Cmentarze


Warszawa cmentarna
Garść uwag historycznych

Kto dzielnie przebrnął przez krótkie i zwięzłe" dzieje cmentarzy ma już niejakie pojęcie o cmentarnictwie dawnych wieków. Warszawa nie odbiegała zbytnio od ogólnoeuropejskich tendencji, aczkolwiek kilka kwestii wymaga uściślenia lub przypomnienia.

Bardzo, bardzo dawne czasy

Od średniowiecza powszechnym obyczajem było zakładanie cmentarzy w bezpośrednim sąsiedztwie sacrum, czyli przy kościele. Bez własnej nekropolii nie mogła się obejść przede wszytkim świątynia parafialna, ale niewielkie miejsca pochówków powstawały również przy klasztorach i szpitalach. Zmarłych grzebano zresztą nie tylko wokół Domów Bożych, ale również w ich podziemiach.

Największe (ponoć) warszawskie nekropolie znajdowały się przy kościołach Św. Jana (parafialny), Św. Marcina (augustianów), Św. Anny (bernardynów), Św. Antoniego Padewskiego (reformatów, przy ul. Senatorskiej)1, ale w ciągu wieków praktycznie każda świątynia warszawska w mniejszym lub większym stopniu służyła za miejsce pochówków.

Wszytkie te miejsca "wiecznego odpoczynku" miały charakter względnie trwały, w przeciwieństwie do tworzonych "z potrzeby chwili" cmentarzy epidemicznych, zakładanych zazwyczaj poza murami miasta lub w ogóle z dala od zwartej zabudowy.

Miała też Warszawa specjalne nekropolie dla umarłych "złą" śmiercią (samobójców i skazańców, np. przy kościele św. Jerzego, Zdjęcia z Krzyża) czy w ogóle dla obywateli gorszej kategorii, za których uważano m.in. innowierców (np. Żydów - cmentarz na Bródnie lub ewangelików - cmentarz na Lesznie). Również i one były lokowane w znacznej odległości od siedzib ludzkich, aby nie "gorszyć" pobożnych obywateli.

Należy przy tym dobitnie podkreślić, że wbrew opinii późniejszych dziejopisów (m.in. Kazimierza W. Wójcickiego), w nadwiślańskim grodzie od dawien dawna istniały nekropolie "w polu", aczkolwiek przeznaczone były dla osób gorszej kategorii.

Przeprowadzka za miasto, czyli czasy nieco bliższe

W 2. połowie XVIII w., na fali ogólnoeuropejskiej dyskusji nad sanitarno-humanitarnym aspektem cmentarzy w mieście, zaczęto w Warszawie przebąkiwać o przeniesieniu wszytkich cmentarzy za miasto2.

Za inicjatorów całej afery uważa się księży Misjonarzy, zgromadzonych przy kościele Św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu, którzy podobno już w 1745 r. rozpoczęli starania koło założenia nowej nekropolii dla swoich parafian. Ostatecznie teren przysposobiono do pochówków dopiero w 1781 r., a poświęcenia dokonano w dwa lata później.

Otwarcie cmentarza nic by zapewne nie zmieniło, gdyby nie zgodna współpraca władz świeckich (Marszałka Wielkiego Koronnego Stanisława Herakliusza Lubomirskiego) i duchownych, a zwłaszcza energiczne działania biskupa Antoniego Onufrego Okęckiego. Ten ostatni, nie dość, że osobiście i z wielką pompą poświęcił Cmentarz Świętokrzyski, to jako zwierzchnik duchowieństwa parafialnego, wydał w początku l. 80-tych XVIII w. oficjalny zakaz pochówków w kościołach, który... był notorycznie łamany.

Mieszkańcy Warszawy, zwłaszcza ci zamożniejsi, nie mogli się pogodzić z pochówkiem "w polu", na podobieństwo samobójców czy heretyków. Z kolei biedaków zazwyczaj nie było stać na transport zwłok - jak by nie było - na dość spore odległości i po kiepskich drogach. Zalecenie biskupa często więc ignorowano i jeszcze w 1793 r. władze musiały zakazywać podrzucania zwłok pod kościoły lub zostawiania ich na ulicy3.

