Cmentarze


Cmentarze "krótko i zwięźle"
Grób i nagrobek

Zbiorowe mogiły czy groby bez pomników kojarzą się raczej z miejscem jakiejś okrutnej zbrodni np. obozem koncentracyjnym czy terenem masowych straceń. Przywykłyśmy, że cmentarz winien "informować" o pochowanych tam ludziach i to najlepiej poprzez indywidualne nagrobki. Jednak w ciągu minionych wieków do spraw pochówków oraz ich oznaczania podchodzono nader różnorodnie.

Razem czy osobno?

Jako się rzekło, masowe groby dziś źle się kojarzą. A przecież korzystano z nich od czasów starożytnych aż do niemal współczesnych, choć w żadnym wypadku nie należy ich uważać za dominujący sposób pochówków1.

Zbiorowe mogiły kojarzy się zazwyczaj z średniowieczem, kiedy to mała powierzchnia cmentarzy przykościelnych wymuszała upychanie nieboszczyków, jak sardynki w puszce. Tymczasem, ponoć już w czasach starożytnych na południe od Bramy Eskwilińskiej pod Rzymem istniał cmentarz dla ubogich, gdzie ich szczątki wrzucano do głębokich dołów o ścianach wzmocnionych kamiennymi płytami (tzw. puticuli)2.

Do metody tej powrócono w czasach katedr i uczciwie trzeba przyznać, że zyskała ona na wielkiej popularności, ale nie wyłączności.

Od XV w. na przeciętnym cmentarzu w kraju nad Loarą dominowały więc mogiły zbiorowe, a regułą było kopanie ich w czasie epidemii (co praktykowano także w innych krajach Europy). Aż do końca XVIII w. był to też powszechny sposób grzebania biedaków. Cmentarz, gdzie stosowano tę metodę, nie przedstawiał najprzyjemniejszego widoku, gdyż zawsze jeden, niezapełniony do końca grób pozostawał otwarty. Przykrywano go co prawda deskami lub żelazną kratą, ale chyba bardziej "dla zasady", niż aby oszczędzić odwiedzającym widoku i zapachu gnijących ciał. Praktyki te były dość rozpowszechnione nie tylko we Francji, ale w ogóle wszędzie tam, gdzie miejsca pod cmentarze było mało, a zmarłych dużo.

Zbiorowe mogiły funkcjonowały też w świątyniach, choć nie były tak imponujących rozmiarów jak cmentarne i towarzystwo bywało lepsze ;). Porządek kościelny (e Kirchenordnung) dla Kościoła Mariackiego w Gdańsku z 1612 r. wspominał o wspólnych grobach cechów czy rodzin. Oczywiście pochówek w nich był płatny podobnie, jak inne miejsca w kościele.

W XVIII w. pojawiły się głosy piętnujące ów stan rzeczy. Z jednej strony wysuwano argumenty zdrowotne (otwarte groby sprzyjały rozprzestrzenianiu się trujących gazów, powstających podczas gnicia zwłok), ale także uczuciowo-religijne (domagano się większego poszanowania ludzkich szczątków). Nawoływania te zyskały poparcie wśród niektórych monarchów, co widać np. w ustawach pruskich czy austriackich z końca XVIII w., kategorycznie zabraniających pochówków w grobach masowych. Gdzie indziej były one jednak wykorzystywane bardzo długo np. w Wielkiej Brytanii zlikwidowano je dopiero w połowie XIX w., a w Neapolu trwały co najmniej do końca XIX w.3

Tym niemniej nawet w epoce "ciasnych cmentarzy" zbiorowe mogiły wcale nie były najczęstszym sposobem grzebania zmarłych. Jeśli istniały "możliwości techniczne" starano się kopać osobne groby. Dotyczy to zwłaszcza cmentarzy prowincjonalnych i podmiejskich, ale XVII-wieczne widoki miast pokazują, że nie było to aż tak rzadkie, jakby można wnosić po lekturze książki Philippe Aries'a.

Groby pojedyncze były zazwyczaj kopane "na miarę" i do tego dość płytko (90-150 cm)4. We wczesnym średniowieczu tylko w wyjątkowych wypadkach budowano "komorę grobową" poprzez podparcie ścian dołu kamieniami lub deskami. Potem stało się to bardziej powszechne, choć dotyczyło zazwyczaj kościołów.

Pośmiertne losy nieboszczyka nie były więc takie oczywiste. Największe prawdopodobieństwo, że wyląduje on we wspólnym grobie, istniało w ludnej okolicy, gdzie cmentarzy było mało, zmarłych dużo, a do tego większość z nich była niewypłacalna. Jeśli więc mamy coś uogólniać, to raczej wypada stwierdzić, że groby masowe powszechniejsze były w metropoliach niż w miasteczkach czy na wsi.

Teren prywatny, czyli o prawie własności do grobów i nagrobków

Jest to temat dość kontrowersyjny i w ciągu wieków bywał przyczyną niejednej waśni lub wzajemnych żalów, tak między Kościołem a wiernymi, jak i między krewnymi. A wszytko przez nieprecyzyjną terminologię.

Do XIX w. wszytkie groby na cmentarzu były właściwie tymczasowe i nikomu nie śniło się o czymś takim, jak nienaruszalność zwłok. Nie istniało również pojęcie wieczystej (lub nawet tymczasowej) własności miejsca pochówku, gdyż wówczas użytkowanie małych cmentarzy przykościelnych byłoby naprawdę skomplikowane5.

Reformy przełomu XVIII-XIX w. zapoczątkowały jednak racjonalną gospodarkę ziemią cmentarną, w wyniku której wprowadzono różne kategorie grobów. Najbardziej podstawowy ich podział, obowiązujący m.in. w Polsce co najmniej od XIX w., przedstawia się następująco:

  • groby niestałe (czasowe) - zwłoki grzebie się na określony czas (w różnych krajach od 5-20 lat), po czym mogiły są plantowane i ponownie użyte do pochówków. Na grobach tych nie można wystawiać stałych pomników (np. murowanych)6;
  • groby stałe (własne) - nie ma ograniczenia czasowego i można wystawiać trwałe nagrobki.

