Cmentarze


Cmentarz Stary przy ul. Ogrodowej w Łodzi

Słów kilka o Łodzi, jej mieszkańcach...

Karierę Łodzi można porównać z dziejami Nowej Huty (choć chronologicznie jest właściwie odwrotnie ;-)): pewnego pięknego dnia Władza postanowiła zbudować sobie od zera ośrodek przemysłowy. A co, inni mają, to my też ;-)

I oto, w ciągu kilku dziesięcioleci (od. l. 20-tych XIX w.) mała wioska przekształciła się w olbrzymie, tętniące życiem centrum włókiennicze Królestwa Polskiego. Jednak aby było to możliwe, trzeba było sprowadzić specjalistów, których zazwyczaj rekrutowano na ziemiach niemieckich1. Kiedy już interes zaczął się kręcić, pojawili się także Żydzi - jak zawsze przedsiębiorczy i tym razem niektórzy z nich dorobili się fortun. Ktoś musiał to jednak nadzorować, stąd i Rosjan trochę w Łodzi zamieszkało. Tego "cudu gospodarczego" nie byłoby jednak, gdyby nie rzesze fatalnie opłacanych robotników, wywodzących się zazwyczaj z okolicznych wsi tj. z ludności polskiej. W ten sposób ukształtowało się XIX-wieczne społeczeństwo Łodzi: większość "klasy posiadającej" (jak to się dawniej mówiło), to Niemcy (ewangelicy), Żydzi, Rosjanie (prawosławni), kilka rodzin polskich (katolicy), natomiast proletariat, to głównie Polacy (katolicy). Jak wszystkich śmiertelników także i ich życie miało pewne "ograniczenia czasowe" i po dumnych Geyerach, Kindermannach, Scheiblerach z czasem zostawały tylko zwłoki, zwłoki, które gdzieś trzeba było pochować.

...i naturalnie cmentarzach

Zanim Łódź stała się metropolią w XV-XIX w. zmarłych grzebano koło kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Nie był to ten sam piękny, strzelisty, neogotycki kościół, jaki teraz możemy podziwiać przy ul. Nowomiejskiej. Stał się takim w l. 1888-1897, lecz podczas rozbudowy siłą rzeczy zlikwidowano praktycznie wszytkie nagrobki (ocalał tylko pomnik Macieja Wyszyńskiego, zm. 1822 r. - patrz zdjęcie obok). Zresztą już w 1819 r. cmentarz ów był przepełniony, a ze względu na brak ogrodzenia wolny wstęp miały nań zwierzęta rozwlekające po okolicy zwłoki. Oficjalnie cmentarzyk ten został zamknięty dopiero w 1855 r.

Tak więc rok później (1820 r.) wytyczono plac pod nową nekropolię o powierzchni 8000 łokci2 (ok. 2600 m2) przy tzw. Drodze Retkińskiej2, czyli między dzisiejszymi ulicami Ogrodową, Zachodnią, Gdańską i Legionów3.

W międzyczasie (tj. w 1826 r.) utworzono pierwszą parafię ewangelicko-augsburską pod wezwaniem św. Trójcy i w tym samym roku rozpoczęto prace przy budowie nowego kościoła (zakończone w 1829 r.)4. To właśnie wokół niego grzebano pierwszych osadników wyznania protestanckiego.

Tym niemniej w 1828 r. cmentarz przy Drodze Retkińskiej trzeba było powiększyć o 4 380 łokci2 (ok. 1402 m2), kosztami obciążając wszytkich Łodzian bez względu na wyznanie czy miejsce pochówku. Cmentarz powiększano w l. 1838-1855 jeszcze wielokrotnie, chociaż położony był na terenie podmokłym, a astronomiczny wzrost ludności pozwalał łatwo przewidzieć, że nekropolia i tak jej nie pomieści.

Utworzenie nowego cmentarza Łódź zawdzięcza... epidemii cholery w 1852 r. Dopiero ilość jej ofiar zmusiła władze do bardziej energicznego zajęcia się kwestią miejsca pochówków dla następnych pokoleń Łodzian. Jak by nie było, cmentarz przy Drodze Retkińskiej zamknięto dopiero w 1856 r.

Dnia 9 września Anno Domini 1855...

Dnia tego poświęcono nową nekropolię, która do historii przeszła jako Cmentarz Stary przy ul. Ogrodowej. Ale po kolei.

Powstanie trzeciego łódzkiego cmentarza nie było takie łatwe. I nie chodziło tylko o charakterystyczną dla każdej epoki inercję władz. Przede wszytkim w l. 50-tych XIX w., kiedy widać było, że Łódź staje się metropolią, zaczęły się spekulacje gruntami, stąd ich cena gwałtownie poszła w górę. Działkę przy ul. Ogrodowej zakupiono jednak w ekspresowym tempie w 1854 r., a pochówki miały miejsce już na przełomie 1854 i 1855 r.

Bliskość miasta, a może też rozmach i ambicje władz miejskich sprawiły, że łódzka nekropolia była pierwszą w Polsce, do której dojeżdżał tramwaj elektryczny (od 1898 r)5.

Inną cechą wyróżniającą Cmentarz Stary spośród polskich nekropolii jest jego wielowyznaniowość. Spoczywają tam bowiem: ewangelicy augsburscy, katolicy i prawosławni. Został takim pomyślany już na samym początku, a przyczyna jest w gruncie rzeczy błaha. Otóż nie chodziło o jakiś tam ekumenizm, lecz przeważyły względy praktyczne. Wiele rodzin łódzkich, zwłaszcza wśród bogatej plutokracji, było mieszanych wyznaniowo, nie miało więc sensu organizowanie oddzielnych cmentarzy (wyjątkiem są Żydzi), a masywny mur, oddzielający dziś część prawosławną i ewangelicką od katolickiej, został wystawiony dopiero po I wojnie światowej. Rozwiązanie to (wspólny cmentarz, a nie mur ;-)) uznano za wyjątkowo udane, o czym świadczy fakt utworzenia w 1896 r. wielowyznaniowego cmentarza na Dołach, gdzie zresztą oprócz trzech odłamów chrześcijaństwa (katolicka parafia Wniebowzięcia NMP, ewangelicka - św. Trójcy i prawosławna św. Olgi), wyznaczono kwatery także dla muzułmanów i baptystów, a w 1922 r. nawet dla bezwyznaniowców (gdzie zazwyczaj chowano komunistów, przez co Doły zyskały miano "nekropolu komunistów" ;) ).