W między czasie na nowym Cmentarzu Świętokrzyskim kazał się pochować biskup smoleński, Gabriel Wodzyński (1788 r.), aby zademonstrować swoje poparcie dla idei pochówków "w polu". Nowej "modzie" przyklasnął sam król Stanisław August Poniatowski dokładając się do innego cmentarza podmiejskiego, czyli znanych i kochanych ;) Starych Powązek. Oficjalnie założone w 1790 r. miały obsługiwać pozostałe parafie warszawskie4. Ich otwarcie dla "publiczności" zbiegło się z wydaniem w 1792 r. Uniwersału względem Cmentarzów y Szlachtuzów, który był oficjalnym, świeckim, ogólnopolskim aktem likwidującym pochówki w obrębie zabudowy mieszkalnej.

Z moich "badań" wynika jednak, iż nie sposób ustalić dokładnej daty zamknięcia warszawskich cmentarzy miejskich i kościelnych katakumb. Ba! nawet określenie aktu prawnego, sankcjonującego "nowy porządek" jest trudne, gdyż koniec XVIII w. i początek XIX w. to dla państwa polskiego czasy burzliwe, kiedy stolica przechodziła z rąk do rąk.

Ot, np. Zakaz grzebania zmarłych po kościołach, który Marian Gajewski uznał za koniec cmentarzy miejskich, został wydany przez carskiego generała, Fiodora Büxhovdena w 1795 r. i miał charakter raczej doraźny. Tymczasem w kilka miesięcy później Warszawa (na mocy umów między zaborcami) została przyłączona do Prus, gdzie od 1794 r. obowiązywał kategoryczny zakaz pochówków w kościołach i wszędzie tam, gdzie gromadzą się ludzie. Jednak tzw. Prawo krajowe (bo o nim mowa) na terenie zaboru pruskiego zostało oficjalnie wprowadzone dopiero w 1797 r. i prawdę napisawszy w Warszawie niezbyt widać, żeby akurat w kwestii grzebalnictwa ktoś się do niego stosował5.

Za Księstwa Warszawskiego było właściwie tyle spraw do uregulowania, że cmentarze zeszły chyba na dalszy plan. Z dokumentów wydawanych przez ówczesne władze wynika jednak, że jakiś zakaz pochówku w kościołach obowiązywał. Otóż, wśród specjalnych opłat ściąganych od 1809 r. przez państwo znalazła się również suma 600 zł za grób w świątyni. I była to kwota raczej niemała skoro za otwarcie gazety żądano "tylko" 300 zł6.

Bardziej "masowe" zamykanie cmentarzy miejskich nastąpiło w pierwszych latach Królestwa Polskiego (l. 1816-1827) i od połowy l. 30-tych. W pierwszej kolejności likwidowano nekropolie przykościelne w ścisłym centrum, a w 1831 r. przeniesiono pochówki z Cmentarza Świętokrzyskiego na założony nieco dalej na południe cmentarz na Koszykach. Zresztą i ten ostatni nie funkcjonował długo, bo tylko siedem lat. Czy kierowano się tu względami higienicznymi? Nie wiem :( Nekropolia Księży Misjonarzy była po prostu przepełniona, czego nie można powiedzieć o tej drugiej, położonej zresztą bardzo daleko od zwartej zabudowy.

Na tej podstawie można sądzić, że wszytkie zarządzenia władz Polski, wydane po utracie niepodległości, były właściwie "przypomnieniem" uniwersału z 1792 r., a nie zupełnie "nowatorskimi" aktami prawnymi. Miały bowiem charakter bardzo ogólny i dopiero w 1846 r. wydano przepisy, zawierające konkretne wskazówki, jak ma funkcjonować cmentarnictwo w Kongresówce (zatem również w Warszawie).7

Właśnie owe carskie rozporządzenia uznałabym za definitywnie zakończeni przenosin cmentarzy poza granice warszawskiej zabudowy, a więc proces likwidacji miejskich nekropolii trwał od l. 70-tych XVIII w. do połowy XIX w. Szmat czasu ;)

Często-gęsto kasowanie nekropolii miało charakter wyjątkowo niechlujny. Pod koniec XIX w. i na początku XX w., kiedy w Warszawie prowadzono intensywne prace ziemne przy budowie wodociągów, kanalizacji czy sieci gazowej, prasa bardzo często donosiła o "ni stąd ni zowąd" odkrywanych mogiłach8.