Wykupienie miejsca pod grób stały nie jest jednak równoznaczne z nabyciem na własność fragmentu cmentarza, który jest niepodzielną własnością hipoteczną i nie może być sprzedawany. Precyzyjniej byłoby więc mówić o swego rodzaju koncesji, czyli:

"najęciu miejsca na grób na czas nieograniczony."7

Tym samym grób stały nie może być traktowany jako majątek, zatem nie należy brać go pod uwagę przy obliczaniu podatków od spadku, nie podlega podziałowi spadkowemu i nie stanowi zabezpieczenia kredytu. Z drugiej strony wolno przekazać go jako darowiznę lub zapisać komuś w testamencie. Co więcej jeśli w danym czasie, określonym przez regulamin cmentarza, nad grobem stałym nie będzie sprawowana opieka (tj. będzie on zaniedbany), może on wrócić pod zarząd cmentarza i zostać ponownie "wydzierżawiony"8.

Przepisy regulowały też, kto był uważany za "właściciela" takiego grobu. Pierwotnie uznawano za niego osobę, która wniosła opłatę, co jak się z czasem okazało nie było najszczęśliwszym pomysłem. Wiele rodzin korzystało bowiem z usług przedsiębiorców pogrzebowych i to ich nazwiska ostatnich widniały na rachunkach. Bywało więc, że rościli sobie oni prawo do grobu, za który nie zapłacili9. Ostatecznie zdecydowano więc, że właścicielem jest ten, dla którego pochowania zakupiono plac na cmentarzu. Tylko on lub wyznaczone w testamencie osoby mogły dysponować grobem, a w razie braku takich ustaleń na każdy pochówek konieczna była zgoda w s z y t k i c h krewnych.

Opisane wyżej zalecenia porządnie komplikowały życie przeciętnego człowieka, a właściwie nadal komplikują, gdyż ogólne zasady pozostały niezmienione. Ale cóż, porządek musi być - nawet po śmierci :)

Na co nam te nagrobki?

Na-grobek, jak sama nazwa wskazuje, powinien znajdować się w miejscu pochówku danej osoby, a przy okazji informować, co też nieboszczyk zrobił dla dobra ludzkości. Nie wystawienie nagrobka było postrzegane jako ciężka obelga wobec cieni przodków albo... jako surowa kara dla zmarłych. Okazuje się, że w ciągu wieków pogląd na tę sprawę ulegał pewnym "ewolucjom" i np. to, co było oczywiste dla założycieli Imperium Romanum już w średniowieczu uchodziło z wielkim trudem.

Cofnijmy się jednak do pradziejów. Otóż najbardziej pierwotną funkcją nagrobka było po prostu uchronienie zwłok przed zbezczeszczeniem np. przez dzikie zwierzęta10.

Wraz z rozwojem koncepcji eschatologicznych także grób zyskał nowe znaczenie, co zresztą było wspólne nawet całkiem odmiennym kulturom np. Rzymian i Słowian. W ich wierzeniach miejsce pochówku było wycinkiem przestrzeni zmarłych "zakotwiczonej" w świecie żywych, nieprzypadkowo więc niektóre grobowce budowano na podobieństwo rzeczywistych domostw. W tym kontekście nagrobek oznaczał miejsce bytowania przodków, był łącznikiem między dwoma wymiarami ludzkiego istnienia.

Dla Greków i Rzymian nagrobek miał ponadto informować o konkretnym zmarłym tj. przechowywać pamięć o nim i w ten sposób zapewnić mu życie pośmiertne. Nazywanie go monumentem było więc jak najbardziej uzasadnione11. Takie podejście do problemu okazało się nadzwyczaj szczęśliwe dla... rozwoju sztuk pięknych. Jeśli bowiem za życia nie udało się nam przejść do historii, to niechaj przynajmniej jakieś dzieło skulptury na grobie zaświadczy o naszym istnieniu. Starożytni świetnie to rozumieli, co widać np. w licznych, mniej lub bardziej okazałych formach nagrobków (zob. Cmentarze starożytnego Rzymu : cmentarze naziemne, a także w dość powszechnym zwyczaju ich wystawiania.

Kolejną, i to niemniej ważną, przyczyną fundowania nagrobków była zwykła ludzka duma. Z jednej strony istotne było przekazanie potomności informacji: "Tu byłam", ale ponieważ nie każdego było na to stać, już samo ufundowania pomnika w miejscu pochówku uzupełniało poprzedni przekaz do zdania: "Tu byłam i byłam wielka" ;)

Nagrobek stał się więc ważnym świadectwem rodowego splendoru. Cóż bowiem pomyślisz sobie, prochu marny, na widok mauzoleum cesarzowej Liwii (58 p.n.e.- 29 n.e.), składającego się z kilku ogromnych pomieszczeń, przeznaczonych nie tylko na szczątki krewnych tej szacownej matrony, ale również na tysiące urn jej wyzwoleńców i niewolników? Jakaż kobieta w Rzymie mogłaby się pochwalić czymś takim?12 I chociaż w kilka wieków później Imperium Romanum uległo hordom barbarzyńców, a jego osiągnięcia w większości zostały zapomniane, to idea wystawiania nagrobków "ku pamięci" pozostała żywa. Kontynuowali ją zwłaszcza panujący, wystawiając pomniki swym poprzednikom w celu podkreślenia ciągłości dynastii oraz praw fundatora do tronu13.

W dawnych wiekach dotyczyło to jednak głównie wykształconych elit, bardziej świadomych roli pamięci historycznej. Monument potwierdzał znaczenie nieboszczyka, a zespół nagrobków danej familii (np. w kaplicy) budował tradycję rodzinną. Ba! pod koniec średniowiecza nierzadkie było jednoczesne fundowanie nagrobka oraz epitafium zawieszonego na najbliższej ścianie, będącego uzupełnieniem i komentarzem do płyty nagrobnej.

O wadze, jaką przywiązywano do oznaczenia miejsca pochówku świadczy również fakt, że pomnik często zamawiano na długo przed śmiercią (z drugiej strony: "Nie znacie dnia ani godziny..." - Mt 25,13 ;)). Tak na przykład biskup Andrzej z Bnina (1396-1479) ok. 1450 r., a więc na 20 lat przed zgonem, zamówił w sławnym norymberskim zakładzie rodziny Vischerów piękną, spiżową tablicę o ambitnym i rozbudowanym programie ikonograficznym.

Na takie wydatki nie wszyscy mogli sobie pozwolić i nie wszyscy czuli potrzebę inwestowania w rodzinną sławę. Artyści trudniący się produkcją nagrobków mogli więc liczyć głównie na przedstawicieli szlachty, wyższego duchowieństwa, a dopiero na końcu mieszczaństwa.

