Cmentarze


Cmentarze średniowieczne (ok. V-XVI w.)
Słowem przydługiego wstępu

Średniowiecze to fascynująca i bardzo długa epoka, lecz paradoksalnie nie da się dokładnie określić jej granic chronologicznych. Najczęściej za początek przyjmuje się V w., czyli upadek Cesarstwa Zachodniorzymskiego, natomiast trudniej wyznaczyć koniec, bo prawie każdy kraj poszedł własną drogą, zarówno w sztuce, jak i kulturze.

Wbrew potocznej opinii średniowieczne pojmowanie śmierci i wyobrażenia o losach duszy po zgonie stopniowo ulegały pewnej ewolucji, co znalazło odbicie m.in. w formie nagrobków i w ogóle samym fakcie ich wystawiania. Wykształcone wówczas poglądy na karierę pośmiertną człowieka odbijały się echem także w późniejszych wiekach.

Jestem więc w pewnej rozterce, jak tu pisać, aby Wam zbytnio nie "namotać" i coby potem ktoś w szkole nie palnął jakiejś "herezji" ;) Przyjęłam zatem tradycyjną chronologię, która za kres średniowiecza i zarazem początek epoki nowożytnej uznaje XVI w. Od czasu do czasu będę jednak robiła "wycieczki" w XVII-XVIII w., aby lepiej zilustrować jakieś procesy kulturowe, czy też odwrotnie - podkreślić stopniowe zmiany, jakie zachodziły w naszych ukochanych cmentarzach.

Pozostaje jeszcze "sprawa polska", a zatem: czy polskie cmentarze różniły się od zagranicznych? Ujmę to tak: też chciałabym wiedzieć ;-) Naturalne tu i ówdzie będę podawała polskie przykłady "potwierdzające regułę", ale materiałów o naszych rodzimych nekropoliach (zwłaszcza sprzed XIX w.) jest bardzo mało, są rozproszone lub trudno dostępne dla zwykłych śmiertelników (czyli dla mnie ;-)). Cóż mam nadzieję, że i tak nudno nie będzie ;-)

Pamiętanie o śmierci

Średniowiecze do niedawna jawiło się jako epoka zabobonów, dominacji Kościoła, pogardy dla uroków życia doczesnego i "niezdrowej" fascynacji śmiercią. Jednak nie dajcie się zwieść! Ludzie potrafili się wtedy bawić nie gorzej, jak dziś ;-) I to gdzie? Nigdy nie zgadniecie: m.in. na cmentarzach! :) Ale po kolei.

Najpierw wyjaśnijmy sobie, o co chodziło z tym przesławnym memento mori (łac. pamiętaj o śmierci).

Jeszcze do niedawna w Europie śmierć była stale obecnym elementem codzienności. Nie dało się jej zamknąć w murach szpitali czy przytułków, a ludzie stykali się z nią na każdym kroku, w ciągu całego życia. Objawiała się podczas częstych epidemii lub klęsk głodu, nie można było udawać, że nas nie dotyczy, kiedy w naszej rodzinie z sześciorga rodzeństwa do małżeństwa dorastało zaledwie dwoje potomków. Do tego należy doliczyć ofiary licznych wojen albo niedokształconych medyków, aby wyłonił się nam obraz społeczności o wiele mniej "gładkiej" niż dzisiejsze panny i kawalerzy wdzięczący się na bilboardach. W takiej rzeczywistości śmierć i związana z nią groza (np. widok trupów) były czymś bliskim, jak pisał Philippe Aries, czymś oswojonym.

Trudno jednak żyć ze świadomością własnej marności. I tu wkracza religia, w tym chrześcijaństwo, które niesie wiarę w zbawienie po śmierci, tym samym nadając jej sens. Dla chrześcijanina kres egzystencji na ziemi nie jest końcem istnienia, bowiem Jezus zmartwychwstając pokonał śmierć. Czymże więc ona jest? W istocie to brama (łac. mors janua vitae - śmierć bramą życia), nieco brutalny i przykry sposób na przejście do prawdziwego życia w Królestwie Niebieskim.