Niestety Polska nie jest krajem, gdzie społeczeństwo spontanicznie dba o zabytki, a już tym bardziej o pamiątki po "niemieckich okupantach" (nieważne, że nagrobki części ewangelickiej powstały, kiedy jeszcze Hitler biegał w pieluchach). Tak więc Cmentarz Stary w ciągu lat powojennych ulegał dewastacji, choć o różnym charakterze. Część ewangelicka, pozbawiona opieki, niszczała, a nagrobki padały ofiarą wandali lub złodziei (choć to w sumie to samo), czego tragicznym świadectwem jest m.in. piękna kaplica Scheiblerów. Część prawosławna i katolicka zostały natomiast zalane lastrykową tandetą o pseudomedrnistycznych kształtach.

Odpowiednia instytucja, która mogłaby zmienić ten stan rzeczy powstała późno, bo dopiero w 1995 r. Powołano wtedy społeczny komitet ratowania zabytków Cmentarza Starego pod nazwą Towarzystwa Opieki nad Starym Cmentarzem przy ul. Ogrodowej w Łodzi, który w 1998 r. wyodrębnił się z Towarzystwa Opieki nad Zabytkami, a zarejestrowany został rok później. Z kolei w 2001 r. postała Fundacja na Rzecz Ratowania Kaplicy Karola Scheiblera. Obie te instytucje organizują kwesty zaduszkowe, a zebrane środki przeznaczają na konserwację pięknych zabytków Cmentarza Starego. Właśnie dzięki darowiznom społeczeństwa możemy dziś oglądać unikatowe w Polsce odrestaurowane pomniki Sophie Biederemann (patrz nizej) czy rodziny Guenzel.

Cmentarz cmentarzowi nierówny,
czyli rzecz o wielkościach i organizacji przestrzeni

Nowy cmentarz miał powierzchnię 8,8 ha i kształt zbliżony nieco do rombu. Już w kilka lat po jego utworzeniu otoczono go murem oraz wytyczono bramy wjazdowe. Jeszcze na przełomie l. 60-tych i 70-tych XIX w. wydzielono części wyznaniowe (katolicka, ewangelicka, prawosławna), które dla celów porządkowych odgrodzono metalowym płotkiem.

Owe hektary starczyły "zaledwie" na 30 lat, a co gorsza do "miasta zmarłych" coraz szybciej zbliżało się "miasto żywych", dlatego w 1886 r. władze zakazały powiększania nekropolii przy ul. Ogrodowej. Jednocześnie intensywnie poszukiwano terenów poza miastem, planując nowe miejsce pochówków w okolicy dzisiejszej ul. Franciszka Żwirki, na terenie parku im. ks. Józefa Poniatowskiego. W 1888 r. doszło więc do oficjalnego zamknięcia cmentarza przy ul. Ogrodowej, ale po interwencji pastora u prezydenta Łodzi6 decyzja została cofnięta i wydano nawet zezwolenie na zakup dodatkowych placów. Tak więc pod koniec l. 80-tych zajmował 14,6 ha, a w 1895 r., kiedy nastąpiło jego ostatnie powiększenie - 21 ha.

Tymczasem Łódź stawała się coraz ludniejszym miastem i chyba tylko interwencja pastora u samego Pana Boga mogła zmienić fakt, że nekropolia przy ul. Ogrodowej nie była w stanie pomieścić wszytkich zmarłych. Dlatego też na przełomie XIX i XX w. założono cmentarze na Dołach (1896 r.), w Zarzewiu (1898 r.), Rokicach Starych (1899 r., ewangelicki, zlikwidowany w 1986 r.), dzięki czemu nasza nekropolia zyskała miano Cmentarza Starego i w świadomości mieszkańców miasta nabrała charakteru elitarnej.

Planowano ją jako cmentarz-park w stylu paryskiego Pere Lachaise tj. obsadzony wysokimi drzewami, dającymi głęboki cień, z alejkami o nieco kapryśnym biegu i kwaterach z luźno rozrzuconymi grobowcami7. Jednak obszerne pola grobowe, ogrodzone ozdobnymi, nieraz misternie kutymi parkanami (przynajmniej w części ewangelickiej) oraz regularna siatka szerokich alejek przywodzą na myśl cmentarze niemieckie.

W starej części nekropolii pierwotnie dominowały groby ziemne, nad którymi stawiano nagrobek w formie jakiejś rzeźby czy steli, a dopiero pod koniec XIX w. zaczęto budować krypty. I chociaż nigdy nie powołano żadnej "rady estetycznej" starano się, aby pomniki nagrobne reprezentowały dobry poziom artystyczny i nie były stłoczone.

Niestety tzw. "względy praktyczne" potrafią zniszczyć nawet najlepiej pomyślany cmentarz, co też widać w części katolickiej. Na bardzo liczne pochówki zajmowano każdy skrawek ziemi, nie troszcząc się o drzewa czy inną zieleń. Efekt jest taki, że nowsza część cmentarza to morze lastryki, gdzie latem można się opalać, a zimą hulają śnieżyce. Właściwie więc tylko część ewangelicka może dawać pojęcie o koncepcji i wyglądzie nekropolii w XIX w.