Całe zamieszenie z nagrobkami miało również i mniej "przyziemne" oblicze. Jak wszytkie dziatki wiedzą, po epoce antycznej nastąpiło średniowiecze, a wraz z nim w Europie zapanowało chrześcijaństwo ze swoją specyficzną eschatologią. Nie była to jednak doktryna tak skostniała i jednorodna, jak mogłoby się wydawać. Ot, np. od ok. XIII w. pewnym subtelnym zmianom uległ stosunek do spraw ostatecznych.

"Życia po życiu" nie postrzegano już tylko jako sen w oczekiwaniu Zmartwychwstania. Uznano, że człowiek podlega właściwie dwóm sądom: jeden następuje zaraz po śmierci, a jego werdykt zapewnia przeniesienie do Czyśćca lub Piekła, drugi i ostateczny ma mieć miejsce dopiero podczas przyjścia Mesjasza (zob. też Cmentarze średniowieczne (ok. V-XVI w.) : słowem przydługiego wstępu). Wiara w Czyściec pociągnęła za sobą obowiązek modlitwy za zmarłych i inne akty pobożności w intencji zbawienia pokutujących. Rozumowano zatem, że najlepszą metodą przypomnienia o sobie będzie wystawienie nagrobka ze stosowną inskrypcją, aby było wiadomo, za kogo konkretnie należy się modlić. Tak więc grób, podobnie jak w starożytności, nadal był miejscem metafizycznych kontaktów ze światem niematerialnym. O ile jednak w poprzedniej epoce modlono się do duchów przodków, to w średniowieczu - za zmarłych.

Skoro już jesteśmy przy problemach religijnych należy zwrócić uwagę na inne "pobożne intencje" fundatorów nagrobków. Zwłaszcza na przykładzie pomników ewangelickich czy żydowskich widać, że pełniły one funkcję teologiczno-moralizatorską będąc zarazem manifestem poglądów religijnych14. Umieszczanie pokrzepiających cytatów lub scen z Pisma Św., wierszy i sentencji z literatury religijnej, z jednej strony prezentowało dogmaty wiary, a z drugiej wyrażało ufność w boskie miłosierdzie i nadzieję zbawienia.

Nagrobki wystawiano nie tylko dla popisania się bogactwem, szlachetnym pochodzeniem czy dla zapewnienia modlitw wstawienniczych, choć rzeczywiście przez długi czas były to ich główne funkcje. Już w czasach starożytnych na pomnikach pojawiały się wzruszające inskrypcje, wyrażające zwykły, ludzki żal po stracie bliskiej osoby. Te uczuciowe motywy fundowania nagrobków nasiliły się w epoce XVIII-wiecznego sentymentalizmu, aby szczególną popularność zyskać w następnym stuleciu. Pomnik cmentarny stał się wówczas obiektem, przy którym nie trzeba było zachowywać stoickiej obojętności wobec wyroków boskich, a wręcz przeciwnie: należało okazywać smutek i tęsknotę za zmarłym.

Romantyczne zamiłowanie do niezwykłości ponownie uczyniło grób specyficznym "łącznikiem" między żywymi i zmarłymi. Owszem, można w ten sposób postrzegać także wcześniejsze pomniki, ale wtedy "mówiły" właściwie tylko inskrypcje. Natomiast dla romantyków nagrobek był swego rodzaju "magnesem" przyciągającym duszę (cień) zmarłego. Dobrze streszcza to fragment wiersza Jacquesa Delille'a (1738-1813)

"Przyjdź wtedy mnie zobaczyć do mego schronienia,
Tam gałęzie swym szumem z wolna nucąc tobie
Wskażą, cóż za złudzenie - c i e ń  m e g o  c i e n i a
[podkreśl. Sowa]
Siedzący na mym grobie.
Tam czasem, smutku pełna, żalu i rozpaczy,
By ukoić strapienia, spoczynek umilić,
Nadejdziesz, kiedy słońce do snu się pochyli."
15

Nagrobek pozwala więc na celebrowanie czułej pamięci bliskich, na intymny kontakt z nimi, przez co staje się pomnikiem uczuć, jakie względem nich żywiono16.

Współcześni badacze dostrzegają w związku z tym i inne jego zadanie. Inskrypcje i/lub symbole umieszczane na pomniku umożliwiają podzielenie się z innymi bólem po starcie bliskich, dzięki czemu nagrobek pełni funkcję terapeutyczną. Zarazem wyraża protest przeciw przemijaniu: w kamień "zaklina" się imiona lub wizerunki ukochanych istot, chociaż więc nie ma już ich z nami, to trwa namacalny ślad ich egzystencji. Ich, oraz naszej, które ufundowałyśmy pomnik.

Wszytkie te mniej lub bardziej oczywiste powody upamiętniania żywych i zmarłych pozostają w związku z odwiedzaniem grobów. Nie chodzi mi jednak o usankcjonowane zwyczajem nawiedzanie cmentarzy w dni konkretnych świąt lub rocznic czy też wycieczki odbywane dla wrażeń estetycznych, jakich dostarczają piękne pomniki. To wszytko istniało od dawna. Pod koniec XVIII w., a zwłaszcza w XIX w., na pomniki cmentarne zaczęto patrzeć cokolwiek inaczej, w czym da się wyróżnić co najmniej dwie postawy.

Pierwszą, wywodzącą się z ideałów oświecenia, reprezentował m.in. Ignacy Krasicki pisząc:

"Nagrobki, tak jak inne ku następnej pamięci stawiane dachy [tj. domy, budowle - przyp. Sowa], są najtrwalszymi a zarazem najoczywistszymi dowodami dziejów krajowych, odmian rozmaitych, gdyż z napisów w nich umieszczonych dochodzić można pory czasów, w których się czyny rozmaite wydarzały."17

W oczach autora tych słów, monumenty były więc kamienną kroniką historii narodu, budowaną przez pojedyncze (naturalnie wybitne) jednostki, przy czym Krasicki nieco naiwnie zakładał, że inskrypcje nagrobne zawierają tylko obiektywną prawdę o ludziach i zdarzeniach. Jak by nie było, swoją postawą książę poetów wyrażał bardzo powszechne przekonanie o roli nagrobków jako świeckich znaków trwałości społeczeństwa. Ot, taki cmentarny patriotyzm ;)

Wydaje się, że dopiero romantyzm spopularyzował chodzenie na cmentarz z potrzeby serca, dla nabożnej i nostalgicznej zadumy nad sensem wszechświata, czemu świetnie dał wyraz Kazimierz W. Wójcicki tak pisząc o Starych Powązkach:

