Na marginesie tematyki cmentarnej


Święto Zmarłych, czyli Zaduszki

Są takie dwa dni w roku, kiedy obowiązkowo trzeba odwiedzić cmentarz: to 1 i 2 listopada, czyli Wszystkich Świętych oraz Dzień Zaduszny (Zaduszki). Właściwie, kiedy mowa o Święcie Zmarłych, zaraz kojarzymy te dwie daty, chociaż to właśnie Zaduszki od dawien dawna były czasem wspominania bliskich.

Wszystkich Świętych

Zacznijmy może chronologicznie, czyli od dnia Wszystkich Świętych. Jego rodowód związany jest z kultem męczenników, których jak wiemy Kościół ma całkiem liczne grono. Od 610 r. oddawano im cześć 1 maja, ale w 731 r. papież Grzegorz III przeniósł to święto właśnie na 1 listopada. Jego imiennik, Grzegorz IV, w 837 r. nakazał w tym dniu oddawać cześć także innym świętym, którzy nie mieli "szczęścia" zostać obdartymi ze skóry bądź nikt nie wyłupił im oczu "za wiarę". Z drugiej strony, po naocznym świadectwie św. Jana: "Potem ujrzałem: a oto wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy." (Ap. 7,9)1 okazało się, że świętych jest/będzie całe mnóstwo, a personalia niektórych są ściśle tajne i znane tylko Bogu.

No dobra, ale po co tak właściwie ci święci są? Generalnie mają nam świecić przykładem, ale oprócz tego są pośrednikami między ludźmi a Bogiem. Jako ci, którzy dostąpili Zbawienia i cieszą się wiecznym towarzystwem Wszechmogącego i mogą mu coś tam od czasu do czasu szepnąć, aby przymknął oko na taką Iksińską, która za długo sterczy przed lustrem, że jej już czasu na myślenie nie pozostaje ;-)

Uogólniając zatem: Wszystkich Świętych to tak naprawdę święto radosne, poświęcone tym szczęściarzom, którzy już się dopchali do Nieba i w związku z tym należy im się przypomnieć, coby i nas tam wciągnęli ;-)

Dzień Zaduszny

Skąd natomiast wzięły się Zaduszki? Zwyczaj odwiedzania grobów, składania drobnych ofiar zmarłym oraz niewielkich "poczęstunków" dla bliskich i znajomych znany był w wielu kulturach m.in. w starożytnym Rzymie. Z czasem także Kościół uznał, że zamiast walczyć z tą tradycją, można ją świetnie zasymilować i włączyć do nauczania o śmierci.

Zaczęło się od św. Odiliona, opata Cluny, który w 998 r. nakazał wszytkim klasztorom benedyktyńskim odprawiać w dniu 1 listopada msze w intencji zmarłych2. Widocznie jednak zorientował się, że Pan Bóg może mieć trochę "szumu informacyjnego", gdy z jednej strony będą Go święci za żywych prosić, a z drugiej żywi za zmarłych, dlatego też przeniesiono ten zwyczaj na 2 listopada, a do oficjalnego kalendarza świąt kościelnych został włączony w X-XI w.

Pierwsza wzmianka o obchodach tego święta w Polsce pochodzi z XII w. z Wrocławia. W owych czasach pamięć zmarłych czczono więc długą i bardzo rozbudowaną procesja wokół kościoła (czyli zazwyczaj po cmentarzu).

W ciągu wieków ustalił się zwyczaj odwiedzania w Zaduszki grobów, nie tylko dla odbycia stypy, jak mogłoby się wydawać po lekturze większości publikacji etnograficznych ;) Wizyta na cmentarzu to przede wszytkim modlitwa za zmarłych oraz wspominanie bliskich, wydobywanie ich z niepamięci, w pewnym sensie ożywianie. Z drugiej strony była to też okazja do refleksji nad marnością tego świata, przy czym śmierć postrzegano również jako kres ludzkiego znoju.

