Cmentarze


Cmentarz żydowski przy ul. Okopowej w Warszawie

Lokalizacja: ul. Okopowa
Data założenia: 1806 r.
Obszar: 34 ha

Historia

Ach!, nie ma to jak zgubić się na cmentarzu żydowskim ;-). A co jak co, lecz na warszawskim kirkucie jest to bardzo możebne. Wielkością niewiele ustępuje on Starym Powązkom, za to jeśli chodzi o zalesienie może śmiało konkurować z Laskiem Bielańskim (no dobra, trochę przesadzam ;-)). Chociaż o kilka lat młodszy od sąsiednich cmentarzy katolickich i ewangelickich, również ma swoją, pasjonującą, miejscami niestety również tragiczną historię.

Zanim jednak będziemy się na ten temat dokształcać, wspomnę tylko, iż drzewiej zwano go również cmentarzem "na Gęsiej" od ulicy (obecnie ul. M. Anielewicza), u której końca znajduje się najstarsza jego część.

Roku 5567 od stworzenia świata...

...czyli AD 1806 r.1 kahał żydowski wystąpił do rządu z prośbą o zgodę na urządzenie za rogatkami wolskimi nowego kirkutu, gdzie mogliby się grzebać Żydzi, należący do gminy warszawskiej. Jako że władza do prośby się przychyliła, raźnie zabrano się do urządzania nowego cmentarza.

Zresztą nie stanęło tylko na jednym zezwoleniu, O nie! Zapewne w trosce o sprawną administrację nową nekropolią władza uniezależniła Święte Bractwo2 od gminy, czyniąc je praktycznie autonomiczną instytucją pogrzebową.

Jeszcze żaden parkan nie okolił zakupionych placów, a już ułożono taksę za groby i pochówek (tzw. pokładne). Jej przewidujący autorzy uwzględnili wszelkie wypadki ludzkiej zamożności, a więc zarówno tych, którzy nie mieli nic tudzież bardzo mało (ostatnią posługę świadczono im za darmo), jak i tych, cieszących się życzliwością Niebios, którzy z kolei zostali podzieleni na 3 klasy podług zasobności sakiewki.

Formalnie cmentarz uruchomiono jeszcze w 1806 r. z chwilą złożenia na nim pierwszych zwłok. Chwalmy Pana, gdyż (co się nieczęsto zdarza) pamięć historyczna przechowała imiona owych pierwszych lokatorów kirkutu na Gęsiej. Byli to więc niejaki Nachum syn Nuchuma z Siemiatycz (zm. 1806 r.) oraz Elka Junghof (zm. 1804 r.)3.

Przez pierwsze dziesięciolecia kirkutem niepodzielnie władało Chewra Kaddisza, ale już w początku l. 20-tych XIX w. zaczęły się nad nim zbierać czarne chmury. Oto, z ukazu carskiego powołano tzw. Dozór Bóżniczy (zależny od władz miasta), któremu podporządkowano Administrację Pogrzebową, spełniającą "cmentarne" funkcje Bractwa. Ów zamach na Chewra Kaddisza, był oczywiście nie w smak jego członkom, stąd procedura przejęcia cmentarza przez Administrację ciągnęła się do 1850 r. Wtedy dopiero okazało się, iż sama pobożność i dobroczynność do prowadzenia kirkutu nie wystarczy. Nowa administracja stanęła przed koniecznością zakupienia dodatkowych placów, przebudowy domu pogrzebowego, a działająca w l. 1856-1857 specjalna komisja postulowała również wybudowanie nowego domu przedpogrzebowego, wyznaczenie alejek oraz posadzenie drzew. Skończyło się co prawda mniej ambitnie, bo na wystawieniu prowizorycznego parkanu, ogrodzeniu poszczególnych kwater i posadzeniu nielicznych drzew.

Doniosłe dla dziejów cmentarza wydarzenie miało miejsce w 1885 r. Postanowiono wtedy przenieść bezpłatne pogrzeby na Bródno, łudząc się, że uda się w ten sposób poczynić oszczędności tak w finansach, jak i powierzchni cmentarnej. Tym niemniej zyski okazały się o wiele mniej imponujące, ale cmentarz zyskał w historii miano elitarnego.

Elitarny czy nie do 1936 r. spoczęło na nim ok. 130 tys. starozakonnych. Wśród nich byli nie tylko rabini (np. rabin Jeszaja Muszkat, Abram Hirsz Perlmutter, Dow Ber Majzels, Szlomo Zalman Lipszyc) i cadycy z całej Polski4, ale również osobowości, które zapisały się tak w żydowskiej, jak i polskiej historii. Wystarczy wspomnieć wybitnego historyka żydowskiego - Majera Bałabana (kw. 10), "mame" teatru żydowskiego - Ester Rachel Kamińską (kw. 39, Aleja Główna), pisarzy literatury jidysz - Icchaka Lejba Pereca czy Szymona An-skiego (kw. 44, Aleja Główna), twórcę esperanto - Ludwika Zamenhoffa (kw. 10), działaczy socjalistycznego "Bundu" np. Józefa Jankielewicza (kw. 44, Aleja Główna), historyka - Szymona Aszkenazego (kw. 10). I wreszcie wielkie rodziny finansistów - Sonnenbergów, Epsteinów, przemysłowców - Wawelbergów (kw. 20), wydawców - Glüksbergów (kw.1), Natansonów (kw. 20), Orlebrandów (kw. 20), Przeworskich (kw. 6 i 1) czy wydawcę nowoczesnej literatury polskiej - Jakuba Mortkowicza (kw. 31), założyciela Żeglugi Parowej na Wiśle - Maurycego Fajansa (kw. 40), właściciela znanej pracowni litograficznej - Maksymiliana Fajansa (kw. 33) oraz historyka sztuki i kolekcjonera - Mathiasa Bersohna (kw. 26).