"W wieczór pogodny, gdy księżyc zaświeci jasno, cudny przedstawia obraz cmentarz powązkowski; i to właśnie chwila urocza, do smętnej zadumy dla duszy, co przeczuwa, że niedługo nadejdzie pora wyzwolenia z ciała. W pośród tego ogrodu przystrojonego w krzyże i kamienne grobowce, co bieleją jak widma osłonione białemi płachty wśród tła zieloności, rzucając długi cień po jasno rozświeconym obszarze, myśl twoja niepokalana żadną cząstką ziemskiego błota, rozwija śmiałe skrzydła do podlotu nadziemskiego. Marzysz o wszystkiem co wielkie, piękne, szlachetne; staje ci przed oczyma i cały ciąg wspomnień przebytego żywota, i cała przyszłość nie zbadana, nie pojęta."18

Wystawienie nagrobka, jest w pewnym sensie "ekstrawagancją" ludzkości, wynikającą bardziej z tradycji czy wymogów społecznych, niż z jakiś powodów pragmatycznych. Owszem początkowo miało to być zabezpieczenie zwłok, ale z czasem ważniejsze stały się jego funkcje prestiżowe, kommemoratywne oraz uczuciowe. No ale dzięki temu historycy mają co studiować, a my - co podziwiać ;)

Exegi monumentum...

Dziś o malowniczości, pięknie i splendorze nekropolii świadczą głównie nagrobki - są one stałym elementem miejsc pochówków i trudno wyobrazić sobie cmentarz bez pomników. Jednak w ciągu wieków bywało z tym różnie.

Starożytni bardzo dbali, aby ślad po nich nie zaginął czy to w formie trwalszej niż ze spiżu, czy też za sprawą okazałych i bardzo różnorodnych grobowców przy Via Appia (zob. Na co nam te nagrobki?). Wystarczyło jednak kilka wieków, poprzedzonych ukrzyżowaniem pewnego Żyda, aby wszytko uległo osobliwym przeobrażeniom.

Od upadku Cesarstwa Rzymskiego dosyć swobodnie podchodzono do kwestii identyfikacji zmarłego i/lub oznaczenia miejsca jego pochówku. Generalnie priorytetem było spocząć w poświęconej ziemi, a to, gdzie dokładnie złożono zwłoki, stało się już mniej istotne.

Autorytet w sprawach człowieka i śmierci, Philippe Aries, podaje, że takie myślenie zaczęło być popularne już od ok. V w. W ciągu następnych stuleci grób bywał rzadko oznaczany, a jeśli już, to nie wyróżniała go żadna inskrypcja19. Dotyczyło to jednak głównie wczesnego średniowiecza i przede wszytkim nekropolii przykościelnych.

Wszytkiemu winna była nie tyle wyjątkowa pobożność naszych przodków, co przeniesienie cmentarzy w obręb zabudowy mieszkalnej (zob. Cmentarze "krótko i zwięźle" : prosta historia). Ograniczono w ten sposób możliwości powiększania terenów grzebalnych, zatem aby móc dokonywać kolejnych pochowków, należało przeprowadzać częste ekshumacje (zob. Cmentarze średniowieczne (ok. V-XVI w.) : cmentarze przykościelne). W owym czasie przeciętny cmentarz był więc tak często przekopywany, że nazywanie go do bożą rolą nabierało dodatkowego sensu ;)

Praktyka "spulchniania" cmentarnej ziemi czyniła wystawianie trwałych pomników cokolwiek ryzykownym, więc tam, gdzie umieralność była duża, nie uświadczymy nawet prowizorycznego krzyżyka na mogile. Z drugiej strony należy pamiętać, że pod gołym niebem grzebano przede wszytkim ludzi mniej zamożnych, dla których wydatkiem było opłacenie pogrzebu, a co dopiero inwestowanie w nagrobek. Częściowo tłumaczy to również, dlaczego groby cmentarne były zazwyczaj anonimowe. Główni "użytkownicy" takiej nekropolii rzadko kiedy umieli się podpisać, zatem umieszczenie na nagrobku inskrypcji stanowiłoby cokolwiek bezsensowną ekstrawagancję, bo i tak sam fundator by jej nie zrozumiał.

Coś jednak zaczęło się zmieniać od połowy XIII do XV w.20 Wówczas na cmentarzach coraz częściej pojawiały się drewniane krzyże (później bywały również i kamienne), wystawiane tak dla upamiętnienia pojedynczych pochówków, jak i kilku osobnych mogił. Nie były one chyba aż tak efemeryczne, jak można by się spodziewać po lekturze pracy Philippe Ariesa. Z moich pobieżnych studiów nad XVII-XVIII-wiecznymi planami i widokami miast wynika, że bardzo często oznaczano w ten sposób cmentarze, a więc przynajmniej gdzieniegdzie były one typowym elementem "krajobrazu" nekropolii.

Natomiast zdobycie miejsca w samej świątyni wymagało tylu zabiegów, że grzechem byłoby nie ozdobić go jakimś, choćby symbolicznym, monumentem ;) Być może wynikało to z odmiennej klienteli tych nekropolii, rekrutującej się zazwyczaj spośród osób lepiej sytuowanych, a przede wszytkim z górnych warstw społeczeństwa. W tych kręgach wystawienie pomnika nagrobnego traktowano jako inwestycję w podtrzymanie rodowej pamięci, a przy okazji popisanie się bogactwem. U schyłku średniowiecza pochówek w kościele był już właściwie jednoznaczny z wystawieniem monumentu i chociaż nie była to impreza tania, to jednak bardzo częsta.

Liczne przykłady takich monumentów zachowały się nawet w Polsce, ale daleko im było do piramid czy inszych mauzolów. Owszem powstawały olbrzymie nagrobki przyścienne czy wspaniałe kaplice wykładane kolorowymi marmurami, lecz większość nieboszczyków musiała zadowolić się zwykłą płytą.

I właśnie owe tablice nagrobne czynią różnicę między cmentarzem na zewnątrz świątynii i wewnątrz jej murów. Patrząc na rzecz "globalnie" musimy bowiem stwierdzić, że większość pomników kościelnych pokrywała się z miejscem pochówku. Od czasów średniowiecza najpopularniejszym typem nagrobka była właśnie płyta, będąca jednocześnie integralną częścią grobu21. Więź między nagrobkiem kościelnym a miejscem pochowania nie była więc aż tak bardzo luźna, jak na cmentarzu.

