Na marginesie tematyki cmentarnej


Pogrzeb w starożytnym Rzymie

Kto pilnie słuchał bajań belferskich na pewno wie, że: "Cesarstwo Rzymskie wielkim imperium było" - wielkim nie tylko w sensie rozmiarów, ale też dorobku cywilizacyjnego. Świadectwem tego ostatniego jest m.in. prawo, stanowiące podwaliny dzisiejszych kodeksów (i przy okazji zmorę studentów marzących o karierze adwokata). Z kolei podboje zapewniały bogactwo, a niewielu ludzi jest w stanie oprzeć się pokusie otaczania się zbytkiem. To właśnie te dwie cechy: prawo i przepych, wpłynęły na oprawę starorzymskiego pogrzebu. No ale, nie zapominajmy też o aspekcie religijnym całej imprezy.

Bogowie, groby itp.

Jak wiadomo: "nie od razu Rzym zbudowano". Przedtem (tj. od ok. X-III w. p.n.e.) tereny Italii zamieszkiwali m.in. Etruskowie - lud bardzo tajemniczy o pochodzeniu, wywołującym namiętne dyskusje (czyt. kłótnie ;-)) wśród badaczy. To właśnie tradycja Rasenów (jak sami siebie określali) wywarła znaczny wpływ na Rzym, nie tylko w dziedzinie administracji, lecz również religii oraz organizacji kultu. Oprócz tego należy oczywiście uwzględnić elementy greckie, których ekspansja rozpoczyna się ok. II w. p.n.e.

Wypada też może przypomnieć, iż obok kultu takich bóstw "ogólnokrajowych" jak Jowisz czy Wenus, istotniejszy może i powszechniejszy był kult najróżniejszych duchów opiekuńczych (geniuszy, junon, larów itp.) oraz przodków. Zresztą dawniej rodzina i więzy pokrewieństwa znaczyły więcej niż np. przynależność narodowa1. Stąd w obrzędach pogrzebowych dużą rolę odgrywali przodkowie. No, ale po kolei.

Historia jednego pogrzebu

Wyobraźmy sobie zatem, że nasz ukochany dziadek Marek Vetus właśnie... hmm... zjadł coś, co przysłał mu jego najdroższy synuś, Caius Callidus, no i poczuł się cokolwiek niezdrów2. Lekarze, jak to lekarze - przynoszą ulgę co najwyżej sakiewce, tak więc senior rodu trwale utracił kontakt z rzeczywistością. zanim jednak do tego doszło rzymski obyczaj nakazywał, aby w momencie, kiedy konający wydaje swoje ostatnie tchnienie, jego najbliższy krewny zbliżył usta, przejmując w ten sposób ostatni dech (bez komentarza ;-)).

Jakkowliek Marek dokazywał już na Polach Elizejskich, to na tym bynajmniej troski naszego Caiusa się nie kończą. Sam pogrzeb może go zrujnować bardziej niż wiekowy tatuś.

Tym niemniej, jako dobry syn, zgodnie z obyczajem zarządził złożenie zwłok na podłodze, aby nie traciły kontaktu z matką ziemią. Przybrane w najlepsze szaty oraz oznaki sprawowanych urzędów, doczesne szczątki Marka wystawione zostają teraz w atrium3 (nogami do wyjścia), gdzie przez 3-7 dni będą dręczyć sumienie Caiusa. Żeby jeszcze tylko tam były, ale nie! Trzeba, żeby dzień i noc towarzyszyli im niewolnicy z pochodniami (możnaby co prawda położyć lampki oliwne, ale co powiedzą sąsiedzi!). Cała rodzina się zjechała, a jeszcze te stare harpie od Nautiusów, "przyjaciółki domu", przyszły i wyją tak przy tym lectus funebris4, że na miejscu ojca Caius po stokroć wolałby towarzystwo samego Cerbera. Na dodatek wszędzie ten ostry zapach sosny i cyprysu! Jakby nie można oznaczać domu w żałobie np. kwiatami róży. Że też bogowie podziemi nie mogli sobie wybrać innych chwastów!...