Zazwyczaj opisując historię cmentarzy warszawskich mówimy sobie o kilku datach, dziwnym trafem związanych z historią wojskowości. Zatem: 1794 r. (insurekcja kościuszkowska), l. 1830-1831 (powstanie listopadowe), 1863 r. (powstanie styczniowe), 1939 i 1944 r. (II wojna światowa). Na szczęście 1794 r. nam odpada, bo nikomu się jeszcze wtedy nie śniło o kirkucie na Gęsiej5. Niestety data 1831 r. pozostawiła wspomnienie w dziejach wolskiego cmentarza, na dodatek (jak to z wojnami bywa) - dosyć przykre. Podczas działań wojennych zniszczeniu uległy nie tylko zabudowania, ale też świeżo wystawiony mur, że już o drewnianym parkanie nie wspomnę.

Dostępne mi źródła milczą o powstaniu styczniowym, za to wiele piszą o II wojnie światowej. Nic w tym dziwnego, to przecież w Warszawie mieszkało najwięcej Żydó w Europie i to tu powstało bodaj największe getto.

Cmentarz na Gęsiej raz był włączany w jego obręb, raz nie, choć w sumie nie miało to znaczenia, bo jednocześnie przestał pełnić swe funkcje sakralne. Wobec zakazu sprawowania czynności religijnych, wydanego przez okupanta, kirkut stał się po prostu miejscem składowania zwłok. To właśnie wtedy powstały masowe groby6, których symbolem jest m.in. zagłębienie terenu ogrodzone kamiennymi ciosami w kw. 9. Jednocześnie kirkut wolski był miejscem szmuglu, a bywało, że i całe krowy w ten sposób przemycano7. Po likwidacji getta warszawskiego, w maju 1943 r., hitlerowcy zburzyli także zabudowania cmentarne. Z kolei w 1944 r. był to teren zaciętych walk powstańców z batalionów "Zośka" i "Parasol", a podobno na terenie cmentarza zachował się z tych czasów bunkier zrobiony z macew.

Dzieje powojenne to właściwie powolna agonia cmentarza, jakkolwiek paradoksalnie może to brzmieć dla miejsca, gdzie grzebie się zmarłych. Wojna 1939-1945 przyniosła zagładę Żydom i ich zabytkom. Nie ma już w Warszawie Dzielnicy Północnej, prawie nie ma już i Żydów, powoli również kirkut umiera. W 1973 r. został wpisany do rejestru zabytków, lecz oprócz prestiżu nie pociągnęło to za sobą jakiejś widocznej pomocy, skoro w 1992 r. konieczne było powołanie Fundacji Cmentarza Żydowskiego "Gęsia" w Warszawie. W jej planach było nie tylko uporządkowanie cmentarza, lecz m.in. odbudowa domu przedpogrzebowego8.

Od szeregu lat trawją prace nad inwentaryzacją ocalałaych nagrobków, czego imponujący efekt można obejrzeć m.in. na stronie "Wirtualny kirkut".

Tak więc drzemie sobie kirkut na Woli, od czasu do czasu odwiedzi go jakaś rozkrzyczana wycieczka z Izraela lub zabłąkana "hiena cmentarna", poszukująca ciszy w środku wielkiego miasta.

Porządki i bałagany cmentarne

Chyba nikogo nie zaskoczę stwierdzeniem, iż gospodarka i charakter cmentarza na Gęsiej były uzależnione od przepisów religijnych oraz polityki zarządu cmentarza. Ale było coś jeszcze, coś, co sprawia, że historia kirkutu przypomina miejscami reportaż z obrad sejmowych ;-)

Otóż Bóg nadarzył (albo Diabeł - w zależności od obozu, w którym jesteśmy ;-)), iż od koniec XVIII w. w łonie żydostwa niemieckiego uformowała się tzw. haskala (hebr. oświecenie)9. Ten "mały" ferment w środowisku żydowskim zaowocował m.in. wojną o niehebrajskie napisy na nagrobkach, przedstawienia postaci ludzkiej na pomnikach, a nawet - o zgrozo! - o grzebanie razem kobiet i mężczyzn.

Po tej kolejnej, jakże istotnej dygresji ;-), wróćmy zatem na nasz kirkut

Póki nie było Szkoły Rabinów i żadne nowinki nie docierały nad Wisłę, póty cmentarz urządzony był jak Pan Bóg przykazał. Zatem zakupioną w 1806 r. ziemię podzielono na dwie kwatery: jedną dla kobiet i jedną dla mężczyzn. A że "Ordnung muss sein" w poszczególnych kwaterach osobno grzebano panny od mężatek czy kobiet zmarłych w połogu i kawalerów od ojców familii. Wyznaczono nawet odrębne miejsce na grzebanie... zniszczonych ksiąg religijnych. Z czasem sytuacja się skomplikowała. Pół biedy, że wprowadzono również kwatery dla dzieci płci obojej do lat 7, ale w 1859 r., niejako dla "uspokojenia" pretensji asymilatów10 rabi Dow Ber Meisels11 wprowadził groby familijne, gdzie mąż z żoną w jednym "stali" grobie (parafrazując Fredrę ;-)). W tym też czasie dokonano kolejnych podziałów, wyodrębniając kwatery:

  • porządkowe - rodzina nie zadeklarowała czy jest ortodoksyjna czy asymilacka
  • konserwatywne
  • postępowe - tzn. dla asymilatów
  • dziecinne

W dwóch pierwszych obowiązywał podział na część damską i męską, w trzeciej i czwartej - nie. Porządek ten został oficjalnie zatwierdzony dopiero na pocz. XX w.