Również w czasach katedr pojawiła się praktyka "podwójnego upamiętniania" nie tylko poprzez fundację tablicy nagrobnej, ale i nagrobka przyściennego lub epitafium22. Zwłaszcza ów ostatni zrobił oszałamiającą "karierę" w następnych stuleciach, pozwalał bowiem zaznaczyć swoje istnienie także tym, którzy musieli zadowolić się grobem na cmentarzu23. Ba! dochodziło do tego, że w kilku kościołach wystawiano epitafia tej samej osobie. Gdzież się podziała owa wczesnośredniowieczna chrześcijańska pokora i lekceważenie doczesnej chwały? ;)

Jak zauważył Erwin Panofsky, w porównaniu z epoką starożytną średniowiecze przyniosło jednak zanik wielu form nagrobków m.in. tak popularnych niegdyś steli, sarkofagów, że już o mauzoleach z ogrodami nie wspomnę24. Bynajmniej nie wiązało się to z jakimś obniżeniem poziomu twórczości artystycznej, tylko brakiem miejsca w kościołach i ubóstwem ludzi grzebanych na cmentarzach. Kiedy bowiem w XVII-XVIII w. pochówki w Domach Bożych stały się gdzieniegdzie rzadkim przywilejem, na cmentarze wróciła rzeźba nagrobna i bardziej wyszukane formy pomników. Wystawiali je ci, których nie było stać na miejsce apud ecclesiam, ale też na wyrzeczenie się trwałego upamiętnienia miejsca swego pochówku.

Kolejną rewolucję przyniosły reformy cmentarnictwa przeprowadzone na przełomie XVIII/XIX w., pociągnęły bowiem za sobą niespotykany od czasów starożytnych rozwój sztuki sepulkralnej. Dlaczego? Cóż, wystarczyło dać żywym miejsce i czas.

Nowe cmentarze były nieporównanie większe niż dawne, a położenie z dala od siedzib ludzkich pozwalało na nieograniczone (jak się początkowo wydawało) powiększanie ich terenu. Znikła więc potrzeba ciągłego przekopywania nekropolii i można było zezwolić na dłuższe "leżakowanie" zwłok w jednym miejscu. Ba! w niektórych państwach (oczywiście za stosowną opłatą) umożliwiono nawet wydzierżawienie ziemi cmentarnej na nieograniczony okres czasu lub przynajmniej na kilka-kilkadziesiąt lat, co i tak wydawało się wiecznością w porównaniu z poprzednimi wiekami (zob. też Teren prywatny, czyli o prawie własności do grobów i nagrobków). Opłacało się więc wystawić trwalszy i okazalszy nagrobek, gdyż nie był on narażony na prędką likwidację25.

W krajach zamożnych, o wysoko rozwiniętej kulturze i sztuce, rozpoczął się zatem "wyścig" w zdobieniu grobów. Brali w nim udział tak artyści, jak i zwykli kamieniarze powielający cudze wzory. A wybór tych ostatnich był imponujący, co pokazuje wspomniany gdzie indziej wzornik Der Friedhof : Musterbuch ausgeführter Grab-Denkmäler und Monumente der Gegenwart, którego wg British Library l. 1859-1880 miało się ukazać aż 58 zeszytów (ok. 100 kart tablic każdy)!

Ówczesne potrzeby estetyczne były chyba o wiele bardziej rozwinięte niż dziś, bo doprawdy nie potrafię sobie inaczej wyjaśnić, skąd tak ogromna różnorodność form XIX-wiecznych pomników. Czy naprawdę pokolenia przedwojenne były bardziej zamożne niż ich wnuki? Czy myślicie, że w epoce ręcznej obróbki kamienia nagrobki były tańsze niż dziś? Odnoszę wrażenie, że współcześnie, jeśli ktoś chce się popisać bogactwem, to inwestuje raczej w gatunek kamienia niż sposób jego ukształtowania. Zresztą nie ma w tej kwestii wielkiego wyboru, gdyż oferta zakładów kamieniarskich (przynajmniej polskich) jest bardzo skromna. Efekt jest taki, że w ciągu ostatniego stulecia zanikły różnice między cmentarzami: te same pomniki wystawia się na nekropoliach chrześcijańskich, żydowskich czy komunalnych. O tempora, o mores!

Podsumujmy jednak główny wątek naszych rozważań. Dla ludów starożytnych wystawienie nagrobka było (zazwyczaj) czymś oczywistym. Sytuacja skomplikowała się wraz z nastaniem chrześcijaństwa, lecz mieszkańcy Europy nie byli by sobą, gdyby nawet wówczas czegoś nie zmienili ;). W pierwszych wiekach średniowiecza do sprawy "grób = nagrobek = konkretna osoba" podchodzono nader lekceważąco, a jeśli chodzi o cmentarze przykościelne, takie podejście trwało aż do początku XIX w. Tym niemniej jednocześnie w kościołach trwała ostra rywalizacja w kwestii godnego i widocznego upamiętnienia miejsca pochówku. Dopiero przeniesienie cmentarzy poza teren zabudowany pozwoliło wziąć w niej udział większej liczbie śmiertelników.

"Od zawsze" obowiązywała jednak prosta zasada: ten, kogo było stać, wystawiał sobie pomnik (choć niekoniecznie w miejscu pochówku), a jego grób miał szansę pozostać przez jakiś czas nienaruszony. Na biedaka czekał zazwyczaj tylko wspólny bądź pojedynczy dół w ziemi, z założenia tymczasowy, co wykluczało oznaczanie go czymś trwalszym niż drewniany krzyż.

...aere perennius?

Łatwo było pisać Horacemu o swoim nagrobku:

"Ani go deszcz trawiący, ani Akwilony
Nie pożyją bezsilne, ni lat niezliczony
Szereg, ni czas lecący w wieczności otchłanie.
26

Jednak los grobu zwykłego śmiertelnika i wystawionego na nim monumentu wcale nie był pewny. W każdym razie "trwałość" należała do pojęć bardziej postulowanych niż faktycznie realizowanych.

Już w Rzymie, mimo urzędowych kar za violatio sepulcri (łac. naruszenie grobu), cierpliwość zmarłych nieraz była wystawiana na ciężkie próby. Świadczą o tym m.in. dość liczne inskrypcje grożące klątwą za profanację miejsca pochówków. Z kolei pośród licznych zabytków "z epoki" znajdziemy bardzo wiele przykładów ponownego użycia sarkofagów lub płyt nagrobnych i to nie tylko w celach pogrzebowych. Wykorzystywano je bowiem jako materiał do budowy zwykłych domostw oraz... miejskich latryn (Ostia). Nic zatem dziwnego, że fundatorzy grobowców, starali się związać z nimi jak największą liczbę osób, które miały się troszczyć o święty spokój zgromadzonych tam szczątków.

