Cmentarze


Cmentarz żydowski na Bródnie w Warszawie

Lokalizacja: ul. J. Odrowąża / św. Wincentego / Rogowska / Horodelska
Data założenia/likwidacji: 1743 r. (pierwsze pochówki), 1780 r. (oficjalne otwarcie) / l. 50-te XX w.
Obszar: 0,81 ha (1780 r.), 18 ha (1843 r.), 20 ha (1926 r.)

Historia

Poniższy tekst jest z pewnością przydługi i nafaszerowany całą masą "nieistotnych faktów", ale nie chciałam pisać kolejnej notki encyklopedycznej, jaką możecie znaleźć choćby w Encyklopedii Warszawy. Bródnowski kirkut jest najstarszym ocalałym w stolicy, który przez długi czas był traktowany po macoszemu nawet przez samych Żydów. Stąd niewiele jest o nim literatury, a jedyna wyczerpująca pozycja do której dotarłam, autorstwa Ignacego Schippera, znajduje się tylko (?) w Żydowskim Instytucie Historycznym. Z informacjami o cmentarzach w internecie, wiadomo, jest fatalnie, stąd postanowiłam się "trochę" bardziej rozpisać ;-)

Żydzi u bram

Najstarsze wzmianki o Żydach w Warszawie pochodzą z XV w. i wskazują, że ówcześni mieszkańcy wyznania mojżeszowego byli już wcale nieźle zorganizowaną grupą, parającą się handlem, lichwą, medycyną1. Zamieszkiwali w południowo-zachodniej części grodu, na ul. Żydowskiej, czyli w okolicy dzisiejszej ul. Piekarskiej, Podwala i Szerokiego Dunaju. Nazwa tej ostatniej uliczki pochodzić miała m.in. od zawołania modlitewnego: Adonai, dochodzącego z murowanej synagogi, stojącej na rogu ul. Żydowskiej i Dunaju. Nawet jeśli ta etymologia jest naciągana, to istotnym jest pewien szczegół - jeśli owa bóżnica rzeczywiście była zbudowana z kamienia, to ówczesna społeczność żydowska musiała być wcale zamożna, bo murowany budynek to w średniowieczu dosyć kosztowna sprawa.

Tym niemniej trudno jest mówić o jakimś stałym osadnictwie, bo co kilka lat, a to samowolnie wypędzano Żydów, a to ogłaszano różnego rodzaju "przywileje" dla miast, jak np. ten z 1525 r. dotyczący Mazowsza, którego tytuł - "De non tolerandis Judaeis..."2 od razu wyjaśnia treść.

Od tego czasu Żydom wolno było wracać do miasta tylko na specjalne okazje (np. jarmarki) lub za specjalną opłatą3, bądź ... nielegalnie. Innym wyjściem było zamieszkać w tzw. jurydykach, czyli prywatnych miasteczkach, będących własnością szlachty albo króla, a wyłączonych spod prawa miejskiego. W ten sposób wokół Warszawy powstało kilka "satelickich" miasteczek, które spędzały sen z powiek stołecznemu mieszczaństwu, nieraz "przechwytując" zmierzających do miasta kupców.

I tak mieszkali sobie Żydzi m.in. w okolicach ul. Senatorskiej, Tłomackiem, Bielańskiej, pl. Teatralnego, a między 1774-1775 r. powstała nawet Nowa Jerozolima na terenie obecnego pl. Zawiszy i dawnego Dworca Głównego4.

Ograniczenia osadnictwa żydowskiego zniesiono dopiero w 1862 r. Z czasem ustalił się też zasięg "dzielnicy żydowskiej", która skupiła się głównie w północnej części starej Warszawy.

Nas jednak interesować będzie głównie Praga, gdzie znajdowało się bardzo duże skupisko ludności żydowskiej. To właśnie tu, na gruntach królewskich (majątek Golędzinów), został założony bródnowski cmentarz.

Długa droga na kirkut

Zanim jednak niejaki Szmul Zbytkower postanowił przejść do historii ludzkości jako dobroczyńca starozakonnych, musieli się Żydzi nieźle nakłopotać, aby znaleźć miejsce ostatniego spoczynku dla swoich zmarłych.

