Cmentarze


Warszawa cmentarna
Dozory kościelne i cmentarne

Dopóki cmentarze znajdowały się w bezpośrednim sąsiedztwie świątyń, władza świecka nie mogła wpływać na zarządzanie miejscem pochówku. Co prawda już od czasów średniowiecza ustawy kościelne zezwalały kolatorowi na wspomaganie duchowieństwa w administrowaniu dobrami kościelnymi, ale ostatnie słowo zawsze należało do proboszcza. Właśnie z tej "furtki" skorzystały w XIX w. władze rosyjskie, aby przejąć całkowitą kontrolę nad majątkiem Kościoła, w tym cmentarzami. Na tle innych miast Królestwa Polskiego Warszawa była jednak wyjątkiem.

Prawa i obowiązki

Już w czasach Księstwa Warszawskiego czyniono zakusy na niezależność materialną Kościoła. W 1809 r. ustalono np. taksę opłat kościelnych, w tym tzw. pokładnego, czyli maksymalnej stawki za miejsce na cmentarzu1. Dwa lata później Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Religijnych upoważniło do pobierania i administrowania pokładnym proboszcza, ale także dwóch prowizorów wybieranych spośród parafian przez patrona lub władze rządowe.

Faktycznym końcem odrębności majątkowej Kościoła był ukaz z 6/18 marca 1817 r. (Dz.Praw K.P. T. 6) ustanawiający tzw. dozory kościelne. Owszem, w ich skład wchodził proboszcz, ale z czasem miał coraz mniej "do gadania". Wreszcie, na mocy ukazu z 25 grudnia/6 stycznia 1823/1824 r. został zastąpiony przez dziekana2, który ze względu na specyfikę swego urzędu nie był w stanie ogarnąć problemów każdej podległej mu parafii. Oprócz przedstawiciela duchowieństwa resztę członków dozoru stanowili świeccy tj. kolator i kilku parafian, wybieranych początkowo przez plebana i patrona, a od 1823/1824 r. przez samych wiernych. Również i oni musieli zostać zatwierdzeni przez władze państwowe. Warto wreszcie dodać, że prezesem dozoru nie był duchowny tylko kolator, którego po zniesieniu prawa patronatu, zastąpili burmistrzowie lub wójtowie gmin, czyli przedstawiciele władzy państwowej.

Jakkolwiek dozory miały obowiązek gospodarować majątkiem kościelnym, to w praktyce ich kompetencje były bardzo małe, a działalność ograniczała się do spraw księgowo-sprawozdawczo-żebraczych. Jeśli chodzi o cmentarze dozory powinny: * pilnować, aby dochód z pokładnego przeznaczany był tylko na potrzeby cmentarne; * sprawować bezpośredni nadzór nad cmentarzem (w tym zamkniętym) oraz domem przedpogrzebowym.

Niby niewiele, ale...

Dozory nie mogły czynić wydatków większych niż 150-300 rubli, a za upoważnieniem władz gubernialnych - do 3 000 rubli. Natomiast wszytkie inne obowiązki "opiekunów" majątku kościelnego były skutecznie krępowane koniecznością uzyskiwania każdorazowych zezwoleń udzielanych przez władze państwowe.

Przysłowiową kroplą, przepełniającą karę, była właśnie owa świecka kuratela. Członkowie dozoru winni bowiem obmyślać sposoby pozyskania funduszy na remonty itp., ale ostateczne kroki podejmowały instytucje państwowe3. Powinni troszczyć się o stan zabudowań kościelno-cmentarnych, ale nie mogli samodzielnie podjąć znaczniejszych napraw czy rozbudowy kościoła. Wszystkie rozliczenia z przychodów i wydatków przyjmowała władza świecka i to instytucje państwowe zatwierdzały (lub nie) projekty różnych "inwestycji" (remont lub budowę kościoła, wystawienie muru cmentarnego itp.).

Dozór kościelny z biegiem lat stał się czysto świecką instytucją państwową reprezentującą parafię katolicką, a pozostającą praktycznie poza kontrolą duchowieństwa. O całkowitym odsunięciu kleru od spraw majątku kościelnego niech świadczy fakt, że to właśnie dozór, a nie proboszcz, podpisywał wszelkie umowy i rachunki np. podczas remontu zabudowań parafialnych. Ba! specjalna instrukcja z 5/17 marca 1863 r. nakazywała władzy kościelnej komunikowanie się z dozorem za pośrednictwem instytucji państwowych.

Dopiero odzyskanie niepodległości w 1918 r. stworzyło szansę na zmianę "układu sił" w parafiach. Oficjalnym dokumentem uwalniającym kler od "dozoru" władz państwowych był konkordat z 1925 r., a właściwie okólnik ministerialny wydany kilka miesięcy później. Uchylał on ustawy rosyjskie niezgodne z umową zawartą z Watykanem, ale nie wszystkie, stąd na oficjalne odebranie władzy świeckiej majątku kościelnego trzeba było czekać do 1931 r. (rozporządzenie z 26 maja 1931 r., Dz.U.RP 1931, nr 51, poz. 424).