O cmentarnych sztukach pięknych

Na początek powiemy sobie o kilku "prawdach ogólnych".

Otóż, musimy pamiętać, iż wzory dla łódzkich pomników czerpano z jednej strony z zagranicy (wzorniki, prasa zagraniczna czytywana przez kręgi niemieckojęzyczne), a z drugiej z Cmentarza Powązkowskiego i innych dużych nekropolii Polski8.

Wiele nagrobków było co prawda importami zagranicznymi, ale i w samej Łodzi działali artyści oraz firmy kamieniarsko-rzeźbiarskie, gdzie można było zamówić ciekawy pomnik nagrobny. Mowa np. o przedsiębiorstwie Augusta Fiebigera (zał. 1884 r.), Ludomira Wąsowskiego (zał. ok. 1889-1890 r.), a przede wszytkim J. Urbanowski, założonym w 1874 r. przez Antoniego Jana Urbanowskiego, które było dla Łodzi tym, czym zakład Romana Lubowieckiego dla Warszawy (tj. niemal monopolistą ;-)).

Do grona samodzielnych artystów należał Wacław Konopka (1881-1942), a skoro jesteśmy przy porównaniach, to jego z kolei można uważać za łódzkiego Bolesława Syrewicza, choć w przeciwieństwie do warszawskiego artysty, Konpoka skłaniał się ku stylistyce modernistycznej, umiejętnie korzystając z dorobku secesji czy symbolizmu. Na Cmentarzu Starym (w części katolickiej) pozostawił ponad 70 pomników. Rzeźbiarz ten miał talent do twórczego kopiowania znanych dzieł sztuki nagrobnej. Na przykład na Cmentarzu Starym, w części katolickiej znajduje się posąg żałobnicy z twarzą zasłoniętą woalem (por. Bolesław Syrewicz, grobowiec rodziny Juliusza Herman, 1880 r., Stare Powązki), składającą kwiat na grobie Stanisławy Szeferowej (zm. 1930 r.). Nie zdziwiło mnie, że znalazłam podobny pomnik w nieodległym od Łodzi Piotrkowie Trybunalskim (grób rodziny Badowskich, ok. 1919 r. lub 1937 r.), ale o Krakowie to naprawdę nawet nie śniłam ;) (grób rodziny Matlaków na Nowym Cmentarzu Podgórskim, ok. 1938 r.) Przykłady "kopiowania" przez Konopkę znanych dzieł sztuki sepulkralnej można by jeszcze długo mnożyć (np. Giovanni Dupre, Pieta rodziny Bichi-Ruspoli, l. 1862-1865, Cimitero della Misericordia, Siena a Wacława Konopki pieta z grobu rodziny Weseli, przed 1938 r., Bolesława Jeziorańskiego Smutek z grobu J. Frageta, 1907 r., Stare Powązki a Wacława Konopki pomnik Stefana Duszkiewicza (zm. 1924 r.) i rodziny Lagockich, Łódź).

Oprócz Konopki na Cmentarzu Starym ciekawe prace wystawili m.in. Zygmunt Kowalewski (1893-1950) i Leon Migalski (1881-1941).

Druga "prawda" związana jest z historią kultury XIX w. Otóż, w wielu miastach (nie tylko w Łodzi, ale i Warszawie, Krakowie itp.) groby zasłużonych ludzi fundowało społeczeństwo. Organizowano zbiórki i kwesty, dzięki którym pamięć o znanej personie zostawała utrwalona w pomniku, zamawianym nieraz u artystów-rzeźbiarzy (np. nagrobek Stanisława Jachowicza na Starych Powązkach wykonał Władysław Oleszczyński9).

W taki więc sposób Łodzianie uczcili m.in. Leopolda Zonera (zm. 1919 r., twórca miejskiej straży ogniowej, nagrobek z 1926 r. wykonał Wacław Konopka), Józefa Texela (zm. 1904 r., aktor, reżyser i dyrektor teatralny, popiersie wykonane w znanej łódzkiej firmie J. Urbanowskiego), ks. Franciszka Pruskiego (zamordowany w 1915 r. przez okupanta niemieckiego, nagrobek z 1926 r. Wacława Konopki, zniszczony w czasie II wojny światowej) czy wreszcie znanego aktora Idy Frederica Aldridge (zm. 1867 r. podczas tournée z Paryża do Petersburga).

Nagrobki fundowano zresztą nie tylko "znanym-zasłużonym". Istniał bowiem typowo łódzki zwyczaj, iż przemysłowcy (tak, tak ci sami kapitaliści i wyzyskiwacze ;-)) wystawiali pomniki swoim zmarłym pracownikom. Co prawda nie jakimś tam szeregowym robotnikom, ale jednak (np. grób Józefa Piasskowskiego, zm. 1889 r., Emila Kluga, zm. 1887 r. czy doktora Juliusza Lohera, zm. 1912 r. - pracownicy firmy Karla Scheiblera).

Wracając jednak do meritum, czyli nagrobków...

Jeśli chodzi o małą architekturę, to przez długi czas dominowały formy neoklasyczne, jak obeliski czy zwieńczone krzyżem cippusy. W l. 80-90-tych XIX w. te pierwsze wykonywane były w drogich gatunkach kamienia (czarny granit), zdobione elementami z brązu lub marmuru, w tym medalionami portretowymi, co zresztą nie odbiegało od ogólnopolskiej tendencji. Natomiast ten drugi typ nagrobka ulegał ciekawej ewolucji. Z czasem jego ornamentyka coraz bardziej ciążyła w stronę neogotyku: krzyż przyjmował "kanciaste" gotyckie formy, a boczne powierzchnie cokołu ujmowano w ostrołuki. Żeby było śmieszniej, cippus nadal wieńczyły zdobione grecką palmetą naszczytniki. Jak to bowiem bywało w eklektycznym XIX w., czasami nie przejmowano się "czystością stylową", stąd wykształcił się taki "romantyczny neoklasycyzm" łączący elementy gotyckie z antycznymi.