Człowiek, "odbębniwszy" swój obowiązek na tym łez padole, umiera, bo taki jest boski master plan i jedyne, co mu pozostaje do roboty, to oczekiwanie Sądu Ostatecznego. Cała groza Kostusi polega na tym, że drastycznie przyspiesza moment, kiedy trzeba będzie odpowiedzieć za swoje uczynki. I to jest prawdziwy sens powiedzenia memento mori: pamiętaj o tym, że kiedyś umrzesz i będziesz musiał/a zdać Bogu sprawę ze swoich grzeszków1.

Chrześcijańska eschatologia nie odbiegała pod tym względem od judaizmu, któremu nieobca była idea wiecznej nagrody w Niebie lub niekończącej się kary w Szeolu (Piekle, Otchłani). Tym niemniej wyobraźnia średniowiecznych teologów wzbogaciła zaświaty o jeszcze jeden wymiar, bardzo istotny tak dla cmentarzy, jak i naturalnie dla samych nieboszczyków.

Panie i Panowie, na scenę dziejów wkracza Czyściec ;)2. Już od pierwszych wieków chrześcijaństwa przewijał się w pismach Ojców Kościoła, ale "po imieniu" rzecz nazwał dopiero papież Innocenty IV w 1254 r. Nauka o trzecim elemencie zaświatów upowszechniła się w XIII w., choć nie był to ani popularny motyw ikonograficzny, ani (o dziwo!) nieczęsto przypominano o nim w kazaniach.

No dobrze, ale dlaczego w ogóle go "wymyślono"? To proste: na pocieszenie ;) Świadomość własnej marności nie jest przyjemna, ale o wiele gorsza jest myśl o wiecznym potępieniu. Dla niewykształconych umysłów idea nieprzemijającej męki była trudna do pojęcia, a już tym bardziej do zaakceptowania. I chociaż pobyt w Purgatorium czekał właściwie wszytkie dusze3 (bo nikt nie jest bez grzechu), to w przeciwieństwie do kar piekielnych, miał jednak swój koniec, zależny nie tylko od wagi przewin zmarłego, ale przede wszytkim od interwencji żyjących.

Co to ma wspólnego z cmentarzami i w ogóle miejscami pochówku? Ano, częściowo wyjaśnia nam, dlaczego przez kilka wieków wyglądały tak, jak wyglądały i znajdowały się tam, gdzie się znajdowały.

Translokacja

Od czego by tu więc zacząć... już wiem! od końca :-) No więc zamiast "budować nastrój" i jak w każdym przyzwoitym wstępie stawiać tezy-hipotezy, od razu powiem, jak to było w owych "mrocznych wiekach".

Podstawową zmianą, jaka zaszła w naszych cmentarzach, było przeniesienie ich w pobliże kościołów, a tym samym w obręb zabudowy mieszkalnej. Od średniowiecza stały się więc stałym elementem krajobrazu miast, wsi, zamków i klasztorów. Dlaczego? O tym za chwilę.

Nie od razu jednak Rzym zbudowano ;) Takoż i na nowo chrystianizowanych ziemiach wiele nekropolii4 powstawało bez kościołów, gdyż budowa tych ostatnich wymagała więcej czasu. Takie rozwiązanie preferowali np. saksońscy mieszkańcy Wielkiej Brytanii, którzy często wystawiali zwykły krzyż, wyznaczając w ten sposób miejsce zgromadzeń dla lokalnej wspólnoty, a także teren do grzebania zmarłych. Dopiero w późniejszych latach wznoszono tam kościół. Cmentarze te były konsekrowane, a o ich jak najbardziej chrześcijańskim charakterze świadczyła terminologia. Nazywano je bowiem cimiteria ecclesiae (łac. cmentarze kościelne) w przeciwieństwie do tumuli paganorum (łac. mogiły pogan). Poza Anglią nie wszędzie doczekiwały się kościołów, skoro z czasem wierni przenosili szczątki bliskich w pobliże nowych świątyń. Co działo z tymi pierwszymi chrześcijańskimi cmentarzami? Czasami stawały się szczegółem topograficznym, dla odróżnienia od nowszych miejsc pochówków określanym jako "antiquum cimitterium lub "vetus cimiterium" (łac. starożytny lub stary cmentarz).