Prawdopodobnie miejski cmentarz żydowski istniał już na pocz. XIV w, a na pewno w l. 1428-295. Miał się mieścić koło cmentarzyka katolickiego na ul. Kanonie6. Na pocz. XVI w., jak podaje Emanuel Ringelblum, kirkut rzekomo znajdował się na Krakowskim Przedmieściu u wylotu ul. Świętojerskiej7. Cmentarz ten zlikwidowano już w l. 20-tych XVI w., a teren przekazano parafii św. Jana i postawiono... piekarnię. I tak oto, liczna warszawska społeczność żydowska pozostała bez cmentarza.

No może nie do końca "bez", gdyż przez długi czas zmarłych wożono na cmentarze w Nowym Dworze, Grodzisku lub Sochaczewie. Trzeba jednak przyznać, że tego rodzaju ostatnia podróż pociągała za sobą dodatkowe koszta i liczne uciążliwości8.

Jak żydowski buissnesman kirkut założył

Tak się jakoś składa, że powstanie zarówno kirkutu bródnowskiego, jak i łódzkiego związane jest z osobą jakiegoś bogacza, który w natłoku zajęć, związanych z zarabianiem pieniędzy, znalazł czas także na filantropię. Jeśli chodzi o ten najstarszy warszawski cmentarz, to modlić się należy za duszę Szmula Zbytkowera (Zbytkawera) żyjącego w l .1756-1801.

Kim był Szmul? Jego prawdziwe imię to: Józef Samuel Jakubowicz, a owo nazwisko zostało urobione od nazwy miejscowości Zbytki, gdzie Szmul miał się urodzić. Trzeba przyznać, że Zbytkower miał głowę do interesów - handlował czym się dało i z kim się dało9. Jego działalność najlepiej streszcza ten krótki biogram:

"Kupiec, bankier, dostawca i faktor króla Stanisława Augusta, od którego otrzymał w dzierżawę Targówek, gdzie założył folwark zwany Bojmurkiem, i osadę noszącą potocznie nazwę (do dzisiejszego dnia) Szmulowizna. Wybudował rzeźnię, magazyny mięsne oraz garbarnię na Pradze. Spławiał zboże i drewno Wisłą do Gdańska, eksportował bydło i skóry. Dzierżawił karczmę, gorzelnie i browary. Był właścicielem tartaków i cegielni."10

Tak więc Szmul nie był "zwykłym" bogaczem, lecz przez to, że był bardzo bogaty, był potrzebny królowi. To właśnie dzięki tym kontaktom udało się Zbytkowerowi uzyskać od Stanisława Poniatowskiego w wieczystą dzierżawę plac pod cmentarz i stać się jego prawnym opiekunem. Samo słowo królewskie, poparte odpowiednim aktem prawnym nie wystarczyło jednak, gdyż decyzję o utworzeniu nowego kirkutu musiał zatwierdzić... Kościół katolicki. Została ona podjęta 26 lipca 1780 r. i jednocześnie zobowiązywała społeczność żydowską do składania Kościołowi wysokiej daniny w zamian za ową "łaskę"11.

Kilka dat i cała masa faktów

Właśnie ów rok 1780 uznaje się za początek istnienia bródnowskiego kirkutu. Tym niemniej, jak podaje wybitny badacz żydowski Ignacy Schipper, pochówki na terenie późniejszego cmentarza odbywały się jeszcze przed jego wykupieniem i zatwierdzeniem przez Kościół, tj. w l. 1743-1760, a podjęta przez bp. Marcina Ciołka i Michała Poniatowskiego decyzja sankcjonowała tylko istniejący stan rzeczy12.

Nowy kirkut zajmował zaledwie 0,81 ha, a ogrodzono go dopiero w 1784 r. do czego przyczyniła się żona Zbytkowera, Gitla. Z jej też fundacji powstały zabudowania cmentarne, jak np. drewniany dom przedpogrzebowy i mykwa (1829 r.). W 1785 r. utworzono Chewra Kadisza, które wraz z rodziną Szmula zajmowało się administracją cmentarza. Zresztą przez długi czas Świętemu Bractwu przewodniczył sam Szmul, zatem cmentarz był niejako "rodzinnym" interesem ;-)

Sytuacja prawna kirkutu wcale nie była taka prosta, jakby się mogło zdawać. Przede wszytkim miał on dwu gospodarzy: wspomniane Chewra Kaddisza i rodzinę Szmula.

W 1810 r. Gitla zrzekła się co prawda administracji nad cmentarzem, ale Bractwo musiało wypłacać jej coroczny czynsz za dzierżawę, przy czym Jakubowiczowa uiszczała do kasy miasta czynsz (podatek?) gruntowy.

