Cmentarze


Cmentarze katolickie
Prawo kościelne do pocz. XX w.

Praktycznie aż do XVI w. Kościół Katolicki był w Europie monopolistą jeśli chodzi o zarządzanie nekropoliami. Dopiero na przełomie XVIII/XIX w. w jego kompetencje coraz aktywniej zaczęła się mieszać władza państwowa, ale w wielu kwestiach nie pociągnęło to za sobą rewolucyjnych zmian.

Aż do początku XX w. prawo kościelne nie stanowiło zwartego kodeksu (w dzisiejszym rozumieniu tego słowa), a już tym bardziej nie było przyjazne dla użytkownika ;). Tak zwany Korpus prawa kanonicznego (Corpus iuris canonici) składał się bowiem z dekretów poszczególnych papieży lub biskupów, uchwał soborów i synodów oraz komentarzy do nich. Kwestie o charakterze ogólnym splatały się więc ze szczegółowymi, a do tego należy jeszcze doliczyć uchwały nowożytnych synodów prowincjonalnych.

W praktyce nie istniało zatem kościelne, jednolite ustawodawstwo cmentarne. Niektóre ze wspomnianych "podmiotów" miewały bowiem odmienne koncepcje na temat miejsca nekropolii w prawie wyznaniowym1 lub powstawały jako reakcja na konkretne, niewystępujące gdzie indziej problemy (np. w diecezji X należało tępić wieszanie na cmentarzu bielizny, podczas gdy w diecezji Y - urządzanie tańców, a w diecezji Z - wypuszczanie inwentarza na teren nekropolii).

Sytuacja jeszcze bardziej skomplikowała się na przełomie XVIII/XIX w., kiedy rządy niektórych państw nakazały likwidację starych cmentarzy i organizację nowych, na trochę innych zasadach. Mało tego! Bezczelnie poczęły ingerować w sprawy majątkowe Kościoła i zarząd jego własnością.

Dopiero w 1917 r. ogłoszono Codex iuris canonici (pol. Kodeks prawa kanonicznego), który jednak uległ zmianom podczas drugiego Soboru Watykańskiego (l. 1962-1965)2. Ma on charakter ogólnej normy, a kwestie poruszane niegdyś w Korpusie prawa kanonicznego, pozostawiono regulacjom prawa partykularnego.

Zmiany w organizacji i funkcjonowaniu cmentarzy narzucone przez władze świeckie okazały się jednak na tyle trwałe, że od XIX w. aż po dziś dzień obowiązują praktycznie dwa rodzaje ustawodawstwa cmentarnego: państwowe i wyznaniowe. W dzisiejszym odcinku zajmiemy się tym ostatnim.

Definicja

Cmentarz, jaki jest, każdy widzi ;) Naprodukowałam się na ten temat w innym miejscu, lecz grzeczność wymaga ;), aby przedstawić problem także od strony wyznaniowej.

Najbardziej zwięzłą definicję, opartą na komentarzu do Dekretu Gracjana (1. połowa XII w.)3, podaje Encyklopedja kościelna z 1894 r., według niej cmentarz katolicki to:

"(...) miejsce biskupią powagą poświęcone i przeznaczone na pogrzeb ciał katolików pobożnie zmarłych, bez względu na jego bliższe lub dalsze od kościoła położenie."4

Istotne jest tutaj podkreślenie, że nie wystarczy kogoś pochować byle gdzie. Pobożny katolik winien spoczywać tylko w poświęconej ziemi, ale też w poświęconej ziemi powinni spoczywać tylko pobożni katolicy (zob. też Wolny wybór. Naprawdę ;), Cmentarz dla wszystkich?)

Pisarze kościelni uważali więc cmentarz za przestrzeń świętą, przeznaczoną dla wybranych, w związku z czym należały mu się specjalne względy.

Święte prawo własności

Do XVIII w. nikt nie kwestionował prawa Kościoła do posiadania i zarządzania cmentarzami. Dopiero zapędy oświeceniowych filozofów, podchwycone przez władców absolutnych, "lekko" zmodyfikowały ten stan rzeczy (zob. też Cmentarze "krótko i zwięźle" : dzielenie włosa na czworo, czyli o kategoriach cmentarzy).

Dla znawców prawa kościelnego było oczywiste, że tak jak Ecclesia posiada prawo do zakładania cmentarzy, tak samo może nimi swobodnie zarządzać. Zatem przepisy państwowe regulujące obydwie kwestie (np. dotyczące wyboru miejsca pod cmentarz, głębokości grobów, postępowania ze zwłokami itp.) są przestrzegane o tyle, o ile nie kolidują z ustawami kościelnymi, a zarazem są pożyteczne dla ogółu.

Chcąc być jeszcze bardziej dokładnym, trzeba zaznaczyć, iż właścicielem nekropolii był Kościół, a dokładnie - jego jednostka organizacyjna (np. parafia) i właśnie na barkach jej członków spoczywało utrzymanie świątyni oraz miejsca pochówków. Niektórzy kanoniści (np. Lucius Ferraris, ?-przed 1763 r.) precyzowali, że założenie, urządzenie i utrzymanie miejsca pochówków należy do parafian, a nie proboszcza5.

Częstokroć opieka nad cmentarzami wynikała z prawa patronatu6, dzięki czemu fundator kościoła, w zależności od lokalnego układu sił, wpływał (lub nie) na politykę pogrzebową7. W miastach ów przywilej posiadała zazwyczaj rada miejska, a przejawem działalności "cmentarnotwórczej" była choćby maleńka nekropolia za Bramą Świdnicką (1318 r.) we Wrocławiu przeznaczona prawdopodobnie dla ofiar klęski głodu z 1317 r.8 Na prowincji fundowaniem Domów Bożych zajmowała się głównie szlachta, więc jej przedstawiciele byli zobowiązani tak do naprawy dachu "swojego" kościoła, jak i płotu otaczającego jego cmentarz.

Ostatnie słowo zawsze jednak należało do Kościoła i żaden patron, ani tym bardziej parafian nie mógł bez zgody zwierzchności duchownej np. oddać na użytek świecki gruntu, na którym znajdował się cmentarz.

Sacrum i profanum

Jest wiele powodów, dla których prawo kościelne uważa cmentarz za miejsce święte. ów specjalny status nekropolii chrześcijańskiej bywał dla niej tyleż "zaszczytem", co... kłopotem.

Na początku wyjaśnijmy sobie, dlaczego cmentarz jest święty. Otóż, przede wszytkim dlatego, że został poświęcony przez biskupa, co też praktykowano podobno już od VI w.9. Ceremonia konsekracji ma uświadomić śmiertelnikom, iż pewien fragment przestrzeni został niniejszym wyłączony spod władztwa ludzi i odtąd znajduje się pod bezpośrednim "zarządem" Niebios. Nie dotyczą go więc prawa człowiecze (tj. świeckie), a już tym bardziej nie powinien być kalany przyziemnymi sprawami ludzi.

Na tym jednak rzecz się nie kończy. Fakt zejścia z tego świata jest dla chrześcijan bardzo istotny, gdyż przybliża ich do Wiekuistego (naturalnie jeśli zbytnio nie grzeszyli ;)). Złożenie ciała do grobu ma zatem charakter szczególnego obrzędu religijnego, a skoro podchodzi się z powagą do pogrzebu, więc tak samo uroczyście powinno się traktować nekropolię.

Cmentarze katolickie są więc święte "podwójnie": po pierwsze dlatego, że zostały konsekrowane, a po drugie ze względu na spoczywające na nich zwłoki wiernych10. Tym niemniej niektórzy współcześni badacze prawa kanonicznego twierdzą, że:

"(...) cmentarz jest miejscem świętym nie dlatego, że pochowane są tam ludzkie ciała, lecz wskutek benedykcji konstytutywnej. Usunięcie więc nawet wszystkich pochowanych na nim ciał nie powoduje utraty charakteru miejsca świętego."11

Skomplikowane to wszytko, ot co! ;)

Bez względu na uzasadnienie, cmentarze od najdawniejszych czasów znajdowały się pod specjalną ochroną prawną i naruszenie jej nietykalności mogło się dla kogoś źle skończyć. Najgroźniejszym "straszakiem" była oczywiście kara Niebios, pilnujących swej własności. Na wypadek, gdyby Wszechmogący miał ważniejsze sprawy na głowie ;), egzekwowaniem sprawiedliwości zajmowali się jego przedstawiciele na ziemi. Tak więc w VIII w. niektórzy biskupi za znieważenie grobów wyznaczali nawet siedem lat pokuty, w tym trzy o chlebie i wodzie! Od XIII w. (synod sieradzki 1233 r.) w Polsce złupienie kościoła i jego cmentarza pociągało za sobą klątwę nakładaną siłą faktu. W praktyce karę tę stosowano bardzo rzadko i jeszcze w XV w. ograniczono się tylko do groźby ekskomuniki. Ale też rozgrzeszenia za takie przestępstwo trudniej było dostać, gdyż udzielał go tylko biskup (nakazy z XIII w. powtórzone w XV w.) lub papież (statuty diecezji włocławskiej z 1410 i 1446 r.).