Dziś trudno sobie wyobrazić, jakim cudem te wszytkie pokolenia nieboszczyków mieściły się na niewielkich dziedzińcach kościelnych (zwłaszcza w czasie epidemii). A jednak nasi przodkowie jakoś sobie z tym radzili, choć kosztowało ich to wiele, naprawdę wiele wyrzeczeń.

Rodzaje rzeczy

Średniowiecze mocno skomplikowało systematykę nekropolii (albo też winni są temu zbyt skrupulatni historycy ;P). Najogólniejszy i najprostszy podział ówczesnych miejsc pochówków przedstawia się bowiem następująco5:

  1. cmentarze przykościelne (dziedziniec lub bezpośrednia okolica świątyni);
  2. cmentarze kościelne (pochówki w budynku kościoła np. w osobnych podziemiach);
  3. cmentarze "w polu" (poza obrębem osiedli ludzkich) - w tym:
    • z własną kaplicą lub kościołem,
    • bez własnej kaplicy czy kościoła.

Obecność kościoła lub chociaż kaplicy była bardzo ważna i "przyzwoity" cmentarz nie mógł się bez nich obejść ;). Nawet jeśli był przeznaczony dla osób "podlejszej kondycji" społecznej, to prędzej czy później zawsze znalazł się jakiś pobożny grzesznik, który fundował chociaż drewnianą kaplicę. Aby wzbogacić Wasze słownictwo, dodam jeszcze, iż owe pochówki przy oraz w samym kościele określa się z łaciny: apud ecclesiam (w, obok kościoła), a jeśli dodatkowo znajdowały się w nim relikwie, mówiono o grobach ad sanctos (przy świętych).

Najwięcej informacji udało mi się zgromadzić o pierwszym i drugim typie cmentarzy, bo też i one były najpopularniejszym miejscem grzebania zmarłych, wykorzystywanym zresztą aż do XVIII-XIX w. Wbrew potocznej opinii (zob. też Cmentarze "krótko i zwięźle" : prosta historia) cmentarze "w polu" powstały jeszcze w średniowieczu, choć ich klientela nie należała do szczególnie... poważanej. Tego rodzaju nekropolie służyły bowiem głównie przestępcom, samobójcom, topielcom, ofiarom epidemii, a przede wszytkim biedakom. Ale były, nie są więc "wynalazkiem" francuskiego oświecenia.

Tempus fugit...

Pochówki w miastach nie pojawiły się ot, tak sobie. Potrzeba było kilku precedensów (zob. Przyczyny...) oraz "odrobinki" czasu.

Niechęć do bliskości zmarłych znikła najwcześniej w afrykańskich koloniach Imperium Romanum, a rzymskie prawo, zabraniające pochówków intra muros (łac. wewnątrz murów) definitywnie lekceważono w Wiecznym Mieście już w VI w.

Od tegoż stulecia cmentarze w sąsiedztwie domówi mieszkalnych coraz mniej ludziom przeszkadzały, co zdaje się potwierdzać ustawodawstwo państwowe. Kiedy bowiem cesarz Justynian (483-565) nakazał kodyfikację prawa rzymskiego (l. 528-534 tzw. Kodeks Justyniana) nie "wciągnął" doń zakazu pochowku w miastach. Podobnie postąpił kolejny reformator prawa bizantyńskiego cesarz Leon VI Filozof (zw. Mądrym; 866-912) po prostu raz na zawsze zezwalając na obecność nieboszczyków w miastach.