Warszawska specyfika

Jako się rzekło na wstępie, sytuacja w Warszawie była wyjątkowa. W innych miastach dozory i ich zwierzchnicy wykazywali nieraz daleko posuniętą obojętność wobec spraw im podległych, lecz w stolicy było dokładnie odwrotnie. Władze miejskie, to i ówdzie naginając prawa, przejęły całkowity zarząd nad majątkiem kościelnym, a zwłaszcza nad cmentarzami.

Przez pierwsze dekady XIX w., mimo istnienia dozorów, cmentarze były pod faktyczną opieką miejscowych kapelanów, zależnych jednak bezpośrednio od władz gubernialnych. Decyzją z 2 września 1834 r. Komisja Rządowa Spraw Wewnętrznych odebrała administrację warszawskimi cmentarzami katolickimi władzom województwa i przekazała Urzędowi Municypalnemu (Magistratowi) miasta Warszawy4. Dla lewobrzeżnej Warszawy utworzono wówczas (w 1835 r.) jeden dozór, wspólny dla pięciu parafii, którego prezesem był prezydent Warszawy5. W ramach tego "ciała" wyłoniono m.in. nadzór kasy, karawanów i cmentarzy.

Od tej chwili władze miejskie poczuły się faktycznym właścicielem cmentarzy, chociaż jak podnosił ks. Feliks Puchalski, było to niezgodne z prawem, gdyż majątek kościelny pozostawał majątkiem kościelnym, a dozory miały "co najwyżej" prawo nim zarządzać6.

Tymczasem już w l. 30-tych XIX w. Magistrat przeniósł kasę pokładnego do ratusza, gdzie opłaty pobierał urzędnik miejski, a nie jak stanowiło prawo - proboszcz7. Miasto sprawowało całkowitą kontrolę nad budżetem dozoru, w tym funduszami przeznaczonymi na nabożeństwa, chociaż ustawy państwowe respektowały zasadę, że zapłata należała się temu, kto sprawował posługę, czyli duchowieństwu. Innym "symbolem" odsunięcia kleru od jego własności było oznaczenie karawanów herbem miasta (syreną), mimo że na ich utrzymanie szły fundusze z pokładnego, czyli uzyskane dzięki własności Kościoła (tj. cmentarzom). Ksiądz Puchalski protestował również - co mnie osobiście nieco razi - przeciw używaniu taboru cmentarnego do transportu zwłok biedoty. Zgodnie z obowiązującym prawem ubodzy nie płacili za miejsce na cmentarzu, ale tylko za to. Natomiast transport ich zwłok powinien odbywać się kosztem budżetu miasta (z funduszu przeznaczonego na dobroczynność), zatem Magistrat winien jakoś rekompensować Kościołowi wykorzystanie jego własności8. Istniały też inne nadużycia, które jednak trudno było skontrolować, gdyż coroczne remanenty odbywały się bez udziału duchowieństwa, a Ratusz nie przedstawiał dziekanowi sprawozdań ze swojej działalności.

Z drugiej strony należy przyznać, iż Magistrat (teoretycznie) brał na siebie odpowiedzialność za pogrzeby i ich oprawę. W 1836 r. władze miejskie namawiały wręcz obywateli, aby do Wydziału Administracji zgłaszać wszelkie uchybienia z tym związane9.

Celem większej kontroli nad sprawami pochówków w 1867 r. Magistrat utworzył dozór Cmentarza Powązkowskiego, w którego skład wchodzili delegaci dozorów wszytkich parafii warszawskich. Jednocześnie miasto przejęło całkowitą władzę nad budżetem cmentarnym. Owa reforma nie dotyczyła cmentarzy praskich, dla których osobny dozór (oczywiście też zależny od miasta) utworzono dopiero w 1889 r.10

Kolejny dokument, jeszcze silniej uzależniający dozory od Magistratu, a przy okazji naginający mocno wiele ustaw państwowych, wydał z 2/14 listopada 1888 r. prezydent Sokrates Starynkiewicz (tak, tak, ten znany i lubiany przez współczesnych oraz potomność). Instrukcja zawierała zapisy o: a) utworzeniu dla Warszawy dwóch dozorów cmentarnych (powązkowski i bródzieński), składających się z delegatów poszczególnych parafii; b) kompetencjach dozorów, do których należało m.in.:

"(...) rozważanie i zaświadczanie rachunków służby cmentarnej, wykonywanie robót i dostaw, projektowanie zmian w zakresie grzebania oraz ogólna piecza nad cmentarzem."11

Sprawy bieżące załatwiała kancelaria. Zebrania dozorów miały odbywać się raz w miesiącu i - co znamienne - protokoły z tych narad należało składać w Magistracie.