W następnych stuleciach nie było lepiej. Specyfika niewielkich cmentarzy przykościelnych wykluczała coś takiego jak stały grób czy nagrobek, ale nawet od czujnym okiem świętych i aniołów zmarli pochowani w kościołach nie mogli liczyć na wieczny odpoczynek. Miejsca było mało, a chętnych dużo, stąd każdego nieboszczyka (prędzej czy później) czekała eksmisja. Do tego należy doliczyć wojny, renowacje, modernizacje i przebudowy świątyń, a przede wszytkim... nisko rozwiniętą kulturę historyczną niektórych włodarzy kościelnych. Kiedy wreszcie w ciągu XIX w. zaczęto dostrzegać wartość pamiątek przeszłości, często brakowało instytucji zdolnej nadzorować i egzekwować ochronę zabytków (np. w Polsce).

Czasami wystarczyło kilka lat, aby wiele pomników zmieniło swe miejsce, ulegając nieraz całkowitemu zniszczeniu. Taki los czekał w pierwszej kolejności nagrobki innowiercze, znajdujące się na likwidowanych cmentarzach. Wiele na ten temat mogą "powiedzieć" żydowskie macewy, odkrywane w fundamentach kościołów czy (zwłaszcza po II wojnie światowej) drogach albo drobnych obiektach "użyteczności publicznej"27.

Kontynuowano w ten sposób długą tradycję, która przyczyniła się do zaprzepaszczenia niejednego, również chrześcijańskiego grobowca. Tak więc przebudowa katedry w Płocku w XVI w. pochłonęła wszystkie tamtejsze nagrobki (nie wiadomo, co się z nimi stało); remont kościoła w Mogile w 1743 r. pociągnął za sobą usunięcie monumentów całego rodu Odrowążów, fundatorów i dobroczyńców świątyni. Sprzedano wtedy m.in. alabastrową płytę Piotra ze Sprowy (zm. 1450), z której później wykonano medaliony Michała Korybuta Wiśniowieckiego (1640-1673)i Jana III Sobieskiego (1629-1696) do ich pomników na Wawelu, a resztą płyt zasypano stawy klasztorne (sic!). Część nagrobków wykorzystywano, jako budulec i to nie tylko królewskich grobowców, ale schodów, progów, ołtarzy. W l. 1643-1646 r. w Kunowie tablicami nagrobnymi wymurowano piwnice, przy czym jedna z płyt pochodziła z 1609 r., czyli wcale nie z tak odległych czasów! Natomiast po pożarze katedry poznańskiej w 1790 r. stare nagrobki wykorzystano do budowy ogrodzenia placu biskupiego, a resztę sprzedano w 1813 r. Podobnie podczas likwidacji kościoła św. Michała w Lublinie liczne tamtejsze monumenty zagarnął przedsiębiorca zajmujący się rozbiórką świątyni i z zyskiem posprzedawał okolicznym mieszkańcom. Podobno jeszcze w kilka lat potem dało się na niektórych progach czy futrynach odczytać gotyckie litery.

Szczególnie narażone na zniszczenie (lub zmianę właściciela) były nagrobki spiżowe28. Materiał ten był bardzo cenny i nie godziło się go marnować, toteż w początku XIX w. kanonik krakowski Sebastian Sierakowski kazał... przetopić kilka starych płyt nagrobnych na świeczniki.

W sumie każdy pretekst był dobry np. w XVIII w. z katedry poznańskiej usunięto nagrobek Bolesława Chrobrego z powodu... "niekształtnej staroświedczyzny"29.

Niszczycielskiej działalności ludzi i czasu nie oparły się także krypty, co kilka lat odkopywane, łączone lub też zasypywane i zapomniane. Typowe są tutaj dzieje podziemi katedry św. Jana w Warszawie, gdzie w 1602 r. zwalona wieża świątynii:

"(...) przebiła się aż do sklepów podziemnych, miażdżąc i zasypując rumowiskiem pogrzebanych tam zmarłych"30.

Do tego należy doliczyć rabusiów (w tym Szwedów), niesprzyjające warunki hydrograficzne (pod nawą północną płynął podziemny strumień), niefrasobliwe przebudowy (np. z l. 1837-1843 według projektu Adama Idźkowskiego) i wreszcie wojny (zwłaszcza powstanie warszawskie 1944 r.), aby uświadomić sobie, jak ciężki był los nieboszczyka ;)

Z tej długiej i smutnej wyliczanki płynie wniosek, że nagrobek swą funkcję komemoratywną (tj. upamiętniającą) pełnił zaledwie kilka, kilkadziesiąt lat. Jeśli nie opiekowała się nim rodzina szybko stawał się po prostu tanim budulcem. Jego "żywot" miały przedłużać fundacje ołtarzy lub kaplic, lecz nie na wiele się to zdawało, skoro nawet królewskie pomniki przenoszono z miejsca na miejsce (np. Przemysła (1257-1296) II i Rychezy (Ryksy, zm. przed 1293 r.) w Poznaniu).

Wydaje się, że te smutne losy nie dotyczyły pomników ewangelickich, a przynajmniej nie wszytkich. Uderza już sam fakt prowadzenia przez rady niektórych kościołów tzw. ksiąg grobów (Steinbücher), czyli ich ponumerowanego wykazu, uzupełnionego o nazwiska pogrzebanych tam osób (w układzie chronologicznym) oraz datę zakupu miejsca. Ponadto na płytach umieszczano znaki własnościowe, a grabarze byli zobowiązani do poszanowania sąsiednich tablic przy kopaniu nowego grobu. Co więcej, znane są przypadki zawierana odrębnych umów z radą kościoła, gwarantujących nienaruszalność grobów przez jakiś okres czasu, umów - to trzeba dodać - skrupulatnie przestrzeganych. Oczywiście nie zawsze było tak różowo. Już zatarcie napisu było pretekstem do usunięcia płyty nagrobnej i wykorzystania jej drugiej strony pod nową inskrypcję.

Dodatkowo obraz dawnych nekropolii mocno zniekształcają XIX-wieczne zabiegi "konserwatorskie". W trosce o zachowanie ocalałych nagrobków niektóre z nich wmurowywano w ściany kościołów. W katedrze poznańskiej w ciągu XIX w., a potem po II wojnie światowej, poddano tym zabiegom przepiękne spiżowe tablice nagrobne biskupa Andrzeja z Bnina, Uriela i Łukasza Górków czy Bernarda Lubrańskiego. Nie była to zresztą specjalność tylko Polska.