Nie wszytkim się to podobało i nie od razu martwi "zamieszkali" wśród żywych. Najwięcej sprzeciwów budziły groby w kościele. Tak np. św. Jan Chryzostoma (ok. 350-407) trzeźwo zauważał:

"Bacz, aby żadnego grobu nie zbudowano w mieście. Jeśliby pochowano zwłoki tam, gdzie sypiasz i jadasz, co byś uczynił? A jednak chowasz zmarłych nie tam, gdzie sypiasz i jadasz, lecz na świętych członkach Chrystusa (...) Jak można odwiedzać kościoły Boże, święte przybytki, gdy panuje tam fetor tak straszliwy."6

W ponad sto lat później wtórowali mu niektórzy biskupi. Na zakończenie synodu w Braga (563 r.)7 uczestniczący w nim duchowni uznali za stosowne ogłosić, aby:

"(...) ciał zmarłych w żadnym razie nie grzebać w bazylice świętych, lecz, jeśli to konieczne, na zewnątrz, blisko muru bazyliki. Albowiem skoro miasta po dziś dzień [podkreśl. Sowa] zachowują ten dawny przywilej, by w żadnym wypadku w obrębie murów nie zostało pogrzebane ciało jakiegokolwiek zmarłego, tym bardziej szacunek należny jest ciałom czcigodnych męczenników."8

Z jednej strony starano się więc powstrzymać inwazję zmarłych na miejsca święte, a z drugiej zapoczątkowano nowy typ cmentarza wokół kościoła.

Obydwie cytowane wypowiedzi zawierają ważną informację, iż jeszcze w owym VI w. istniały miasta, gdzie chowanie zmarłych w obrębie murów było zabronione, co tym bardziej frustrowało duchownych zmagających się z "zatrupianiem" kościołów.

Należy jednak zdawać sobie sprawę, że ostateczna chronologia zależała od lokalnego zwyczaju. Ot, np. w Anglii za prekursora pochówków na churchyards uznaje się "dopiero" arcybiskupa Cantebury Cuthberta (?-760), który ok. 750 r. zezwolił na grzebanie zmarłych wokół świątyni (choć tylko tych, którzy pełnili w niej jakieś funkcje religijne)9. Z chwilą, kiedy Mieszko I przyjmował chrześcijaństwo (966 r., jakby ktoś zapomniał ;)) cmentarze w i przy kościołach były już tak zakorzenione w kulturze chrześcijańskiej, że zostały niemal "automatycznie" zaszczepione na gruncie polskim.

Przyczyny...

Zastanawiacie się pewnie, jak to się stało, że przestano kultywować wcale higieniczny zwyczaj grzebania przodków z dala od domu i wprowadzono ich do miasta, a nawet kościoła. Otóż, przyczyny były właściwie dwie: jedna natury "duchowej", druga "doczesnej".

Zaczęło się od wiary w zmartwychwstanie ciał, a chcąc być bardziej prawdomównym: od jej "ludowej" interpretacji. Uważano bowiem, iż życiem wiecznym będą się cieszyć tylko pochowani w nieskalanej ziemi i których szczątki nie zostaną zbezczeszczone (np. spalone).

Idealnie powyższe warunki spełniała okolica grobów męczenników, gdyż tak zasłużona persona na pewno będzie stanowiła postrach zarówno dla rabusiów, jak i mocy piekielnych, a jeszcze użyczy swej świętości spoczywającym przy niej nieboszczykom. Tego rodzaju myślenie cechowało zresztą nawet Ojców Kościoła, w tym cytowanego wcześniej Jana Chryzostoma, bowiem o grobach świętych pisał:

"[od miejsc], gdzie pochowane są kości męczenników, diabły uciekają, jak od ognia i niewyobrażalnych męczarni."10

Z kolei św. Ambroży (ok. 340-397) pochował swego brata, Manliusza Satyrusa, "po lewej ręce męczennika", uzasadniając to następująco:

"Oby w nagrodę za jego zacne życie soki tej świętej krwi przesączyły się przez ziemię i napoiły jego ciało."11

Jeszcze dobitniej myśl tę wyraził św. Paulin, który swojemu synowi Celsusowi wyznaczył miejsce spoczynku koło świętych relikwii:

"(...) aby połączyć go z męczennikami przez wspólnotę grobu, aby przez bliskość krwi świętych nabrał tej cnoty, która niby ogień oczyszcza dusze nasze."12

Trzeba również zauważyć, że kult świętych rozwijał się głównie po śmierci delikwenta. To przecież relikwie - różne palce św. Tomasza lub oczęta św. Łucji - dokonywały cudów, a jeśli ktoś dzielnie przebrnął przez Miracula św. Stanisława, to dowiedział się, że lecznicze właściwości miał nawet sam grób świętego. Stopniowo zostało przełamane więc tabu, jakim było przekonanie o nieczystości trupa13, czego najlepszym dowodem są wspaniałe bazyliki budowane już od IV w. nad grobami męczenników. Jak gdyby nigdy nic sprawowano w nich liturgię, chociaż wokół pełno było zwłok - rzecz w judaizmie, a nawet u pogan nie do pomyślenia.