W praktyce - jak donosił ks. Puchalski - dozory cmentarne mogły tyle co i kościelne, czyli nic. Chociaż, przepraszam, mogły wnioski pisać. I tyle. Rzeczona instrukcja stanowiła nawet, że służba cmentarna zależna jest od Magistratu i to on, ewentualnie na wniosek dozoru, decyduje o zatrudnianiu lub zwalnianiu konkretnych osób. Podobnie wszelkie inwestycje czy naprawy na terenie cmentarzy zależały tylko od Ratusza, który często miał... hmmm... ważniejsze rzeczy na głowie, toteż sprawy dozoru "leżakowały" sobie w Magistracie latami12.

Lata przejęcia dozorów przez miasto (tj. okres popowstaniowy) mogą sugerować, że był to przejaw polityki rusyfikacyjnej. Niewątpliwie, "coś w tym jest", ale faktem jest również, że działalność Magistratu uczyniła z cmentarzy - jeśli można tak napisać - całkiem dobrze prosperujące przedsiębiorstwa, które przynosiły Warszawie zysk. Być może właśnie o to chodziło, skoro jeszcze w l. 30-tych XIX w. zorganizowano karawany o zróżnicowanej okazałości (zresztą w kilka lat później uchwalono dla nich monopol. - zob. Nowa kultura pogrzebowa : karawany pogrzebowe), a przede wszytkim ułożono nową taryfę opłat pogrzebowych, która:

"(...) godząc obowiązki religii z dogodnością publiczną, jaknajpomyślniejsze przyniosła skutki, przez nią bowiem jest zapewnione, iż odtąd najbiedniejszy człowiek bywa wywożony karawanem i bogaty ma wystawność, jakiej do czasu wprowadzenia w wykonanie pomienionej taryffy nie było."13

Warto podkreślić, że ów "cennik" został ułożony i zatwierdzony przez osoby świeckie, chociaż dotyczył rzeczy "duchownych". W następnych latach Magistrat bynajmniej nie ustąpił tego przywileju, co jednak zmuszało kler do stałej czujności. Na przykład przesłany w 1882 r. władzom duchownym projekt nowej taryfy przewidywał m.in., że nawet jeśli w pogrzebie nie uczestniczy ksiądz, to i tak można zamówić osobę niosącą krzyż (za darmo)14. "Dowcip" polegał na tym, że krzyż otwierający kondukt świadczy o religijnym charakterze ceremonii, a więc nie powinien być stosowany podczas pogrzebów osób wyklętych (np. samobójców, notorycznych grzeszników itp.). Dopiero na wniosek konsystorza Magistrat zgodził się wysyłać krzyż tylko po okazaniu zaświadczenia o "legalności" pogrzebu, wydanego przez lokalnego proboszcza15.

Nowy "porządek" zakładał również powołanie osobnego "oficyalisty"16, sprawującego bezpośredni zarząd nad urządzeniami cmentarnymi (m.in. karawanami) oraz opłacanie z pokładnego stałej służby cmentarnej. To ostatnie świadczyłoby o jakiejś reformie budżetu, pozwalającej na wygospodarowanie z "funduszu pogrzebowego" sum na zatrudnienie "etatowego" personelu.

W praktyce warszawskie dozory kościelne i cmentarne stały się jednostkami organizacyjnymi Magistratu, lecz tak naprawdę nie posiadały żadnej władzy. Nadal wszytkie "strategiczne" decyzje podejmował kto inny (tj. władze wojewódzkie lub ministerialne), a bezpośredni zarząd nad budynkami kościelnymi, cmentarzem czy karawanami sprawował wspomniany "oficjalista", zależny tylko od władz miejskich.

Nie byłoby w tej "warszawskiej specyfice" nic aż tak dziwnego, gdyby nie to, że Magistrat przejął zarząd tylko nad cmentarzami katolickimi. Owszem istniały dozory żydowskie (tzw. dozory bóźnicze) czy ewangelickie, lecz rządziły się same, a sprawy finansowe nadzorowały władze gminy religijnej, a nie Ratusz.

Dopiero w 1919 r. zarząd cmentarzami odebrano Magistratowi i przekazano dozorom cmentarnym, składającym się z delegatów dozorów kościelnych. Nie były one całkowicie niezależne od władzy państwowej (w końcu ich członków wybierano na mocy nadal obowiązujących ustaw rosyjskich), ale jednocześnie przywrócono im charakter parafialnej instytucji pomocniczej, która musiała liczyć się z wolą właściciela dóbr, czyli kleru. Ich działalność została szybko unormowana regulaminem wydanym zgodnie z prawem kościelnym przez arcybiskupa warszawskiego.