Z nietykalnością cmentarza łączy się problem poszanowania wiecznego odpoczynku zmarłych. Teoretycznie jego naruszanie było to zabronione, a ekshumacja - nawet, żeby sprawdzić czy zmarły był wampirem czy świętym - wymagała zgody wysokich władz kościelnych. Zwłoki miały w spokoju oczekiwać Sądu Ostatecznego i nie mogli ich odkopywać ani krewni, ani dociekliwi urzędnicy, chyba że za zgodą biskupa lub oficjała (synod kijowski 1762 r.). Kto by się ośmielił się naruszyć sen zmarłych, musiał się liczyć z klątwą nakładaną siłą faktu, którą mógł zdjąć tylko biskup. Jak przedstawiała się praktyka możecie się przekonać gdzie indziej (Cmentarze "krótko i zwięźle" : grób i nagrobek).

Ze "świętości" cmentarza korzystali także żywi.

Któż nie słyszał o prawie azylu, którego metryka sięga aż 1. połowy V w. Zgodnie z nim w kościele lub na cmentarzu (także nieprzylegającym bezpośrednio do świątyni) nie wolno pojmać ani wykonać wyroku na przestępcy. Przestrzeń ta jest bowiem wykluczona spod jurysdykcji ludzkiej i podlega tylko prawom boskim, czego widomym znakiem miało być właśnie ogrodzenie cmentarza, a także wystawienie na nim krzyża i naczynia z wodą święconą. Tak więc dotarcie do miejskiej nekropolii mogło się nieraz okazać zbawienne dla niejednego łotrzyka, którego uchroniło od stryczka12.

Nie wszytkim jednak było to w smak i np. Bartłomiej Groicki, wybitny znawca i tłumacz aktów prawnych, pisał na początku XVI w.:

"(...) gdyby złoczyńcę chciano imować, a on by na cmyntarz uciekł abo do kościoła, takiego Kościół nie ma bronić."13

Dawny obyczaj był jednak silniejszy od surowych napomnień Groickiego, lecz i tu należy poczynić kilka zastrzeżeń. Prawdopodobnie chcąc uniknąć konfliktów z władzą świecką prawo kościelne dopuszczało "imowanie" złoczyńcy w rzeczonych okolicznościach, jeśli potrzeba była nagła i zgodę wyraził ordynariusz lub przynajmniej rektor świątyni. Azyl nie przysługiwał też podpalaczom (statuty Kazimierza Wielkiego), rabusiom, niszczycielom pól, winnym zabójstwa na cmentarzu lub w kościele (statut Mikołaja Trąby z 1420 r.). Co więcej wizyta w Domu Bożym lub na jego dziedzińcu wcale nie oczyszczała z winy. Gdyby jednak Groicki poważył się kogoś aresztować na lokalnej nekropolii, mogłoby się to dla niego skończyć mocno nieprzyjemnie. Za naruszenie prawa azylu od co najmniej XIII w. groziła bowiem ekskomunika14.

W cmentarną przestrzeń sacrum często wkradały się elementy profanum, stąd konieczne stało się jasne określenie, co na cmentarzu wolno, a czego nie.

Generalnie nie powinny to być czynności nieodpowiadające świętości miejsca. I tak Dekrety Grzegorza IX z XIII w. zabraniały odbywania na cmentarzach sądów w sprawach rozlewu krwi lub kary cielesnej, sobór lioński II (1274 r.) w ogóle zakazywał jakichkolwiek rozpraw sądowych oraz targów, handlu, zgromadzeń o charakterze świeckim, a sobór trydencki (l. 1545-1563) - urządzania zabaw i widowisk. Synod zwołany przez legata papieskiego Filipa z Fermo w 1279 r. zagroził karą klątwy za roztrząsanie jakichkolwiek spraw świeckich na cmentarzu czy w kościele.

Wyróżniano również czynności, których dopuszczenie się na cmentarzu, równało się jego zbezczeszczeniu. W Polsce od czasów średniowiecza należało do nich zabójstwo lub poranienie człowieka15, popełnienie grzechu nieczystego16 czy w ogóle jakiegokolwiek ciężkiego przestępstwa, a także pochowanie osoby ekskomunikowanej. W tym ostatnim wypadku nekropolia nie mogła być rekoncyliowana dopóty, dopóki nie zostały usunięte zwłoki danego grzesznika.

Ponadto cmentarz nie mógł być źródłem korzyści materialnych, dlatego też nie wolno było sprzedawać ziemi cmentarnej (zob. też. Drażliwa kwestia, czyli o opłatach pogrzebowych), rosnącej tam trawy, owoców z drzew czy trzymać pszczół.

Nauczenie wiernych szacunku dla zmarłych i miejsca ich spoczynku było jednak baardzo trudne i długotrwałe. Świadczą o tym m.in. akta synodów polskich, gdzie co kilka lat powtarzają się zalecenia, aby nie wypasać na nich bydła (włocławski 1568 r.), nie przesiewać i nie suszyć zboża, nie myć i nie suszyć naczyń (warmiński 1610 r.) oraz nie wywieszać pościeli i prania (w tym bielizny; kijowski 1762 r.) pod karą zajęcia wystawionych przedmiotów. Przypominano też o zakazie przejazdu przez cmentarz (warmiński 1610 r.), trzymania tam wozów i koni na noc, spania i wyrzucania śmieci. Musiał też kościół walczyć z żebractwem oraz... śpiewaniem "brzydkich pieśni"17 ;).

Opisane zalecenia władz kościelnych mogą się dziś wydawać świadectwem specyficznego "kolorytu lokalnego", miejscami nawet zabawnego. Sprawa była jednak poważna, gdyż aż do ogłoszenia Kodeksu prawa kanonicznego (1917 r.), profanacja cmentarza obejmowała jednocześnie przyległy kościół i odwrotnie. Tym samym do czasu ponownej benedykcji obu tych miejsc, były one wyłączone z użytkowania. A co, jeśli do najbliższego cmentarza/kościoła było kilka dni drogi?

Interdykt

Cóż to takiego jest ten interdykt i co ma wspólnego z cmentarzami? Otóż, polega on na czasowym wyłączeniu osoby (interdykt osobowy) lub miejsca (interdykt miejscowy) z uczestnictwa w życiu religijnym tj. w udzielaniu lub sprawowaniu sakramentów i nabożeństw. Od ekskomuniki różni się tym, że:

"nie zrywa węzłów kościelnego obcowania."18,

Jest więc taką trochę lżejszą formą kary kościelnej, ale niemniej dotkliwą.

Z chwilą, kiedy w cmentarne sacrum wdarło się profanum, nekropolia automatycznie zostawała wyłączona z użytkowania, a więc nakładano na nią interdykt miejscowy. Nie wolno było wówczas odprawiać na jej terenie pogrzebów, a za chowanie zmarłych w czasie trwania interdyktu groziła surowa kara19.

Zresztą mały handelek na cmentarzu (zwłaszcza w czasie odpustu) często uchodził bez żadnych reperkusji. Gorzej, jeśli pochowano osobę wykluczoną ze społeczności wiernych (zob. Wolny wybór. Naprawdę ;), Cmentarz dla wszystkich?), w tym obłożoną ekskomuniką lub interdyktem osobowym.

Stanowił on w rękach Kościoła zaprawdę potężną broń, szczególnie często wykorzystywaną w średniowieczu przeciwko krnąbrnym owieczkom Bożym. Na przykład w XIII w. na Śląsku uchwalono statut Crescente quotidie, zakazujący pochówku na terenie diecezji osób, które odważyły się aresztować biskupa.