I ta wszechobecna biurokracja! To by było zbyt proste tak zwyczajnie spalić te zwłoki i zając się odziedziczonym majątkiem. A tu trzeba najpierw zarejestrować zgon Marka Vetusa u urzędnika w świątyni Wenus Libitina5. Ma się on zając właściwą organizacją pogrzebu. I lepiej żeby zrobił to dobrze, bo zgarnął tyle złota, że już podatki są niższe6. Naturalnie mruczał też coś na temat ustaw przeciwzbytkowych, ale kto by się tym przejmował7.

I tak, chcąc nie chcąc, musiał Caius wyłożyć sporo złota na oprawę pogrzebu, żeby zamknąć usta wszystkim, którzy by śmieli wątpić w szczery smutek syna i jego miłość do ojca.

Tak więc wreszcie nadszedł dzień złożenia ciała Marka Vetusa do grobu. Cóż, właściwie to jego prochów, bo od czasów przesławnego Cycerona8 kremacja stała się wyjątkowo modna. Trzeba przyznać, że niewolnik od Libitiny przyłożył się do pracy. Kondukt żałobny Marka Vetusa ludzie będą jeszcze długo wspominać.

Naprzód szli muzykanci, płaczki i specjalnie wynajęci aktorzy, którzy wygłaszali fragmenty tragedii, dotyczące życia zmarłego. Przy czym Caius musiał wywrzeć delikatny nacisk na tych ostatnich, aby nie ulegali tradycji i nie ważyli się wytykać jego szacownemu rodzicowi żadnych słabostek czy wad. Cała ta czereda robiła tak niesamowity hałas, że choćby chciał, to nie dało się nie zauważyć orszaku. Oprócz tego towarzyszyli mu ludzie w maskach szacownych przodków oraz naturalnie żywa część rodziny. Tu Caius dokonał okrycia natury estetycznej, a mianowicie, że jego kuzynka Tulia bardzo kusząco wygląda z rozpuszczonymi włosami i w białych jedwabiach9. Będzie jej to musiał powiedzieć przy najbliższej okazji...

Z racji tego, że Marek był wysokim urzędnikiem, za aktorami postępowali niewolnicy, niosący oznaki jego profesji. A że nie próżnował za młodu, Nubijczycy uginali się też pod różnego rodzaju łupami wojennymi. Dopiero za nimi niesione były mary z doczesnymi szczątkami Marka Vetusa, otoczone przez najbliższą rodzinę.

Jednak przed właściwym pochówkiem, miała nastąpić najbardziej kosztowna, a tym samym bolesna dla serca Caiusa, część uroczystości, tj. crematio10.

Na stosie z najlepszego gatunku drewna, polanym dodatkowo wonnościami, ułożono zwłoki Marka, a także jego ulubione przedmioty. Jako najbliższy krewny stos podpalił sam Caius, zwyczajowo odwracając twarz. O mały włos nie wypuścił pochodni z dłoni, gdyż płaczki tak niespodziewanie uderzyły w nowe lamenty, że aż się przestraszył. Szybko się jednak opanował i ponownie przybrawszy maskę stroskanego syna czekał aż stos się wypali. Smutny wyraz twarzy nie przychodził mu zresztą z trudnością, bo serce ściskał mu głęboki żal, kiedy obserwował jak do wygaszania ognia używano najlepszego wina z rodzinnych piwnic, a potem jak prochy Marka mieszano z winem, mlekiem, miodem i wonnościami11. W tym momencie pojął jak mądre są ustawy Prawa XII tablic12.

Zostało jeszcze tylko odprowadzić urnę do rodzinnego grobowca na Via Appia i nunc est bibendum13, czyli czas na epulum funebre14. Caius w duchu błogosławił Prawo XII tablic, bo jakkolwiek zakazywało chowania zmarłych w obrębie miasta, to niewątpliwie do Królowej Dróg15 było mu bliżej niż na Eskwilin. [mapka Rzymu]

Stypie towarzyszyły walki gladiatorów, a także występy aktorów, prezentujących sztuki teatralne. W zasadzie Caius rad by wyrzucić wierszokletów, bo kosztowali dużo, a i tak zaraz się upili, ale jego szacowna matka uparła się, że nie wypada i w ogóle...