Sprawa Bractwa jest trochę bardziej skomplikowana. Teoretycznie Chewra Kaddisza nie może istnieć bez kahału. Podobnie cmentarz: jeśli jest sobie gmina, to jest i kirkut gminny. Kahał może istnieć bez cmentarza (wtedy zmarłych chowa się w sąsiedniej gminie, płacąc przy tym siła pieniędzy za transport zwłok i odpowiednie zezwolenie), ale cmentarz bez gminy niezbyt może egzystować. Tymczasem na Bródnie kahału jako takiego nie było, a wszystkie jego funkcje przejęło Chewra Kaddisza, które (jak określił to Ignacy Schipper) "wchłonęło kahał"13. Miało to też dobre strony: kiedy w l. 30 XIX w. carat nakazał zjednoczenie mniejszych gmin w większe (utworzenie tzw. Dozoru Bóżniczego), możliwe było, aby Bractwo praskie (a więc i kirkut) długo i zawzięcie broniło się przed inkorporacja do Gminy Warszawskiej. Jak bowiem ma się łączyć z Gminą Warszawską, skoro samo Bractwo nie jest przecież kahałem. Zresztą i sami Żydzi z lewobrzeżnej części stolicy niechętni byli temu mariażowi, gdyż utrzymanie dwóch cmentarzy (w 1806 r. powstał kirkut przy ul. Okopowej) wiązało się ze sporymi wydatkami. Mimo tych wzajemnych animozji, w 1870 r. cmentarz bródnowski wszedł pod zarząd Gminy Warszawskiej.

Z góry było wiadomo, że przejęcie kirkutu praskiego będzie interesem deficytowym, gdyż bródnowski cmentarz bardzo szybko stał się miejscem ostatniego spoczynku przede wszystkim biednych Żydów i za większość pogrzebów nie pobierano opłat14. Miał on w ten sposób odciążyć cmentarz przy ul. Okopowej, co nadało temu ostatniemu charakter bardziej elitarny. Tym niemniej to właśnie na Bródnie został pochowany sam Zbytkower i jego żona, Gitla.

W l. 70-tych XIX w. musiał ów kirkut wyglądać niespecjalnie, skoro od wschodu i południa nie miał ogrodzenia, praktycznie nie było zieleni, a piaszczysty grunt zasypywał groby15. Na dodatek w 1873 r. spłonął dom pogrzebowy, co wreszcie zmusiło Gminę do wyasygnowania jakiś sum na "renowację" praskiego cmentarza. Nie tylko więc odbudowano dom przedpogrzebowy (w którym mieściły się: kancelaria, poczekalnia, trupiarnia, 2 pokoje do obywania zwłok - oddzielnie dla kobiet i mężczyzn, mieszkania dla służby cmentarnej), ale też uzupełniono ogrodzenie i dobudowano studnie. Prace te zakończono w 1877 r., ale akty wandalizmu (celowe niszczenie nagrobków, kradzieże w domu pogrzebowym, napady na służbę cmentarną), które powtarzały się praktycznie aż do 1936 r.16, raczej negatywnie wpływały na "wizerunek" cmentarza. Bardzo długo odwlekano też prace związane z niwelacją terenu, które przeciwdziałałyby wędrówce wydm i zasypywaniu nagrobków. Ostatecznie ukończono je w l. 1918-1923 r.

Właśnie na pierwsze lata Polski niepodległej przypadło wielkie porządkowanie cmentarza bródnowskiego, bo też było sporo do naprawiania. Traf chciał, że w czasie I wojny światowej na kirkucie stacjonowały wojska rosyjskie, a że noce bywały chłodne, rozgrzewano się nie tylko gorzałką, ale i przy ogniskach wznieconych z cmentarnych drzew, ogrodzenia, a nawet drewnianych macew i trumien17. Trzeba jednak przyznać, że aż do 1930 r. na bródnowskim kirkucie trwały jakieś roboty (np. w 1926 r. postawiono wysoki, ceglany mur), które zwieńczyło założenie kanalizacji.

Wszystko to zostało z premedytacją zniszczone w czasie II wojny światowej - większość płyt wywieziono i wykorzystano do budowy dróg, a na przełomie 1942/43 r. rozebrano mur.