Z kolei nawet po wprowadzeniu stosownych ustaw, zakazujących pochowków w mieście, nie obyło się bez pewnych wyjątków. Opłaty, wprowadzone w czasach Księstwa Warszawskiego, nie wszytkim były straszne, o czym świadczy np. kościół Przemienienia Pańskiego (oo. Kapucynów) przy ul. Miodowej, gdzie jeszcze w l. 40-tych XIX w. grzebano zmarłych. Z kolei największy praski cmentarz na Kamionku położony był - owszem - za rogatkami, ale w znacznie ludniejszej okolicy niż wspomniana nekropolia na Koszykach. Tymczasem zamknięto go dopiero w 1887 r., czyli z chwilą otwarcia Cmentarza Bródnowskiego. Również na Pradze, co prawda w wyjątkowo niezurbanizowanej okolicy (tj. Golędzinowie), ok. 1848 r. powstał cmentarz choleryczny, a w 1859 r. odnowiono nekropolię ewangelicką.

Różne podejście do miejsc pochówków w pewnym sensie sankcjonowała instrukcja z 1848 r.9 Generalnie zabraniała ona ekshumacji (a więc naruszania cmentarnego gruntu) przez pewien okres czasu, który dla cmentarzy epidemicznych wynosił nawet 100 lat. I chociaż w praktyce wiele cmentarzy egzystowało sobie aż do końca XIX w., to raz zamknięte nie były ponownie wykorzystywane.

Sprawa grobów w mieście była bowiem przesądzona i pod koniec XIX w. nie do pomyślenia było zorganizowanie miejsca pochówków w obrębie okopów Lubomirskiego, czyli formalnej granicy Warszawy.

K'woli prawdy historycznej należy zauważyć, iż po prostu nie bardzo było gdzie, bo miasto ślicznie się rozrastało ;) Wszytkie cmentarze, jakie wówczas otwarto, ulokowano więc na przedmieściach, i to nieraz bardzo odległych (np. Cmentarz Bródnowski). Większość z nich przetrwała do naszych czasów (zob. Subiektywny przewodnik po cmentarzach warszawskich) właśnie ze względu na swe położenie, które nie wadziło żadnemu "deweloperowi" ;) Co więcej, możliwość swobodnego powiększania np. Starych Powązek czy Cmentarza Bródnowskiego (ułatwiona również przez dekrety uwłaszczeniowe władz), sprawiła, że nekropolie te starczyły na wiele, wiele lat i dopiero w XX w. pojawiła się konieczność utworzenia kolejnych "miast umarłych". Zgodnie ze "starym" zwyczajem znalazły się one w przyzwoitej odległości od "cywilizacji", czyli na Wólce Węglowej (Cmentarz Północny, 1973 r.) i w Antoninowie (Piaseczno; Cmentarz Południowy 1999 r.).

Jednym słowem...

W historii warszawskich cmentarzy istotną cezurę stanowi przełom XVIII/XIX w. Przed 1800 r. nekropolie były stałym elementem krajobrazu miasta, ale - paradoksalnie - wiemy o nich bardzo mało i to nie tylko dlatego, że po prostu zniknęły z powierzchni ziemi.

Dopiero w XIX w. zaczęły bowiem pojawiać się artykuły lub monografie warszawskich miejsc pochówków, przecząc tym samym smutnym proroctwom przeciwników likwidacji cmentarzy miejskich. Przenosiny nekropolii poza Warszawę postrzegali oni jako początek upadku moralności i religijności, tymczasem stało się (prawie) dokładnie odwrotnie.

Stworzenie możliwości prywatnego i/lub zbiorowego kultu zmarłych przyczyniło się do umacniania więzi rodzinnych i narodowych. W ciągu XIX w. cmentarze stały się warszawiakom szczególnie bliskie, zarówno przez wzgląd na "swoich" zmarłych, jak i wybitne jednostki pochowane np. na Starych Powązkach. Powstała nowa wówczas kultura pogrzebowa10, która obowiązuje praktycznie do dziś.