Na łódzkiej nekropolii znajdziemy także kilka przykładów "typowego" nagrobka romantycznego w formie krzyża imitującego drewniane pale, oplecionego bluszczem lub winoroślą i osadzonego na poszarpanej skale albo wzgórku kamieni lub kamiennego drzewa z sękami, na których wieszano (również kamienne) tablice komemoratywne.

Rzeźba figuralna to trochę bardziej rozległe zagadnienie, stąd konkretne przykłady wymienimy sobie przy okazji omawiania poszczególnych części wyznaniowych, a tymczasem zasygnalizuję tylko pewne tendencje.

Dużą popularnością cieszyły się więc posągi Chrystusa, lecz w przeciwieństwie np. do Cmentarza Powązkowskiego, ukazywanego nie tylko podczas Męki Pańskiej. Licznie występowały bowiem kopie dzieła Berthela Thorvaldsena Chrystus Miłosierny (1820 r.) czy w ogóle Jezusa Błogosławiącego. Znajdziemy również kilka kopii dzieła Teodora Skoniecznego Chrystus upadający pod krzyżem. Z kolei specyficzne raczej dla części katolickiej były figury Matki Boskiej (Wniebowziętej, Różańcowej, Niepokalanej).

Wreszcie, tak charakterystyczne dla XIX-wiecznych cmentarzy, anioły, zadumane, zasmucone, modlące się za zmarłego. Co ciekawe nieraz otrzymywały one rysy twarzy zmarłych, jak widzimy w posągach Sophie z Meyerów Biedermann (zm. 1895 r.) czy Heleny Lesińskiej (zm. 1929 r.).

Nie mogło też zabraknąć wszelakich płaczek i żałobnic, choć trzeba przyznać, iż więcej ich znajdziemy w części katolickiej, za to te z części ewangelickiej, chociaż nieliczne, prezentują naprawdę wysoki poziom artystyczny i doczekały się kopii m.in. na Starych Powązkach (por. nagrobek Elizabeth Triebe, zm. 1908 r. i rodziny Landschaftów i Bigdanowiczów, po 1911 r. na Cmentarzu Powązkowskim).

Bardzo mało jest natomiast "grobów aniołków", czyli pomniczków wystawionych dla dzieci. Te, które są, występują najliczniej w części katolickiej.

Na łódzkiej nekropolii spoczywa dużo zamożnych osób, można by się zatem spodziewać, że zechcą oni zamanifestować swój status majątkowy, wystawiając sobie tak okazały nagrobek, jakim jest kaplica. Tymczasem na całym Cmentarzu Starym znajdziemy ich około dziesięciu, choć większość z nich to unikaty, tak pod względem rozmiarów, jak i walorów artystycznych.

Ten "niedobór" krytych mauzoleów rekompensowany jest przez tzw. mauzolea otwarte. Najprościej można je opisać jako fragmenty wnętrza budowli, co też najlepiej ilustruje pomnik rodziny Gustawa Geyera przypominający absydę świątyni czy rodziny Majschatz - kolumnadę tworzącą łagodny łuk. Formy te stanowiły jakby zamknięcie działki grobowej, obejmujące ją z trzech stron, gdyż ogrodzenie było zazwyczaj integralną częścią całej kompozycji (por. m.in. grobowiec rodziny Ludwika Grohmana).

Uzupełnieniem rodzinnego mauzoleum było metalowy parkan, opracowany oddzielne od głównego pomnika. Jego formy nawiązywały do XIX-wiecznych neostylów, zazwyczaj do tych najbardziej okazałych tj. neobaroku, neorokoka, empiru. Było ono charakterystyczne przede wszytkim dla na grobów ewangelickich.

Na przełomie XIX i XX w. coraz modniejsze stawały się tzw. zmodernizowane neostyle, czyli bardziej uproszczone i oszczędniejsze w ornamentyce style historyczne. Ciekawą ich odmianą był tzw. modernizm pruski, nawiązujący z kolei do architektury romańskiej, ale odpowiednio zmonumentalizowanej. Tendencje te przejawiały się najczęściej w formach małej architektury oraz wspomnianych wyżej większych założeniach architektonicznych w części ewangelickiej cmentarza.

Słówko wreszcie warto poświęcić twórczości epitafijnej. Właściwie nie odbiegała na zbytnio od XIX-wiecznej "normy krajowej": na części ewangelickiej możemy poczytać przede wszytkim budujące cytaty z Biblii, a w części katolickiej mniej lub bardziej kiczowate poezje ;-)

Coby się niepotrzebnie nie rozdrabniać i nie pogubić, dalszy dyskurs będziemy prowadzić po kolei omawiając poszczególne części cmentarza.

Część ewangelicka

Obszar przyznany ewangelikom początkowo (tj. ok. 1855 r.) wynosił ok. 3 ha. Między 1888 r. a 1895 r. (data zamknięcia cmentarza dla dalszych pochówków) został jednak powiększony do 9,5 ha.

Pierwotnie gospodarowały tu dwie parafie: św. Trójcy i św. Jana (od 1884 r.), a dziś całość zarządu sprawuje parafia św. Mateusza.

Część ewangelicką przecina kilka alei, biegnących prostopadle do ul. Ogrodowej, przy czym każda z nich została obsadzona innymi gatunkami drzew.