Zostało mu jeszcze tylko zwyczajowe 9 dni żałoby, zakończonej złożeniem ofiary z wina, oliwy i krwi jakiegoś barana i może zająć się gospodarowaniem, a właściwie... rachunkami!

Z pustym trzosem w Zaświaty

Zostawimy teraz biednego (dosłownie ;-)) Caiusa i pokrótce przyjrzymy się jak chowano ubogich.

Naturalnie nie stać ich było na usługi libitinari, a tym bardziej podwójny pogrzeb. Istniały jednak specjalne kolegia16 o charakterze (jakbyśmy to dziś powiedzieli) samopomocy, zapewniające swoim członkom należyty pochówek. Dotyczyły one np. żołnierzy, którzy w czasie trwania służby płacili drobne składki, za które potem organizowano im godny pogrzeb. Nieraz na rzecz owych zrzeszeń dokonywane były fundacje przez bogatych obywateli. Nie był to jedynie czczy altruizm, gdyż tak obdarowani członkowie kolegium zobowiązani byli dbać o grób patrona.

Gorzkie żale

Oprócz wspomnianej 9-dniowej żałoby, rodzina była zobowiązana do składania ofiar na grobach w rocznicę śmierci oraz w czasie szczególnych świąt, poświęconych zmarłym np. w Feralia (21 luty) oraz Lemurie17 (9, 11, 13 maja). Tradycja rzymska przewidywała także szereg dodatkowych okazji, kiedy to trzeba było oddać cześć zmarłym. Tak na dobrą sprawę, takie "wspominki" odbywały się praktycznie przez cały rok i tylko od hojności fundatora zależało, ile razy będzie gonił rodzinę na cmentarz.

W zasadzie wyróżnia się kilka rodzajów uroczystości funrealnych. Nie wszystkie od razu wymagały biesiady. Najogólniej określano je mianem parentaliae, na które mogło się składać zarówno ucztowanie jak i po prostu samo złożenie kwiatów.

Zanim jednak nadszedł czas uczczenia naszej ukochanej babci Lucylli lampką wina nad jej grobem, należało wykonać szereg dodatkowych czynności.

A więc po pierwsze: trzeba było jakoś ogarnąć otoczenie grobu (no wiecie: zamaskować pęknięcia w tablicy nagrobnej czy nieprzychylny nam fragment epitafium, uprzątnąć kupki przechodniów itp. ;-)). Czasami wiązało się to z totalną renowacją grobu, ale najczęściej kończyło się po prostu na umyciu pomnika. Jak podaje Jacek Pudliszewski18, niejaki obywatel miasta Auza zażyczył sobie, żeby jego nagrobek natrzeć olejkiem zapachowym. No cóż... jak się ma pieniądze, można sobie jeździć do pracy karawanem z czwórką karych koni ;-) Tak czy owak, czynność ta (renowacja, a nie używanie specyficznego środka lokomocji ;-)) nazywana była tetula i przeważnie spadała na barki wyzwoleńców lub innych wyznaczonych osób np. członków kolegium, które opiekowało się grobem.

Następnie trzeba było skombinować jakieś oświetlenie. Wiązało się to z wiarą, że światło/ogień jest drogowskazem dla dusz zmarłych, a jego ciepło pozwala się im ogrzać. Jak zapewne wiecie, antyczne zaświaty to nie było przyjemne miejsce: Hades to kraina ciemności i smutku, gdzie nie ma mowy ani o biesiadach, ani o czarnokich hurysach.

