Epitafia


Franciszek Galiński

Dwa bieguny zadusznych rozmyślań

W związku z Dniem Zadusznym, poświęconym pamięci zmarłych, każdemu niemal nasuwa się myśl o tym, że u końca doczesnej pielgrzymki czeka go śmierć nieunikniona. Nie jest to myśl wesoła, raczej tragiczna. Ale bywają wypadki w życiu, że z tragizmem graniczy, i to bardzo blisko, humor. I nie dziw, boć stare wypróbowane przysłowie powiada: "Les extremes se touchent", co znaczy: "Przeciwieństwa się stykają."

Jednym z dowodów prawdziwości tego powiedzenia są Uwagi o śmierci niechybnej wszystkim pospolitej, wierszem wyrażone przez Ks. Bakę - jezuitę, sumptem Imć Pana Xawerego Stefaniego, obywatela miasta Wilna, do druku na pożytek duchowny podane w r. 1776.

W przedmowie do tego wydania czytamy między innymi, co następuje:

"Śmierć jak o tym niżej będzie,
Swoje figle płata wszędzie.
Bogacza - zahacza,
Magnata - przygniata,
Młodzika - spotyka,
Na dziada - napada,
W rycerzy - uderzy,
I księży - zmitręży."

Tragizm śmierci w charakterystycznym ujęciu wileńskiego profesora poetyki nabiera pewnych cech humorystycznych. Oto :drugi przykład:

"Za igraszki śmierć poczyta,
Gdy z grzybami rydze chwyta."

albo znów nieco dalej:

"Wiwat Jezus i Maryja,
Śliczna w niebie kompanija."

wreszcie:

"Chociaż krytyk sługa śmierci,
Sam się od niej nie wywierci."

Na tego rodzaju swawolny stosunek do śmierci nie miał jednak monopolu ksiądz Baka.

Na cmentarzu w powiatowym mieście Słupcy nad Wartą przed kilkunasty jeszcze laty zwracał uwagę nagrobek z szarego piaskowca, na którym pod krzyżem był wyryty napis:

"P.A.X.
TU LEŻY
MATKA BOSKA I SYN BOSKI
Oboje proszą o pobożne westchnienie."

Przez długi czas znać było u dołu na pół zatarty napis, z którego z trudnością można było odczytać parę początkowych wierszy:

"Nie dziwcie się głupcy,
Że leżą w Słucy -
D.. w... d ..... óra
. . . . . . . . . . . onura."

Należy wyjaśnić, że był to nagrobek zmarłych równocześnie właścicieli folwarku nazwiskiem Boscy, matki i syna Boskich.

Mniej atoli beztrosko przedstawiają się inne napisy, jak ten na przykład, o którym wspomina niezapomniany kronikarz Warszawy Kazimierz Władysław Wóycicki w szkicach obyczajowych, drukowanych w ósmym dziesiątku lat ubiegłego stulecia, w redagowanym przez J. I. Kraszewskiego “Athenaeum", a wydanym potem pod tytułem Warszawa i jej społeczność w pierwszej ćwierci bieżącego stulecia. Widział on na kamieniu, wmurowanym w ścianę powązkowskiego kościoła, napis:

"TU LEŻY
OFIARA PRZESĄDU
WANDA MORSKA
UMARŁA DNIA 20 LIPCA 1830 ROKU"

Padanie głosiło, że Morska umarła z miłości dla wojaka z legionu Dąbrowskiego, a kawalera Legii Honorowej i Krzyża Virtuti Militari, za którego, jako że był ubogi, ojciec dumny herbem i majątkiem wyjść jej nie pozwolił.

Kochające się małżeństwo, które jeszcze za życia pomyślało o wspólnym miejscu wiecznego spoczynku, takim lapidarnym aforyzmem ozdobiło swój grobowiec

"Pod tym ciężkim głazem
Maż i żona spoczywają razem."

Najbardziej patetyczne, znamienne dla epoki są epitafia na warszawskich mogiłach z początku ubiegłego wieku.

Tymi słowy żegna w 1821 r. wdowa zmarłego męża:

"Mężu, jeżeli związek za grobem nie ginie
Łzy żony z łzami dzieci racz przyjąć w daninie.
Niechaj te łzy co płyną z przykrej sercom straty
Na grobie, gdzie spoczywasz, służą Ci za kwiaty."

Na innej znów żona z gromadką sierot skarży się żałośnie:

"Ciężkim trudem dotknion znalazłeś śmierć skorą
Ty, coś swej żonie i dzieci podporą
Spoczywaj w spokoju biorąc tylko z sobą
Pamięć żony z ośmiorgiem dzieci okrytych żałobą."

A na innej mogile:

"Spoczywaj drogi cieniu na aniołów tronie
I z górnego mieszkania pomyśl o twej żonie!"

Czasami napisy potrącają o nuty bardzo intymne. Na kościele powązkowskim na zniszczonej, wytartej płycie zaledwie odczytać się daje:

"Tu leży Brygida Świderska z męża Więckowska, w tym grobie złożona
Dobra była matka dla dzieci, a dla męża żona.
Tu ciało ulubione żony spoczywa
Nad tym pomnikiem serce męża ubolewa."

Ma też swój tragizm, zarazem sporą dozę złośliwości napis na nagrobku w najnowszej części cmentarza powązkowskiego w Warszawie stojącym:

"Ś.P.
JAN KOŚNIK
PADŁ OFIARĄ KASY CHORYCH
ŻYŁ LAT 31, ZM, DN. 22. IV. 1925."

Niektóre z epitafiów zastanawiają swoją lapidarnością, a nieraz prostotą zawartych prawd:

"Przechodniu miły, westchnij do Boga,
Bo ciebie czeka ta sama droga."

Przeciwieństwo tych smutnych napisów stanowią rzadkie epitafia wierszowane na sąsiadującym z Powązkami cmentarzu żydowskim. Oto jeden z nich, w którym “utulona w żalu" wdowa uczciła pamięć swego zmarłego małżonka:

"Tu leży mój mąż,
Co dręczył mnie wciąż.
Teraz leży w grobie,
Ulżył mnie i sobie."

Wreszcie popularny był niegdyś wiersz nagrobny zmarłego w roku 1828 Piusa Kicińskiego, nieszczególnego poety, ale znakomitego obywatela, a którego syn Brunon był założycielem “Kuriera Warszawskiego":

"Pod tym głazem pan śpi razem
I poddany,
Bo już w grobie równe sobie
Wszystkie stany,
Więc przechodniu pomyśl o dniu
Zgonu twego,
Wynijdź z błędu i bez względu
Czcij bliźniego
Nędznych wspieraj, łzy ocieraj
Wszystkich braci
Gdy cię z nimi złożą w ziemi
Bóg zapłaci!"

Wystarczy tych kilka przykładów, bo chcąc przytoczyć wszystkie z tej dziedziny curiosa trzeba by ciągnąć w nieskończoność... A tam można się spotkać z ich autorami, czego do czasu lepiej unikać!...

Źródło:

  • F. Galiński, Dwa bieguny zadusznych rozmyślań [w:] Gawędy o Warszawie, Wyd. 2, 1937, s. 267-271 [reprint Warszawa 1992].


Do góry