Cmentarze


Warszawa cmentarna
Cmentarze niekatolickie

W polskiej historiografii "pokutuje" obraz Rzplitej jako kraju tolerancji i pewnej "wyrozumiałości" religijnej. Niestety nie było z tym aż tak "różowo" i pod pewnymi względami nie odbiegaliśmy od europejskich "standardów". Sprowadzały się one do maksymalnego utrudniania życia innowiercom, czy to poprzez zakazywanie kultu (np. budowy kościołów) czy nawet organizację własnych cmentarzy. Warszawa nie była wyjątkiem.

Cmentarze żydowskie

W pierwszej (chronologicznie) kolejności odczuli to Żydzi. Co prawda w naszym pięknym mieście jeszcze w czasach średniowiecza miał istnieć kirkut w okolicach dzisiejszej ul. Karowej, ale w 1525 r. na mocy królewskiego przywileju De non tolerandis Judeis w ogóle zakazano osadnictwa starozakonnych na Mazowszu. Właściwie prawo to funkcjonowało tylko na papierze, aczkolwiek Warszawa dzielnie "broniła" się - nawet jeśli nie przed żywymi wyznawcami judaizmu - to przynajmniej przed martwymi. Tak więc praktycznie aż do połowy XVIII w. warszawscy Żydzi grzebali zmarłych w Grodzisku, Sochaczewie, Nowym Dworze1.

Dopiero za tolerancyjnych rządów Stanisława Augusta Poniatowskiego stało się możliwe nie tylko utworzenie gminy żydowskiej (na Pradze, a nie w Warszawie!), ale również założenie cmentarza (1780 r.) - zresztą na gruntach królewskich. Kolejna nekropolia żydowska powstała już za czasów pruskich (1806 r.) i wraz z kirkutem praskim "obsługiwała" liczną w XIX w. społeczność warszawskich Żydów.

Warto przy okazji odnotować, iż oba cmentarze znajdowały się poza miastem. Z jednej strony było to kontynuacją odwiecznej praktyki "wyrzucania" innowierców poza granice osad, a z drugiej strony wynikało z prawa religijnego samych Żydów, nakazującego zachowanie sporej odległości między "trefnymi" cmentarzem a domami czy synagogą. Trzeba jednak przyznać, iż chyba żaden uczony w Piśmie nie wymagał aż takich przestrzeni, jakie w Warszawie początkowo dzieliły kirkuty i dzielnice żydowskie ;)

Cmentarze ewangelickie

W XVI w. nastąpił rozłam w łonie samych chrześcijan, co nieźle skomplikowało "życie" również nieboszczykom. W przeciwieństwie np. do Wrocławia, czy o wiele mniejszej Wschowy, Warszawa nie była sceną gorszących i brutalnych walk o kościoły oraz otaczające je cmentarze. Nieliczni ewangelicy, chociaż obecni co najmniej od XVII w., nie mogli zakładać domów modlitwy, a już tym bardziej nekropolii na terenie miasta. Pierwszy cmentarz (wspólny dla kalwinów i luteran) powstał co prawda jeszcze w owym XVII w., ale z dala od właściwej Warszawy, na terenie podarowanym przez króla i sąsiadującym z jurydyką Leszno. Inne miejsce pochówków funkcjonowało w dość nieciekawej okolicy zwanej Górą Szubieniczną, gdzie po sąsiedzku grzebano zbrodniarzy i zapowietrzonych.

Piękne słowo "ekumenizm"

Dopóki obowiązywał model pochówków w obrębie zabudowy, dopóty poza jej granicami lokowano nekropolie tych "gorszych". Należeli do nich skazańcy, biedacy, ofiary epidemii oraz właśnie innowiercy. Dopiero reformy końca XVIII w., likwidujące groby w mieście, przyniosły większą "demokrację" na cmentarzach. Demokrację i pewien niezamierzony "ekumenizm".

W wielu państwach ustawy cmentarne nakazywały bowiem wydzielanie na cmentarzach wyznaniowych osobnych kwater dla innych konfesji, o ile nie posiadały one własnej nekropolii. Stosowne paragrafy zawierało m.in. pruskie Prawo krajowe i ponoć już w 1800 r. władze zaborcze nakazały wyznaczenie osobnych miejsc dla innowierców na cmentarzach katolickich2. Odpowiednie zapisy, dotyczące cmentarzy wyznaniowych, zawierało również postanowienie Rady Administracyjnej Królestwa Polskiego z 1846 r.

W Warszawie te światłe prawa dotyczyły głównie... ewangelików. Właśnie na cmentarzu luterańskim przy ul. Młynarskiej już w 1798 r., a potem 1823 r. powstały kwatery dla prawosławnych, podczas gdy zarząd Starych Powązek dzielnie i uparcie bronił się przed grzebaniem Rosjan (co nie zawsze się udawało, o czym świadczy kilka zachowanych nagrobków w kw. 23 wpr.). To również ewangelicy-augsburscy odstąpili fragment swojego terenu (płatnie czy bezpłatnie, ale jednak) pod osobny cmentarz muzułmański.

Generalnie nawet niewielkie społeczności innowierców starały się o utworzenie własnych nekropolii. Jeszcze w l. 30-tych XIX w. powstały zatem cmentarze staroobrzędowców, muzułmanów, a na przełomie XIX i XX w. karaimów i początku XX w. mariawitów.

Nowa era

W XX w. sprawa skomplikowała się jeszcze bardziej, gdyż pojawiły się głosy o konieczności utworzenia cmentarzy (lub przynajmniej kilku kwater) dla ateistów. Oficjalnie w 1929 r. wydzielono w tym celu niewielki obszar na Cmentarzu Bródnowskim, gdzie zresztą tego samego dnia pochowano radzieckiego ambasadora3.

Dziś Warszawiacy wszelkich konfesji są zrównani w prawach. Pochówek na cmentarzu wyznaniowym lub komunalnym nie jest żadną ujmą na honorze nawet, jeśli znajduje się daleko od miasta.

© Sowa
13.09.2010

Przypisy

  1. Zakaz osadnictwa żydowskiego nie obowiązywał na gruntach prywatnych, stąd wielu starozakonnych mieszkało w jurydykach, otaczających Starą Warszawę. Zresztą powstanie gminy stołecznej było nie na rękę także sąsiednim kahałom, które straciły wówczas zyski m.in. właśnie z pogrzebów.
  2. A. Bojanek, Materyały i przyczynki do dziejów Archidiecezji Warszawskiej : "Conscriptio Mortuorum Anno Dni 1708" w parafii Grodziskiej (dok.), "Wiadomości Archidiecezjalne Warszawskie" 1915, nr 8, s. 240.
  3. Inny spoczął w 1926 r. na cmentarzu ewangelickim (zob. nagrobek Iwana Iwanowicza Petrowa (zm. 1926 r.).

Źródła


Do góry