I tak, od bramy głównej prowadzi... no, zgadnijcie - tak!, Aleja Główna :-). Była to oś komunikacyjna fragmentu cmentarza administrowanego prze parafię św. Trójcy. Tu też początkowo grzebano zasłużonych tj. aktorów, wydawców, lekarzy (np. Karola Jonschera) i w ogóle "tych lepszych" (czyt. bogatych) m.in. rodziny przemysłowców Geyer, Feder, Biedermann. Kolejna droga (idąc na zachód) to Al. Dębowa, przy której ulokowano ewangelicką kaplicę cmentarną. Następnie mijamy Al. Graniczną, oddzielającą część zarządzaną przez parafię św. Trójcy od św. Jana i dochodzimy do drugiej bramy. Tu z kolei rozpoczyna się druga Aleja Główna (tym razem parafii św. Jana), zwana również Scheiblerowską od znajdującej się na jej końcu przepięknej kaplicy rodziny Karola Scheiblera. Być może to właśnie rozmach tej świątyni sprawił, że wzdłuż tej ulicy grobowce są skromniejsze niż w części św. Trójcy, przeważnie ograniczające się głównie do pozbawionych rzeźb form architektonicznych (obeliski, stele zwieńczone krzyżem).

Pod północnym murem ok. 1900 r. grzebano osoby mniej zamożne, które zazwyczaj stać było tylko na mogiły ziemne. Nic więc dziwnego, że ta część cmentarza uległa z czasem największemu zaniedbaniu i dopiero w l. 1989- 1999 została uporządkowana.

W 2004 r. postanowiono również, iż za kaplicą Scheiblera zostanie urządzone lapidarium. Znalazłyby tam miejsce zniszczone, nie nadające się do renowacji nagrobki lub ich ocalałe fragmenty10. Podczas mojej ostatniej wizyty w Łodzi (maj 2007) nie widziałam jednak, aby zamiar ten został zrealizowany (a szkoda :-( ).

Najwięcej kłopotu może sprawić orientacja w części ewangelickiej. Otóż, ktoś kiedyś wpadł na "genialny" pomysł, aby na obszarze każdej parafii kwatery oznaczyć literami alfabetu. Wyobraźcie sobie zatem, że chcecie znaleźć prababcię pochowaną (jak podaje nekrolog z 1901 r.) w kwaterze U. Niby prosta sprawa, a tu się okazuje, iż właściwie są dwie kwatery U i żeby było śmieszniej, na dwóch przeciwległych końcach cmentarza ;-)

W tej części cmentarza znajdują się też dwie kaplice cmentarne, wybudowane przez poszczególne parafie ewangelickie. Powstały one stosunkowo późno, gdyż dopiero na przełomie XIX i XX w. I tak, przy Al. Dębowej znajduje się ciekawa (zbudowana na planie ośmioboku), choć skromna budowla należąca ongiś do parafii Św. Trójcy. Tymczasem część administrowana przez parafię św. Jana "obsługiwana" była przez kaplicę Scheiblerów.

Warto tu rzec słówko na temat tego niezwykłego i ponoć jedynego w Europie mauzoleum tej wielkości.

Na jego budowę rodzina Scheiblerów ogłosiła konkurs, chociaż złożone projekty zostały odrzucone i ostatecznie zwyciężyła koncepcja warszawskich architektów Edwarda Lilpopa i Józefa Piusa Dziekońskiego.

Zaprojektowali oni właściwie neogotycki kościół na planie krzyża łacińskiego, z przestronnymi piwnicami, stanowiącymi rodzinne mauzoleum Scheiblerów. Nad skrzyżowaniem naw wznosi się misterna, ażurowa wieża, wykonana całkowicie z elementów kamiennych i ozdobiona posągami muzykujących aniołów dłuta Andrzeja Pruszyńskiego. Wnętrze oświetlały olbrzymie okna wypełnione witrażami, posadzki wykonano z różnokolorowych gatunków marmuru, a wyposażenia dopełniały rzeźby (krucyfiks, popiersie Karola Scheiblera i Anny z Wernerów Scheibleowej, Anioł Pokoju wykonany przez Andrzeja Pruszyńskiego, Pieta - Joseph von Kopf, Wskrzeszenie córki Jaira - prawdopodobnie również von Kopf)11. Ten ogromny rozmach kosztował aż 220 tyś. rubli - sumę jak na owe czasy zawrotną, a realizacja trwała trzy lata (l. 1885 -1888 r.)

Wbrew pozorom nie był to jednak "snobistyczny pomnik własnej chwały rodziny i demonstracja potęgi finansowej"12. W zamiarze jej wystawców służyć miała nie tylko jako miejsce spoczynku familii Scheiblerów, lecz również jako kaplica dla całej parafii św. Jana, a w katakumbach wydzielono nawet miejsce, gdzie przechowywano zwłoki zmarłych współwyznawców do czasu wystawienia stosownego pomnika. Niestety w 1945 r. kaplica została zdemolowana, a proces jej dewastacji postępował praktycznie przez cały okres powojenny. Dopiero w pierwszych latach XXI w. zawiązano Fundację na Rzecz Ratowania Kaplicy Karola Scheiblera. Jej możliwości finansowe są jednak bardzo skromne, stąd każda nasza darowizna z pewnością się przyda.

To, co odróżnia część ewangelicką od pozostałych to m.in. duże urozmaicenie i wysoki poziom rzeźby oraz architektury nagrobnej. Biorąc pod uwagę dewastację, jakiej po ostatniej wojnie uległ ten fragment cmentarza, to, co pozostało daje nam wyobrażenie, iż niegdyś musiała to być perła wśród polskich nekropolii. Zresztą występuje tu też najwięcej importów rzeźby i w ogóle wzorów zagranicznych. Wystarczy choćby wspomnieć monument Sophie Biedermann (Otto Lessing, Rzym, 1898 r.) czy Heinricha Federa (Valentin Casal, Berlin, ok. 1910 r.). Można to tłumaczyć pochodzeniem większości ewangelików z krajów niemieckich, choć z drugiej strony była to też manifestacja bogactwa. Przy odrobinie funduszy można było sobie zamówić kopię jakiegoś zagranicznego pomnika, wykonaną przez miejscowego artystę. Jednakże zamówienie grobowca w Berlinie i sprowadzenie go do Polski wymagało już nie lada nakładów.