Cmentarz został ostatecznie zamknięty w l. 50-tych, kiedy to "uporządkowano" teren, ściągając ocalałe macewy na pagórek i sadząc drzewa. Brak ogrodzenia uczynił z żydowskiej nekropolii miejsce schadzek okolicznych mętów i przy okazji burd pijackich.

Sytuacja zmieniła się dopiero w 1983 r., za sprawą Zygmunta Szymona Nissenbauma. Wstrząśnięty stanem żydowskich nekropolii, założył rodzinną fundację, mającą za zadanie ratować ocalałe judaica w Polsce. To właśnie dzięki fundacji cmentarz ogrodzono, wystawiono piękną bramę od strony ul. Św. Wincentego (autorstwa D. Kowalskiego, T. Pastuszka, L. War\szkiewicza) oraz przywieziono macewy, znalezione przy ul. Dworkowej w Warszawie. Prace te trwały od 1983 do 1988 r. Trzeba przyznać, że niewiele to pomogło - zbudowane pośrodku kirkutu podium, na którym miał stanąć pomnik Zamordowanej Kultury Żydowskiej, jest oszpecone swastykami itp. antysemickimi symbolami, ale obawiam się, że i tak nie dałoby się tego uniknąć, choćby wystawić tak wysoki mur, jak ten wokół kirkutu przy ul. Okopowej... :-(

Przestrzeń

Pierwotnie cmentarz zajmował niewielki plac o powierzchni 0,81 ha, a do 1843 r. powiększono go do 18 ha. Kierowanie nań licznych pogrzebów ludzi ubogich zmusiło Gminę Warszawską do powiększenia bródnowskiego kirkutu do 20 ha (1926 r.). To śmieszne, ale nie mogłam nigdzie znaleźć informacji, ile hektarów obecnie zajmuje cmentarz...

Trudno powiedzieć coś na temat architektury cmentarnej. To, co ocalało to przede wszytkim macewy, aczkolwiek są pośród niech całkiem ładne okazy, reprezentujące bądź to styl klasycyzujący, bądź neobarokowy, a nawet neogotycki. Większość jednak nie jest jakoś wybitnie ozdobna i oprócz typowych symboli nie posiada dodatkowej ornamentyki. Pamiętajmy bowiem, że bródnowski kirkut, był miejscem ostatecznego spoczynku przede wszytkim biedaków.

Groby w lesie

Na Bródno wybrałyśmy się z Salissą w piękny, jesienny, aczkolwiek cholernie mroźny dzień, mając cichą nadzieję, że jakoś uda nam się dostać na cmentarz, którego główna brama jest zazwyczaj zamknięta na głucho. Cóż... udało się, a to, co zobaczyłyśmy, było dla nas ogromnym zaskoczeniem.

Najpierw szłyśmy przez całkiem wdzięczny lasek. Jesień zabarwiła liście drzew na różne odcienie złota i w ogóle wyglądało to ślicznie. Po chwili wyszłyśmy na szczyt płaskiego wzgórza, gdzie... no właśnie... wszędzie porozrzucane były macewy. Ułożone dłuższym bokiem na ziemi, tworzyły jakąś nibny-posadzkę. Aczkolwiek chodzenie po niej było trochę niebezpieczne, gdyż płyty były bądź co bądź nierówne, więc można się było potknąć o jakiś kant lub noga mogła się zaklinować w jakiejś wąskiej szczelinie. Spomiędzy macew wyrastała gdzieniegdzie trawa, młode drzewko lub kilkudziesięcioletnie brzozy. Niektóre stele ustawiono pionowo, opierając o pozostałe i tylko na nich można odczytać napisy czy podziwiać symbolikę i wykonanie, lecz jest ich niewiele. Niektóre tablice leżały zupełnie płasko, a czasem pokrywała je warstwa liści i dopiero, kiedy stanęło się na nich, można było spostrzec, że depcze się czyjś nagrobek. Te skupiska kamieni rozciągały się po obu stronach drogi, prowadzącej od głównej bramy do wspomnianego podestu, na którym miał stanąć pomnik Zamordowanej Kultury Żydowskiej. Zajmowały tylko niewielką, centralną część cmentarza. Na pozostałym obszarze cicho szumiały drzewa i trawy.

Ów niewysoki podest, o ścianach zbudowanych z pionowo ustawionych macew, również był mocno podniszczony (kruszył się w kilku miejscach), a tablice oszpecone zostały m.in. swastykami. Wkoło walały się także porozbijane butelki po jakiś trunkach oraz puszki po piwie.