Sprawę ostatecznie rozwiązało podpisanie konkordatu w 1925 r. oraz wydanie w tym samym roku przez władze świeckie okólnika, anulującego część praw rosyjskich ustanawiających dozory. W związku z tym w 1926 r. członkowie dozoru cmentarzy warszawskich złożyli dymisję. Jednocześnie biskup warszawski powołał "swój" dozór (zresztą w niezmienionym składzie osobowym) i powierzył mu zarząd nekropoliami Warszawy. Co najmniej do 1934 r.17 status dozoru nie był jednak do końca uregulowany: pełnił on funkcję instytucji kościelnej, zależnej tylko od władz duchownych, ale nie posiadał osobowości prawnej. Tym niemniej kompetencje "nowych" dozorów były znacznie większe niż za czasów carskich.

Epilog

Powrót cmentarzy "na łono Kościoła" okazał się korzystny chyba tylko dla duchowieństwa. Jeszcze w 1919 r. podniosły się pierwsze głosy oburzenia na politykę starych-nowych właścicieli, a w następnych latach było już tylko gorzej.

Dozory uzyskały niezależność od Magistratu 1 kwietnia 1919 r. i pierwszym ich posunięciem (uzgodnionym zresztą z przedstawicielami miasta) była korekta taryfy pogrzebowej18. Korekta - co tu dużo pisać - bardzo... drastyczna. Opłaty podwyższono bowiem o 100%, a w kilka miesięcy później o kolejne 20-40%. Teoretycznie równocześnie miało wzrosnąć uposażenia służby cmentarnej, ale... Już wówczas odezwały się głosy przypominające, że dozory dziedziczyły nie tylko długi, ale też pokaźny kapitał w sumie 808 tys. mk (marek polskich)19. Narzekano również na brak jakiejkolwiek kontroli tych instytucji, tym bardziej, że nowe dozory nie ogłaszały sprawozdań finansowych20.

Kolejne doniesienia prasowe z tamtych lat, doprawdy jeżą włos na głowie. W 1921 r. najskromniejszy pogrzeb kosztował 5-6 tysięcy mk21. Ponadto np. na Cmentarzu Powązkowskim zakup miejsca w najstarszej części cmentarza wymagał specjalnego zezwolenia, a dla tamtejszych grobów nie obowiązywała żadna taryfa22.

Afera rozpętała się na dobre właśnie w 1921 r., a oliwy do ognia dodała wiadomość o katoliczce, której rodziny nie było stać na chrześcijański pochówek. Ostatecznie w ostatnią drogę odprowadziło ją... żydowskie przedsiębiorstwo pogrzebowe "Ostatnia Posługa", podobno nie pierwszy raz świadczące "gojom" tego rodzaju usługi23. Przy tej okazji podnoszono, że zarządy cmentarzy warszawskich uchylają się od bezpłatnych pochówków biedaków, w co - wobec cytowanej wyżej opinii ks. Puchalskiego - jestem skłonna uwierzyć (zob. Nowa kultura pogrzebow : żywi a zmarli).

Nowe władze, wykorzystując "odwieczne" precedensy, wprowadzały kolejne ograniczenia w użytkowaniu grobów. Już w czasach zaborów obowiązywały opłaty za wystawienie pomnika lub ogrodzenie miejsca pochówku, ale takie czynności jak wykopanie grobu i pochowanie zwłok były włączone do ceny karawanu (zob. taryfa z 1882 r.). Tymczasem nowa władza kazała sobie za to płacić osobno (naturalnie odpowiednio więcej), a była to tylko jedna z 21 kategorii czynności, na które należało uzyskać zgodę dozoru cmentarnego24.

Ponadto w nabytym grobie można było chować tylko krewnych w linii prostej (a więc np. nie współmałżonków), a spadkobiercy musieli wykazać swoje prawa za pomocą dokumentów poświadczonych u rejenta sądowego (co może nie było takie głupie, ale na pewno kosztowało trochę pieniędzy i wiele zachodu)25.

Z biegiem lat sposoby wyciągania pieniędzy od warszawiaków stały się - nie zawaham się użyć tego słowa - coraz bardziej bezczelne. Na przykład taryfa z 1926 r. uzależniała cenę pokładnego od... godziny wykonania usługi: po 16:00 wynosiła ona 60 zł, czyli 10% więcej niż przed 16:0026.

Biznes się zatem "kręcił" jak na karuzeli w wesołym miasteczku. Na co szły te olbrzymie sumy? Po pierwsze na pensje dla członków dozoru, mimo że teoretycznie sprawowali oni swą funkcje honorowo27. A po drugie? Nie wiadomo. Kiedy bowiem w 1927 r. pracownicy cmentarza wystąpili o podwyżki pensji, nie zgodziła się na nie władza duchowna28.