I tak, zaczynając od skromnych 2 kwater, obecnie wolski kirkut liczy ich sobie aż 104, przy czym są one niejednakowych wymiarów (patrz plan).

Prawdziwa wojna, która otarła się nawet o władze państwowe, dotyczyła jednak inskrypcji nagrobnych. Do 1840 r. na warszawskim kirkucie dominowały napisy hebrajskie. W tymże jednak roku uczyniono pierwsze ustępstwo dla Seweryna Goldstanda, którego nagrobek ozdobił napis niemiecki, ale... zapisany hebrajskim alfabetem. Dopiero w 1852 r. rozpoczęła się prawdziwa batalia o polskojęzyczne epitafium dla pierwszego dyrektora Szkoły Rabinów, Antoniego Eisenbauma (kw. 1). Po trzech latach przepychanek udało się wystawić mu pomnik z polskim napisem, choć jego treść została cokolwiek ocenzurowana12. Na 1858 r. datuje się z kolei oficjalne zarządzenie Dozoru Bóżniczego, aby napisy nagrobne były albo hebrajskie, albo dwujęzyczne tj. hebrajskie i w jednym z trzech języków (polskim, rosyjskim, niemieckim), a decyzję o "lingwistycznej" stronie monumentów pozostawiono rodzinie.

Zwycięstwo w "wojnie o inskrypcje nagrobne" zachęciło asymilatów do zamachu na inną świętość tj. zakaz przedstawiania postaci człowieka w sztukach pięknych. Pierwszym buntownikiem był Maksymilian Fajans, który próbował przemycić na kirkut pomnik (projektu nie byle kogo, bo Wojciecha Święckiego) z płaskorzeźbioną główką anioła. Jednak pod naciskiem "opinii publicznej" główkę zamieniono na klepsydrę. O wiele więcej szczęścia (albo pieniędzy, jak kto woli ;-)) mieli małżonkowie Leontyna i Gustaw Bergsonowie, wystawiając w Alei Głównej charakterystyczny "łuk tryumfalny" ozdobiony dwoma puttami opartymi o medalion. Dopiero jednak rzeźba nowoczesna (tu ukłon w stronę Abrahama Ostrzegi) odważyła się przedstawić postać ludzką lub anielską, choć zawsze ma ona zasłoniętą twarz.

Przez pierwsze lata nasz cmentarz wyglądał jak przysłowiowe brzydkie kaczątko m.in. dlatego, że ofiarność społeczna starczała zaledwie na wystawienie (a i to nie wszędzie) drewnianego parkanu i zakup ziemi. Kiedy w 1830 r. wykosztowano się na jaki-taki mur, coby ogrodzić chociaż kawałek kirkutu, wybuchło powstanie i ostatnia inwestycja posłużyła jako materiał budowlany do okopów lub uległa ogólnej dewastacji w czasie szturmu we wrześniu 1831 r. Murowane ogrodzenie stawiano więc na raty w ciągu kilkudziesięciu lat np. w 1891 r. wystawiono wspólnie z gminą luterańską mur, dzielący oba cmentarze, lecz obszar od ul. Karolkowej13 i Okopowej ogrodzono dopiero w pierwszym dziesięcioleciu XX w.

Pierwotnie cmentarz zupełnie nie przypominał też obecnego lasu. Do poł. XIX w. w ogóle nie było na nim drzew i dopiero w l. 1851-1854 r. posadzono kasztany i topole, a wzdłuż obecnej ul. Okopowej urządzono nawet szkółkę leśną. Dzisiejsze szumiące akacje i klony to w większości samosiejki z ostatnich kilkudziesięciu lat.

Tym niemniej ok. 1870 r kirkut nadal przedstawiał się niespecjalnie. Wokół grobów rosło sobie zielsko, którego nie ścinano ze względu na przepisy religijne14. Zresztą nie wszyscy się nimi przejmowali, gdyż służba cmentarna za łapówki wpuszczała na kirkut okolicznych osadników, wypasających tu swoje bydło. Wielkie porządki podjęto dopiero w l. 70-tych XIX w. usuwając chwasty, wystawiając nowe budynki cmentarne (patrz niżej), które z czasem skanalizowano, a nawet doprowadzono telefon. Kolejne remonty przypadły na pierwsze dziesięciolecie XX w. oraz l. 1927-1929. Zwłaszcza w tym ostatnim okresie, nie tylko odnowiono budynki cmentarne, lecz także kilka zabytkowych nagrobków, a w 1935 r. kosztem gminy wystawiono nowe pomniki na grobach pierwszych "lokatorów" kirkutu, wspomnianych wyżej Nachuma i Elki.

Osobną kwestią było w ogóle dotarcie na cmentarz. Otóż w dawnych czasach Warszawa była otoczona wałami, stąd kondukty pogrzebowe miały do wyboru albo wycieczkę przez rogatki wolskie, albo powązkowskie. Dziś jest to raptem kilka przystanków tramwajem, ale kiedyś... Nie dość, że trzeba iść na piechotę, to jeszcze nie wybrukowaną drogą, która latem się kurzy, a jesienią i zimą tonie w błocie. Jakby tego było mało, na rzeczonych rogatkach pobierano opłatę i to nawet od pogrzebów (tzw. kopytkowe). W 1875 r. udało się jednak (za zgodą władz) urządzić przejazd przez rzeczone okopy na wysokości ul. Gęsiej, a kiedy w 5 lat później Magistrat wybrukował samą ul. Gęsią, to już niemal można mówić o pełnej cywilizacji ;-)

Jak już szczęśliwie dotarło się pod smętarz, można było chwilkę odsapnąć na placu, znajdującym się przed wejściem. Istniał on (wraz z szeroką drogą) do 1847 r., kiedy to okoliczni osadnicy bezprawnie zaorali i plac, i drogę. Skutkiem tego niejeden większy orszak pogrzebowy, zbaczając z wąskiej ścieżki, niszczył zasiewy, co z kolei prowadziło do kłótni, a nawet bitek.

