Cmentarze


Warszawa cmentarna
Zakłady pogrzebowe i inne "efekta"

Pogrzeb zawsze był wielkim wydarzeniem, ale dopiero w XIX w. znalazły się osoby, zawodowo trudniące się organizacją pochówków oraz dostarczaniem wszelakich utensyliów niezbędnych do godnej oprawy ostatniej drogi.

Jako się rzekło od 1836 r. w Warszawie monopol na ostatnią posługę dzierżył Magistrat, toteż właśnie przy dzisiejszym placu Powstańców Warszawy (d. Wareckim), a potem przy Cmentarzu Powązkowskim można było nie tylko przechować zwłoki czy zamówić karawan, ale także wynająć katafalk do domu żałoby, całuny na trumny (pąsowe, niebieskie i czarne, sukienne lub aksamitne), latarnie, poduszki na ordery, baldachimy itp. "efekty pogrzebowe"1.

Jakkolwiek uprzywilejowanie władz miejskich w dziedzinie organizacji pochowków zniesiono w l. 60-70-tych XIX w., to jeszcze w 1873 r. w Warszawie nie było żadnego prywatnego przedsiębiorstwa pogrzebowego2. Zaczęły się one pojawiać dopiero pod koniec stulecia, o czym wiemy dzięki licznym i nieraz bardzo okazałym reklamom w prasie i kalendarzach.

Branża pogrzebowa dzieliła się wówczas na kilka specjalizacji. Obok typowych zakładów pogrzebowych, zajmujących się organizacją ostatniej posługi i ekshumacjami, istniało wiele firm produkujących np. tylko trumny (zob. dalej). Stosunkowo liczne były też tzw. magazyny pogrzebowe (zob. dalej) i dopiero na końcu tego "łańcucha" znajdowały się zakłady kamieniarskie, dla których produkcja nagrobków była ważnym obszarem działalności, ale nie jedynym.

Podczas lektury ogłoszeń firm pogrzebowych, uderzyła mnie ich ogromna wszechstronność. Ot, np. mieszczący się przy dzisiejszym Placu Trzech Krzyży (d. Pl. Św. Aleksandra) zakład Józefa Wodczyńskiego w 1898 r. oferował:

"(...) trumny metalowe, dębowe i zwyczajne, paki do przewożenia zwłok i do grobów, ubiory pośmiertne dla kobiet i mężczyzn, wieńce metalowe i świeże z wstęgami, kostjumy i kapelusze żałobne dla dam, krepę angielską na welony żałobne oraz wszelkie rekwizyta, wchodzące w zakres pogrzebów i przewożenia zwłok."

Ba! firma obsługiwała nawet prowincję wysyłając towar koleją:

"(...) na zażądanie telegraficzne bez zaliczenia".

Z kolei w 1903 r. inna firma reklamowała się:

"Najdawniejszy w Warszawie kaucyonowany zakład pogrzebowy Jana Pełczyńskiego (...) Załatwia najakuratniej pogrzeby, ekshumacye, przewożenie zwłok w kraju i z za granicy. Sprzedaje trumny, żałoby, kapelusze, welony, muruje groby, stawia pomniki."

Podobną ofertę (pomijając organizację pogrzebów i transport zwłok) miały tzw. magazyny pogrzebowe (np. Sabiny Fijałkowskiej), przy czym niektóre specjalizowały się tylko w produkcji określonych "rekwizytów" (tzw. "efektów pogrzebowych") np. trumien (Seweryn Staniszewski, Markiewicz i Brodecki), wieńców (Henryk Wierzbicki) czy szarf (Edward Kwapisz i Władysław Wiarkowski). Wiele z nich swoimi wyrobami zaopatrywało nie tylko Warszawę, ale również prowincję (np. Seweryn Staniszewski, Markiewicz i Brodecki).

Biznes był chyba nader dochodowy, skoro księga adresowa z 1920 r. odnotowała aż 25 zakładów pogrzebowych (w tym dwa żydowskie) i 39 produkujących trumny3. Natomiast w 1930 r. tych pierwszych było 27, a drugich - 94.

Co ciekawe większość owych przedsiębiorstw mieściła się przy głównych ulicach Warszawy np.: Foksal (Sylwestra Dawida), Nowym Świecie (Jana Pełczyńskiego), Senatorskiej (Sabiny Fijałkowskiej), Jasnej (Seweryna Staniszewskiego), Marszałkowskiej (Czesława Szejkowskiego), Pl. Trzech Krzyży (d. Św. Aleksandra; Józefa Wodczyńskiego), podczas gdy dziś większość znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie cmentarzy5.

Po II wojnie światowej na rynku usług funeralnych pozostało tylko kilka zakładów spółdzielczych oraz Miejskie Przedsiębiorstwo Pogrzebowe (od 1973 r. Miejskie Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych w m.st. Warszawie). W 1955 r. wchłonęło ono firmy spółdzielcze uzyskując pozycję monopolisty, obsługującego zarówno cmentarze miejskie, jak i wyznaniowe. Cóż, upaństwowienie dotyczyło wszytkich gałęzi gospodarki, aczkolwiek nie obyło się bez krytyki, nie tyle samej idei (co byłoby dużym ryzykiem), ale skutków. W początku l. 80-tych XX w. dziennikarz "Stolicy" otwarcie stwierdzał:

"Na pewno jedną z głównych przyczyn zwulgaryzowania form ostatniej posługi jest obowiązujący monopol miejskiego przedsiębiorstwa (MPUG), które z roku na rok obniża jakość najsmutniejszych w naszym życiu powinności, ale za to systematycznie podnosi ceny usług."6

Dopiero w l. 90-tych XX w. konkurencja mogła spokojnie - że tak powiem - "zmartwychwstać" ;)

© Sowa
20.09.2010

Do góry

Przypisy

  1. Baldachimy nad doczesnymi szczątkami zwykłych śmiertelników szczególnie gorszyły duchowieństwo, gdyż był to przywilej zarezerwowany wyłącznie dla papieża. Co prawda dopiero od 1879 r., ale jednak ;) - F. Puchalski, O cmentarzach..., "Wiadomości Archidiecezjalne Warszawskie" 1926, nr 12, s. 416.

    Ceny poszczególnych utensyliów podaje m.in. taryfa z 1882 r.

  2. Przewodnik po Warszawie i okolicach, [B.m. 1873], s. 167.
  3. Księga Adresowa "Warszawa" na 1920 rok, pod red. T. Koźmińskiego, Warszawa 1920.
  4. Książka informacyjno-adresowa "Cała Warszawa" 1930, Warszawa 1930.
  5. Wyjątkiem jest pewien zakład pogrzebowy przy Al. Solidarności na wprost Urzędu Dzielnicy Wola. Swoją drogą kiedyś zwiedzając Wrocław, zabłąkałam się na ulicę, gdzie 90% "lokali usługowych" zajętych było właśnie przez firmy pogrzebowe, a do najbliższego cmentarza było daleko. Ot, taki przypadek ;)
  6. Na cmentarzach, "Stolica" 1982, nr 32, s. 5.

Źródła


Do góry