Zasadność działań dozorów stała się jeszcze bardziej dyskusyjna w 1923 r., kiedy opiekę nad grobami powierzono wyłącznie firmie niejakiego Szymborskiego29. Jej właściciel nie omieszkał skorzystać z okazji, żądając za swe usługi 10-30 tys. mk za miesiąc, podczas gdy dotychczas służba cmentarna pobierała 500, 1500, 3000 mk/m-c. Ponadto zmniejszeniu uległ zakres obowiązków nowych dozorców. Niestety sprawa była praktycznie beznadziejna, gdyż jeszcze przepisy carskie z 1895 r. zezwalały dozorom na powierzanie opieki nad grobami wybranym osobom lub firmom30.

Pan Szymborski nie był to zresztą jedynym monopolistą, utrzymującym się z Cmentarza Powązkowskiego31. W 1935 r. gazety donosiły, że na murowanie grobów na rzeczonej nekropolii wyłączność miało dwóch majstrów murarskich. I tym razem okazja czyniła... może nie złodziejem, ale co najmniej naciągaczem. Właściciele uprzywilejowanych zakładów doradzali bowiem rodzinom kopanie bardzo głębokich grobów (żeby zmieścić więcej nieboszczyków), przemilczając fakt, że Stare Powązki nie były drenowane i podczas wiosennych roztopów trumny w głębszych kryptach po prostu pływały w wodzie (fuj!)32.

Wobec tylu zarzutów "oskarżeni" nie pozostali jednak bierni. Jeszcze w 1921 r. kuria powołała specjalną komisję kontrolną, która uznała działalność dozorów za... "dobrą i celową"33 oraz zgodną z obowiązującymi przepisami prawa34. W podobnym tonie, tj. podkreślając legalność dozorów i ich działań, wypowiadał się kilka lat później ich prezes T. Talikowski35. Warto zacytować jego słowa:

"Obecny dozór zupełnie legalnie ukonstytuowany, posiada w swym składzie i prawników, i finansistów, i handlowców, i przemysłowców, techników budowlanych, ogrodników i gospodarzy, zupełnie jest kompetentny dla spraw, związanych z zarządem cmentarzy."36

Strona duchowna całkowicie zignorowała fakt, że dziennikarze i warszawiacy nie protestowali przeciwko dozorom jako takim, tylko przeciwko traktowaniu cmentarzy jako przedsiębiorstw dochodowych i bezwzględnemu korzystaniu z posiadanego przez dozory monopolu na usługi pogrzebowe.

Ktoś mógłby zauważyć, że w czasach zaborów trudniej było krytykować - jak by nie było - państwową instytucję. A jednak sytuacja w l. 20-tych XX w. była chyba naprawdę tragiczna, skoro w 1921 r. magistrat otrzymał petycję, podpisaną przez 2 tys. obywateli, z prośbą o... ponowne przejęcie opieki na warszawskimi cmentarzami37. Mało tego, od czasu do czasu dziennikarze i czytelnicy gazet otwarcie przyznawali, że ówczesna biurokracja i wyzysk były gorsze niż za caratu, a dawna gospodarka dozorów była bardziej przemyślana, gdyż pieniędzy starczało i na pochówki biedaków, i na wspomaganie kościołów38.

W sprawie zabrało głos nawet ministerstwo zdrowia, zwracając słuszną uwagę, że zbyt wysokie opłaty cmentarne, powodowały odkładanie pogrzebów, przez co gnijące zwłoki stawały się zagrożeniem dla zdrowia39. Jednocześnie władze państwowe uznały, że dozory nie miały istotnych podstaw do ciągłych podwyżek40, a traktowanie cmentarzy jako przedsiębiorstw handlowych było niedopuszczalne ze względu na ich publiczny charakter (co też podkreślano wielokrotnie na łamach prasy). Ostateczne decyzje pozostawiono jednak właściwemu resortowi tj. ministerstwu wyznań religijnych.

Przez cały okres międzywojenny dozory cmentarne pozostały głuche na wszelkie prośby i groźby. Warto przy tym podsumować, że w l. 1919-1939 cenniki opłat pogrzebowych były modyfikowane co najmniej pięć razy, podczas gdy w l. 1834-1815 (dla Cmentarza Powązkowskiego) - trzy, z czego poprawki z 1894 r. dotyczyły tylko części opłat. Konflikt społeczeństwo - dozory miał zresztą chyba nieco głębsze podłoże. Komunalizacja ostatniej posługi przyzwyczaiła warszawiaków, że grzebalnictwo należy do sfery publicznej i powinno być kontrolowane przez obywateli (świadczą o tym głosy żądające publikowania sprawozdań finansowych). Tymczasem dozory wychodziły z założenia, iż są instytucjami prywatnymi i nikt nie może narzucać im reguł działania. A że miały faktyczny monopol na pochówki, to tym lepiej. Dla nich.