Trwałość i nienaruszalność nagrobków pozostanie chyba tylko piękną teorią :( Chociaż na współczesnych cmentarzach miejsca jest więcej, chociaż domy buduje się ze szkła, a nie z lastryko, to żaden cmentarny monument nie jest bezpieczny. Nawet najpospolitszą donicę, krzyż czy inny element pomnika można ukraść i bezkarnie sprzedać na bazarze. Do tego należy doliczyć mniej lub bardziej pospolitych wandalów, aby postawić sobie pytanie: na co nam te nagrobki, skoro mniej są trwale od spiżu?...

© Sowa
29.10.2009

Do góry

Przypisy

  1. Taki wniosek nasuwa się po lekturze pracy Philippe Ariesa, a jeszcze częściej po tekstach jego nieuważnych przepisywaczy. Treść Człowieka i śmierci dotyczy głównie Francji i (w niewielkim zakresie) krajów sąsiednich, a wiec terenów pod wieloma względami bardzo różnych od Rzeczpospolitej Obojga Narodów.
  2. W jego miejscu Gajusz Cilnius Maecenas (70-8 p.n.e) utworzył swoje sławne ogrody. - E. Guhl i W. Koner, Hellada i Roma : życie Greków i Rzymian. T. 2, Roma, z szóstego wyd. niem. całkowicie na nowo oprac. przez R. Engelmana przetł. S. Mieczyński, Warszawa 1896, s. 377-378, przyp. nienumerowany.
  3. Wspominają o nich m.in. autorzy Hellady i Romy - E. Guhl i W. Koner, op. cit., s. 378, przyp. nienumerowany.
  4. Taksa opłat za posługi religijne wprowadzona przez bp. Antoniego Onufrego Okęckiego w 1781 r. nakazywała kopanie grobów głębokich na "półtrzecia łokcia" (tj. 2,5 łokcia), czyli ok. 1,5 m. - Podaję za.: H. Karbownik, Ofiary iura stolae na ziemiach polskich w l. 1285-1918, Lublin 1995, s. 84.
  5. W nieco mniejszym stopniu dotyczyło to kościoła, choć i tu nawet wysokie darowizny pro fabrica ecclesiae nie gwarantowały wiecznego odpoczynku. Zob. ...aere perennius?.
  6. W Polsce nazywano je linią w krajch niemieckich - Reihengrabe (groby rzędowe).
  7. W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki cmentarz św. Wincentego na Bródnie, Warszawa 1934, s. 52.
  8. Przed II wojną światową Zarząd Cmentarza Bródnowskiego za niewielką opłatą podejmował się prac porządkowych na poszczególnych grobach. Jednocześnie zabraniał rodzinom powierzania tego typu czynności osobom trzecim, gdyż pociągnęło to za sobą pojawienie się szeregu "przedsiębiorców", którzy nie dość, że nie zawsze rzetelnie wykonywali powierzone im obowiązki, to jeszcze konkurując ze sobą często wzniecali kłótnie "naruszając należną cmentarzom ciszę i powagę." - W. Niemyski, op. cit., s. 55.
  9. Z podobnych przyczyn trzeba było wprowadzić podwójną taksę za grób kupiony za życia. Zdarzało się bowiem, że tanio kupiony grób odsprzedawano potem po wyższej cenie osobom trzecim. Polak potrafi ;) - W. Niemyski, op. cit., s. 54.
  10. Ciekawą kontynuacją tej praktyki jest np. żydowski zwyczaj kładzenia na grobach pojedynczych kamyków. - J. Jagielski, hasło kamienie na grobach kładzione [w:] Polski słownik judaistyczny : dzieje, kultura, religia. T. 1, oprac. Z. Borzymińska i R. Żebrowski, Warszawa 2003, s. 748.
  11. monumentum (łac.) - to znak pamięci, pomnik, pamiątka. Polski pomnik pochodzi od pomnieć - pamiętać, miec coś w pamięci, zwracać uwagę.
  12. W kilka wieków później, w średniowieczu, nawet królowym bardzo rzadko wystawiano zwykłe nagrobki, a co dopiero takie mauzolea. Przynajmniej w Polsce. - P. Mrozowski, Polskie nagrobki gotyckie, Warszawa 1994, s. 25.
  13. Tak postąpił m.in. Karol IV Luksemburski wystawiając swym poprzednikom z dynastii Przemyślidów sarkofagi w katedrze św. Wita w Pradze oraz Ludwik Węgierski zamawiając pomnik wujowi, Kazimierzowi Wielkiemu, czym podkreślił swe prawa do tronu polskiego. - M. Rożek, Wawel i Skałka : panteony polskie, Wrocław ; Warszawa ; Kraków 1995, s. 36.
  14. Uwagi te, sformułowane przez Katarzynę Cieślak, dotyczą epitafiów obrazowych, tym niemniej z moich obserwacji wynika, że można je rozciągnąć także na pomniki nagrobne. - Oprac. na podst.: K. Cieślak, Kościół - cmentarzem : sztuka nagrobna w Gdańsku (XV-XVIII w.) : "długie trwanie" epitafium, Gdańsk 1992, s. 18, 111-113. Oczywiście wplątanie w ten wywód judaizmu, to moja sprawka ;)
  15. Podaję za: Ph. Aries, Człowiek i śmierć, Warszawa 1989, s. 515.

    Nie jestem pewna, czy dobrze zidentyfikowałam autora, bo Aries zazwyczaj nie podaje imion osób, na które się powołuje.

  16. Jacek Kolbuszewski doszukuje się przejawów takiego traktowania zmarłych jeszcze w epoce baroku. Powołuje się m.in. na zwyczaj wycinania w trumnach okienek pozwalających oglądać twarz nieboszczyka. Taki "zabieg" przeprowadzono m.in. w przypadku Anny Oświęcimskiej (1626-1647), co jej brat, Stanisław Oświęcim (1605-1657), uzasadniał prośbami licznej rzeszy osób szczerze opłakujących Annę i pragnących oglądać ją nawet po śmierci. - J. Kolbuszewski, Cmentarz jako tekst kultury, "Odra" 1981, nr 11, s. 34.
  17. Podaję za: J. Kolbuszewski, op. cit., s. 33.
  18. K.W. Wójcicki, Cmentarz Powązkowski pod Warszawą. T. 1, Warszawa 1855, s. 6-7.
  19. Jej brak autor Człowieka i śmierci tłumaczy zanikiem umiejętności czytania i pisania we wczesnym średniowieczu. Sam jednak zauważa, że taki stan trwał nawet po X w., czyli po renesansie karolińskim i jako przykład podaje pochówki pod portykiem (czyli w bardzo prestiżowym miejscu) opackiego kościoła z Souillac z XII-XV w. - Ph. Aries, op. cit., s. 203.