Nie myślcie jednak, że nasi przodkowie, nawet przedstawiciele statecznego i religijnego mieszczaństwa, nawiedzali groby z pełną powagą i namaszczeniem należnymi temu miejscu. Ba! co wrażliwsze dusze, jak np. Adam Pług, deklarowały nawet, że w czasie Święto Zmarłych ostatnim miejscem, jakie odwiedzą, będzie cmentarz (zob. Święto umarłych)! Podczas moich "prac badawczych" trafiłam też na bardzo ciekawy artykuł zaduszkowy w "Gazecie Warszawskej" z 1893 r. Gdyby nie specyficzny XIX-wieczny styl autora, głowę bym dała, że tekst dotyczy "naszych czasów" tak krytycznie ocenia on cel i charakter zaduszkowych wizyt na nekropoliach.

Zwyczaje ludowe

Nawet po wprowadzeniu chrześcijaństwa na terenie Polski długo praktykowano zwyczaje, których korzenie tkwiły w wierzeniach pogańskich. Kościół tolerował jednak tego typu praktyki, o ile były zgodne z duchem ewangelii i nauczaniem o śmierci.

Jak podaje Zygmunt Gloger ludy słowiańskie obchodziły święto zmarłych m.in. na wiosnę i dopiero Kościół przeniósł je na jesień3. Jak by nie było, dla naszych przodków oczywiste było, że są dni w roku, kiedy na ziemię wracają dusze nieboszczyków. To dla nich zapalano światła na rozstajach, a potem na cmentarzach4, zostawiano także otwarte furtki i uchylone drzwi, aby łatwiej odnalazły drogę do domu i do swoich bliskich. Tam, podczas specjalnej uczty, odprawianej po powrocie z cmentarza, częstowano dusze przodków strawą. Na wsiach panowało również przekonanie, że o północy z 1 na 2 listopada lokalny kościół ogarnia jasność, otwierają się groby i wszytkie nieboszczyki biorą udział w uroczystej mszy, po której nawiedzają swoje dawne domostwa.

O ile 1 listopada miał charakter raczej radosny, to Zaduszki były wypełnione mszami za zmarłych, postami i jałmużną.

I tu pojawiają się dziady. Nie Mickiewiczowski obrzęd wywoływania duchów5, lecz zwykli żebracy, których przy Starych Powązkach w te dni naliczono kiedyś ok. 4006. Stosunek do tej części społeczeństwa nie był jednorodny. Z jednej strony żywiono wobec nich pogardę, lecz z drugiej upatrywano w nich tych, którzy mają lepszy kontakt z Bogiem i zmarłymi7. Dlatego też powierzano im modlitwę w intencji żywych oraz martwych. Jako zapłatę otrzymywali pieniądze, a nieraz także specjalnie wypiekany chleb. Otóż na parę dni przed 1 i 2 listopada gospodynie wypiekały bochenki za każdą zmarłą duszę z rodziny. Stąd, jak podaje Barbara Ogrodowska, zdarzało się, że we Wszystkich Świętych czy Dzień Zaduszny przed cmentarz zajeżdżał wóz cały wypełniony chlebem dla dziadów. Na Litwie wyprawiano dla nich nawet specjalne uczty zwane chauturami8.

Jednak brak stałego zajęcia i miejsca zamieszkania oraz wędrówki za chlebem, czyniły z żebraków jednostki żyjące na granicy światów. Był to obcy, spoza danej grupy, nie wiadomo skąd przychodził, dokąd odchodził, ani co robił w międzyczasie. Mógł być wszystkim: diabłem, aniołem, ale też wcieleniem dawno zmarłej osoby, która wróciła na ziemię prosząc łaski żywych.

W dni poświęcone zmarłym istniał zakaz pracy, zwłaszcza przędzenia, aby "duszyczkom nie zaprószyły się oczy"9. Zabronione było też rozpalanie w piecu, bo podobno było to ulubione miejsce duchów (stąd właśnie chleby "za zmarłych" pieczono parę dni wcześniej). Natomiast jeśli kogoś natchnęło, żeby zmywać po nocy, nie mógł sobie pozwolić na przyjemność wylania pomyj na grządki sąsiada, bo niechcący mógłby oblać zabłąkaną duszę. A że takie nieboszczyki to zazwyczaj były choleryki, mogło się nieźle żywemu oberwać ;-).