Po tym jak już pracowicie uprzątneliśmy otoczenie ze zwiędłych liści, znowu przyszło je "zaśmiecić", gdyż zwyczaj nakazywał obsypanie posągu kwiatami. Czasem wystarczyło oczywiście samo złożenie wieńca, no a czasem nie... Rzymianie przywiązywali szczególną wagę do kwiatów traktując je jako symbol miłości, pamięci i nieśmiertelności19. Dlatego też istaniały specjalne święta tzw. rozaliae (bo składano rosae - róże) lub violae (fiołki). Jak nie trudno się domyślić odbywały się one wtedy, kiedy były kwiaty, czyli wiosną i latem.

Powszechne zdziwienie i kontrowersje wzbudzać może tzw. sacrificio, czyli złożenie ofiary cieniom naszej babci Lucylli. Zwykle kojarzy się nam to z jakąś hekatombą rodem z Odyseii (Pieśń XI), gdzie zarzyna się czarnego barana (ew. koguta czy coś innego o podobnym ubarwieniu), a tryskającą krwią spryskuje grób.

Cóż może i wygląda to urokliwie (zakładając, że ktoś ma żelazny żołądek i nie jest wegetarianinem), ale rzeczywistość była cokolwiek inna. Przede wszystkim odbywało się wszytko nader skromnie. Na grobie pozostawiano zazwyczaj tylko chleb, winogrona i inne artykuły żywnościowe. Oprócz tego odbywały się tzw. profusiones, czyli libacje (bez skojarzeń! ;-) ) z mleka, miodu, oliwy lub wina, którymi skrapiano grób i/lub wlewano do mogiły przez specjalną tubę.

Uroczystościom tego typu towarzyszył poczęstunek. Najczęściej był on bardzo skromny: kawałek chleba, parę sardynek, amfora ciepłego wina, czasem ostrygi.

Jeśli zmarły był bogaty, a przy tym altruistycznego usposobienia, nieraz zarządzał, aby podczas świąt ku jego czci, rozdawać uczestnikom (np. członkom kolegium) lub ubogim drobne sumy pieniędzy lub jedzenie.

Generalnie jednak, aby pogrzeb się udał, a pamięć o dziadku Marku przetrwała w sercach potomnych, trzeba było wyłożyć spore fundusze. Dlatego też nieraz zakładano fundacje np. przeznaczając jakiemuś kolegium grunty uprawne, winnice albo sklep (łac. taberna - wtedy rozumiana jako miejsce sprzedaży artykułów żywnościowych). Rzadko kiedy deponowano jakąś konkretną sumę w obawie, że może być szybciej zdefraudowana. Tego rodzaju "darowizny" nie mogły być też dzielone. Tym niemniej nawet w przypadku nieruchomości zdarzały się przekręty. Z zysków, czerpanych z tych nadań, wyciągane były odsetki, które z kolei pokrywały koszta parentaliae.

© Sowa
27.04.2006.