    Renesans karoliński owszem, przyniósł rozkwit piśmiennictwa, ale kultura piśmienna (na dodatek głównie łacińska) obejmowała nadal niewielki krąg osób spośród duchowieństwa i bogaczy.

    Co do grobów z Souillac, to istnieje prawdopodobieństwo, że nagrobki/epitafia znajdowały się na terenie kościoła i po prostu nie przetrwały próby czasu lub kolejnych "remontów" posadzki. Czasami umieszczania tablic komemoratywnych zabraniały przepisy zakonne.

  20. Philippe Aries nie może się zdecydować, co do konkretnej daty pojawienia się tych drewnianych nagrobków. Raz podaje XIII w., a kiedy indziej XV w.. - Ph. Aries, op. cit., s. 267, 270.
  21. Nie dotyczy to grobowców przyściennych i kaplic, poświęconych licznym członkom poszczególnych familii, których zwłoki spoczywały w kryptach kościelnych, niekoniecznie bezpośrednio pod samym pomnikiem.
  22. W Polsce należy jeszcze doliczyć chorągwie pogrzebowe (popularne zwłaszcza w XVII-XVIII w.), które przysługiwały jednak tylko szlachcie i wojskowym.
  23. J.S. Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce, wiek XVI-XVIII. T. 1, [Wyd. 2.], Warszawa 1960, s. 116.
  24. Sarkofagi przetrwały w mocno "zmutowanej" formie jako ołtarze zawierające (i to nie zawsze) relikwie świętych. Z kolei stele, świetnie prezentujące się na otwartej przestrzeni przydrożnych nekropolii, były poza możliwościami finansowymi przeciętnej klienteli przykościelnych cmentarzy. Pojawiały się sporadycznie w tak "prowincjonalnych" regionach Europy, jak: Wyspy Brytyjskie, Niderlandy, Niemcy (np. tzw. Reiterstein z Hornhausen w Saksonii, VIII w.) - E. Panofsky, Tomb sculpture : its changing aspects from ancient Egypt to Bernini, ed. by H. W. Janson, London 1964, s. 48-50.

    W istocie sarkofagi powróciły bardzo szybko wraz z renesansem (zob. np. grobowce Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta na Wawelu, gdzie obaj królowie spoczywają na stylizowanych sarkofagach), aczkolwiek chcąc być zgodnym z "oficjalną" terminologią należy je nazywać tumbami. - Zob. hasło tumba [w:] Słownik terminologiczny sztuk pięknych, pod red. S. Kozakiewicza, Warszawa 1969, s. 355.

  25. Dotyczyło to zwłaszcza nekropolii miejskich, ale już od 2. polowy XIX w. także na wsiach polskich coraz popularniejsze stało się wystawianie kamiennych (tj. trwałych) pomników. - A. Spiss, Cmentarz jako element pejzażu kulturowego,"Rocznik Muzeum Etnograficznego w Krakowie" 1994, T. 11, s. 94.
  26. Quintus Horatius Flaccus (Horacy), Carmina. Liber 3, carmina 30, tłum. L. Rydel [w:] Wikiźródła.
  27. Na przykład pochodzący z początku XIII w. nagrobek Dawida syna Sar Szaloma wmurowano we wrocławską katedrę św. Jana Chrzciciela. - Zob. też. M. Frąckowiak, Średniowieczny cmentarz żydowski we Wrocławiu.

    W Warszawie fragmenty macew posłużyły m.in. do budowy kamiennego kręgu tanecznego na Grochowie oraz krawężników w ZOO.

  28. Chyba nie przypadkiem spiżowe płyty Andrzeja z Bnina czy Uriela Górki wróciły do Poznania w 1990 r. z... rosyjskiego Ermitażu. - Sz. Skibiński, Katedra poznańska, (Szlakami Polskiego Millenium), Poznań 2001, s. 119.
  29. List kapituły poznańskiej do biskupa Teodora Czartoryskiego z 1766 r. Podaję za: P. Mrozowski, op. cit., s. 15.
  30. Podaję za: Podziemia kościołów Starej Warszawy : Archikatedra św. Jana, kościół NMP Łaskawej, Warszawa 1957, s. 8.

Do góry

Źródła

  • Ph. Aries, Człowiek i śmierć, Warszawa 1989.
  • S. Bylina, Człowiek i zaświaty : wizje kar pośmiertnych w Polsce średniowiecznej, Warszawa 1992.
  • K. Cieślak, Kościół - cmentarzem : sztuka nagrobna w Gdańsku (XV-XVIII w.) : "długie trwanie" epitafium, Gdańsk 1992, s. 18, 111-113.
  • N. Fischer, Vom Gottesacker zum Krematorium : eine Sozialgeschichte der Friedhöfe in Deutschland seit dem 18. Jahrhundert, 1996. Edycja elektroniczna.
  • T. Jurkowlaniec, Nagrobki przedromańskie i romańskie w Polsce, "Rocznik Historii Sztuki" 1981, T. 12, s. 15-41.
  • J. Kolbuszewski, Cmentarze, (A to Polska właśnie), Wrocław 1996.
  • J. Kolbuszewski, Cmentarz jako tekst kultury, "Odra" 1981, nr 11, s. 29-36.
  • P. Mrozowski, Polskie nagrobki gotyckie, Warszawa 1994.
  • W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki cmentarz św. Wincentego na Bródnie, Warszawa 1934.
  • E. Panofsky, Tomb sculpture : its changing aspects from ancient Egypt to Bernini, ed. by H. W. Janson, London 1964.
  • Sz. Skibiński, Katedra poznańska, (Szlakami Polskiego Millenium), Poznań 2001.
  • Śmierć w dawnej Europie : zbiór studiów, pod red. M. Derwicha, (Acta Universitatis Wratislaviensis ; No 1863. Historia ; 129), Wrocław 1997.
  • J.M.C. Toynbee, Death and burial in Roman world, Baltimore ; London 1996.


Do góry