W przypadku takiego cmentarza trudno mówić o jego walorach estetycznych - wydaje się to być trochę nie na miejscu... Bródnowski kirkut wywarł na mnie dosyć przygnębiające wrażenie, chociaż dzień był piękny i pogodny (biorąc pod uwagę reputację tamtejszej okolicy, po nocy bałabym się tam chodzić). Być może na starość robię trochę się sentymentalna, ale wyobraźcie sobie, że przyjechaliście odwiedzić grób ukochanej osoby, a tu nie ma po niej żadnego śladu... żadnego...

© Sowa

Przypisy:

  1. Informacje o najstarszym osadnictwie żydowskim w Warszawie zaczerpnęłam z: Jacek Leociak, Między ulicą Żydowską a Umschlagplatzem [w:] Historyczne żydowskie miejsca w Warszawie, http://jewish.sites.warszawa.um.gov.pl/wstep1.htm.
  2. W wolnym tłumaczeniu: "O nie tolerowaniu Żydów".
  3. Tzw. system biletowy obowiązywał na przełomie XVIII/XIX w. za pruskiej okupacji i polegał on na wykupywaniu "biletu" na jednorazowy pobyt w Warszawie.
  4. Stąd mamy Al. Jerozolimskie, serio :-)
  5. I. Schipper, Cmentarze żydowskie w Warszawie, Warszawa 1938, s. 2.
  6. M. Fuks, Żydzi w Warszawie : życie codzienne, wydarzenia, ludzie, Warszawa 1992, s. ??, nie mam pojęcia jak się mógł tam zmieścić. Poza tym cmentarze żydowskie lokowano zazwyczaj poza miastem, a już szczególnie wątpliwe, żeby parafia św. Jana zezwoliła na tak bliskie sąsiedztwo kirkutu "niewiernych". Są to tylko jednak moje prywatne wątpliwości.
  7. Podaję za I. Schipper, op cit, s. 2.
  8. Nieraz zdarzało się, że "prawowierni" chrześcijanie napadali na żydowskie kondukty pogrzebowe, bezczeszcząc zwłoki i obijając żałobników (M. Fuks, op. cit., s. 52).
  9. Zajmował się np. zaopatrzeniem wojska i to zarówno polskiego, jak i carskiego, pruskiego czy austriackiego. Właśnie na tych zamówieniach zbił majątek.
  10. Hasło: Szmul Zbytkower [w:] Dia-pozytyw : ludzie, sylwetki, biografie, http://www.diapozytyw.pl/pl/site/ludzie/szmul_zbytkower.
  11. Na daninę składało się 10 kamieni łoju, dostarczanych w dzień św. Jana do kościoła parafialnego w Skaryszewie - hasło: ul. Św. Wincentego (Cmentarz żydowski) [w:] Historyczne żydowskie miejsca w Warszawie, http://jewish.sites.warszawa.um.gov.pl/w.htm.
  12. I. Schipper, op. cit., s. 3-5.
  13. I. Schipper, op. cit., s. 60.
  14. W 1821 r. ułożono specjalna taksę za groby ustalając 5 klas cenowych, przy czym dla biedaków pochówki miały być bezpłatne (I. Schipper, op. cit., s. 79).
  15. Ignacy Schipper opisuje, jak to rozkopano ogromną górę piachu, w której znaleziono 3 metrowy mur oraz kilkanaście nagrobków, zapomnianych nawet przez rodziny zmarłych (I. Schipper, op. cit., s. 196).
  16. Na tej dacie kończy Schipper swoją książkę.
  17. Z lektury artykułu, poświęconego żydowskiemu cmentarzowi na Bródnie, zamieszczonemu w: Bródno i okolice w pamiętnikach mieszkańców : czasy międzywojenne, okupacja, powstanie, [red. Anna Dunin-Wąsowicz], Warszawa, 1995, możnaby wywnioskować, ze żołnierze rozkopywali wręcz groby, aby dostać się do drewnianych trumien. Pomijając fakt, że w ziemie byłby to nader kłopotliwe, Ignacy Schipper wyraźnie pisze o skrzyniach na zwłoki zgromadzonych w magazynie na terenie cmentarza (I. Schipper, op. cit., s. 194).

Źródła:


Do góry