Przypisy

  1. Tak na dobrą sprawę to pojęcie naród takim, jakie je dzisiaj rozumiemy, to wymysł dopiero XIX - wieczny.
  2. Akcja dzieje się w bogatej rodzinie arystokratycznej, więc doskonale rozumiemy niecierpliwość młodzieńca, któremu już nie wystarcza parodenarowe kieszonkowe ;-)
  3. atrium - domy rzymskie były budowane wg określonego planu. Atrium to "główne, reprezentacyjne pomieszczenie pośrodku domu rzymskiego, w którym koncentrowało się życie rodzinne (mieściło się tu początkowo ognisko domowe); prostokątne, kryte dachem, najczęściej posiadającym compluvium [otwór w dachu], przez które wpadała woda do impluvium [basenik umieszczony pod compluvium]." - Słownik terminologiczny sztuk pięknych / pod red. Stefana Kozakiewicza.- Warszawa : PWN, 1969
  4. Dosł. łoże pogrzebowe, katafalk
  5. "Libitina - w mitologii rzymskiej, bogini obrzędów pogrzebowych. Przy jej świątyni w Rzymie na Eskwilinie istniały zakłady pogrzebowe, które były prowadzone przez niewolników lub przez wyzwoleńców. Synonim śmierci." - www.wiem.onet.pl
  6. Przesadziłam tu troszkę, ale faktem jest, że z usług libitinarów (M., l.mn. libitinari) korzystali tylko ludzie zamożni
  7. Właściwie to nikt ;-) "W Rzymie było wiele ustaw ograniczających zbytek, lecz pierwsze ograniczenia wydatków dotyczyły właśnie obrzędów pogrzebowych", a szczególnie ilości płaczek i grajków, złota składanego ze zmarłym, ogromnych ilości wina, mleka i miodu używanych do wygaszania stosu czy powtórnego pogrzebu prochów. - Ludzie, zwyczaje i obyczaje starożytnej Grecji i Rzymu / Lidia Winniczuk.- Warszawa : PWN, 1983)
  8. Czyli ok. I w. p.n.e.
  9. Kobiety, na znak głębokiej żałoby, oszczędzały sobie przyjemności parogodzinnej toalety i występowały w rozpuszczonych włosach. Miało to może upodobnić je do płaczek. W czasach cesarstwa kolorem żałoby był biały, chociaż wcześniej był to szary i czarny.
  10. Spalenie zwłok
  11. Tak zwane ossilegium - dosł. zbieranie kości, które składano do urny
  12. Por przyp. 7.
  13. Pora pić! ;-)
  14. Dosł. biesiada pogrzebowa, czyli stypa
  15. "Via Appia, Droga Apijska, najstarsza bita droga w starożytnym Rzymie, zwana też Regina Viarum (z łacińskiego "królowa dróg").

    Zbudowana 312 p.n.e. w czasie pełnienia urzędu cenzora przez Appiusza Klaudiusza Cekusa, łączyła początkowo Rzym z Kapuą. Później przedłużono ją przez Tarent do Brundisium, które było głównym portem na Morzu Adriatyckim i łączyło Rzym ze Wschodem. Via Appia była starannie konserwowana przez cały okres starożytności (względy strategiczne i handlowe), tak że niektóre partie drogi zachowały się do naszych czasów. W okresie republiki wzdłuż Via Appia lokowano monumentalne grobowce zasłużonych obywateli rzymskich. Do dziś zachowały się: tzw. grobowiec Scypiona z końca III w. p.n.e. oraz mauzoleum Cecylii Metelli." - www.wiem.onet.pl

    Właściwie to nie tylko zasłużonych obywateli. Na początku za miejski cmenatrz służył Eskwilin, a potem właśnie Via Appia. Tym niemniej najpierw chowano tu głównie biedaków i chrześcijan. Dokładniej o tym napiszę, jak się zabiorę za historię cmentarzy starorzymskich.

  16. "collegium [kolegium] (łac. "zespół urzędników, związek") 1. legalna organizacja zrzeszająca ludzi uprawiających ten sam zawód (np. kolegia rzemieślnicze) lub wyznających wspólny kult." - http://www.wiem.onet.pl
  17. Łac. lemures, larvae - staroitalskie złośliwe duchy zmarłych, błąkające się po nocach. W Lemurie "ojciec rodziny odprawiał nocne obrzędy mające na celu zabezpieczenie rodziny przed złym wpływem lemurów" - Mały słownik religioznawczy / pod red. Zygmunta Poniatowskiego.- Warszawa : Wiedza Powszechna, 1969
  18. Prywatne uroczystości nagrobne w świetle epitafiów łacińskich w okresie wczesnego cesarstwa, Jacek Pudliszewski
  19. Słownik symboli, Władysław Kopaliński, Warszawa, 1990

Źródła:

  • M. Kuryłowicz, Prawo i obyczaje w starożytnym Rzymie, Lublin 1994.
  • J. Pudliszewski, Prywatne uroczystości nagrobne w świetle epitafiów łacińskich w okresie wczesnego cesarstwa, Gdańsk 1997.
  • L. Winniczuk, Ludzie, zwyczaje i obyczaje starożytnej Grecji i Rzymu , Warszawa 1983.


Do góry