Praktycznie aż do 1828 r. kirkut na Gęsiej nie miał własnego domu przedpogrzebowego i dopiero w rzeczonym roku władze miasta wręcz wymusiły jego budowę. Zresztą długo sobie nie postał, gdyż uległ zniszczeniu w czasie powstania listopadowego. Następny wybudowano dopiero 1832 r., a w międzyczasie korzystano z niewielkiego domku wynajętego w pobliżu cmentarza. Na ów drugi dom składał się cały szereg pomieszczeń, jak np.: izba do mycia zwłok (jid. Taare-stub), izba do szycia szat śmiertelnych15, mieszkanie i kancelaria pisarza, poczekalnia dla załatwiających formalności cmentarne. W 1854 r. planowano rozbudowę domu przedpogrzebowego, zamierzając uzupełnić go o synagogę. Plany te zrealizowano jednak dopiero w 1877-1878 r., oprócz bożnicy wystawiając przy okazji wozownię i stajnię16. A były one potrzebne, gdyż już od poł. XIX w. istniały 3 klasy karawanów, stosowne do zamożności klienta i gdzieś trzeba je było przecież przechowywać. Warto tu wspomnieć, iż na budowę tego kompleksu zabudowań cmentarnych złożyły się największe "rekiny" ówczesnego biznesu, nawet "apostata" Leopold Kronenberg. Dom ów poddano kapitalnemu remontowi w 1906 r., przy okazji doprowadzając gaz i elektryczność17 oraz urządzając werandę, pełniącą rolę swego rodzaju "ambony", skąd wygłaszano kazania pogrzebowe i prowadzono modły18. Dom przedpogrzebowy z 1878 r. istniał aż do II wojny światowej, choć już w l. 1926-1930 planowano budowę nowego, w czym przeszkodził (jak zwykle) brak funduszy.

I wreszcie, oryginalnym monumentem, jedynym zresztą, który dziś możemy oglądać, jest wodotrysk, ufundowany przez Maurycego Frydmana, ku czci jego małżonki, Pauliny. Służył on nie tyle do podlewania kwiatków, co rytualnego obmycia rąk po odwiedzeniu cmentarza.

Inna bajka to taryfa opłat cmentarnych. W 1821 r. "zaktualizowano" stawki z 1806 r., wprowadzając aż 5 "opcji cenowych". W owych klasach (jak to wówczas mówiono) uwzględniono naturalnie najbiedniejszych, których całkowicie zwolniono z opłat. Pozostali musieli wykosztować się od 30-180 zł na miejsce wiecznego spoczynku. Osobną taksą objęto także dzieci, których groby kosztowały dosłownie grosze, bo od 12-36 gr. Nieraz przyszło jednak do tego, że "życie" korygowało te opłaty i taryfa nie zawsze była przestrzegana. Trudno się również spodziewać, aby przez kilkadziesiąt lat nie była ona zmieniana. Cmentarz się rozrastał i jego potrzeby też się powiększały. Ot, np. prace remontowe z l. 20-tych XX w. wymagały aż trzech podwyżek opłat cmentarnych. Cóż, takie życie.

Do innych "pomysłów finansowych" należały wprowadzone w 1854 r. opłaty od okazałości (a więc wielkości i materiału) nagrobka. Początkowo była to sztywna suma, dajmy na to kilku złociszy. Jednak z czasem zarząd cmentarza doszedł do jakże słusznego wniosku, iż jest to "przeszkodą w upiększaniu cmentarza"19. Co więc zrobiono? Ha! bynajmniej nie zlikwidowano taksy, a tylko... zamieniono opłaty na procenty (bez skojarzeń ;-)) np. od pomników okazałych pobierając kwotę 15% ich wartości.

Stary czy młody, duży czy mały, żaden cmentarz nie może się obejść bez fachowego "personelu" :-) Mowa naturalnie o służbie cmentarnej, na którą składali się pisarze-kancelaryści, tragarze, furmani oraz kobiety i mężczyźni "wykonujący ceremonie". Ci ostatni przygotowali zwłoki do pogrzebu, przy czym zgodnie z żydowskim poczuciem moralności, kobiety zajmowały się kobietami, a mężczyźni - mężczyznami. Liczba osób zatrudnionych w tym cmentarnym biznesie wahała się w zależności od liczby pochówków: czasem było to 10, a czasem 20 osób, a i tak nieraz musiało im pomagać Bractwo Honorowych Dyżurnych (Chewra Kiduszon). Z lektury pracy Ignacego Schipera możemy się dowiedzieć, że była to wcale wesoła i mocno "wyszczekana" gromadka ;-)

Szczególnie obrywało się więc członkom rodzin asymilackich (tak żywym, jako martwym). Z kolei zwłoki ubogich narażone były na porzucenie na ulicy, podczas gdy tragarze raczyli się pejsachówką w szynku. Aby ukrócić tę praktykę pod koniec XIX w. wprowadzono nawet specjalną księgę kontroli, w której zapisywano, kiedy dany pracownik wyszedł po zwłoki, a kiedy wrócił. Bywało i tak, że w czasie pogrzebów, ich uczestników nagabywano o "napiwki", a i groby murowano ze starych cegieł wziętych z... ogrodzenia cmentarnego. Personel cmentarny uprawiał też na boku różne "geszefty"20: a to kopano piasek cmentarny na sprzedaż, a to łapówki za wypas bydła przyjmowano, a kobiety trudniły się "obchodzeniem" kirkutu w intencji np. czyjegoś ozdrowienia albo sprzedawały modlitewniki21.