Nie myślcie jednak, że interdykt uderzał tylko w poszczególne jednostki i koniec. Jeśli obłożono nim władcę lub właściciela dóbr, wówczas automatycznie w jego majętnościach nie wolno było udzielać sakramentów czy odprawiać nabożeństw. Kościołowi szły w sukurs nawet ustawy państwowe np. statuty Kazimierza Wielkiego zezwalały kmieciom opuścić dobra obłożone zakazem sprawowania pogrzebów.

Nic zatem dziwnego, że nawet jeśli sam wykluczony osobnik nie palił się do "pogodzenia" z Kościołem, to po jego śmierci rodzina w dwójnasób wynagradzała "szkody", byle jej uparty krewniak mógł spocząć "po bożemu" i nie kompromitował familii.

Dopóki miejsca pochówków znajdowały się tylko w rękach Kościoła interdykt stanowił wcale skuteczny "bicz Boży". Sytuacja zmieniła się trochę w XV w., kiedy na tle sporu o dziesięciny szafowano nim szczególnie często. Dumna szlachta często lekceważyła postanowienia władzy duchownej, siłą grzebiąc swych ziomków na poświęconych cmentarzach. Także konflikty religijne XVI w. mocno zwiększyły liczbę nekropolii objętych interdyktem, gdyż osoby o sympatiach protestanckich wcale nie zamierzały chować się pod płotem tylko w katolickiej ziemi. Najbardziej na tych niesnaskach cierpieli jednak prości chrześcijanie, których zwłoki trzeba było wozić do innych miejscowości, albo grzebać obok zbezczeszczonego cmentarza.

W cieniu ołtarza

Pochówki w kościele były od zawsze ganione, zabraniane i w ogóle niedopuszczalne. Z drugiej strony każdy, kto uważał się za coś lepszego niż reszta śmiertelników, nie wyobrażał sobie oczekiwania na Zmartwychwstanie inaczej, jak tylko śpiąc snem wiecznym w kościele. I to najlepiej dużym i ważnym kościele ;)

Prawo kościelne było przeciwne zwłokom w Domach Bożych, co podkreślał chyba każdy synod i każdy biskup. Tym niemniej dopuszczano kilka wyjątków, które, jak to bywa, stanowiły nawet nie tyle furtkę, co szeroko otwartą bramę dla pochówków w świątyniach.

Od IX w. postanowiono nagradzać w ów sposób tylko: biskupów, opatów, zasłużonych kapłanów, książąt i inne znakomite osoby lub fundatorów kościoła. Zastrzegano co prawda, że ma to być przywilej, ale z biegiem lat obejmował coraz liczniejsze kategorie ludzi.

W szczególnie korzystnej sytuacji było więc duchowieństwo, któremu prawo spoczynku w murach kościołów przysługiwało jakby "z natury"20.

Do pozostałych szczęściarzy należeli świeccy dobrodzieje kościoła (zwłaszcza fundatorzy), członkowie znakomitych rodów szlacheckich (statuty biskupa Nankera z 1320 r.) lub ci, którzy:

"szlachetnością, czynami i zasługami wyróżnili się w służbie Bogu i sprawie powszechnej."21

Ilość kościołów byłaby więc z pewnością mniejsza, gdyby nie ów przywilej pochówku dla fundatora22. Z biegiem lat przeniesiono go także na współmałżonkę/a (synod warmiński 1582 r.) i potomstwo patrona23.

W trochę innej sytuacji był "dobrodziej kościoła". Siłą rzeczy stawał się nim każdy, kto chciał spocząć w kościele, gdyż synody wymagały nie tylko każdorazowego zezwolenia na taki pochówek, ale też uiszczenia stosownej ofiary pro fabrica ecclesiae (na budowę kościoła; statuty biskupa Mikołaja Kurowskiego z 1408 r., statut katedry krakowskiej z XV w.). Tak więc nie trzeba było od razu budować nowego Domu Pańskiego, wystarczyła kaplica, ołtarz, zakup jakiś urządzeń kościelnych, remont dachu itp.25

Z biegiem lat również ten przywilej zaczęto ograniczać i np. synod łucki z 1726 r. nakazał grzebanie na cmentarzu tych kolatorów, którzy nie mieli w kościołach dawno założonych grobów murowanych. Ba! na rzeczone groby, a już tym bardziej pomniki czy chorągwie potrzebna była zgoda biskupa lub oficjała (synod warmiński 1610 r.).

Układ ten był jak najbardziej korzystny dla władz duchownych, a jednak zdarzały się próby jego obejścia, skoro statuty biskupa Nankera groziły karą grzywny za pochowanie kogoś spoza wymienionych osób.

O dziwo, władza nadrzędna (tj. papież) przez bardzo długi czas nie wtrącała się w cmentarne funkcje kościołów. Dopiero w 1566 r. Pius V usankcjonował ograniczenia nakładane przez poszczególne synody i uzależnił pochówek w świątyni od decyzji jej rektora lub patrona, a w przypadku przybytków klasztornych - od ordynariusza lub prowincjała zakonu.

Uwagę kościelnych włodarzy zaprzątało też utrzymanie nieboszczyków w "bezpiecznej" odległości od ołtarza. Mimo że w pierwszych wiekach chrześcijaństwa pochówki w tym najświętszym z świętych miejsc były dość częste, z czasem dostrzeżono ich niestosowność. W Polsce zaprzestania takich praktyk domagały się synody jeszcze w XVII w. Na przykład duchowieństwo diecezji warmińskiej uchwaliło w 1610 r., że groby winny być oddalone od ołtarza co najmniej o dwa łokcie (ok. 1,2 m). Ogólnokościelny zakaz wydał dopiero w siedem lat później papież Paweł V, zabraniając pochówków w odległości bliższej niż 1 m od miejsca Ofiarowania. O tym, że nie wszyscy wzięli sobie to do serca, świadczą postanowienia synodu kijowskiego, który w 1762 r. (a więc ponad sto lat później) nakazał w ciągu sześciu miesięcy usunięcie grobów z prezbiterium.

Naturalnie zdarzali się "spryciarze" próbujący urządzić sobie grób w kościele bez zgody instancji wyższych. Musieli jednak liczyć się z tym, że będzie on bezużyteczny, gdyż np. synod kijowski (1762 r.) nakładał na takie miejsce pochówków interdykt.

Grunt to organizacja (a potem porządek) ;)

Badając dzieje dawnych cmentarzy można odnieść wrażanie, że do końca XVIII w. panował na nich chaos i bałagan, nad którymi zapanowały dopiero światłe ustawy Fryderyków Wielkich czy Józefów II. Nie popadajmy jednak w skrajności: w tym "szaleństwie" była metoda ;)

Generalnie organizacja i utrzymanie cmentarzy spoczywały na wiernych (zob. Święte prawo własności), lecz chyba niemałą rolę odgrywały też lokalne tradycje. Ot, w Polsce koszty np. reparacji ogrodzenia ponosili parafianie, lecz utrzymanie porządku na nekropolii należało do plebana, o ile miał na to dochody (synod kijowski 1762 r.).

Od dawna duży nacisk kładziono przede wszytkim na grodzenie cmentarzy. Miało to z jednej strony znaczenie praktyczne (zabezpieczenie przed zwierzętami czy złodziejami), a z drugiej symboliczne (wydzielenie przestrzeni świętej). Wymagania co do typu ogrodzenia nie były zbyt duże, ot, żywopłot, fosa, wał czy wreszcie drewniany płot albo mur z kamienia lub cegły. Był to jednak nie lada wysiłek dla proboszcza czy parafian i nieraz, jeśli cmentarz służył więcej niż jednej osadzie, wyznaczano każdej wiosce konkretny odcinek płotu, który powinna wystawić, a potem się o niego troszczyć. Za niedopełnienie tych czynności groził nawet interdykt miejscowy, lecz zazwyczaj kończyło się tylko na upomnieniu.

Do ważniejszych aktów związanych z uporządkowaniem przestrzeni cmentarza należał tzw. Rytuał Rzymski wydany przez papieża Pawła V w 1614 r. Ustał on m.in., aby:

  • na cmentarzu znalazł się wysoki krzyż;
  • groby duchownych były oddzielone od świeckich i ulokowane w ważniejszym miejscu (np. koło krzyża czy murów kościoła);
  • dzieci i dorosłych grzebano w osobnych kwaterach;
  • ciała powinny być (w miarę możliwości) układane głową do ołtarza;
  • obok poświęconego cmentarza należy wyznaczyć teren na pochówki osób, którym nie przysługuje pogrzeb katolicki. Przestrzeń ta powinna być oddzielona od właściwej nekropolii murem lub parkanem i powinna posiadać osobne wejście.

