Na marginesie tematyki cmentarnej


Jędrzej Śniadecki

Rozmyślanie w Dzień Zaduszny1

Jest to, kochany czytelniku, dzień bardzo smutny, owszem, najsmutniejszy w całym roku, bo nam przypomina przeznaczenie nasze. Ale też właśnie dlatego każdemu myślącemu człowiekowi nastręcza bardzo wielkie i ważne uwagi. Postanowiłem więc i ja dzień ten poważny na rozmyślaniu przepędzić. A zatem siadłem (nb. po nabożeństwie) w rogu kanapy, a założywszy ręce i nogi na krzyż, zacząłem doprawdy dumać o nieboszczykach, antecessorach2 naszych, Panie, świeć nad ich duszmi.

1. Uszanowanie zmarłych jest od najdawniejszych czasów powszechnym obyczajem wszystkich narodów, a starożytność przywiązywała nawet niejakąś cześć do ich pamięci. Dzień więc Zaduszny, poświęcony modlitwie za poprzedników i dobrodziejów naszych, powinien być dniem uroczystym dla wszystkich. Jakoż takim jest dla nas w samej istocie. W dzień ten wszystkie nasze damy ubierają się w czarną suknią i jadą na pół godzinki do kościoła, a mężczyźni, włożywszy frak czarny lub przywiązawszy kawałek krepy do ramienia, uwalniają się od służby i wszelkiej pracy. Tak... Nic nie robić - jest najlepszy sposób uczczenia tak żywych, jako i umarłych.

2. Wszelako zgromadzenia i towarzystwa rozmaite zbierają się na nabożeństwa za zmarłych kiedyś swych braci, i to jest dzień, w którym sobie raz w rok przypominają o nich. To samo dzieje się we wszystkich domach i familiach, to stanowi w Zaduszny Dzień materią rozmów i uwag. Na wsi niejedna poważna matrona widziała tej nocy jakiegoś nieboszczyka lub jakąś nieboszczkę; jeżeli nie na jawie, to przez sen. Niejedna rozmawiała z owym przychodniem z tamtej świata, a tkliwe to marzenie opowiada przyjaciółkom lub kumom, z których każda umie nawzajem coś podobnego powiedzieć. Z tej okazji nuż rozprawiać o nieboszczykach mężach, przywołując na plac jednego po drugim. Ten, Panie mu nie pamiętaj, był dobry mąż, ale trochę za skąpy... Ow, Boże, mu odpuść, straszny był zrzęda... Nieboszczyk Jan nadto był dobry, a Paweł nadto zazdrosny; choć to nigdy się do tego nie dało okazji, ale... zwyczajnie, ludzkie języki.

3. Podobnie i w posiedzeniach familijnych przywołuje się na pamięć to nieboszczyk ojciec, dziad lub stryj, to nieboszczka matka, ciotka lub wujenka i wyliczają się ich dobre lub złe przymioty, podług testamentu albo spuścizny, jaką zostawili po sobie. Ogólnie atoli mówiąc, dzień ten schodzi na pochwałach, a nieboszczykowie zawsze byli lepsi od na żyjących. Więc dzieci opiewają przymioty i cnoty swoich rodziców, mamy zaś rozpamiętywają wszystkie talenta i niesłychaną bystrość zmarłych córeczek i synków; pamiętają i powtarzają wszystkie ich słówka i widzą we wszystkie nadzwyczajny rozumek. Słowem: z całego zastanowienia się nad umarłymi zawsze wypada, iż gdyby nie byli pomarli, byłoby wszystko dobrze, a zatem, że jeżeli teraz świat źle idzie, przyczyną tego są nieboszczyki, którzy nie powinni byli umierać.

4. Jużci, po prawdzie mówiąc, niezłe to jest zdanie i ja bym na nie przystać gotów. Bo naprzód: byłoby nie najgorzej, gdyby rozumni i dobrzy nie umierali; a potem: choć to ja się przez skromność niby do nich nie liczę, wszelako, z wielkim przeproszeniem moich następców, wcale bym się nie gniewał za życie do woli. Ale cóż? trudno walczyć z przeznaczeniem! Oto ludzie uczeni od dawna bardzo gruntownie dowiedli, a niejeden by się może podjął za dobrą pensją i z katedry tego nauczać, że "ludzie na to się rodzą, aby umierali". Co za ważne odkrycie! Wszak doprawdy, dać mu tylko greckie nazwisko, które by się kończyło na -logią, to i nowa nauka. Ale że ja nauczycielem tej nowej umiejętności nie będę, więc nazwanie to zastawiam pierwszemu jej profesorowi, który ma się oglądać na następujące materie i podług nich układać traktaty.