Dużą rolę w estetyce tej części cmentarza odgrywa zieleń. Do cudownej kaplicy Scheiblera idziemy np. po zielonym dywanie murawy, aleją wyznaczoną szpalerem strzelistych tuj, a w innych zakątkach tej części nekropolii możemy podziwiać różnorodne gatunki drzew. Istotny jest także sposób zagospodarowania przestrzeni grzebalnej. Otóż, jak już wspomniałam, przez długi czas mogiły były zazwyczaj ziemne. Działkę grobową otaczano więc np. pięknie kutym ogrodzeniem, większy pomnik stawiając w jej końcu, wnętrze zaś wypełniano darnią, czasem w rogach sadząc kwitnące krzewy.

No właśnie, na co warto zwrócić oko (tudzież obiektyw), podczas zwiedzania łódzkiej nekropolii? Hmmm... na wszytko! :-) Na kaplicę Scheiblerów (1885-1888 r.), Juliusza Kunitzera (1912 r.), rodziny Roberta Moenke (1886 r.), piękne rzeźby na grobach Sophie z Meyerów Biedermann (1898 r.), Elizabeth Triebe (ok. 1908 r.), Hermana Ernesta Guenzel (ok. 1890-1900 r.), Heinricha Federa (ok. 1910 r.), płaskorzeźbę Jana Biernackiego na grobie Karola Jonschera (1913 r.), a także ozdobne kraty i ogrodzenia.

Komu natomiast zapalić świeczkę, a komu ogarek? Cóż, to już ciężko orzec, gdyż większość znanych nazwisk "pochowanych" przy ul. Ogrodowej to przemysłowcy, twórcy łódzkiego "cudu gospodarczego", który przyniósł dobrobyt tylko wybranym. Warto jednak pamiętać, że ci "wyzyskiwacze", jakby ich określiła propaganda komunistyczna, byli też społecznikami, animatorami życia kulturalnego, a ich inwestycje przynosiły korzyść także samej Łodzi. I tak np. Alfred Biedermann (zm. 1936 r.) był współzałożycielem i prezesem tramwajów łódzkich, Karol Eisert (zm. 1935 r.) podarował Muzeum Miejskiemu swoją cenną kolekcję obrazów, Emil Geyer (zm. 1919 .), potomek Ludwika (zm. 1869 r.), właściciela pierwszej fabryki włókienniczej w Łodzi (tzw. Biała Fabryka), założył szkołę rzemieślniczą, zainicjował budowę szpitala pediatrycznego oraz był jednym z organizatorów pogotowia ratunkowego, a Fryderyk Sellin (zm. 1914 r.) był właścicielem kilku teatrów i aktywnym promotorem działalności artystycznej. Oprócz nich spoczywają tu rodziny Bennich, Jarisch, Scheibler, Kindermann, Meyer, Lorenz. Znajdziemy tu też nagrobek znanego aktora Iry Frederic Aldridge (zm. 1967 r.), lekarza-społecznika Karola Jonschera (zm. 1907 r.), wydawcy pierwszej łódzkiej gazety codziennej "Lodzer Zeitung" Johanna Petersilge (zm. 1905 r.)13 i wreszcie wielu pastorów ewangelickich m.in. Sigismunda Manitiusa (zm. 1911 r.), który wprowadził w parafii św. Trójcy nabożeństwa po polsku.

Do 1945 r. w części ewangelicką znajdowało się ok. 12 tyś grobów (nie pochówków!), choć pomników nagrobnych doliczono się już tylko ok. 3-3,5 tyś. Wystarczyło jednak 40 lat, a w 1989 r. podczas prac inwentaryzacyjnych doliczono się już tylko 700 nagrobków sprzed 1945 r., z czego wartość historyczno-artystyczną reprezentuje zaledwie 329. Obecnie w części ewangelickiej grzebane są również osoby innych wyznań chrześcijańskich.

Część katolicka

Zajmowała i zajmuje największy obszar cmentarza. Pierwotnie było to 5 ha, lecz w 1888 r. i w 1895 r. miała już 10,6 ha. Służyła parafii Wniebowzięcia NMP i Podwyższenia Św. Krzyża (od 1885 r.), obecnie znajduje się pod zarządem Kurii Archidiecezjalnej Łódzkiej.

Pod względem estetyki uległa największej dewastacji, o czym była już mowa. Na szczęcie zachowała się tu dosyć duża liczba nagrobków o wartości artystyczno-historycznej (528 - inwentaryzacja z l. 1989-1999).

Nadal czytelny pozostał także pierwotny układ trzech równoległych alej, prowadzących od ul. Ogrodowej, z których środkowa, wytyczona od bramy do kaplicy św. Józefa stanowi Aleję Główną.

Warto zresztą zatrzymać się przy samej kaplicy. Społeczność katolicka wystawiła ją już w 1858 r., lecz służyła ona głównie biedniejszym wyznawcom. Bogatsi woleli trwonić swoje majątki, organizując długie kondukty z kościołów parafialnych Wniebowzięcia NMP i Podwyższenia św. Krzyża. Zresztą nie może się ona równać tak pod względem wystroju jak i wielkości ze stojącą obok kaplicą grobową rodziny Heinzlów (l. 1899-1903).

Tu również znajdziemy wiele interesujących pomników, niestety tonących w gąszczu pseudo-nowoczesnej kamieniarki. Dominującą budowlą jest więc kaplica przemysłowców rodziny Heinzel baronów von Hohenfels (l. 1899-1903) zaprojektowana przez berlińskiego architekta Franza Schwetena na planie kwadratu, zwieńczona wysoką kopułą, której podstawę zdobią posągi aniołów. Swoją formą ma nawiązywać do Kaplicy Zygmuntowskiej na Wawelu.