Co ciekawe, jeśli chodzi o organizację kwater dla poszczególnych grup ludności, podział ów gdzieniegdzie przenoszono także do kościołów (synod kijowski w 1762 r.) Ponadto przypominano również, aby dbać o ogólny porządek na cmentarzu tj. zielsko i pokrzywy wyrywać, wiór drzewnych czy beczek z wapnem nie trzymać. Już w XIII w. pojawiały się też zakazy wznoszenia obok grobów budynków świeckich (np. mieszkań służby kościelnej itp.). Powszechną praktyką było natomiast stawianie tam szkółek religijnych, ale nie chodziło przecież o sam fakt zacieśniania przestrzeni grzebalnej, tylko świecki lub sakralny użytek owych obiektów.

Wreszcie należy wspomnieć o ewidencji zmarłych. Niejeden poszukiwacz przodków błogosławi (lub przeklina ;)) parafialne księgi chrztów czy pogrzebów. Ich prowadzenie nakazał już/dopiero sobór trydencki (l. 1545-1563), lecz w rzeczywistości różnie z nimi bywało.

Z biegiem lat, zapewne pod wpływem zaleceń państwowych, doraźne przypomnienia biskupie zostały zastąpione konkretnymi i wyczerpującymi regulaminami jak np. ten wydany w 1896 r. dla Diecezji Gnieźnieńsko-Poznańskiej (Prusy). Oprócz "odwiecznych" przypomnień o obowiązku grodzenia i zamykania cmentarza precyzował on m.in. wielkość grobów, odstępy między nimi, ilość zwłok, jaką można do nich złożyć, a także nakazywał opracowanie planu cmentarza, numerację miejsc pochówków, ewidencję zmarłych, wydzielenie kwater dla dzieci.

Do obowiązków wizytatorów należało nie tylko skrupulatne opisanie stanu parafialnej świątynii, ale także sąsiadującego z nią cmentarza i kostnicy (jeśli była). W zwięzłych słowach nieraz odsłaniali liczne zaniedbania w kwestiach porządku i powagi tych - jak by nie było - świętych miejsc.

Wolny wybór. Naprawdę ;)

Teoretycznie każdy chrześcijanin ma prawo wybrać sobie miejsce pochowania25. Niby prosta rzecz, a w ciągu wieków była przyczyną niejednej sprawy sądowej i niejednej "obrazy obyczajów" ;).

Z czasem gorszące spory na tym tle przybrały rozmiary wołające o pomstę do nieba. Już w XIII-XIV w. zalecano więc, aby zmarłych grzebać przede wszytkich na ich cmentarzu parafialnym26. Ba! ci, którzy się na to zdecydowali mogli nawet liczyć na aż czterdzieści dni odpustu :)

Naturalnie uwzględniano wyjątki np. dla księży, znacznych dobroczyńców, podróżnych i w ogóle osób, których pogrzeb we właściwej parafii nie był możliwy np. ze względu na odległość. Tym niemniej niektóre synody na takie "fanaberie" wymagały osobnej zgody biskupa (warmiński 1610 r.).

Natomiast jeśli ktoś (proboszcz lub przeor zakonu) pochowałby obcego parafianina, podlegał grzywnie i surowej pokucie.

Szczególnie srogie kary, zwłaszcza w XVIII-wiecznej Polsce, groziły zwłaszcza zakonnikom, którzy by namawiali kogokolwiek do pochówku w ich klasztorze. Na głowy mnichów spadłaby wówczas klątwa, a osobnik, który im uległ, musiałby i tak spocząć na swoim cmentarzu parafialnym. Co więcej, jeśli w ciągu dziesięciu dni od tego "nielegalnego" pogrzebu nie zwrócono by darów pogrzebowych i ciała, klasztorny cmentarz obłożony zostałby interdyktem. Pochowek domach zakonnych był surowo wzbroniony nawet dla gości czy podróżnych zmarłych w klasztorze, o ile wcześniej nie zastrzegli w testamencie, że właśnie w nim zamierzają spocząć27.

Można się zastanawiać, o co właściwie całe to zamieszanie. Jak to o co?! Oczywiście o pieniądze. Za trumną nieboszczyków "szły" bowiem pieniądze na modlitwy za duszę pokutującą, podarki pogrzebowe itp. namacalne wyrazy pobożności (zob. też Drażliwa kwestia, czyli o opłatach pogrzebowych). Wywoływały one wśród kleru niezdrową rywalizację, stąd już w VIII w. władze kościelne poczuły się w obowiązku ustalić tzw. porcję parafialną. Jeśli więc ktoś nieopatrznie zażyczył sobie mszy pogrzebowej poza swoim "macierzystym" kościołem, część darów przeznaczonych dla tej świątyni i tak musiała zostać przekazana właściwej parafii zmarłego. Wysokość porcji określał lokalny zwyczaj, a jeśli takowego nie było, wtedy parafii oddawano czwartą część "ofiar" pogrzebowych (tzw. quarta funeraria). W XVI w. sobór trydencki ustalił jednak, że jeśli w danej okolicy zwyczaj dzielenia darów pogrzebowych między kościół parafialny a kościół klasztorny istnieje od co najmniej 40 lat, tam winien być zachowany bez względu na przywileje zakonów28.

Gołym okiem widać więc ogromne uprzywilejowanie cmentarzy parafialnych, choć zakony nie siedziały z założonymi rękami, o czym świadczą liczne epitafia w klasztornych kościołach. W tymże samym czasie bywali zresztą i tacy plebami, którzy siłą zmuszali mnichów do złożenia swych doczesnych szczątków poza klasztorem. Ot, żeby pokazać, kto tu "rządzi" ;)

Cmentarz dla wszystkich?

No właśnie, czy każdy mógł spocząć w uświęconej ziemi, cieszyć się błogim snem, kojącym dźwiękiem dzwonów kościelnych i "anielskim" pieniem kleryków? Odpowiedź znacie - wszystkie słyszałyśmy o samobójcach, różnej maści złoczyńcach, heretykach i grzesznikach, którym odmawiano pogrzebu na cmentarzu, obok szanowanych i pobożnych obywateli. Sprawa nie jest jednak taka prosta i (być może ku zaskoczeniu niektórych) prawodawstwo kościelne jest w tej kwestii bardzo... uczciwe.

Zajmijmy się najpierw tymi, którym sam Kościół odmawiał prawa do poczynku w poświęconej ziemi.

Problem pojawił się dość wcześnie, skoro już w 563 r. synod w Braga29 uznał za konieczne określić kategorie osób, których należy pozbawić pogrzebu. Zasada była dość prosta i jest stosowana do dziś: miejsce na cmentarzu, a zwłaszcza stosowne nabożeństwo, nie przysługiwało osobom niezwiązanym z Kościołem lub tym, którzy w jakiś sposób zerwali z nim łączność. Wspomniany synod zaliczył do nich: katechumenów30, notorycznych i "ciężkich" przestępców, samobójców, popełniających grzechy śmiertelne.

Późniejsze postanowienia kościelne bardzo rozszerzyły ową listę, odmawiając chrześcijańskiego pogrzebu: dzieciom zmarłym podczas porodu i bez chrztu, ekskomunikowanym lub obłożonym interdyktem, poległym w pojedynku, samobójcom (chyba że dopuścili się tego czynu w stanie niepoczytalności), nie spowiadającym się i nie przyjmującym Komunii Św. na Wielkanoc (o ile nie wynika to z zaleceń kapłana), nie uczestniczącym we mszach niedzielnych czy świątecznych (nawet po upomnieniu), złodziejom (o ile nie zwrócili zabranych dóbr lub przynajmniej nie okazali skruchy), nie płacącym dziesięcin oraz:

"lżącym czynnie osoby duchowne, (...) bluźniercom przeciwko Bogu i świętym, rabującym dziesięciny, jawnym lichwiarzom, chyba gdy żałują i przynajmniej dadzą zapewnienie zwrotu krzywd, zakonnikom mającym własność, skazanym na śmierć, a niepokutującym i na koniec każdemu publicznemu grzesznikowi, w jawnie śmiertelnym grzechu umierającemu bez spowiedzi i znaków żalu."31

Niektórzy komentatorzy prawa kanonicznego dopisywali do tej listy także wróżbiarzy, aktorki grające "bezwstydne sztuki" i autorów "bezbożnych książek"32. Pewne komplikacje występowały jeśli idzie o dłużników. Jedni pozwalali ich grzebać po chrześcijańsku, a inni nie (bulla Leona X z 1515 r., synod przemyski 1641 r.).