5. Śmierć jest potrzebna! Bez niej albowiem nie byłoby puścizny i znacznych spadków dziedzicznych. Nie byłoby żałoby i czarnej sukni, która tak dobrze przypada do wszelkich twarzy i tak mocno wszystkie serca porusza. Nie byłoby ani katafalków, ani katakumbów3, z których są dochody pewne, ani wspaniałych pomników czy mauzoleów, które dają sławę tylu artystom, ani nagrobków i żałobnych trenów, którym niejeden poeta winien kęs sławy i pieczeni. Nie byłoby podzwonnego4, rzeczy z wielu względów cale zyskownej, a która daje znać miastu całemu, iż jest nowy nieboszczyk lub nowa nieboszczka, którzy umierając zostawili pieniądze. Nie byłoby owych wspaniałych konduktów, które choć drogo kosztują, głaszczą próżną familijną pychą, a nas włóczęgów, bawią i rozrywają na chwilę. Nie byłoby pogrzebowych mów i kazań, w których za pomierną cenę wystawują się na podziwienie publiczne nieśmiertelne nieboszczyków talenta, cnoty i zasługi, których za życia żadne śmiertelne oko dostrzec nie mogło. Na koniec nie byłoby styp, które już dziś na nieszczęście z mody wychodzą, a na których przecie zebrane grono familijne i przyjacielskie smaczno zajadało i spijało ogromne puchary za zdrowie i pomyślność nieboszczyków.

Psuje się świat, czytelniku kochany; jakieś nowomodne maksymy wywracają chwalebne ojców naszych zwyczaje. Cóż by też, pytam się, można powiedzieć rozumnego przeciw stypom, owym pogrzebowym biesiadom i ucztom, na których sztuka mięsa, szklanka i pieczenia5 cieszyły w niepowetowanej stracie, krzepiły zwątlone żalem siły, ocierały łzy, wypogadzały czoło i pomagały dźwigać ciężkie brzemię żalu i smutku. Jakkolwiek bądź, ja jestem za stypami i proszę przyszłych nauczycieli mojej nauki o śmierci, żeby im całe poświęcili traktaty. Czy może być piękniejsza i obfitsza naukowa materia? Oto, gdybym był bogatym, przeznaczyłbym testamentem znaczną sumę lub dobra niemal na to, ażeby corocznie wszyscy moi znajomi i przyjaciele po wysłuchaniu długiej i bardzo uczonej mowy, zebrali się na wspaniałą ucztę, gdzie by koniecznie jedli aż do niestrawności, a pili aż do snu ciężkiego, dającego prawdziwe wyobrażenie śmierci. Taka uczta byłaby gruntowną moralną nauką, a nauką do pojęcia wszystkich.

Oto patrzajmy na naturę, bo się na nię6 we wszystkich umiejętnościach oglądać należy. Nasz chłopek w całej prostocie ducha sprawuje na Dzień Zaduszny stypę, na której częstuje dziadów. Sam im usługuje, sam za dusze wszystkich w swojej chacie pomarłych karmi ich i poi, i sam się w ciężkim krzepiąc strapieniu upija, i spokojnie zasypia. Taki rodzaj stypy nosi u nas imię dziadów. Więc jaka by to była dla ubogich staruszków krzywda, gdyby nie było Zadusznego Dnia; a ten by ustać musiał, gdyby nie było śmierci. Otóż patrzaj, czytelniku, jaka to będzie o pożytkach śmierci wielka nauka. Wszak doprawdy skomponowałem nie lada umiejętność i - nie chwaląc się - pewien jestem niepospolitej w potomności sławy.