Specyficznie rozumiana pobożność wprowadziła więc zwłoki najpierw do kościołów, aczkolwiek tylko tych, gdzie pochowani byli męczennicy. Tym niemniej pierwsi chrześcijanie grzebali swych zmarłych (w tym zasłużonych) na cmentarzach publicznych, znajdujących się za murami. Jakim więc cudem zmarli "nagle" znaleźli się w mieście? Ano, drogi były dwie...

Owszem, największe cmentarze chrześcijańskie w Rzymie istniały za miastem i tam wokół grobów świętych koncentrowały się pochówki. Nadeszły jednak burzliwe czasy i najazdy barbarzyńców już od V w. poważnie zagroziły przedmieściom oraz samym relikwiom. Wówczas to (zwłaszcza w VIII w.), zaczęto przenosić święte szczątki do kościołów w obrębie murów. Za nimi podążyli też i zwykli śmiertelnicy nie krępowani ani prawem, ani tym bardziej "pogańskimi" obyczajami.

Niektóre metropolie wyszły jednak cało z "wędrówki ludów" i nie trzeba było eksmitować świętych z ich pierwotnych mauzoleów. Ba! stały się one zalążkiem prężnie rozwijających się ośrodków kościelnych. Bardzo często i bardzo szybko formowała się wokół nich wspólnota świecka lub zakonna, która organizowała miejsce kultu, przyczyniając się w ten sposób do powstania nowego przedmieścia. Wiadomo bowiem, że podróżnik, przybywający po łaskę do takiego św. Idziego, musi coś jeść, gdzieś spać i w ogóle wydać pieniądze. Dawało to okazję do zarobku wszelakim handlarzom, przekupkom, karczmarzom itp. elementowi, budującemu za pielgrzymią gotówkę nowe miasto. Wraz z rozwojem metropolii owe "święte przedmieścia" były do niej włączane, a wraz z nimi - przykościelne cmentarze.

Był to proces stopniowy, który jednak znacząco wpłynął na światopogląd kleru, skupionego wokół miejskich parafii, a zwłaszcza wokół katedr. Powody były prozaiczne: prestiż i pieniądze. Sanktuaria świętych dawały ogromne zyski i szybko stały się konkurencją dla kościołów miejskich. Stąd także duchowieństwo osiadłe w miastach, zaczęło zabiegać o jakieś relikwie czy chociaż zwłoki szczególnie pobożnych mężów lub niewiast. W ten sposób oszczędzono wiernym drogi na przedmieścia, a przy okazji usankcjonowano obecność zmarłych w ścisłym centrum metropolii.

Nowa lokalizacja cmentarzy stała się czymś tak oczywistym, że w kilka wieków później Kościół groził surowymi karami za pochówki "w polu" lub przy drogach, uznając to za relikt pogaństwa. Dotyczyło to zwłaszcza terenów dopiero co schrystianizowanych (m.in. Litwy), gdzie przyzwyczajanie ludu do nowego porządku kosztowało Watykan wiele czasu i wysiłku. Tym niemniej w końcu się udało i od średniowiecza aż do epoki oświecenia zmarli spoczywali tuż obok żywych.

... i skutki

Jak przystało na każdą "szanującą" się ;) epokę historyczną, również średniowiecze przyniosło coś nowego, takoż w kwestiach grzebania umarłych. Przeniesienie nekropolii do miast przyczyniło się do zmian zarówno w samych cmentarzach, jak i w ogóle w ich postrzeganiu.