W następnych wiekach dokonywano już tylko drobnych korekt na tej liście, precyzując dokładnie, kto się do jakiej grupy osób zalicza i dlaczego. Starano się jednak możliwie zmniejszyć liczbę potencjalnych "wyklętych" grzebanych poza cmentarzem, aby on sam nie stracił swego ważnego miejsca w życiu wspólnoty religijnej. Zresztą Kościół prawie zawsze dawał szansę nawet tym zabłąkanym owieczkom, o ile okazały przed śmiercią skruchę33.

Pewna "wyrozumiałość" należała się też samobójcom. Prawo kościelne dopuszczało pochówek owych nieszczęśników w poświęconej ziemi, jeśli ich czyn nie wyszedł na jaw i/lub nie było pewności, czy delikwent naprawdę sam się powiesił, czy też ktoś mu pomógł34. Tego rodzaju wybieg prawny stosowano często, aby uchronić rodzinę zmarłego przed hańbą.

Pogrzebanie którejś z wymienionych osób było równoznaczne ze zbezczeszczeniem cmentarza i automatycznie nakładało nań interdykt miejscowy. W praktyce owych "wyklętych" grzebano więc bez udziału duchowieństwa obok nekropolii. Zresztą i tak ekskomunikowanych lub obłożonych interdyktem po ustaniu kary przenoszono do poświęconej ziemi.

Osobny problem to pochówki przestępców. W Polsce sam wyrok śmierci nie zawsze przesądzał o miejscu pochowania. Teoretycznie, jeśli delikwent okazał skruchę mógł spocząć w poświęconej ziemi, a nawet w kościele. W praktyce dochodziły do tego wymogi świeckiej sprawiedliwości i to nie tyle prawne, co zaliczające się raczej do "oczekiwań społecznych".

Musimy tu trochę zboczyć z tematu i zastanowić się, jak kiedyś rozumiano działalność Temidy.

A było tak: powszechnie akceptowane wydobywanie zeznań za pomocą tortur, surowe, nieproporcjonalne do wagi czynu kary oraz spektakularne ich wykonanie ku uciesze gawiedzi. W ten sposób starano się odstraszać potencjalnych przestępców, a tych, którzy już zgrzeszyli, piętnowano i wykluczano spośród zwykłych śmiertelników. I chociaż:

"Bóg nie każe (...) za to samo przewinienie dwa razy, a skazaniec poniósł już karę."35

to:

"(...) poczucie sprawiedliwości społeczeństwa nie pozwala [...] zakończyć działań represyjnych w momencie śmierci złoczyńcy. Pozostawia się [jego - przyp. Sowa] zwłoki, aby uległy zniszczeniu, niekiedy pali się je."36

Jeszcze raz powtarzam: nie był to nakaz Kościoła, tylko niechęć owych "pobożnych" mężów i niewiast do dzielenia miejsca ostatniego spoczynku z "grzesznikami".

Tym niemniej istniały kategorie przestępstw, których nawet Kościół nie był w stanie "ułaskawić" (zob. Cmentarze średniowieczne (ok. V-XVI w.) : z dala od miejskiego zgiełku). Ich sprawcy nie mogli liczyć na żadne miłosierdzie, gdyż wyrok spalenia na stosie automatycznie oznaczał rozrzucenie prochów z dala od jakichkolwiek świętych miejsc.

Jak więc widzicie nie każdy mógł oczekiwać Zbawienia w poświęconej ziemi. Część przypadków rzeczywiście była uzasadniona, ale nawet autorytet papieża Innocentego III (1161-1216) nie był w stanie wymusić na parafianach pogodzenia się godnym pochówkiem ofiar morderstw lub zmarłych przypadkową czy gwałtowną śmiercią. (zob. też. Cmentarze "krótko i zwięźle" : zwłoki). Zresztą nawet wśród pobożnych i cnotliwych byli "równi i równiejsi", o czym przekonuje choćby podział na groby "lepsze" (w kościele) i "gorsze" (na cmentarzu).

Drażliwa kwestia, czyli o opłatach pogrzebowych

Wokół tego problemu od zawsze toczyło się wiele burzliwych "dyskusji", zarówno na temat zasadności pobierania tych opłat, jak również ich wysokości. W istocie rzecz dotyczy nie tylko pogrzebów, ale szerszego zagadnienia, jakim są tzw. ofiary iura stolae37. Nasze rozważania mogą więc z pozoru nieco odbiegać od tematu, lecz obszerny wstęp i liczne dygresje pozwolą nam obiektywnie spojrzeć na problem i uniknąć posądzenia o stronniczość ;) Wysłuchajmy więc co ma do powiedzenia na ten temat altera pars.

Już od pierwszych wieków chrześcijaństwa istniał zwyczaj obdarowywania duchownego przy okazji sprawowanej przez niego posługi38. Od samego początku większość autorytetów kościelnych krzywo patrzyła na te praktyki, tym bardziej, że coraz częściej dochodziło do gorszących nadużyć. Wielokrotnie wspominany synod w Braga (l. 561-563) uznał, iż pochówek jest czynem miłosierdzia i jako taki powinien być bezpłatny, a papież Grzegorz Wielki (ok. 540-604) i niektórzy biskupi (m.in. Burhard z Wormacji, ok. 950-1025) zakazywali pobierania jakichkolwiek opłat za czynności liturgiczne. Ze szczególnym potępieniem odnoszono się do kwestii sprzedaży ziemi cmentarnej pod grób. Powoływano się m.in. na fakt, że wszystko na tym świecie (a więc również i ziemia) należy do Boga i tak jak On darmo daje to ludziom, tak i oni nie powinni tym kupczyć. Poza tym człowiek jest istotą śmiertelną i sam niegdyś obróci się w proch ziemi. Nie godzi się więc, aby sprzedawał coś, czym sam się stanie (synod w Treburze z 895 r.)39.

W XII w. problem stał się chyba szczególnie palący, gdyż władze kościelne zaczęły uważniej przypatrywać się sposobom pozyskiwania przez kler parafialny środków utrzymania. Warto zwrócić uwagę, że w owym czasie kontynuację dawnego obyczaju "wspierania" duchowieństwa zaczęto postrzegać jako kupczenie sakramentami tj. symonię. W tym duchu wypowiedział się sobór laterański II (1130-1140), zakazując pobierania jakichkolwiek opłat za posługę religijną, ale sprawę ostatecznie uregulowano dopiero niecałe sto lat później. Wówczas duchowieństwo zgromadzone na soborze laterańskim IV (1215 r.) raz na zawsze zakazało pobierania opłat za sakramenty, ale zezwoliło na przyjmowanie dobrowolnych i/lub usankcjonowanych zwyczajem ofiar.

Zasadność ich pobierania tłumaczono powołując się na autorytet św. Piotra, dla którego działalność apostolska była usprawiedliwieniem do życia z darowizn wiernych40. Myśl tę dobrze objaśnił m.in. ks. Henryk Insadowski, którego "wykładnię" niniejszym pozwolę sobie przedstawić41.

Owszem, proboszcz ma obowiązek posługi religijnej wobec wiernych (w tym odprawienia pogrzebu), ale:

"Wszelki (...) obowiązek po stronie jednej pociąga za sobą świadczenie po stronie drugiej."42

Opłaty towarzyszące sakramentom nie są więc zapłatą sensu stricto tylko świadczeniem wykonanym "z powodu" np. pogrzebu, rodzajem wynagrodzenia za całokształt pracy duszpasterskiej kapłana. W istocie jest to "zwrot wydatków" przeznaczanych na utrzymanie duchowieństwa wypełniającego ową posługę.

W ten sam sposób należy rozumieć "ofiary" uiszczane za grób w kościele, których sama nazwa (pro fabrica ecclesiae) wskazuje, że są przeznaczone "na budowę kościoła" (w domyśle także na jego utrzymanie).

Obowiązek zapewnienia klerowi środków do życia spoczywa zatem na wiernych, których wsparcie wyraża się właśnie poprzez dary składane z okazji uroczystości religijnych np. pogrzebów.