6. Jeżeli dobrze pamiętam, czytałem po rozmaitych książkach, iż dawnej pamięci naród, niejacy Egipcjanie, wielcy za życia bałwochwalcy, bo czciciele różnego nierozumnego zwierza, zachowywali ten śmieszny zwyczaj, że dopóty żadnego nieboszczyka nie grzebli, dopóki nie wysłuchali, nie roztrząsnęli i nie osądzili wszystkich jego złych i dobrych uczynków. Tym końcem7 przywożono każdego śp. jegomości na brzeg pewnego jeziora8, gdzie się odbywało owo ścisłe z całego życia śledztwo. Po czym zapadał ostateczny wyrok stanowiący, czy pomieniony nieboszczyk darmo albo nie darmo jadł chleb na tym podsłonecznym świecie. Jeżeli tedy wyrok był pomyślny, dawano nieboszczykowi podorożne9, za którego pomocą niejaki Charon10 trzymający stacją pocztową, czyli raczej, jak inni powiadają, arendownik przewozu (oczywiście podradczyk), zwłoki owej poczciwej duszy za pomierną cenę do grobu, a jak chcą niektórzy, i samą duszę aż na tamten świat przewoził. Piszą nawet, że owi nieboszczyków sędziowie byli bardzo sprawiedliwi i za dekreta ani kop11, ani podarunków nie brali12. W czym jednakże nie zgadzają się autorowie, rodzaj ludzi, jak wiesz, czytelniku, zawsze kłótliwy. Jedni albowiem utrzymują, iż sąd musiał być sprawiedliwym, bo umarły nie ma co dać, co że nie jest w ścisłym znaczeniu prawdą, odwołuję się do świadectwa wszystkich egzekutorów testamentowych tudzież wszystkich sukcesorów tak w prostej, jako i pobocznej linii13. Drudzy zaś twierdząca całkiem inaczej, i poniekąd słusznie, bo ja bym sam rozumiał, iż tylko przez grzeczność tak o tych sędziach piszą, dlatego że już bardzo dawno pomarli, a o nieboszczykach nigdy się źle mówić nie godzi14.

7. Z tej okazji nawinął mi się projekt. Gdyby np. u nas zrobić katakumby za Zielonym Mostem15, a z tej strony Wilii posadzić ów kryminalny sąd16 na nieboszczyków, z zaleceniem, ażeby ciała wszystkich od pogrzebu odsądzanych rzucać do rzeki, a tylko tych wieźć na cmentarz, którzy by się prawdziwie pożytecznymi i dobrymi pokazali za życia, co by to było? Zastanówmy się... Nie... To być nie może. Uważam, że Wilia dosyć ma wysokie brzegi, więcby się pewno najdalej pod Zakrętem17 zapchała. Naówczas musiałaby się woda wstecz cofnąć i mogłaby na koniec zalać miasto. A, prawdę mówiąc, byłoby to niesprawiedliwie, żeby żywi pokutowali za umarłych. Więc lepiej ten projekt odrzucić, jako niebezpieczny dla miasta.

8. Czytałem też podobno i to, że w Egipcie nie wolno było grzebać ciał dłużników, którzy nie zostawili funduszu na zupełne zaspokojenie wierzycieli. Owszem, że nikt nie mógł być pochowany, dopóki nie opłacono wszystkich jego długów. Ciała przeto dłużników oddawano familii, która je w domach własnych dopóty w jakim kącie trzymała, dopóki ktokolwiek z krewnych długów nie opłacił. Co to za śmieszne prawo! Pytam się, za co Egipcjanie uchodzili pomiędzy starożytnymi narodami za lud rozumny i bardzo przezorny? Co tu rozumnego? Wszak gdyby, broń Boże, u nas przyjąć taki obyczaj, kątów by po domach nie stało, a w lecie przyszłoby całemu krajowi z morowej wyginąć zarazy. Bo przecie lekarze od dawna dowiedli, że nieboszczykowie tak trącą fatalnie, iż stąd pochodzą najstraszliwsze epidemie i wszystkie zarazy.

9. Bają także ci sami egipskiej historii pisarze, iż dusze owych niewinnych stworzeń, które na tym padole płaczą, nic nie zrobiły ani złego, ani dobrego, nie mając od sądu pasportu, wiecznie się na brzegach jeziora błąkać musiały, dybiąc, azali się ukradkiem Charonowi nie wcisną na przewóz. Ten zwyczaj dosyć mi się podoba, bo, prawdę mówiąc, nie jest to nic tak złego być skazanym na spacer, a wtedy całe grono towarzyszów moich przechadzalibyśmy się po bulwarze na wieki wieków, tak jak się teraz przechadzamy od rana do wieczora. Ale darmo! Nie tak świat idzie, jak i z przeproszeniem jjpp. Egipcjanom zdawało. Źli ludzie i nieprawi radzi by się może utopieniem nieczystych ciał swych wykupili, zwłaszcza owi, których zdanie potomności mało obchodzi. Ale się, chwała Bogu, na tym nie skończy.

