach wiary skra,
To święty obowiązek.

Bo czują żywi: oni tak
Do swoich przyjdą dzieci,
Badać, jak błędny, smutny ptak,
Czy zgasł duch, czy świeci?

"Wędrowiec" 1898, nr 45

Adam Pług
W Dzień Zaduszny

Jakże boleśnie serce mi się ściska,
Jak smutne myśli ogarniają głowę,
Gdy zwrócę oczy na grobowe owe,
Do których, kiedy pośród cmentarzyska
Roi się dzisiaj niezliczona rzesza,
Co uczcić pamięć zmarłych swych pośpiesza,
Nikt się nie zbliży, nikt wieńców ni kwieci
Na nich nie złoży, lampki nie roznieci,
Łzy ni westchnienia przy nich nie uroni,
Ani z modlitwą nie uchyli skroni.

O! biedne groby, o biedni ci zmarli,
Co się tak w żywych pamięci zatarli!...
Ja ku nim pójdę... lecz jakże ich wiele,
I jak się różnią zewnętrzną powłoką!
Jedne się w ziemię zapadły głęboko,
Na drugich dzikie się rozrosło ziele,
I krzyż spróchniały obalony leży;
Na tych żółcieje piasek jeszcze świeży;
Na owych z ciosu lub marmuru płyta
Strzaskana, gruba warstwa mchu okryta;
Na innych znowu fundamenta z cegły,
Nim pomnik stanął, rumowiskiem legły;
A są niektóre, spiżem i granitem
Tak utwierdzone, by swem niepożytem
Trwaniem głosiły - wielkie, okazałe -
W potomne czasy nieboszczyków chwałę;
A jednak dzisiaj, w dzień umarłych święta,
Nędzy, bogactwu, powszedniości, chwale,
Ległym w tych grobach, jedno padło w dziale:
Niczyje serce o nich nic pamięta!

O biedne groby, o biedni ci zmarli,
Których nic żywi wyrzekli, zaparli!...
Gdyby te dusze, co może w tej chwili,
Kędyś tam z niebios przepaścistej głębi,
Jak rój niezmierny spragnionych gołębi
Na spiekłą ziemię, gdy ją deszcz posili,
Spadają na. te mogilne kamienie
W rosie łez bratnich czerpać orzeźwienie;
Gdyby też one mogły żywem słowem
Nam opowiedzieć o uczuciu owem,
Co je przenika, gdy widzą jedynie
Ślad swego życia w pustce i ruinie,
A w nich świadectwo, że po śmierci ciała
Druga śmierć dla nich - pamięci - nastała!
I gdyby dały nam poznać, jakiemi
Drogami szła ich pielgrzymka na ziemi,
Jakiemi na niej znaczyła się czyny?
Kto po nich został z przyjaciół, rodziny?
O w jakąż nas-by zadumę wprawiły
Te zapomniane, wzgardzono mogiły!

Nic tych nędzarzy, bezdomych tułaczy,
Co się z rozdroży kędyś lub szpitali
Tu do bezpłatnej gospody dostali,
Na którą nigdy nikt zgoła nie baczy,
Bo nawet prosty krzyżyk jej nie strzeże,
Jakby nie człowiek tam spoczął, lecz zwierzę...
I nie tych, których tu w wieczności domu
Zbożnie nawiedzić dzisiaj niema komu,
Bo wszyscy, niegdyś im blizcy i mili,
Już się na zawsze z nimi połączyli,
Lub się rozbiegłszy w różne świata strony,
Z daleka tylko myśli żałościwe
Dziś wysyłają na tę śmierci niwę,
Na grób kochany, chociaż opuszczony.

Osamotnienie takie, to nie wzgarda,
Nie zapomnienie, - to konieczność twarda,
Której nie winni ni umarli, ni żywi,
Która i mnie też nie gorszy, ni dziwi.
Ale grobowce tych, po których zgonie
Mnogi lik takich został na tej ziemi,
Co im przyjaźnie podawali dłonie,
Lub tych, co lubo ani krewnych, ani
Przyjaciół w życiu swoim nie znali zgoła,
Lecz dumnie w górę podnosili czoła,
I olśniewali motłoch pospolity
Swojem bogactwem, lub swemi zaszczyty;
Lub tych nareszcie, co swe życic całe
Spędzili w ciągłych poświęceniach, trudzie,
Na to jedynie, by ich bracia, ludzie,
Odnieśli z togo pożytek i chwalę...

Takie mogiły widząc opuszczone
Duszą w zwątpieniu i żałości tonę,
Bo żal mi wilki tych, co nie zdołali
Niczem się wybić z zapomnienia fali,
Których n władza, ni rozum, ni cnota
Nie zapisały w tej księdze żywota,
Jaką na ziemi jest pamięci księgą,
Co w niej doczesność z wiecznością się sprzęga.
A czy to dla nich krzywdą, czy okrutną
Karą, co sądy wyprzedziła Boże
U tych grobowców straszno mi i smutno,
I serce moje łączyć się nie może
Ni z krzywdzicieli, ni z mścicieli zgrają;
Lecz rozbolały korzę się i kruszę,
Oddając Bozkiej litości te dusze
Biedne, co "znikąd ratunku nie mają"

"Kłosy" 1888, nr 1218, s. 286.

Adam Pług
Święto Umarłych

O uroczysty dniu! o świętej dniu żałoby!
I ja cię święcić chcę w tęsknicy i zadumie;
Lecz nikt nie ujrzy mnie w tym rozhukanym tłumie,
Co niesie zgiełk i gwar pomiędzy ciche groby.