I co w tym ciekawego?

W XIX w. dozory kościelne lub cmentarne nie miały szerokiego pola do działania, aczkolwiek wydaje mi się, że fakt ich powstania i okoliczności funkcjonowania świadczą nie tylko o antykatolickiej polityce caratu.

Jeśli spojrzymy na sprawę właśnie pod kątem cmentarzy, uświadomimy sobie, że powstanie dozorów było wyrazem pewnej troski władz o uporządkowanie spraw grzebalnictwa. Bez względu na to, kto z całego przedsięwzięcia czerpał największe zyski, nie można przemilczeć faktu, że epoka dozorów przyniosła znaczne "zbiurokratyzowanie", ale też uporządkowanie kwestii pochówków m.in. wyznaczono osoby odpowiedzialne bezpośrednio za stan cmentarza (dozorca oraz właśnie dozór), wprowadzono politykę finansową (ustalenie cenników, budżetu)41 i racjonalną gospodarkę miejscem na cmentarzu. Mimo ogromnej centralizacji (większość decyzji podejmowały władze wojewódzkie lub wyższe), mechanizm ten jakoś działał.

Współczesna ocena dozorów w istocie zależy od tego..., kto o nich pisał;). Źródła kościelne (ks. Niemyski, ks. Puchalski) z oczywistych względów podkreślają bezprawne przejęcie władzy nad majątkiem duchowieństwa. Natomiast z tekstów świeckich (prasa, Henryk Radziszewski) wyłania się obraz instytucji racjonalnie oddzielających zadania "ustawodawcze" (dozór) od wykonawczych (nadzorca cmentarza) i - co ważne - często chwalonych za dbałość o stan nekropolii. Owszem, "specjalną troską" objęto tylko cmentarze katolickie w stolicy "buntowniczego" narodu, ale... nie pozwólmy, aby minusy przesłoniły nam plusy całej sytuacji ;)

© Sowa
15.09.2010

Do góry

Przypisy

  1. Chodzi o grób czasowy. Stawkę za groby stałe każdy dozór cmentarny mógł ustalać wg własnego uznania.

    Ustalone wówczas kwoty zostały potwierdzone także przez carat (postanowienie Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego z 30 grudnia 1818 r.) i obowiązywały ponoć do początku XX w. - Dozory kościelne rzymsko-katolickie w Królestwie Polskiem, zebrał i uporządkował K. Dębiński, Wyd. 2, popr. i uzup., (Biblioteka Dzieł Chrześcijańskich), Warszawa 1913, s. 84.

    W następnych latach pojęcie pokładnego było używane również w znaczeniu w ogóle jakichkolwiek opłat związanych z miejscem pochówku (np. dekoracją grobu) lub (częściej) jako opłata za samo pochowanie (ale nie wykopanie grobu i jego zasypanie).

  2. Dziekan - zwierzchnik duchowny dziesięciu parafii (dekanatu).
  3. Zresztą wiele myśleć w tych kwestiach nie było trzeba, gdyż wspomniany ukaz z 1817 r. oraz zarządzenie namiestnika z 1818 r. stanowiły, że jeśli fundusz pokładnego nie starczał na utrzymanie miejsc pochówków lub świątynii, można było ogłosić składkę wśród parafian, co jednak wymagało zgody władzy państwowej. W ten sposób pozyskano fundusze m.in. na powiększenie Cmentarza Powązkowskiego i remont kościoła w l. 1820-1822 oraz kontynuowanie rozbudowy kościoła św. Karola Boromeusza w 1894 r.
  4. Franciszek M. Sobieszczański podał datę dzienną stosownego dokumentu, ale faktyczne "przejęcie władzy" odbyło się w 1835 r. (H. Radziszewski, s. 322, W. Niemyski, s. 33) lub w 1836 r. (F. Puchalski, O cmentarzach..., s. 416).
  5. Według odręcznej notatki ze zbiorów Korotyńskich stosowną uchwałę wydano 19 listopada / 1 grudnia 1835 r. Niestety nie podano, jaka instytucja tego dokonała. - Zbiór Korotyńskich sygn 17949. Archiwum m.st. Warszawy.
  6. Prawo Kościoła do posiadanie dóbr, którymi mogą bezpośrednio gospodarować tylko dozory, potwierdzał nawet ukaz z 26 grudnia 1865 r. czy ustawa z 1896 r.
  7. Od 1888 r. za wystawienie nagrobka na grobie czasowym można było płacić również w kancelarii Cmentarza Powązkowskiego. - "Varšavskaja Policejskaja Gazeta" 1888, nr 231, s. 1.
  8. Za to zgodnie z prawem transport zwłok biedaków i zmarłych w szpitalach odbywał się na prowincji - F. Puchalski, W sprawie cmentarzy katolickich st.m. Warszawy, [B.m.] 1916, s. [5].