Postanowienia soboru laterańskiego IV wciągnięto do Corpus iuris canonici, czyniąc je elementem prawa kościelnego. W Polsce zostały wprowadzone jeszcze w XIII w., ale dopiero kodyfikacja Mikołaja Trąby z 1420 r. uczyniła je prawem obowiązującym aż do 1795 r. Główne zasady funkcjonowania ofiar iura stolae w Polsce przedrozbiorowej streścił ks. Henryk Karbownik43. Tak więc:

  1. pobieranie, a nawet żądanie opłat za czynności religijne jest zakazane;
  2. posługi religijne winny być bezpłatne, ale duchowny ma prawo przyjąć dobrowolną ofiarę z tego tytułu;
  3. należy podtrzymywać (nawet siłą!) dawny obyczaj składania ofiar;
  4. posługi religijne obejmują: sakramenty, chowanie zmarłych, błogosławieństwa.

Formalnie rzecz biorąc, pogrzebowi nie towarzyszą więc opłaty tylko ofiary - drobna acz istotna różnica, która w Polsce od końca XVII w. stopniowo uległa zatarciu, zwłaszcza w oczach samego duchowieństwa. Co prawda synody XVI-XVII-wieczne surowo wzbraniały targowania się o wysokość tej ofiary (włocławski z 1568 r. i 1641 r., warmiński z 1610 r.), podkreślając, iż ma ona charakter dobrowolny. Ponadto, aby uniknąć utożsamiania aktu darowizny z transakcją, biskupi nakazywali pobierać ofiarę za ostatnią posługę dopiero po jej odprawieniu (synod krakowski 1408 r., włocławski 1477 r., gnieźnieński 1512 r., łucki 1519 r.), na dodatek poza kościołem i nie w czasie nabożeństwa (synod warmiński 1610 r.).

Pomysł zdania się na dobrą wolę parafian i umiar duchownych okazał się jednak cokolwiek chybiony. W 1693 r. wydano zatem pierwszą taksę (taryfę) ofiar iura stolae dla diecezji płockiej, odnoszącą się zresztą głównie do pogrzebów (zob. Taksy ofiar "iura stolae"). Co ciekawe, kiedy w 1698 r. biskup Andrzej Chryzostom Załuski (1650-1711) włączał ów dokument do uchwał zwołanego przez siebie synodu, uzasadniał jego opracowanie prośbami wiernych, żądających ukrócenia w ten sposób samowoli duchownych.

W następnych wiekach podobne dokumenty publikowano dość często, a sam problem co i rusz przewijał się na synodach. Sprawa wymagała uregulowania, gdyż wojny XVII-XVIII w. wyniszczyły kraj i społeczeństwo, czego nie mogli zrozumieć niektórzy plebani, łupiąc niemiłosiernie swoje owieczki. Należy również "oddać sprawiedliwość" duchowieństwu, że i dochody pochodzące z beneficjów uległy zmniejszeniu. Żaden autor dostępnych mi opracowań nie nazywa taksy wprost cennikiem, lecz w istocie taki był jej charakter.

Najbardziej rozbudowana jej część dotyczyła właśnie pogrzebów, precyzując kto, komu, za co oraz ile ma zapłacić (zob. Taksy ofiar "iura stolae"). Uwzględniano więc nie tylko trud proboszcza, związany z odprawieniem mszy żałobnej, ale też jego udział w procesji z domu zmarłego, koszt przyozdobienia kościoła44, udział innych duchownych, oprawę muzyczną (dzwony, pieśni religijne z muzyką lub bez), rodzaj grobu i porę roku, kiedy był kopany45 oraz całą masę innych rzeczy, bez których nie mógł się odbyć porządny pogrzeb46.

Niektóre taryfy były w tyh kwestiach bardzo dokładne, a między poszczególnymi pozycjami znalazła się również opłata za miejsce na cmentarzu, aczkolwiek w poszczególnych diecezjach nie było w tej kwestii jednomyślności. Jako się rzekło na wstępie, już w IX w. poddawano krytyce sprzedaż ziemi cmentarnej i w podobnym duchu wypowiadał się m.in. synod płocki z 1398 r. oraz chełmski w 1445 r. Ten ostatni surowo zakazywał pobierania opłat za miejsce na cmentarzu, ale... nie ofiar. W istocie niektóre taksy podawały więc konkretną cenę grobu cmentarnego, wahającą się w XVIII w. od 1 do 3 zł. (zob. Taksy ofiar "iura stolae")47.

Bez względu na istnienie taks i różnice między nimi, synody co i rusz przypominały klerowi parafialnemu o miłosierdziu, którym winien kierować się w egzekwowaniu "odwiecznego zwyczaju" wspierania jego działalności duszpasterskiej. Trzeźwo zauważano, iż zbyt wysokie oczekiwania finansowe wobec parafian bywają przyczyną grzebania zmarłych w niepoświęconych miejscach (synod łucki 1641 r.). Szczególnie często podkreślano, iż nie wolno wymagać"ofiar" od ubogich i odmawiać im pochówku, jeśli nie mogą zapłacić. Co więcej pogrzeb biedaka powinien się odbyć z wszelką ceremonią tj. wystawieniem zwłok w kościele, mszą (synod warmiński 1610r., poznański 1720 r., wileński 1744 r., lwowski 1765 r.), a nawet przy udziale uczniów szkoły parafialnej (synod chełmski 1624 r.). Częstotliwość, z jaką ponawiano te zalecenia, podpowiada, że chyba nieczęsto się do nich stosowano.

Upadek Rzeczpospolitej położył kres niezależności Kościoła. W czasach zaborów to władze świeckie układały taksy ofiar iura stolae, egzekwowały ich przestrzeganie, a gdzieniegdzie przejęły nawet zarząd nad pozyskanymi w ten sposób pieniędzmi (np. zabór rosyjski). Ze względu na ich "świecki" charakter nie będziemy wnikać w te ustalenia, poprzestając tylko na kilkurefleksjach.

Zaletą (chyba jedyną) tego stanu rzeczy był ponaddiecezjalny charakter nowych taks48, które zresztą przekształciły się w zwykłe cenniki. Cały wysiłek urzędników państwowych i tak szedł zazwyczaj na marne, bo duchowieństwo (jak dawniej) lekceważyło owe zalecenia49. W sprawach pogrzebowych państwowe zarządzenia nie odbiegały od zastanej praktyki. Nadal istniały różne kategorie pogrzebów, opłaty za miejsce na cmentarzu, rodzaj grobu, a nowością stało się pobieranie pieniędzy za prawo do wystawienia nagrobka. Podobnie jak kiedyś, tak i w XIX w. fundusze uzyskane z opłat pogrzebowych szły na utrzymanie kościoła, cmentarza i obsługujących je osób.

Oj, rozpisałam się trochę o tych "drażliwych kwestiach", ale jest to chyba temat nadal aktualny. Nasze rozważania pozwolę sobie zakończyć uwagą, że właśnie z okazji pogrzebów i pobieranych w związku z nimi opłat dochodziło do najczęstszych i najostrzejszych tarć między klerem a wiernymi.