Właściwie większość wartych zobaczenia rzeźb pochodzi z przełomu XIX i XX w. i pierwszych dziesięcioleci XX w. i zawdzięczamy Wacławowi Konopce. Mowa np. o pomnikach Janusza Orlińskiego-Busiackiego (1918 r.), rodziny Danielwiczów i Kowalewskich (l. 20-te XX w.), Jadwigi Szosland (zm. 1917 r.). Prezentują one niesamowitą różnorodność stylową: od secesji do art deco a la Zofia Stryjeńska (patrz grób Zofii Lamprecht, zm. 1929 r.), co poniekąd tłumaczy popularność Konopki, który potrafił tworzyć udane dzieła o nieraz krańcowo odmiennych cechach artystycznych.

Warto również odszukać groby rodziny Jeenel (1934 r.), Kluków (1936 r.), a zwłaszcza Lenartowiczów, wszytkie autorstwa Z. Kowalewskiego. Podczas spaceru po cmentarzu z pewnością spotkamy też husarza, składającego gałąź dębu na grobie Stefana Pogonowskiego (Wacław Konopka, l. 1926-1929), czy nieliczne na łódzkiej nekropolii pomniki dzieci (m.in. Lubomiła Suligowskiego (zm. 1911 r.) L. Migalski). Jednym słowem: jest co oglądać ;-)

Łódzki Cmentarz Stary nie był li tylko nekropolią łodzi wielkoprzemysłowej. O ile w części ewangelickiej dominują nazwiska przemysłowców, to w części katolickiej spoczywają główne przedstawiciele wolnych zawodów np. Julia Lewalt-Jezierska (zm. 1910 r., przełożona polskiego gimnazjum żeńskiego), Adam Bieńkowski (zm. 1987 r., dziennikarz, satyryk łódzkiego "Expressu Ilustrowanego"), Jan Augustyniak (zm. 1971 r., bibliotekarz, organizator łódzkiej sieci bibliotek dla dzieci), Bolesław Busiakiewicz (zm. 1971 r., dziennikarz radiowy, wprowadził na antenę m.in. "Koncert życzeń"), Wiktor Czajewski (zm. 1922 r., publicysta, wydawca, opublikował pierwsze kompletne wydanie "Pana Tadeusza"), Jan Dylik (zm. 1973 r., geograf, autor licznych prac naukowych z prehistorii, geografii i geomorfologii), Kazimierz Grus (zm. 1955 r., karykaturzysta, związany ze znanymi pismami satyrycznymi m.in. "Szpilki", "Mucha", "Cyrulik Warszawski"), Wacław Konopka (zm. 1938 r., rzeźbiarz, autor licznych nagrobków w Łodzi i okolicach), Jan Witold Moll (zm. 1990 r., lekarz, kardiochirurg, przeprowadził pierwsza w Polsce operację na otwartym sercu i pierwszą transplantację serca), Stanisław Rachlewski (zm. 1945 r., literat, dzienniarz, miłośnik Łodzi, autor m.in. pierwszego przewodnika po Cmenatrzu Starym pt. Zastygły nurt życia), Władysław Strzemiński (zm. 1952 r., artysta, malarz, teoretyk sztuki), Józef Texel (zm. 1904 r., aktor, śpiewak, reżyser teatralny), Bronisław Wilkoszewski (zm. 1901 r., artysta fotografik, autor kilkuset zdjęć Łodzi), Leopold Zoner (zm. 1919 r., drukarz, wydawca, współzałożyciel i komendant Łódzkiej Staży Ogniowej Ochotniczej).

Tu również znajdują się zbiorowe mogiły (w tym symboliczne) m.in. weteranów powstania styczniowego, uczestników walk rewolucyjnych w l. 1905-1907, harcerzy z Szarych Szeregów, żołnierzy Armii Krajowej, więźniów politycznych okresu stalinowskiego oraz mieszkańców Łodzi zamordowanych w hitlerowskich obozach koncentracyjnych.

Ogólne wrażenie tej części cmentarza psuje nadmiar nowoczesnej kamieniarki i miejscami dosyć skromny drzewostan (co już wielokrotnie podkreślałam). Łodzianie zdają sobie jednak sprawę, że mają piękny zabytek, stąd widać coraz więcej (choć nadal nie dość :-( ) odrestaurowanych nagrobków, a przy wejściu umieszczono nawet tablicę z lokalizacją grobów osób zasłużonych.

Część prawosławna

Jest to najmniejszy fragment nekropolii, wciśnięty między kwatery ewangelickie i katolickie. Początkowo prawosławnych grzebano na działce wielkości ok. 0,8 ha, która w 1888 r. i 1895 r. zwiększyła się raptem do 0,9 ha. Znajduje się pod zarządem parafii św. Aleksandra Newskiego.

Paradoksalnie, chociaż Rosjanie w XIX-wiecznej Polsce byli "narodem panującym", na łódzkiej nekropolii stanowią mniejszość, do tego najuboższą jeśli chodzi o jakieś artystyczne nagrobki. Zaliczyć do nich można m.in. dwa, niewielkie mauzolea (nieznanej rodziny i Konstantija Alieksandrowicza Gojżewskawa) oraz ciekawy nagrobek Wiktora Michajłowicza Kaniszcziewa (zm. 1895 r.).

Niewiele pozytywnego można też powiedzieć o pochowanych tu osobach, gdyż w większości byli to wojskowi oraz członkowie władz policyjno-administracyjnych. Tak np. wspomniany wyżej Konstantij Alieksandrowicz Gojżewski (zm. 1905 r.) był komisarzem policji, nota bene żonatym z katoliczką (Aleksandra ze Sztachów) pochowaną po drugiej stronie ogrodzenia, w części katolickiej. Z kolei Wiktor Michajłowicz Kaniszcziew (zm. 1895 r.) nosił szlify oficerskie w randze porucznika.