    Zob. tez Nowa kultura pogrzebowa : żywi a zmarli.

  9. "Kurier Warszawski" 1836, nr 126, s. 610.
  10. Na Pradze struktura parafialna była o wiele mniej skomplikowana. W okresie zaborów istniała tylko parafia Matki Boskiej Loretańskiej z cmentarzem na Kamionku (oficjalnie czynny do 1887 r.) oraz od 1884 r. z olbrzymim Cmentarzem Bródnowskim. Właśnie powstanie tego ostatniego stało się bodźcem do utworzenia osobnego dozoru cmentarnego.
  11. H. Radziszewski, Gospodarstwo miejskie [w:] S. Dziewulski, H. Radziszewski, Warszawa. T.2, Warszawa 1915, s. 323.
  12. W 1908 r. dozór Cmentarza Powązkowskiego wystąpił do magistratu o zgodę na wymianę taboru, "nieestetycznej odzieży obsługi karawanowej" i zatwierdzenie zmian w przepisach grzebalnych. Do 1912 r. nie otrzymał odpowiedzi. - "Kurier Warszawski" 1912, nr 134, s. 14.
  13. F.M. Sobieszczański, Rys historyczno-statystyczny wzrostu i stanu Warszawy od najdawniejszych czasów aż do 1847 roku, Warszawa 1848, s. 343.

    Nowa taryfa zastąpiła obowiązującą dotychczas, a wprowadzoną w 1822 r. W XIX w. następne "cenniki" (dla Warszawy) ukazały się m.in. w 1841 r., 1882 r. i 1884 r. - F. Puchalski, O cmentarzach..., "Wiadomości Archidiecezjalne Warszawskie" 1926, nr 12, s. 417. Niewykluczone, że było ich więcej, bo różne źródła różne daty podają :/

    Taryfy uwzględniały m.in. opłaty za ogrodzenie grobu, położenie kamienia lub wmurowanie go w mur, wystawienie krzyża drewnianego lub wmurowanie tablicy w kościół (taryfa z 1822 r.), a z czasem wprowadzono opłaty za przechowywanie zwłok w katakumbach powązkowskich (1882 r.). Jak widać dozór zarabiał na czym mógł ;)

    Nie należy mylić taryf cmentarnych z opłatami iura stolae. Te ostatnie przysługiwały duchowieństwu za odprawienie sakramentów, chociaż dawniej niektóre zawierały również cenę miejsca na cmentarzu (np. taksa z 1781 r.). Po upadku Rzeczpospolitej taksy ustalały władze państwowe: pruskie (1801 r.), Księstwa Warszawskiego (1809 r.) i Królestwa Polskiego (1818 r., 1865 r.).

  14. 14 Oprac. na podst.: "Przegląd Katolicki" 1882, nr 43, s. i nr 51, s. 816.
  15. Zastrzeżenie to nie znalazło się jednak w tekście taryfy zob. Taryfa wszelkich opłat przy obrzędach pogrzebowych dla parafij warszawskich rzymsko-katolickich zatwierdzona reskryptem JW. Jenerał-Gubernatora z d. 29 sierpnia 1882 r. : przepisy ogólne § 11.
  16. F.M. Sobieszczański, Rys historyczno-statystyczny wzrostu i stanu Warszawy od najdawniejszych czasów aż do 1847 roku, Warszawa 1848, s. 343.
  17. Data wydania pracy ks. Niemyskiego.
  18. Oprac. na podst.: "Gazeta Warszawska" 1919, nr 20, s. 4 ; "Kurier Warszawski" 1919, nr 295, s. 6.
  19. "Kurier Warszawski" 1919, nr 295, s. 6. marka polska - wprowadzona przez okupanta pruskiego podczas I wojny światowej. Jako środek płatniczy na terenie niepodległej Rzeczpospolitej obowiązywała od 1920 r. do 1924 r., kiedy to zastąpiono ją polskim złotym.

    Podane dalej kwoty robią tym większe wrażenie, iż były to czasy galopującej inflacji. W ciągu kilku lat ceny nie tylko grobów, ale i produktów żywnościowych zyskiwały kolejne zera, przy których bilans finansowy PRL przed ostatnią denominacją to pikuś ;)

  20. "Rzeczpospolita" 1920, nr 115 (wyd. por.), s. 7.
  21. "Gazeta Poranna 2 Grosze" 1921, nr 90, s. 4.
  22. Rok wcześniej koszt dzienny żywności, opału i światła czteroosobowej rodziny pracowniczej wynosił 50,82 - 100,12 mk. - "Miesięcznik Statystyczny" 1920, T. 1, z. 1-3.