10. Dalej przyszło mi na myśl, co bym też ja powiedział, gdyby mi wypadło po najdłuższym, co daj Boże, życiu stanąć przed owym trybunałem okropnym. Ze strachu zdaje mi się, że już widzę zasiadający wspaniale przed mostem trybunał, tam gdzie teraz także bardzo poważna magistratura siedząc liczy nogi wszystkich stąpających stworzeń i bierze po groszu od każdej18. Jak tu powiedzieć, stanąwszy przed sądem, żem się całe życie włóczył po bruku, rozmyślał i bąki strzelał? Może by się ten rodzaj zatrudnienia nie bardzo sędziom podobał? A choćbym na wymówienie się i pokazanie, że niby do liczby autorów należę, przyniósł pod pachą "Wiadomości Brukowe", i prześwietnemu sądowi ofiarował, i to by może nie pomogło. Któż tam zgadnąć może, czy panowie sędziowie czytają albo czytać umieją; wszakże nasi często się obchodzą bez tego, bo czytać i pisać jest rzecz regenta19 albo sekretarza. Więcby zapewne niejeden sędzia ofuknął się z gniewem i zawołał:

- Autor!... Wrzućcie go do rzeki! A na cóż ta zaraza potrzebna? Sądy mają swoich autorów, co piszą głosy, pozwy i dekreta, a z takichże szpargałów jaka komu korzyść?

Jeszcze gorzej:

- Sądzie Prześwietny! - zawołałby może jaki wymowny rzecznik lub instygator20 - ten szpargał, który obżałowany21 trzyma pod pachą, wyraźnie powstawał na sądy i sędziów, potępiał eksdywizje22, które są ich dochodem, i naśmiewał się często z mądrych dekretów, a co najgorzej, ważył się urągać nam, adwokatom, dlatego też teraz, Prześwietny Sądzie, żaden za obżałowanym nie przemawia i nie przemówi.

- Prawda, Prześwietny Sądzie - wołano by z boku. - Wszak to mianowicie ten zuchwalec nieraz szydził z naszych słusznych i uczciwych ludzi; nie wierzył w jasnowidzenie magnetyczne i cudownych doktorów; naśmiewał się z ludzi dobrego tonu i z pięknych towarzystw, w których się mówi po francusku; chciał gwałtem zaprowadzić hipotekę23, a przeto zgubić wielką część naszych panów; powstając na pijatykę starał się wyraźnie podkopać przemysł krajowy i zniszczyć handel; samych nawet okrutnie uczonych miał za nic i śmiał się z książek straszliwie rozumnych, a przecie chciał, żeby koniecznie wszyscy czytali albo - co jeszcze śmieszniej - żeby wszyscy umieli czytać. On, chwaląc dawną prostotę, chciał nas wrócić do barbarzyństwa; on się urągał paniczom za granicę jeżdżącym, szydził z tych, co szumią i udają panów, a przeto oczywiście chciał zatamować cyrkulacją pieniędzy... On!...

- Oj, prawda - odezwaliby się szanowni potomkowie Izraela - on i nas wniwecz obracał, i szynki nam rady poodbierać, a my by, poczciwi ludzie, z głodu pomarli.

Dalej dałby się może słyszeć tkliwy głos synogarlicy.

- Messieurs24, on i nas ridikiulizował25, dlatego my [się?] budujemy go26 wszystkie a wszystkie. Imaginez vous27 wszak on się śmiał z sentymentów, a nade wszystko, que le folie28, chciał, żebyśmy gadały po polsku!

Słowem, zdaje mi się, że wszystkie i ze wszystkich stron głosy przeciwko mnie się podnoszą. Nie ma żartu, czytelniku kochany, i gdyby tak w rzeczy samej było, przyszłoby podobno, chcąc nie chcąc, płynąć do Królewca. W i tobie wszakże pokładam zaufanie i mam nadzieję, żebyś mnie nie opuścił w owej ostatniej potrzebie, żebyś przecie co za mną przemówił. Wszakże, choć próżniak, dla ciebie kiedy niekiedy pół arkuszyka nagryzmolę; wszędzie dbam o twoje dobro i twoje sławę; zawsze cię szanuję i wielbię; nigdy się moje usta na twoję nie zamykają pochwałę. Więc wstaw się, dobrodzieju, za mną i uwolnij, jeżeli można, od owej pozgonnej żeglugi. Już ja wolę, jak myśliwy, pływać za życia i przyrzekam ci w następujących numerkach pływać a pływać.

