Na marginesie tematyki cmentarnej


Artur Oppman

Ostatnie groby

W Dniu Zadusznym, gdy smętna jesień ulewą liści pożółkłych zasypuje groby, gdy każde serce ludzkie opłakuje kogoś z blizkich a ukochanych, gdy oczy tak tęsknie rwą w dal, upatrując drogich, znikłych już postaci, w tym dniu zadusznym królestwo zmarłych większą moc ma i władzę od królestwa żywych.

Mogilny świat, mgłą zapomnienia owiany, cichy, milknący, od ludzkich zabiegów i walk daleki, budzi się martwych, w kręgi bytu ziemskiego wkracza, łączy się z tymi, którzy cierpią jeszcze, i żyje na dzień ów życiem dawnem, przypominając pątnikom doliny łez to, co było, i ukazując im ostatni kres wszystkich szamotań się, wysiłków, prac, porywów: grób!

A tych grobów polskich tak wiele, tak wiele na całym świecie Bożym. Rozrzuciły je szumne wichry po dalekich obczyznach, po krajach, gdzie pomarańcze i cytryny kwitną, po stepach, śniegiem usłanych, po grodach ludnych i pustkowiach samotnych.

Stoją nad nimi pomniki z marmuru, złomy granitu, krzyże, pleśnią pokryte, kamienie omszone, a są i takie, nad którymi tylko drzewo gałęźmi szeleści, są zaklęsłe w ziemię, są z ziemią zrównane. Jakie tam serca gorące były w tej garści prochu, ile poświęceń miały w sobie, jak uderzały krzepko, żądzą czynu i czynu spełnieniem dumne i górne. Dziś kość zetlała w grobie się rozpada, a czyny zgasły bezpotomnie.

Nie bezpotomnie, bo wszystko, co kierowane było podniosłością ducha, co zdziałano dla piękna i dobra, jako ziarno, rzucone w glebę, nie ginie! Choć nie wzeszło rychło - wzejdzie później, a gdy już kłosem strzeli, nikomu na myśl nie przyjdzie może, jaka to ręka ziarno owe na plon przyszły posiała.

Grób ma w sobie mądrość życia. On uczy, jakiemi drogami szli ci, którzy nas poprzedzili, jak brnęli przez nędzę świata, jak umieli zwycięsko zwalczać podłości nikczemność natury ludzkiej. Grób ma w sobie lek najmocniejszy na utrapienia i niepokoje człowiecze: on mówi o odpoczynku wiecznym, o śnie cichym dobrze zasłużonych.

Są groby, które cieszą prawie. To groby tych, którzy po życiu długiem a owocnem położyli się do trumny, mówiąc: "Otom znużony i spać pragnę, jako oracz, byłem i jako robotnik Boży, kończy się mój dzień. Legnę."

A są i takie groby, które szarpią serce kleszczami żałości i zalewają goryczy falą. To groby przedwcześnie rzuconych na łoże śmierci bezlitosną dłonią losu - i ludzi.

Nad psem zabitym stanie człowiek i zapłacze, zranionego ptaka przyhołubi i lituje jego boleści, ale obok brata, co padł, zdeptany w szalonej orgii rozbestwienia ludzkiego, przejdzie obojętnie. Tylko najbliżsi o mur tłuką głową i, załamując ręce, ciskają się na trupa z krzykiem, co krew mrozi w żyłach.

Bo pomyślcie: jedno drgnienie cyngla, jeden błysk noża, jeden rozkaz krótki, i to, co było światłem waszych oczu, sercem waszego serca, ukochanie, chlubą, nadzieją, to wszystko staje się w momencie martwizną, rzeczą nieruchomą, kształt ludzki mającą.

Okropną jest tragedya życia! Stokroć okropniejszą od tragedyi śmierci! I, jeśli królestwo Chrystusowe nie zejdzie na ziemię, jeśli nienawiść nie wygaśnie do cna, jeśli Kain nie umrze w duszy człowieczej, by nie powstać już nigdy, to, zaiste, lepiej aby ów świat, tak pełny łez, krwi i błota, aby świat ów przestał istnieć na zawsze.

Źródło:

  • A. Oppman, Ostatnie groby, "Tygodnik Ilustrowany" 1907, nr 44, s. 893-894.


Do góry