  23. "Gazeta Poranna 2 Grosze" 1921: nr 90, s. 4, nr 304, s. 5.

    Podobno za 2 łok.2 ziemi między grobami w najstarszej części cmentarza, gdzie ktoś chciał założyć kwietnik, zażądano... 220 tys. mk! - "Gazeta Poranna 2 Grosze" 1921, nr 304, s. 5.

  24. "Gazeta Poranna 2 Grosze" 1921, nr 90, s. 4.
  25. "Kurier Warszawski" 1919, nr 295, s. 6.
  26. "Rzeczpospolita" 1921, nr 141, s. 7.
  27. "Robotnik" 1927, nr 58, s. 2.
  28. "Gazeta Warszawska" 1921, nr 305, s. 4.

    Co ciekawe w 1923 r. dozór liczył 13 członków, mimo, że powinno ich być 24. - "Kurier Warszawski" 1923, nr 70, s. 11.

  29. "Robotnik" 1927, nr 58, s. 2.
  30. Oprac. na podst.: "Kurier Warszawski" 1923, nr 70, s. 11-12.
  31. Nie omieszkał o tym wspomnieć prezes dozorów T. Talikowski w "Przeglądzie Katolickim". - "Przegląd Katolicki" 1923, nr 12, s. 181-182.
  32. Oprac. na podst.: Z tematów cmentarnych, "Robotnik" 1935, nr 180, s. 5.
  33. Należy jednak oddać sprawiedliwość zarządowi Cmentarza Powązkowskiego, że na przełomie 1935/1936 r. podjęto kroki w celu zaprojektowania sieci kanałów odwadniających nekropolię. Niestety nie wiem, czy skończyło się tylko na planach. - Akta dozoru Cmentarza Powązkowskiego z 1936 r., nr zespołu 101. Archiwum m.st. Warszawy.
  34. "Gazeta Poranna 2 Grosze" 1921, nr 334, s. 5.
  35. "Gazeta Poranna 2 Grosze" 1921, nr 334, s. 5.
  36. "Przegląd Katolicki" 1923, nr 23, s. 181-182.
  37. "Przegląd Katolicki" 1923, nr 23, s. 182.
  38. "Gazeta Poranna 2 Grosze" 1921, nr 119, s. 4.

    Już w 1919 r. "Kurier Warszawski" "mimochodem" zauważał, iż na Zachodzie wszystkie instytucje zarządzające cmentarzami pozostawały pod zarządem władzy państwowej. Trudno mi na razie orzec, ile w tym prawdy. - "Kurier Warszawski" 1919, nr 295, s. 6.

  39. "Gazeta Warszawska" 1921, nr 305, s. 4 ; "Gazeta Poranna 2 Grosze" 1921, nr 119, s. 4 ; ; Z. Zaleska, Wycinanie Powązek, "Kurier Warszawski" 1931, nr 286, s. 6-7.
  40. Oprac. na podst.: "Gazeta Poranna 2 Grosze" 1921, nr 340, s. 2.
  41. Jako ich uzasadnienie podawano ponoć 20-krotną podwyżkę pensji robotniczych i wprowadzenie 8-godzinego dnia pracy. - "Gazeta Poranna 2 Grosze" 1921, nr 340, s. 2.
  42. Ofiary iura stolae (w tym pogrzebowe) w strukturze finansów kościelnych są określane jako tzw. akcydensy, gdyż nie mają charakteru stałego, a tylko "okazyjny".

Źródła

  • Z. Chodyński, hasło Dozór kościelny [w:] Encyklopedja kościelna podług teologicznej encyklopedji Wetzera i Weltego, z licznemi jej dopełnieniami. T. 4 D. - Elżbieta z Schönau, przy współprac. kilkunastu duchownych i świeckich osób wydana przez M. Nowodworskiego, Warszawa 1874, s. 334-335.
  • Dozory kościelne rzymsko-katolickie w Królestwie Polskiem, zebrał i uporządkował K. Dębiński, Wyd. 2, popr. I uzup., (Biblioteka Dzieł Chrześcijańskich), Warszawa 1913.
  • W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki Cmentarz Św. Wincentego na Bródnie : 1884-1934, Warszawa 1934.
  • F. Puchalski, O cmentarzach, "Wiadomości Archidiecezjalne Warszawskie" 1926, nr 5-12.
  • F. Puchalski, W sprawie cmentarzy katolickich st. m. Warszawy, [B.m.] 1916.
  • H. Radziszewski, Gospodarstwo miejskie [w:] S. Dziewulski, H. Radziszewski, Warszawa. T. 2, Warszawa 1915.
  • F.M. Sobieszczański, Rys historyczno-statystyczny wzrostu i stanu Warszawy od najdawniejszych czasów aż do 1847 roku, Warszawa 1848.
  • oraz prasa z XIX-XX w.


Do góry