Służba cmentarna wzbudzała na mieście raczej mieszane uczucia nie tyle, ze względu na swoją profesję, co w ogóle wygląd. Był on bowiem mocno niechlujny, próbowano więc wprowadzić jakąś liberię dla pracowników kirkutu, ale sprawa ciągnęła się aż 17 lat, a i tak pod "firmową" szatą wierzchnią noszono byle łachy. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że cmentarny "wikt" był bardziej niż skromny, a pensje - wręcz głodowe. Próbowano temu jakoś zaradzić w l. 80-tych XIX w. m.in. ... redukcją personelu. Część obowiązków personelu kirkutu przejęło, powstałe l. 30-tych XX w. żydowskie przedsiębiorstwo pogrzebowe "Ostatnia Posługa" (Chesed szel Emes)22.

Gospodarka przestrzenna

Do swoich słusznych rozmiarów wolski kirkut dochodził etapami, zresztą bardzo licznymi. Jednak miłościwie oszczędzę Wam szczegółów kto, kiedy, i ile ziemi sprzedał/podarował pod cmentarz, bo... bo jest tego za dużo i kropka! ;-)

Dość rzec, że warszawska społeczność żydowska należała do wyjątkowo licznych, tak licznych, iż już w 5 lat po otwarciu cmentarza okazał się on za mały. I tak, średnio co 10 lat trzeba było coś powiększać, coś poszerzać aż ok. 1870 r. nasz kirkut miał już 619 974 łokci2 (ok. 20,1 ha), a w 1892 r. - 830 954 łokci2 (ok. 27,5 ha), 1897 r. - 887 937 łokci2 (ok. 29,3 ha), aby wreszcie osiągnąć ok. 34 ha.

W czasie II wojny światowej wchłonięta została uliczka Smętna, ciągnąca się między Starymi Powązkami a kirkutem. Stąd właśnie owa "ekumeniczna" brama, rzekomo łącząca oba cmentarze.

Powiększano zresztą nie tylko "wszerz", ale i "wzwyż". Religijne prawo żydowskie zabrania bowiem ekshumacji, a więc zwłoki nie mogą być w żaden sposób naruszane. Kiedy więc nie było funduszy na zakup dodatkowych placów, na już istniejących kwaterach usuwano nagrobki sprzed 50 lat i nasypywano ziemię dla nowych nieboszczyków. Praktykę tę zastosowano już w 1831 r., 1843 r. i 1855 r. i do 1936 r. uzbierało się tego w sumie 14 razy.

Macewa macewie nierówna

Trzeba wreszcie rzec słówko o dawnym przemyśle kamieniarskim i w ogóle nagrobkach żydowskich.

Idąc za regulacjami Zarządu cmentarza, można je podzielić na 4 kategorie:

  • zwyczajne - "zdobione" samą inskrypcją, wysokie na ok. 1,2 m i grube na ok. 0,3 m;
  • ozdobne - większe i wymagające osobnego zezwolenia (patrz Porządki i bałagany cmentarne);
  • groby familijne - wprowadzone dopiero pod kon. l. 50-tych XIX w.
  • ohele - stawiane albo bardzo bogatym, albo bardzo świętobliwym23.

Produkcją monumentów zajmowali m.in. Dawid Friedländer (przełom XVIII/XIX w., piękny grobowiec Berka Sonnenberga z ok. 1822 r.), Mojżesz Hochstan z Krakowa, Mendel Greiffenberg, Hersz Kolba. Z czasem przemysł kamieniarski, zwłaszcza tradycyjnych macew, znalazł się w rękach, rzec można, rodzinnych np. Broderów, Auerbachów, Dobrzyńskich, Mindelsohnów.

Pod względem artystycznym najbardziej zróżnicowane są groby asymilatów, odwołujące się do "oficjalnego" stylu epoki i wykonywane w różnych, zazwyczaj luksusowych, materiałach (np. marmur, granit). Tradycyjne macewy sporządzano zazwyczaj z piaskowca, lecz także wśród nich można znaleźć istne perełki. Wbrew pozorom, one też korzystały z dorobku "chrześcijańskich" stylów, bowiem dekoracja architektoniczna nieraz odwoływała się do klasycyzmu, baroku czy neogotyku. Wiele wyróżniających się pomników powstało zwłaszcza w okresie Polski międzywojennej. Wtedy to tworzył Abraham Ostrzega (mauzoleum Icchaka Lejba Pereca, Szymona An-skiego i Jakuba Dinesohna, grobowce Magnusa Kryńskiego, Gitli Boczke, rodziny Eigerów i wielu innych), Szymon Kratka (grób Józefa Jankielewicza), Mieczysław Lubelski (grób Ludwika Zamenhoffa), Feliks Rubinlicht (grobowiec Ester Rachel Kamińskiej) oraz "apostata" Henryk Kuna (grób rodziny Hirszrot).