O, nie! nie pójdę tam, bo zgrozą mnie i wstrętem
Przejmuje sama myśl, że dałbym na wystawę
Serdeczną boleść swą, a patrzał, jak ciekawe
Gromady bawią się w umarłych mieście świętem.

Dla kilku dusz drogich, co stamtąd mnie wołają
Nie czuję na to sił, by łączyć się z tą zgrają,
Co sprawia sobie dziś igrzysko śród cmentarza
I żywych szczery żal i zmarłych cześć znieważa.

Więc zamykam rad w osamotnieniu głuchem
Bo obcym pragnę być tej wr4zwie i rozterce,
Oderwać od nich myśl i obwarować serce,
I bratnim duchom swym cześć oddać całym uchem.

I oto wszystek świat obiegam myślą chmurną,
Żałobny, łzawy wzrok po ziemskim wodząc globie,
Co mi się w chwili tej olbrzymią zdaje urną,
Popioły ludów wszech mieszczącą razem w sobie.

I na cóż cmentarz mi? w tej wielkiej popielnicy
Nikogo nie brak z tych, po których płaczę ninie;
Tu wszyscy moi są najmilsi nieboszczycy,
Choć niejednego z nich bez śladu grób gdzieś ginie.

I dość mi w chwili tej ze świętych ksiąg pamięci
Najdroższych imion odmówić litanią,
A wszyscy mocą słów miłości mej zaklęci,
Z wiecznego swego snu obudzą się, ożyją.

I widzę, widzę ich, jak niezliczonym rojem
Wychodzą wszyscy wraz z mgły czasów i przestrzeni,
I jak żórawi[!] klucz, w błękitach zawieszeni,
Świetlaną smugą w dal przed okiem ciągną mojem.

Cudowny od nich blask na serce moje spływa,
I dziwna jakaś moc przenika mię tajemnie:
Miłości świętej żar, nadzieja, wiara żywa,
I do poświęceń pęd powstają naraz we mnie.

I dobrze, błogo mi!...

O bracia moi mili!
I wy błogości tej zaznacie, gdy zechcecie,
Jeżeliście tych dusz, przez które na tym świecie
Wykwitał cnoty kwiat, z pamięci nie stracili.

"Kłosy" 1887, nr 1166.

Władysław Syrokomla
Grabarz : gawęda

W kościele trumna - słychać organy -
I śpiew szpitalnych nędzarzy,
A przy kościele grabarz wpół-pijany,
Wsparł się na rydlu, i gwarzy.

"Poczciwy rydel!... służy mi godnie,
Kopie tu żwirek i kopie,
Raz... dwa... trzy... cztery... przez dwa tygodnie
Dwie jamy pańskie, dwie chłopie...

I teraz umarł któś od waszeci,
Tak mu sądzono - i basta!
Zostawił żonę, zostawił dzieci,
O biedna... biedna niewiasta!...

Co tam, niewiasta? póki odwyknie,
Płacze i mówi pacierze,
Potem... filozof!... jak człowiek łyknie,
To zdrowiej te rzeczy bierze.

Naprzykład[!]... ktoś tam schodzi ze świata -
Grabarz mu jamę otworzy;
Mniej jednym człekiem... zdaje się strata,
A może zresztą niezgorzej?!

Człowiek stworzenie Boskie, rozumne,
Już go nie pogrzeźć jak bydło;
Szpital za dzwony, stolarz za trumnę,
Za lampy, świece, kadzidło,

Ksiądz za msze święte, psalmy pokutne,
Grabarz, że kopiąc się trudzi, -
Każdy grosz weźmie... śmierć - prawo smutne,
A z niej pożytek dla ludzi?!

Jeden coś traci.... to drugi zyska,
Bo wszyscy - Boża drużyna,
A tam pod ziemią.... trupie kościska
Gniją - zwyczajnie jak glina.

Na trupie dziecka wąż się obwije,
Mędrcom - szczur wlezie do ucha,
I gniazdo złoży, i mózg mu wyje,
W piersiach dziewicy - ropucha.

E! łzy się kręcą... lecz nie ma rady,
Nie tylko człeka, co z duszą,
Lecz Pan Bóg stworzył płazy i gady,
I oneż przecie jeść muszą.

A potem z trupa korzysta bliźni,
Bo zgnije trumna i koście,
A od zgnilizny grunt się użyźni,
I bujniej trawa porośnie.

Czyż tylko trawa? - na złego grobie
Rosną pokrzywy i chwasty,
A dobry człowiek wyda po sobie
Jagódkę, kwiatek krzewiasty.

Lub piękne drzewko wyskoczy hożo -
Więc idzie korzyść koleją,
Czasem tak bywa... cmentarz zaorzą,
A na nim żyto posieją.

I kupa kłosów urośnie z ziarka[!],
Och! jak to słodko i ładnie!
Na piersiach ojca, córka żniwiarka
Mendel zbożowy nakładnie.

To cóż, że cielsko zjedzą robaki,
Kiedy grób chleba przymnaża,
Boże mój, Boże! gdyby zgon taki
Naprzykład[!]... dla mnie nędzarza!

Na chwałę twoją, niech idzie Panie!
Com ja wycierpiał za młodu,
Teraz na starość w zdartej sukmanie,
Ginę od głodu i chłodu.

Wczora tak słodko, tak miłosiernie
Cieszył mię pleban dobrodziej:
Że za łzy moje, za moje ciernie,
Pan Bóg mię niebem nagrodzi.

Chcesz mię nagrodzić, Ojcze światłości,
Będę zapłacon obficie -
Niech z moich kości, dla potomności,
Wyrośnie kwiatek lub żyto."

"Kłosy" 1870, nr 280.

Zebrała: Sowa
1.06.2010


Do góry