Zacznijmy jednak od rzeczy najbardziej oczywistych ;)

Żadne "przyzwoite" miasto starożytne, średniowieczne czy wczesnonowożytne nie mogło obejść się bez murów lub przynajmniej jakiś umocnień. Dla dzisiejszych turystów stanowią one wdzięczny obiekt do pamiątkowych zdjęć (tudzież wspinaczki ;)), ale patrząc na rzecz z punktu widzenia urbanistyki, fortyfikacje skutecznie utrudniały swobodny rozwój miast. Co to ma wspólnego z cmentarzami? Ot, niewiele ;P oprócz tego, że ich powierzchnia od początku nie była przez to dostosowana do funkcji i co gorsza zazwyczaj niemożliwe było jej powiększanie. Owa smutna rzeczywistość wymusiła stosowanie zabiegów będących wcześniej nie do pomyślenia np. częstych ekshumacji i przenoszenia kości do specjalnych budynków, co z kolei uczyniło wystawianie trwałych nagrobków praktycznie bezsensownym (przynajmniej poza kościołem) (zob. Cmentarze przykościelne : urządzenia cmentarne).

Kiedy cmentarze znajdowały się przy drogach, punktem honoru każdej rodziny było umieścić grób jak najbliżej ludzkich oczu. W średniowieczu, ze względu na zmianę lokalizacji nekropolii, zasada ta przestała obowiązywać. Prawie. Zmarłych "ciągnęło" nie tyle do ludzi, co do Boga (to chyba dobrze ;)). Centrum nekropolii wyznaczał bowiem kościół, traktowany wówczas trochę jak teatr, gdzie sceną a zarazem najważniejszym miejscem był ołtarz. Uważano, iż "promieniuje" od niego świętość, przenikając kościelne mury i rozprzestrzeniając się na okolicę, zatem im bliżej ktoś znajdował się ołtarza, tym bardziej był "uświęcony". Przekonanie to wpłynęło na hierarchię ważności miejsc zarówno na cmentarzu, jak i w samym kościele.

No dobrze, to teraz przejdźmy do problemów mniej rzucających się w oczy ;) Zasadniczo sprowadzają się one do twierdzenia: w średniowieczu cmentarze były ważnym miejscem w życiu wspólnoty, aczkolwiek (moim zdaniem) nie do końca dlatego, że były... cmentarzami. Zawiłe? Już spieszę z wyjaśnieniem.

Pochylmy się (jak mawiają prawdziwi badacze ;)) najpierw nad sakralnym aspektem nekropolii, który w porównaniu ze starożytnością zyskał na znaczeniu.

Jako się rzekło wyżej) kult świętych przełamał tabu o nieczystości trupa, dopuszczając pełnienie służby bożej w sąsiedztwie nieboszczyków. Jednakże o randze cmentarza nie decydował fakt złożenia tam ludzkich szczątków, bo gdyby tak było, obchodzono by się z nimi znacznie lepiej (zob. Cmentarze krotko i zwięźle zwłoki [ink]). To Dom Boży "promieniował" na okolicę, a nie zwłoki Iksińskich czy Kowalskich14.

Jednocześnie konsekwencją przeniesienia miejsc pochówków w sąsiedztwo kościołów było włączenie ich w chrześcijańską dydaktykę śmierci i zmartwychwstania. Nie sposób było wejść do świątyni i uczestniczyć w nabożeństwie, aby nie zauważyć nagrobków, epitafiów czy kości zgromadzonych w specjalnej galerii. Mało tego, właśnie w średniowieczu na cmentarzach zaczęto odprawiać pewne uroczystości religijne np. misteria pasyjne15, Drogę Krzyżową, procesję na Boże Ciało, a przede wszytkim głoszono płomienne kazania o znikomości naszego doczesnego istnienia.

Wreszcie, cmentarze były (i są) miejscem modlitwy, acz w chrześcijańskim średniowieczu jej funkcja, "przedmiot" i "adresaci" zostały mocno przewartościowane. Wraz z rosnącą popularnością nauki o Czyśćcu (zob. Pamiętanie o śmierci) zaczęto propagować modlitwę za zmarłych, przynoszącą im ulgę w cierpieniu lub przybliżającą zakończenie kary. Jej skuteczność zwiększała bliskość szczątków świętych oraz samych nieboszczyków, w intencji których się modlono. W ten sposób groby znów stały się miejscem kultu związanego ze zmarłymi, choć nie był on tym samym, co kilka wieków wcześniej.