© Sowa
29.10.2009

Do góry

Przypisy

  1. Niektórzy autorzy rozpatrywali problematykę cmentarną przy okazji kwestii pogrzebowych, które z kolei bywały łączone albo z tematyką sakramentów albo... testamentów. - H. Insadowski,Kościelne prawo pogrzebowe, "Ateneum Kapłańskie" 1929, T. 23, z. 4, s. 317.
  2. Postanowienia wchodzące niegdyś w skład Corpus iuris canonici (pol. Korpusprawa kanonicznego): "zachowały teoretyczniewartość posiłkową (...) w praktyce należą do historii" - A.Vetulani, hasło Corpus iuris canonici [w:]Encyklopedia katolicka. T. 3, Cenzor - Dobszewicz / kom. red. L. Bieńskowski [i in.] ; red. tomu R. Łukaszyk, L. Bieńsowski, F.Gryglewicz, Lublin 1979, kol. 597.
  3. Za rozwikłanie tajemniczego skrótu w Encyklopedii...serdecznie dziękuję dr hab. Jackowi Soszyńskiemu :)
  4. A. Sotkiewicz, hasło Cmentarz[w:] Encyklopedja kościelna podług teologicznej encyklopedji Wetzera i Weltego, z licznemi jej dopełnieniami. T. 3, Brzoski - Czyżewski, przy współprac. kilkunastu duchownych i świeckich osób wydana przez M. Nowodworskiego, Warszawa 1877, s. 421.
  5. Podaję za: A. Sotkiewicz, op. cit., s. 422.
  6. Tytuł patrona otrzymywała osoba fundująca kościół i zapewniająca jego uposażenie (czyli środki utrzymania). Posiadała ona prawo przedstawiania biskupowi kandydata do objęcia posługi w fundowanej świątynii, a także przywileje honorowe m.in. pochówku wkościele. - A. Sotkiewicz, op. cit., s. 378-380.
  7. Miało to szczególne znaczenie w pierwszych latach reformacji, kiedy sympatie religijne fundatorów decydowały o pochowaniu na cmentarzach katolickich różnej maści dysydentów.
  8. M. Burak, H.Okólska, Cmentarze dawnego Wrocławia, Wrocław 2007, s. 208.
  9. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa wystarczyła obecność i modlitwa kapłana. - B. Filarska, Hasło cmentarz [w:] Encyklopedia katolicka. T. 3, Cenzor - Dobszewicz, kom. red. L. Bieńkowski [i in.] ; red. tomu R. Łukaszyk, L. Bieńkowski, F. Gryglewicz, Lublin 1979, kol. 517.

    Ksiądz Walenty Wójcik podaje, że od XIII w. ustalił się zwyczaj, że tylko biskup mógł konsekrować cmentarz. - W.Wójcik, Prawo cmentarne w Polsce do połowy XVI wieku, "Polonia Sacra" 1958, nr 10, s. 180.

  10. W. Niemyski, Warszawski rzymsko-katolicki Cmentarz Św. Wincentego na Bródnie : 1884-1934, Warszawa 1934,s. 17.
  11. A. Kalinowski, Cmentarze: ewolucja przepisów w kościelnym ustawodawstwie kodeksowym XX w., Pelplin 2001, s. 17.

    benedykcja konstytutywna (stanowiąca) - pobłogosławienie przedmiotu lub miejsca uświęcająe trwale i wykluczające obiekt błogosławiony z użytku świeckiego. - Hasło Błogosławienie [w:] Encyklopedja kościelna podług teologicznej encyklopedji Wetzera i Weltego, z licznemi jej dopełnieniami. T. 2, Baranek - Brzeskie biskupstwo, przy współprac. kilkunastu duchownych i świeckich osób wydana przez M. Nowodworskiego, Warszawa 1873, s. 406.

  12. Jak nietrudno się domyślić prawo azylu przyprawiało "stróżów sprawiedliwości" o całkiem zrozumiałą frustrację. Ale nie tylko ich. Tak np. w 1387 r. proboszcz parafii św. Mederyka w Paryżu, występując do władz z prośbą o usunięcie prostytutek z ulicy sąsiadującej z kościołem, motywował to tym, że przy domach rozpusty gromadzą się różni bandyci i przestępcy, którzy dokonawszy zbrodni mogą łatwo uciec do pobliskiego kościoła i w ten sposób uniknąć kary. Swoją drogą zwróćcie uwagę na owo "wesołe" otoczenie świątyni ;) - B. Geremek, Życie codzienne w Paryżu Franciszka Villona, Warszawa 1972, s. 128.
  13. J. Kracik, M. Rożek, Hultaje, złoczyńcy, wszetecznice w dawnym Krakowie : o marginesie społecznym XVI-XVIII w., Kraków 1986, s. 54.
  14. Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 r. nie przyznawał cmentarzom prawa azylu.- H. Insadowski, Kościelne prawo pogrzebowe,"Ateneum Kapłańskie" 1929, T. 24, z. 2, s. 154.
  15. Surowsza, niż w innych okolicznościach, kara groziła nawet za wyciągnięcie oręża na nekropolii.
  16. Grzech nieczysty to (wskrócie pisząc) seks pozamałżeński. Fakt, że wogóle przewidywano taką ewentualność w scenerii cmentarno-kościelnej niezbyt dobrze świadczy o "skromności" naszych praprzodków. ;)
  17. W. Wójcik, op. cit., s. 213.
  18. A. Sotkiewicz, Hasło: Interdykt [w:] Encyklopedja kościelna podług teologicznej encyklopedji Wetzera i Weltego, z licznemi jej dopełnieniami. T. 8, Ibas - jezuici, przy współprac. kilkunastu duchownych i świeckichosób wydana przez M. Nowodworskiego, Warszawa 1876, s. 217.
  19. Wyjątek czyniono dla duchownych, ale ich pochówek musiał się odbyć bez zewnętrznych uroczystości. Problem pojawił się w czasach reformacji, kiedy to często siłą grzebano innowierców w kościołach katolickich. Formalnie świątynia i jej cmentarz ulegały wówczas zbezczeszczona i nie wolno było tam grzebać wyznawców. Tym niemniej w Polsce wielu proboszczów świadomie celebrowało nabożeństwa w takich kościołach, uważając to za mniejszą szkodę dla dusz wiernych niż całkowite zaprzestanie posługi. Biskupi często zresztą tolerowali ten stan rzeczy. - W. Wójcik, op. cit., s. 191-192.
  20. Tym większym poświęceniem i szczytem pokory było żądanie pogrzebu inter laicostj. na przykościelnym cmentarzu. - W. Wójcik, op. cit., s. 203.
  21. Ph. Aries, Człowieki śmierć, Warszawa 1989, s. 59.
  22. Nie była to tania impreza, gdyż aby nabyć prawo patronatu trzeba było kościółnie tylko zbudować, ale także uposażyć. Biskupi nie powinni zresztą dawać zgody na budowę świątyni jeśli, nie zagwarantowano jej funduszu na utrzymanie duchowieństwa. - A.S. Krasiński, Prawo kanoniczne krótko zebrane, Wilno 1861, s. 181-182.
  23. Prawo patronatu przechodziło na potomstwo wraz z majątkiem. - A.S. Krasiński, Prawo kanoniczne krótko zebrane, Wilno 1861, s. 183.
  24. Zasady tej trzymano się twardo, o czym przekonała się w XV w. szlachta polska. Zgłosiwszy do sądu kościelnego pozew przeciw duchowieństwu wzbraniającemu pochówków w kościołach, otrzymała odpowiedź, że oprócz plebana i patrona kościoła pogrzeb w świątynni jest dopuszczalny tylko dla tych, którzy złożyli opłatę na utrzymanie Domu Bożego - W. Wójcik, op. cit., s. 178.
  25. Pochowania tj. złożenia do ziemi. Problemem miejsca nabożeństwa żałobnego nie będziemy się tu zajmować, gdyż nie dotyczy bezpośrednio cmentarza. Zainteresowanych odsyłam do obfitej literatury dotyczącej w ogóle pogrzebu kościelnego.
  26. Tym samym ustaliła się zasada, że głównie kościoły parafialne posiadały cmentarze. W szczególnie ludnych okolicach powstawały jednak także świątynie filialne, a jeśli dodatkowo znajdowały się one w sporej odległości od kościoła parafialnego, zezwalano na pochówki wokół nich. - W. Wójcik, op. cit., s. 180.
  27. Czasami nawet testament nie pomagał. W 1409 r. komtur joannicki w Kłodzku arrestavit nieboszczyka, który miał być pochowany u tamtejszych franciszkanów. Z kolei w 1466 r. w Brzegu dominikanie wtargnęli w czasie nabożeństwa pogrzebowego do kościoła św. Mikołaja, porwali ciało nieboszczki i pochowali w swoim klasztorze. - B. Czechowicz, Nagrobki późnogotyckie na Śląsku, Wrocław 2003, s. 28.
  28. Sprawa nie była do końca oczywista o czym świadczą opisane przez ks. Zenona Chodyńskiego częste a burzliwe spory kleru zakonnego z parafialnym. - Z. Chodyński, Hasło Cmentarzew Polsce [w:] Encyklopedja kościelna podług teologicznej encyklopedji Wetzera i Weltego, z licznemi jej dopełnieniami. T. 3, Brzoski - Czyżewski, przy współprac. kilkunastu duchownych i świeckich osób wydana przez M. Nowodworskiego, Warszawa 1877, s. 430.
  29. Synod odbył się w l.561-563, ale jego postanowienia ogłoszono (co jest logiczne) w 563 r.
  30. katechumeni - we wczesnym chrześcijaństwie osoby przygotowujące się do przyjęcia chrztu.
  31. Z. Chodyński, op. cit., s. 426-427.
  32. J. Dziobek-Romański, Prawo pogrzebowe w Królestwie Polskim w latach 1815-1914 : zarys problematyki, "Roczniki Humanistyczne" 2003, T. 51, z. 2, s.153.