Do góry

Przypisy:

  1. Artykuł ukazał się w "Wiadomościach Brukowych" 1820, nr 205 z 6/[18].
  2. antecessor (łac.) - przodek.
  3. katakumby – podziemia pod kościołami albo gmachy na cmentarzach, gdzie w pojedynczych zagłębieniach stawia się trumny ze zmarłymi.
  4. podzwonne - tu: opłata za dzwonienie przy tzw. wyprowadzaniu zwłok z kościoła do grobu.
  5. Tak brzmiał w dawnej polszczyźnie 1. przypadek 1. pój. rzeczownika pieczeń.
  6. Na nie się też oglądają wszyscy uczeni, a niektórzy i na gotowiznę (przyp. autora).
  7. tym końcem - w tym celu.
  8. Nazywało się podobno Acherusja (przyp. autora).
    Chodzi o bagniste jezioro, w które, według mitologii greckiej, rozlewała się rzeka smutku Acheron, zagradzając drogę rzeszom dusz w świecie podziemnym. Autor mieszał mało wtedy jeszcze znane wyobrażenia starożytnych Egipcjan o pośmiertnych losach duszy ludzkiej ze spopularyzowanymi wyobrażeniami i nazwami mitologii greckiej. Według wyobrażeń egipskich dusze, ulatujące z ciała przez usta w kształcie ptaka, w towarzystwie boga Anubisa udawały się przed tron władcy podziemia, Ozyrysa, który w otoczeniu czterdziestu dwu sędziów odbywał sąd nad nimi.
  9. podorożne (ros.) - zasiłek na koszty podróży urzędowej; tu chodzi o pieniążki, które dawano zmarłym.
  10. Charon - w mitologii greckiej przewoźnik dusz ludzi zmarłych przez wody podziemne.
  11. kopy - grzywny, kary sądowe.
  12. Owszem, są tacy, co utrzymują, że nawet nie mieli kancelaryi ani regentów, ale że bez nich sądy być nie mogą, więc oczywista bajka (przyp. autora).
  13. Linię prostą sukcesorów tworzyli prawnie uznani potomkowie zmarłego, poboczne - jego krewni i ich potomkowie.
  14. De mortuis aut bene, aut nihil (przyp. autora). Znaczy to: O zmarłych albo dobrze, albo nic (łac.).
  15. Zielony Most łączył Wilno z przedmieściem Pióromont.
  16. kryminalny sąd - sąd rozpatrujący występki i zbrodnie.
  17. Zakręt - miejscowość położona nad zakrętem Wilii, poniżej Wilna.
  18. poważną magistraturą była rogatka, gdzie pobierano "kopytkowe" - opłaty od zwierząt wprowadzanych do miasta.
  19. regent - tu: rejent.
  20. instygator - oskarżyciel publiczny, prokurator.
  21. obżałowany - w dawnej procedurze sądowej: oskarżany.
  22. eksdywizja - zob. przyp. 2 do artykułu 6.
  23. hipoteka - zabezpieczenie roszczeń pieniężnych (zwłaszcza pożyczek) na nieruchomości. Walka o zaprowadzenie hipoteki, istniejącej już podówczas w Królestwie, prowadziła do uzdrowienia kredytu i stosunków własnościowych na Litwie, przeciw uprzywilejowanej pozycji ziemiaństwa.
  24. - panowie (franc.).
  25. - ośmieszać (z franc.).
  26. Ostrzega się czytelnik[!], że budować co innego znaczy u gminu, a co innego na pięknym świecie. Pospólstwo buduje domy, obory i folwarki; nasze damy budują mężów albo przyjaciół lub przyjaciółki. Z pierwszych budowy można się często zbudować, z drugich budową - nigdy (przyp. autora).
    Budować kogoś - osobliwość językowa powstała z dziwacznego przyswojenia francuskiego bouder - dąsać się, gniewać się.
  27. - Wyobraźcie sobie, panowie (franc.).
  28. - jaka niedorzeczność (franc.).

Źródło:

  • "Wiadomości Brukowe" : wybór artykułów, wybrał i oprac. Z. Skwarczyński, (Skarby Biblioteki Narodowej), Wrocław, Warszawa 2003.


Do góry