* * *

Ze zwyczajów tych niewiele zostało, zwłaszcza w mieście. Jakkolwiek żebracy nadal stoją w tych samych, strategicznych miejscach, co przed wiekami, to pod cmentarzami pojawiają się w o wiele mniejszej liczbie niż dawniej. Jedno się natomiast nie zmieniło - Polacy nadal tłumnie odwiedzają groby bliskich. Może dlatego, że wymaga się od nich tego tylko raz w roku?...

© Sowa
5.10.2008.

Przypisy:

  1. palma - symbol męczeństwa, ale także chwały (por. Symbolika).
  2. Tezy o Czyścu przeplatały się w pismach kościelnych od ok. IX w., lecz oficjalnie zostały zatwierdzone dopiero w XV i XVI w.
  3. Z. Gloger, Rok polski : w życiu, tradycyi i pieśni, Warszawa 1900, s. 346.
    Tu trzeba zaznaczyć, że dni poświęcone przodkom przypadały akurat w czasie przesilenia wiosennego i zimowego.
  4. Stąd m.in. dzisiejszy zwyczaj palenia zniczy na grobach.
    Z tymi ogniskami natomiast było o tyle różnie, że palono je także na grobach samobójców i w ogóle grzeszników. Ogień miał tutaj uchronić ludność przed przechadzkami takich delikwentów, którzy zazwyczaj kończyli jako upiory (i to szczególnie upierdliwe - por. Widmo z II cz. Dziadów A. Mickiewicza).
  5. Uroczystość ta odbywała się na kilka tygodni przed Bożym Narodzeniem, czyli na przełomie listopada i grudnia, a charakterystyczna była głównie dla Europy Wschodniej. - T.M. Ciołek, J. Olędzki, A. Zadrożyńska, Wyrzeczysko : o świętowaniu w Polsce, [Warszawa] 1976, s. 183.
  6. S. Milewski, Intymne życie niegdysiejszej Warszawy, Warszawa 2008, s. 230.
    Niestety autor nie podaje, w którym roku dokonano tego rachunku.
  7. Żebracy byli ważnym filarem katolickiej religijności. Bardzo rzecz upraszczając: w dawnych wiekach bogactwo było uważane za coś podejrzanego, coś co wręcz przeszkadza w osiągnięciu zbawienia (uczniowie Jezusa porzucili swe dotychczasowe zajęcia, nieraz całkiem bardzo intratne jak np. apostoł Mateusz). Tak więc ten, kto nie miał nic (lub bardzo mało) był bliższy Bogu niż bogacz, a jego modlitwa np. za zmarłego była więcej "warta" niż innego śmiertelnika. Z drugiej strony istnienie biednych pozwalała bogatym spełniać czyny miłosierdzia, a więc czynić dobro.
    Więcej na ten temat zob. np. - B. Geremek, Litość i szubienica : dzieje nędzy i miłosierdzia, Warszawa 1989.
  8. Chauturą lub chawturą zwano na Litwie również sam obrzęd pogrzebowy. Dziadów włóczących się po tych uroczystościach określano jako chawturników / chałturników, co przetrwało do dziś, lecz pod nieco odmiennym znaczeniem. - Z. Gloger, op. cit., s. 346.
  9. Z. Gloger, op. cit., s. 346.

Źródła

  • T.M. Ciołek, J. Olędzki, A. Zadrożyńska, Wyrzeczysko : o świętowaniu w Polsce, [Warszawa] 1976.
  • E. Ferenc, Polskie tradycje świąteczne, Wyd. 2., Poznań 1997.
  • Z. Gloger, Rok polski : w życiu, tradycyi i pieśni, Warszawa 1900.
  • B. Ogrodowska, Święta polskie : tradycje i obyczaj, Warszawa 2000.


Do góry