    Zazwyczaj aktorom w ogóle odmawiano pochówku. Głośnym echem odbiła się sprawa pogrzebu znanej i cenionej aktorki francuskiej Adrienne Lecouvreur (1692-1730). Mimo nacisków ze strony oświeconych kręgów społeczeństwa i odwołań do biskupa Paryża, nie pochowano jej na cmentarzu. We Francji zwyczaj ten zniosła dopiero Wielka Rewolucja. - Hasło burial [w:] British universities encyclopedia : a dictionary of universal knowledge. Vol. 2, Beaucaire to cataract, ed. by D. Patrick and W. Geddie, London [1933-1937?], s. 569.

  33. Jej dowodem była spowiedź u księdza, ale też sam żal za grzechy okazany w obecności co najmniej jednego świadka. - Z. Chodyński, op. cit., s. 427.

    Rolę skruchy podkreśla także współczesne ustawodawstwo kościelne (zob. Kan. 1184).

  34. W. Mrozowicz, Iam miserrime mortuus : samobójstwo brata Ernesta w klasztorze kanoników regularnych (augustianów) w Kłodzku (1456) [w:] Śmierć w dawnej Europie : zbiór studiów, pod red. M. Derwicha, Wrocław 1997, (Acta Universitatis Wratislaviensis ; No 1863. Historia ; 129), s. 155.
  35. H. Zarembska, Niegodne rzemiosło : kat w społeczeństwie Polski XIV - XVI w., Warszawa 1986, s. 72, przyp. 162.
  36. H. Zarembska, op. cit., s. 72.
  37. Ofiary iura stolae (łac. prawa stuły) - ofiary składane przy okazji posług religijnych. Nazwa pochodzi od stuły zakładanej przy czynnościach liturgicznych.
  38. Pierwsi kapłani i apostołowie często utrzymywali się z własnej pracy lub z datków lokalnej wspólnoty, jeśli prowadzili działalność misyjną. Z kolei po edykcie tolerancyjnym (313 r.) duże nadania ziemskie umożliwiały stosunkowo beztroską egzystencję nielicznemu jeszcze klerowi. - H. Karbownik, Ofiary "iura stolae" na ziemiach polskich w l. 1285-1918, Lublin 1995, s. 25.
  39. Postanowienie synodu w Treburze zamieszczone w Dekrecie Gracjana (c.13 C.14 q. 2.)

    Za tłumaczenie stosownego fragmentu serdecznie dziękuję dr hab. Jackowi Soszyńskiemu :).

  40. "Czyktoś pełni kiedykolwiek służbę żołnierską na własnym żołdzie? Albo czyktoś uprawia winnicę i nie spożywa z jej owoców? Lub czypasie ktoś trzodę, a nie posila się jej mlekiem?" - zob. teżcały fragment 1 Kor. 9, 1-15.
  41. H. Insadowski, Kościelneprawo pogrzebowe, "Ateneum Kapłańskie" 1929, T. 24, z.5, s.460-468.
  42. H. Insadowski, Kościelneprawo pogrzebowe, "Ateneum Kapłańskie" 1929, T. 24, z.5, s.460.
  43. H. Karbownik, Ofiaryiura stolae na ziemiach polskich w l. 1285-1918, Lublin 1995,s. 37.
  44. W Polsce przedrozbiorowej zasadą było przekazywanie kościołowi wszytkich "sprzętów" używanych podczas pogrzebu (np. świec czy materiałów wykorzystanych do przybrania kościoła). - Z. Chodyński, op. cit., s. 429.
  45. Taksa biskupa Antoniego Onufrego Okęckiego dla diecezji poznańskiej rozróżniała groby dla dorosłych oraz dzieci i wyznaczała wyższą opłatę za ich kopanie w zimie. Ponadto w Warszawie obowiązywały wyższe stawki za dzwonienie (bo było więcej dzwonów) oraz kopanie grobu (bo było mniej robotników!?). - H. Karbownik, op. cit., s. 82.

    Zob. też Taksa diecezji poznańskiej 1781 r.

  46. Koszty całego pogrzebu osiągały nieraz astronomiczne sumy, co nie dotyczyło tylko klas wyższych. Osławiona pompa funebris obowiązywała też wśród chłopstwa. Rachunek za ostatnią drogę włościanina uwzględniał właściwie te same pozycje, co u szlachty lub mieszczaństwa, a więc koszt: miejsca na cmentarzu, odzieży dla zmarłego, trumny, ozdoby katafalku i kościoła, mszy, procesji, godzinek, a także opłacenie dzwonnika, organisty, grabarza oraz... zakup wódki i piwa dla uczestników imprezy. Ba! na stypie po niejakim Giepusie (zm. 1721 r.) podawano nie tylko cielęcinę, wieprzowinę czy drób, lecz nawet rodzynki, a potrawy przyprawiano szafranem i pieprzem. Nic zatem dziwnego, że pogrzeb pochłaniał nieraz cały spadek zostawiony przez nieboszczyka. - T. Wiślicz, Chłopskie pogrzeby w Polsce od drugiej połowy XVI do końca XVIII wieku, "Kwartalnik Historii Kultury Materialnej" 1997, nr 3-4, s. 361-362.
  47. Była to cena miejsca na cmentarzu, gdyż osobno należało opłacić grabarza, co też bywało wyszczególniane w taksach. Dla porównania w XVII w. na wsi mazowieckiej za 10 zł można było kupić np. krowę. - Podaję za: T. Wiślicz, op. cit., s. 363, przyp. 81.
  48. Aż do upadku Rzeczpospolitej nie istniała jedna taksa, wspólna dla całego kraju. Każda diecezja sama stanowiła sobie "prawo finansowe" i niektórzy biskupi zajmowali się tym częściej, a niektórzy wcale (taks nie posiadały diecezje: przemyska, wileńska, żmigrodzka, lwowska, smoleńska). Dopiero w czasie Sejmu Wielkiego próbowano temu zaradzić powołując specjalną komisję ds. Kościoła w Polsce. Do jej zadań należało m.in. opracowanie nowej taksy i ponoć nawet coś tam powstało, ale ostatecznie nie zostało uchwalone. - H. Karbownik, op. cit., s.109-111.
  49. Tym razem miało jednak przekonujące argumenty. Wiele państw zaborczych pozbawiło Kościół beneficjów, z których wpływy równoważyły sporadyczne i zróżnicowane ofiary iura stolae. Ponadto taksy wprowadzone na początku XIX w. obowiązywały nieraz aż do 1918 r., mimo że w między czasie wartość pieniądza ulegała wahaniom.

Źródła

  • A. Sotkiewicz, hasło Cmentarz [w:] Encyklopedja kościelna podług teologicznej encyklopedji Wetzera i Weltego, z licznemi jej dopełnieniami. T. 3 Brzoski - Czyżewski, przy współprac. kilkunastu duchownych i świeckich osób wydana przez M. Nowodworskiego, Warszawa 1877, s. 421-423. Encyklopedia dostępna jest w Polskiej Bibliotece Internetowej, ale niestety nie ma tam możliwości bezpośredniego linkowania do konkretnego tomu :/
  • Z. Chodyński, hasło Cmentarze w Polsce [w:] Encyklopedja kościelna podług teologicznej encyklopedji Wetzera i Weltego, z licznemi jej dopełnieniami. T. 3 Brzoski - Czyżewski, przy współprac. kilkunastu duchownych i świeckich osób wydana przez M. Nowodworskiego, Warszawa 1877, s. 423-437.
  • H. Insadowski, Kościelne prawo pogrzebowe, "Ateneum Kapłańskie" 1929, T. 23-24.
  • H. Karbownik, Ofiary "iura stolae" na ziemiach polskich w l. 1285-1918, Lublin 1995.
  • E. Sztafrowski, Miejsca i czasy święte, Wyd. 2, zm. i poszerz., Warszawa 1982.
  • W. Wójcik, Prawo cmentarne w Polsce do połowy XVI wieku, "Polonia Sacra" 1958, nr 10, s. 165-218.


Do góry