Cmentarze zachowały więc swój religijny charakter, lecz wynikał on raczej z czynników zewnętrznych (sąsiedztwo kościoła), w tym celowych działań kleru.

Czy jednak nekropolie coś przez to straciły? I tak, i nie. Znalazły się przecież w centrum życia religijnego i dzięki opisanym wyżej funkcjom były odwiedzane znacznie częściej niż tylko podczas zwyczajowych świąt zmarłych. Jednak równocześnie ich niewielkie rozmiary i "ukierunkowanie" na funkcje "eschatologiczne", ograniczyło żywym możliwości indywidualnego kultu prywatnego (np. poprzez wystawienie nagrobka).

Spójrzmy jeszcze raz na topografię miejsc pochowków. Z jednej strony była ona bardzo prestiżowa - w końcu kościołów nie budowano byle gdzie - ale zarazem stała się źródłem wielu zmartwień dla ofiarnych pasterzy Bożej trzódki ;) Wśród ciasnej zabudowy miast średniowiecznych dziedziniec świątyni bywał czasem jedynym wolnym placem w okolicy. Nic zatem dziwnego, że oprócz funkcji sakralnych cmentarz służył też bardziej przyziemnym celom jak sądy, targi itp. (zob. Cmentarz żywych i umarłych)16.

Nowa lokalizacja nekropolii przyniosła więc sporo zmian, które wpłynęły tak na kształt miejsc pochowków oraz ich rolę w świadomości ówczesnych ludzi. Bliskość kościoła i odbywające się wśród grobów praktyki religijne (w tym modlitwa wstawiennicza) uczyniły cmentarze "podwójnie" świętymi. Z drugiej strony traktowano je z pewną dozą familiarności, bez pardonu zawłaszczając ich przestrzeń na cele świeckie, co dziś skłonne jesteśmy uznać za pewne lekceważenie. Cóż, być może taka była cena przeniesienia cmentarzy w obręb murów?...

© Sowa
29.10.2009

Do góry

Przypisy

  1. Więcej o pojmowaniu śmierci w dawnych wiekach zob. fundamentalna praca Ph. Aries, Człowiek i śmierć, Warszawa 1989.
  2. Oprac. na podst.: S. Bylina, Człowiek i zaświaty : wizje kar pośmiertnych w Polsce średniowiecznej, Warszawa 1992, s. 115-135 ; A. Englisz, hasło czyściec [w:] Encyklopedja kościelna podług teologicznej encyklopedji Wetzera i Weltego, z licznemi jej dopełnieniami. T. 3 Brzoski - Czyżewski, przy współprac. kilkunastu duchownych i świeckich osób wydana przez M. Nowodworskiego, Warszawa 1877, s. 680-683.
  3. W kontrreformacyjnym duszpasterstwie dla człowieka dostępne stały się tylko Piekło i Czyściec. Bezpośrednio do Nieba mogli się dostać tylko święci i wyjątkowo pobożni ludzie, a sama myśl, że kogoś ominie Purgatorium była uznawana za przejaw pychy i od razu kwalifikowała danego osobnika do Piekła. - T. Wiślicz, Chłopskie pogrzeby w Polsce od drugiej połowy XVI do końca XVIII wieku, "Kwartalnik Historii Kultury Materialnej" 1997, nr 3-4, s. 353.
  4. Używane przeze mnie określenie nekropolia jest uzasadnione tylko moim dążeniem do unikania powtórzeń słowa cmentarz. W istocie nekropolia to z greckiego miasto zmarłych, tymczasem cmentarze średniowieczne w porównaniu ze starożytnymi (a już tym bardziej współczesnymi) były bardzo małe.
  5. Helena Zoll-Adamikowa dla Małopolski w okresie wczesnego średniowiecza (X-XII w.) wyróżniła dwa typy cmentarzy: przykościelne i nieprzykościelne. - podaję za: A. Labudda, Liturgia pogrzebu w Polsce do wydania Rytuału Piotrkowskiego (1631) : studium historyczno-liturgiczne, Warszawa 1983, s. 63.