Kamieniarze urządzali swe pracownie nie tylko pod cmentarzem, ale i na jego terenie, co wywoływało słuszne oburzenie zarządu. Musiał on zresztą interweniować również w celu... nakłonienia rodzin zmarłych, aby wystawiały nagrobki z kamienia, a nie drewna. Były one bowiem często rozkradane, dlatego też po prostu zakazano ich umieszczania na kirkucie, aby nie prowokować złodziei.

Na koniec warto wspomnieć, iż do obowiązków intendenta (nadzorcy) cmentarza należała opieka nad grobami, Ignacy Schiper milczy jednak, czy było to tylko coroczne odchwaszczanie, czy też jakieś drobne naprawy za z góry umówioną opłatę.

Atmosfera tamtych lat

Po lekturze pracy Ignacego Schipera odniosłam wrażenie, że niegdyś cmentarz przy ul. Okopowej tętnił życiem. Paradoks, czyż nie? ;-)

Krowy pasące się wśród macew, skrzypienie wiatraka24 lub okrzyki kibiców z sąsiedniego stadionu25, wtórujące kaddisz, barwna i pyskata służba cmentarna, w zarządzie wojny ortodoksów z asymilatami, czy w ogóle przedstawicielami "świeckiej alternatywy"26, mniej lub bardziej "licencjonowani" kantorzy oraz śpiewacy i wreszcie... żebracy.

Ci ostatni byli wręcz "plagą orszaków pogrzebowych"27. Nagabywali nieszczęsnych żałobników, a szczególną aktywność wykazywali w miesiącach elul i tiszri (poświęconych wspominaniu zmarłych) i w wigilię Jom Kippur, kiedy to zbierało się ich ponoć kilka setek. W 1877 r. władze cmentarza musiały wręcz uciekać się do pomocy policji, aby zapewnić bezpieczeństwo odwiedzającym kirkut. Nie była to jednolita gromada, jak pokazują choćby felietony Stefana "Wiecha" Wiecheckiego.

Prowadzenie cmentarza wbrew pozorom nie jest łatwe, a szereg spraw wymaga całych ksiąg zarządzeń i innych aktów normatywnych, a to dla służby cmentarnej, a to dla stróżów, a nawet kamieniarzy. Dość rzec, że dopiero w 1913 r. zostały one zebrane w jeden, zwarty regulamin. W międzyczasie wydawano różne odezwy, także do odwiedzających np. aby dbali o estetykę cmentarza tj. nie palili cygar i nie deptali grobów.

Legalnie odwiedzających kirkut można było jeszcze jakoś napominać, ale dosyć prowizoryczny stan ogrodzenia sprawiał, że cmentarz odwiedzała także podmiejska łobuzeria. Trudniła się ona napadami na kancelarię oraz kradzieżą nagrobków, puszek na datki (umieszczanych w ohelach), a nawet piasku. Organizowano tu ponoć także schadzki z córami Koryntu. Bezpieczniej stało się dopiero od ok. 1923 r., kiedy to w okolicy urządzono posterunek policji.

Okiem turysty

Kto chce naprawdę zwiedzić kirkut, winien założyć wygodne buty, spodnie (najlepiej z dżinsu, bo uchronią przed pokrzywami i innym chwastem) oraz zabrać przynajmniej butelkę wody i prowiant na wypadek zbłądzenia ;-) Panowie powinni takoż założyć coś na głowę, gdyż zgodnie ze zwyczajem żydowskim, nie przystoi mężczyźnie chodzić z gołą głową w świętym miejscu.

Na cmentarz można wejść tylko jedną bramą od ul. Okopowej. Po uiszczeniu opłaty za wstęp możemy się śmiało rozejrzeć po okolicy. Pierwsze, co nam się rzuca w oczy to... brama. Tak, tak drogie dziatki, jedną z niewielu rzeczy (z wyjątkiem nagrobków) zachowanych sprzed wojny jest owa furta stojąca zaraz za budynkiem kancelarii.

I dokąd teraz? Ano, gdzie oczy poniosą. Można zatrzymać się w kw. 1, gdzie znajduje się wielce "symboliczny" ohel Bera Sonneberga. Płaskorzeźby (1 i 2) na jego ścianach dotąd budzą wątpliwości historyków sztuki: czy ukazano na nich Warszawę, Wrocław, a może Jerozolimę? Warto też wrócić się do kw. 10, gdzie stoją inne, bardziej współczesne, ale niemniej piękne ohele. Idąc dalej ul. 1 po prawej stronie miniemy pomnik-mogiłę ofiar getta. Dalej na wprost kw. 8/9, ujrzymy zagadkowe ruiny z cegły. Wedle słów Jana Jagielskiego miał to być nigdy nieukończony pomnik-mauzoleum, ku czci żołnierzy, poległych w walkach o niepodległość Polski28. Warto zajrzeć do środka, gdyż przeniesiono tam wiele interesujących macew.

Wędrując wzdłuż ul. 2 mijamy kw. 3 i 5, gdzie spoczywają żołnierze polegli w II wojnie światowej. Odbijamy teraz na północ zmierzając do kwater asymilatów tj. kw. 20 i 33. Tam, pod nieraz wyjątkowo "nieżydowskimi" nagrobkami złożono szczątki doczesne Nussbaumów, Olgerbrandów, Wawelbergów.

Na tym etapie wędrówki mamy do wyboru: albo odbić w prawo, do Aleii Głównej, albo iść dalej, gdzie oczy poniosą. Możemy zgubić się w lesie drzew i macew. Może uda nam się odnaleźć bunkier z czasów powstania albo grób mojhela29? Może dojdziemy do bramy na Powązki, czy zamurowanej furty od strony ul. Młynarskiej. A może nagle, ni stąd, ni zowąd wyjdziemy na puste pole, gdzie tylko trawy cicho szumią, a śladu po nagrobkach nie ma?