© Sowa
18.09.2010

Przypisy:

  1. F.M. Sobieszczański, Rys historyczno-statystyczny wzrostu i stanu Warszawy od najdawniejszych czasów aż do 1847 roku, Warszawa 1848, s. 120.
  2. Właściwie nie tyle za miasto, co z dala od zabudowy mieszkalnej. Faktycznie bowiem do 1791 r. (zniesienie jurydyk) stolica składała się ze Starej i Nowej Warszawy oraz konglomeratu prywatnych miasteczek (rzeczone jurdyki). Nawet okopy Lubomirskiego (usypane w 1770 r.) miały początkowo charakter przede wszytkim sanitarnej, a nie administracyjnej granicy Warszawy. Dopiero mocą postanowienia z 1791 r. zostały za nią uznane. - Zob. Hasło administracyjny podział [w:] Encyklopedia Warszawy, [red. prowadzący B. Kaczorowski], Warszawa 1994, s. 14-16.
  3. Urządzenie względem ciał zmarłych 1793 r.
  4. Ksiądz Wacław Niemyski pisał:

    "Za przykładem parafii świętokrzyskiej poszły inne podówczas w Warszawie istniejące parafie mianowicie św. Jana, Panny Marii i nieistniejąca dziś św. Jerzego i założyły dla siebie cmentarz za miastem, istniał on jednak bardzo niedługo, gdyż okazał się zbyt szczupłym i założonym zbyt blisko szybko rozrastającego się miasta."

    - W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki Cmentarz Św. Wincentego na Bródnie : 1884-1934, Warszawa 1934, s. 13.

    Nie spotkałam żadnych wzmianek o tej nekropolii, aczkolwiek Stanisław Szenic wspomina, iż rzeczywiście planowano utworzyć kilka parafialnych cmentarzy wokół Warszawy, ale w obrębie okopów Lubomirskiego. - S. Szenic, Cmentarz Powązkowski : zmarli i ich rodziny. [T. 1], 1790-1850, (Biblioteka Syrenki), Warszawa 1979, s. 11.

    W ówczesnej Warszawie nie istniała jednak parafia św. Jerzego tylko św. Jędrzeja (dzisiejszy kościół środowisk twórczych na Pl. Teatralnym). Ale to taki "szczegół" ;P

  5. Z zestawienia chronologicznego wynika, iż w czasie panowania Prusaków w Warszawie zamknięto tylko cmentarz przy szpitalu Dzieciątka Jezus (1799 r.).
  6. Zob. Dziennik Praw [Księstwa Warszawskiego]. T. 3, Nr 25, [Warszawa 1811], s. 43-45.
  7. Mowa o Postanowieniu Rady Administracyjnej Królestwa Polskiego z 31 maja (12 czerwca) 1846 r. o chowaniu zmarłych a przede wszytkim instrukcji pt. Policya lekarska : o grzebaniu ciał zmarłych [lub Postanowienie Rady Administracyjnej Królestwa Polskiego i przepisy względem grzebania ciał zmarłych], Warszawa : Drukarnia Stanisława Strąbskiego, 1846.
  8. Problem dotyczył zresztą nie tylko "regularnych" cmentarzy, ale i grobów wojennych. Na przykład w 1925 r.(sic!) przy ul. Targowej 15 podczas kopania fundamentów nowego domu odkryto osiem trumien, wedle lokalnej plotki pochodzących z 1784 r. Ile w tym prawdy? Trudno orzec. - "Kurier Warszawski" 1925, nr 198, s. 3.
  9. Oprac. na podst. Dozory kościelne rzymsko-katolickie w Królestwie Polskiem, zebrał i uporządkował JK. Dębiński, Wyd. 2, popr. I uzup., (Biblioteka Dzieł Chrześcijańskich), Warszawa 1913, s. 65-83.
  10. Jeśli chodzi o samo funkcjonowanie warszawskich nekropolii w XIX w. i początku XX w. (a więc gospodarkę cmentarną, ale również wygląd i ogólną estetykę miejsca), zachęcam do przebrnięcia przez Dzieje Cmentarza Powązkowskiego mego autorstwa.

Źródła:

  • M. Gajewski, Urządzenia komunalne Warszawy : zarys historyczny, (Biblioteka Syrenki), Warszawa 1979.
  • W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki Cmentarz Św. Wincentego na Bródnie : 1884-1934, Warszawa 1934.
  • F.M. Sobieszczański, Rys historyczno-statystyczny wzrostu i stanu Warszawy od najdawniejszych czasów aż do 1847 roku, Warszawa 1848.
  • oraz prasa z XIX-XX w.


Do góry