    Jeśli jednak spojrzymy na całość dziejów cmentarzy w Europie, to o charakterze cmentarza decydowała głównie jego odległość od osiedli ludzkich (miast, wsi). Nawet na cmentarzach dla skazańców z czasem stawiano kaplice, przez co stawały się cmentarzami przykościelnymi, ale nadal różniły się od nekropolii miejskich.

  6. Podaję za: Ph. Aries, Człowiek i śmierć, Warszawa 1989, s. 43.
  7. Sobór w Braga odbył się w l. 561-563, ale jego postanowienia ukazały się (siłą rzeczy) właśnie po zakończeniu obrad. Nad grobami świętych męczenników budowano przeważnie bazyliki, dlatego też akurat o nich wspomina sobór.
  8. Concilium Bracarense I - Documenta Omnia. [P. 2], XVIII. Edycja elektroniczna.

    Za tłumaczenie dziękuję Dobrej Duszy z Czytelni Zbiorów Specjalnych Biblioteki Narodowej :)

  9. Hasło churchyard [w:] British universities encyclopedia : a dictionary of universal knowledge. Vol.3, Catarrh to diophantus, ed. by D. Patrick, and W. Geddie, London [l. 1933-1937], s. 245; hasło churchyard [w:] The encyclopedia britannica : a dictionary of arts, sciences, literature and general information. Vol. 6, Chatelet - Constantine, 11th ed., New York 1911, s. 349.
  10. Podaję za.: E. Panofsky, Tomb sculpture : its changing aspects from ancient Egypt to Bernini, ed. by H. W. Janson, London 1964, s. 46.
  11. Fragment epitafium napisanego przez św. Ambrożego dla brata. Podaję za: P. Mrozowski, Polskie nagrobki gotyckie, Warszawa 1994, s. 121.
  12. Ph. Aries, op. cit., s. 46.
  13. Erwin Panofsky stwierdził wręcz, że chrześcijaństwo zmniejszyło strach przed śmiercią i zmarłymi. - E. Panofsky, op. cit., s. 46.

    Rzeczywiście umarli stracili wiele swych dawnych przywilejów i "środków nacisku" na żywych, ale pogańskie zaświaty (np. rzymskie) nie zawsze były aż tak smutne, aby należało się bać umierania.

  14. Potwierdzeniem tego może być fakt, że cmentarze bez kaplicy czy kościoła były uważane za gorszej kategorii i najczęściej grzebano na nich przestępców, ofiary epidemii czy biedaków (zob. też Z dala od miejskiego zgiełku).
  15. W 1510 r. na dość dużym cmentarzu przy kościele św. Marii Magdaleny w Chateaudun odgrywano sceny z Pasji na 39 scenach! - W. Tydeman, The medieval European stage, 500-1550, Cambridge 2001, s. 313.
  16. Funkcjonowanie miejsc pochówku uzależnione było nie tylko od tego, co mówił Kościół. Właściwie toczył on ciągłą "wojnę" z ludową "nadinterpretacją" doktryny chrześcijańskiej i ciągłym usiłowaniem "zawłaszczenia" przestrzeni sakralnej do przyziemnych celów (zob. Cmentarze "krótko i zwięźle" : prawem i lewem). Bywało więc, że biskup zabraniał handlu na terenie cmentarza, a Boże owieczki i tak robiły swoje.

Źródła

  • Ph. Aries, Człowiek i śmierć, Warszawa 1989.
  • J. Curran, hasło cemetery [w:] The Catholic Encyclopedia. Vol. 3, New York 1908. Edycja elektroniczna New Advent Encyclopedia.
  • H. Insadowski, Kościelne prawo pogrzebowe, "Ateneum Kapłańskie" 1929, T. 23-24.
  • A. Labudda, Liturgia pogrzebu w Polsce do wydania Rytuału Piotrkowskiego (1631) : studium historyczno-liturgiczne, Warszawa 1983.
  • W. Wójcik, Prawo cmentarne w Polsce do połowy XVI wieku, "Polonia Sacra" 1958, nr 10, s. 165-218.


Do góry