Ci, którzy nie lubią krzaków, drzew, macew i świadomości, że "do domu daleko" mogą zakończyć spacer w Aleii Głównej Tu właśnie spoczywają wieszczowie literatury jidysz (Perec, An-ski, Dinesohn), Ester Rachel Kamińska i wielu, wielu innych, tak biznesmenów, jak ludzi sztuki. Z powstaniem Alei wiąże się zresztą mała rewolucja, gdyż nagrobki są tutaj stawiane przodem do drogi, a nie, jak Pan Bóg przykazał zwrócone ku Jerozolimie.

Z kolei pod murem, w kw. 72 znajduje się wystawiony w 1982 r., pomnik symboliczny Janusza Korczaka (Henryk Goldszmidt), dłuta Mieczysława Smorczewskiego, a obok również symboliczny grób dzieci getta. Wzdłuż muru ul. Okopowej możemy natomiast zadumać się nad ruinami wspaniałego niegdyś domu przedpogrzebowego i synagogi.

Chociaż już wyrosłam z postrzegania cmentarzy przez pryzmat "grobowej atmosfery", muszę przyznać, iż na kirkucie przy ul. Okopowej jest ona wszechobecna. Cisza, gęsty las i ogromna przestrzeń, gdzie w ciągu 2-3 godzinnego spaceru żywego ducha nie uświadczysz. Jedyne dźwięki, jakei cię dochodzą, to odgłosy własnych kroków i ptasie trele (najczęściej krakanie wron)... Tylko ty i groby, groby - mniej lub bardziej pochylone, potrzaskane przez zwalone niegdysiejszymi burzami drzewa... Gwarna, tętniąca życiem Dzielnica Północna, skurczyła się tylko do tego jednego cmentarza. Tu spoczywają wiecznie zabiegani handlarze, anemiczni krawcy, bezczelne przekupki, twarde baby - matki i żony, pobożni uczniowie jeszybotów, mądrzy rabini, świętobliwi cadycy, a nawet "apostaci", po których śladu w dzisiejszej Warszawie nie odnajdziesz.

Jedna wycieczka na wolski kirkut nie wystarczy, aby dobrze go poznać. Ba! nawet kilka wycieczek. Pamiętajcie jednak, aby za każdym razem wracać inną drogą, coby Was jakieś dybuki30 nie dopadły ;-)

© Sowa
1.06.2007

Przypisy:

  1. Rok żydowski zaczyna się na przełomie września i października, stąd według kalendarza gregoriańskiego 5567 r. przypada właściwie na 1806 i 1807 r. Po prawdzie, Ignacy Schiper posługuje się tu kalendarzem chrześcijańskim i jako rok podjęcia pertraktacji podaje datę 1806 r. Patrz także przyp. 3.
  2. Chewra Kaddisza - hebr. Święte Bractwo, zajmujące się czynami miłosierdzia i dobroczynności. Wspierało modlitwą w chorobie, a kiedy to nie pomogło, zajmowało się pogrzebem biednych zmarłych.
  3. Nie pytajcie, nie wiem, gdzie ją do tego czasu trzymano ;-) Podejrzewam, że jest to raczej błąd w druku, gdyż o ile mnie moja wiedza laika nie myli, w religii żydowskiej ekshumacja jest zabroniona. Z tego przecież powodu powstawały nasypy na wolskim cmentarzu (patrz dalej).
    Daty śmierci podaję za: H. i P. Pasziewiczowie, M. Krajewska, Cmentarze żydowskie w Warszawie, Warszawa 1992, s. 14.
    Ignacy Schiper podaje daty pochówków: Nachum - 25 kislew 5567; Elke - 10 tebet 5567 dodając, iż 5567 r. to "chrześcijański" 1807 r. Tymczasem kislew i tebet to trzeci i czwarty miesiąc żydowski, które wypadły akurat na koniec 1806 r. Z tej długiej dygresji wniosek taki, że cmentarz uruchomiono pod koniec 1806 r.
  4. Trochę to śmiesznie, że w Warszawie spoczywa np. cadyk z Warki lub Mińska Mazowieckiego. Czy nie powinni być pochowani "u siebie"? Otóż, tradycja żydowska nakazuje szybki pogrzeb (najlepiej tego samego dnia), stąd pobożnych mężów grzebano tam, gdzie zmarli.
  5. Chociaż Leon Przysukier w przewodniku: Cmentarze żydowskie w Warszawie z 1936 r. podaje, iz cmentarz założono w 1799 r. a oddano do użytku w 1806 r. - L. Przysukier, Cmentarze żydowskie w Warszawie, Warszawa 1936, s. 7.
  6. Rzecz raczej niebywała na nekropoliach żydowskich. W żadnym opracowaniu historii kirkutów, które czytałam, nie wspominano o masowych mogiłach wcześniejszych niż właśnie wojenne.
  7. H. i P. Paszkiewiczowie, M. Krajewska, Cmentarze żydowskie w Warszawie, Warszawa 1992, s. 19.
  8. Paradoksalnie odbudowę uniemożliwił nie tylko brak funduszy, ale również... zgody Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie, administratora cmentarza. Szkoda, bo budynki cmentarne były bardzo ładne i możnaby tam (podobnie jak w Łodzi) urządzać np. wystawy.
  9. Bardzo uogólniając można ją scharakteryzować jako poszukiwanie świeckiej alternatywy dla kultury żydowskiej i dopuszczenie pewnej asymilacji z narodami, wśród których zamieszkiwali Żydzi. W Polsce jej szermierzami byli głównie absolwenci tzw. Szkoły Rabinów (1826-1861), którym, wbrew pozorom, daleko było do ślęczących nad Talmudem mędrców.
    Patrz także hasło haskala [w:] Dia-pozytyw : słownik.
  10. Określenia tego używam generalnie dla Żydów, którzy odeszli od religijnych tradycji swego narodu, nieortodoksów. Pamiętajcie jednak, że od pocz. XX w. lepiej nie wrzucać do jednego worka np. syjonistów i asymilatów, bo można się porządnie komuś narazić, zwłaszcza patriotom-syjonistom ;-)
  11. Rabi Mejsels był ponoć mistrzem lawirowania między żądaniami asymilatów a protestami ortodoksów.
  12. Był to pierwszy polskojęzyczny nagrobek na cmentarzu przy ul. Okopowej.
  13. Przed II wojną ul. Karolkowa dochodziła do południowej granicy cmentarza, gdzie zakręcała do ul. Gęsiej.
  14. Zabraniają one czerpania zysków z miejsca świętego, jakim był cmentarz. Tym samym nie można było np. ściąć wysokiej trawy i sprzedać ją na paszę. A komu by się chciało kosić kilka hektarów łąki, skoro nic na tym nie zarobi? ;-)
  15. W tradycji żydowskiej pochówku zazwyczaj dokonywano bez trumny, a zwłoki zawijano w biały całun. Zresztą Ignacy Schiper podaje, iż na owych szatach pogrzebowych służba cmentarna też potrafiła zarobić. Ot, np. zawyżano ilość płótna zużytą na dane zwłoki i nadwyżkę sprzedawano. Widzicie, Żyd zawsze znajdzie okazję do zrobienia interesu ;-)
  16. Ulokowano je jednak po drugiej stronie cmentarza tj. od ul. Młynarskiej. Z kolei również na drugim końcu cmentarza, bo od ul. Spokojnej, miały się znajdować domy dla służby. Budynki zniesiono w 1910 r. i urządzono tam kwaterę dziecięcą.
  17. W 1907 r. zelektryfikowano synagogę, a w 1913 r. cały dom przedpogrzebowy.
  18. Zdjęcia domu przedpogrzebowego z 1878 r. można obejrzeć m.in. na stronie Fundacji Cmentarza Żydowskiego "Gęsia -> Synagoga.
  19. I. Schiper, Cmentarze żydowskie w Warszawie, Warszawa 1938, s. 84.
  20. Z jid. - interesy.
  21. W tym pierwszym biznesie konkurowały z "zawodowymi" żebraczkami. Sprzedaż modlitewników ukrócono dopiero w pierwszych latach XX w. udostępniając je bezpłatnie na terenie cmentarza.
  22. Jeśli wierzyć Stefanowi Wiecheckiemu, jego szef (Maurycy Pinkert) startował nawet w wyborach do gminy żydowskiej i odniósł pewne sukcesy m.in. obiecując wyborcom, że kiedy umrą osobiście odprowadzi ich na cmentarz ;-)
  23. Warto tu odnotować, iż umieszczano w nich skarbony na datki na: biednych chorych, szkolnictwo religijne lub cmentarz (niepotrzebne skreślić ;-)) oraz karteczki z prośbami do świętych mężów. Czasami owe papiurki zajmowały się ogniem od świeczek (sic!), stąd całe ohele stawały nieraz w płomieniach.
  24. Tak, tak drogie dziatki, dobrze czytacie, chodziło mi o najprawdziwszy wiatrak ;-) Otóż któregoś razu zakupiono sąsiednią działkę z przeznaczeniem pod cmentarz, a na niej stał sobie wiatrak. Nie było to coś nadzwyczajnego, zwłaszcza, że pobliska okolica nie przypadkiem zwała się Młynowem. Ponieważ chwilowo nie planowano pochówków młynarz mógł sobie spokojnie gospodarzyć. Najwyraźniej nie był w stanie docenić tego tanu rzeczy, skoro co i rusz młodzi młynarczykowie przeszkadzali w żydowskich pogrzebach. Wiatrak zlikwidowano dopiero ok. 1870-1880 r.
  25. W latach międzywojennych na placyku u wylotu ul. M. Anielewicza, znajdował się stadion sportowy.
  26. Na przykład w l. 50-tych XIX w. publiczność z ogromnym zainteresowaniem śledziła spór o... woźnicę tj. czy ma on iść obok karawanu czy siedzieć na koźle oraz czy może to być goj ;-) Dochodziło nieraz do bijatyk np. w 1889 r., kiedy to na cmentarz przybyły dwa pogrzeby talmudysty - Abrahama Hersza Szkolnika i asymilaty - Adama Szwarcensteina. Kiedy służba cmentarna zaczęła jako pierwszego obsługiwać Szwarcsteina, ortodoksi uznali to za afront i doszło do burzliwej "dyskusji" popartej argumentami siłowymi ;-)
  27. I. Schiper, op. cit., s. 106.
  28. Nie jestem pewna, czy dobrze zapamiętałam. W każdym razie nie są to ruiny żadnego domu przedpogrzebowego.
  29. mojhel - zwany nieraz, choć nie do końca ściśle rzezakiem. Osoba, zajmująca się obrzezaniem. Rzezakiem zwano także rzeźnika rytualnego (szochet), choć oba zawody były ponoć czasami łączone.
  30. dybuk - w ludowej tradycji żydowskiej rodzaj upiora, duszy pokutującej za grzechy, która ma w zwyczaju wstępować zwłaszcza w ludzi o grzesznym prowadzeniu się.

Źródła:


Do góry