Warto natomiast odwiedzić grób Gezy Rozmus (zm. 1980 r.), malarza, członka Legionów Polskich i żołnierza wojska polskiego, walczącego z bolszewikami w l. 1920-1921. W nowszych czasach nekropolia ta nabrała bardziej pacyficznego charakteru. Spoczęły tu m.in. doczesne szczątki wybitnej uczonej, profesor Uniwersytetu Łódzkiego, kontynuatorki prac Tadeusza Kotarbińskiego Iji Pawłowskiej de Lazari (zm. 1994 r.)

Tu również, podobnie jak w części ewangelickiej, grzebane są obecnie osoby innych wyznań.

Sowa poleca ;-)

O tak, cmentarz rzeczywiście wart jest odwiedzenia, jak zresztą cała Łódź :-) Szczególnie urzekająca jest część ewangelicka, gdzie obok ciekawych pomników zachował się pierwotny układ parku-cmentarza (no i ta kaplica Scheiblerów... :-)). Co prawda i tu wdarło się lastriko, ale w znacznie mniejszym stopniu niż w części prawosławnej czy katolickiej. W tej ostatniej znajdziemy zresztą najwięcej rzeźb, podczas gdy w części ewangelickiej dominuje głównie architektura.

© Sowa
28.10.2007

Przypisy:

  1. W Polsce jakoś zawsze brakowało fachowej kadry, tak w rzemiośle, jak i sztukach pięknych. Najpiękniejsze zabytki budowali nam obcokrajowcy, nieraz sprowadzani z zagranicy (Włoch, Francji). Nawet w XIX w., kiedy szczególnie ważna była kwestia "narodowego" przemysłu i sztuk pięknych, oświeceni publicyści co rusz musieli przypominać o wspieraniu polskiej wytwórczości. Chciałoby się rzec: "Cudze chwalicie, swego nie wspieracie".
    Wracając jednak do Łodzi, chociaż większość przemysłowców łódzkich była obcego pochodzenia, nie mogliby rozwinąć interesów bez kredytów, udzielanych przez rząd Królestwa (na dodatek zazwyczaj nie były one spłacane). - W. Puś, Dzieje Łodzi przemysłowej : (zarys historii), Łódź 1987, passim.
  2. Dzisiejsza ul. Retkińska biegnie w zupełnie innym miejscu, bo dalej na zachód.
  3. Obecnie znajduje się tam drewniany kościół św. Józefa. Pierwotnie stał on w miejscu świątyni Wniebowzięcia NMP, skąd został przeniesiony właśnie w 1888 r.
  4. Na jego miejscu stoi neorenesansowa świątynia projektu przez Otto Gehliga, zbudowana w l. 1889-1891. Dziś jest to kościół katolicki św. Ducha.
  5. Dla porównania: do Cmentarza Bródnowskiego w Warszawie tramwaje dojeżdżały dopiero od 1933 r., do Rakowickiego w Krakowie - od 1934 r. Trzeba jednak przyznać, iż ulokowano je o wiele dalej za miastem niż łódzką nekropolię.
  6. Jak podaje Jan Dominikowski, do władz guberialnych, u których z kolei interweniował prezydent Łodzi, zostało wystosowane pismo, gdzie nie tylko w czarnych barwach uświadamiano, iż jest to jedyny cmentarz Łodzi, ale alarmowano, że już dochodzi do grzebania zwłok na alejkach cmentarnych. - J. Dominikowski, Nekropolia Łodzi wielkoprzemysłowej : Cmentarz Stary przy ulicy Ogrodowej : dzieje i sztuka 1854 - 1945, Łódź 2004, s. 63.
  7. Przynajmniej tak twierdzi autor znakomitej monografii Cmentarza Starego w Łodzi, Jan Dominikowski (J. Dominikowski, op. cit., s. 69). Ze zdjęć i wirtualnej trasy zwiedzania Pere Lachaise widać, iż daleko mu do cienistego parku.
  8. Jan Dominikowski w swojej niezastąpionej monografii Cmentarza Starego w Łodzi prezentuje ciekawe zestawienia pomników powązkowskich, łódzkich i zagranicznych. Wtedy dopiero widzimy, jaki ten świat jest mały oraz jak bardzo kiedyś "przejmowano" się prawami autorskimi ;-)
  9. Jednak nie znajdziemy go dziś na cmentarzu, gdyż uległ zniszczeniu już w kilka lat po wystawieniu (tj. ok. 1868 r.). Obecny pomnik, również ze składek społecznych, wykonał w l. 70-tych XIX w. inny znany rzeźbiarz Bolesław Syrewcz.
  10. jp, Cmentarne arcydzieła, "Gazeta Wyborcza" 2004 [wydanie internetowe].
  11. Niestety te ostatnie są rozproszone po różnych miejscach Łodzi (choć należy się cieszyć, że w ogóle ocalały), jednego posągu w ogóle brak, a Pieta jest poważnie uszkodzona.
  12. J. Dominikowski, op. cit., s. s 234.
    Pierwotnie nad wejściem znajdował się napis Pamięci Karola Scheibler, zastąpiony przez hitlerowców: Ruhestätte der Familie Karl Scheibler (Miejsce spoczynku rodziny Karla Scheiblera). Polski tekst został przywrócony dopiero w 2002 r.
  13. Nowy pomnik, wykonany za fundusze zebranych podczas kwest, wystawiono w 2001 r.

Źródła:

  • J. Dominikowski, Nekropolia Łodzi wielkoprzemysłowej : Cmentarz Stary przy ulicy Ogrodowej : dzieje i sztuka 1854 - 1945, Łódź 2004.
  • W. Puś, Dzieje Łodzi przemysłowej : (zarys historii), Łódź 1987.


Do góry