Cmentarze


Cmentarze angielskie
albo ich dzieje wybiórczo potraktowane ;)

Jakkolwiek pod względem geograficznym Wyspy Brytyjskie należą do Europy, to jeśli chodzi o "cmentarnictwo" ich mieszkańcy poszli trochę inną drogą niż reszta kontynentu. Nieco uogólniając, można stwierdzić, że do połowy XVII w. brytyjskie praktyki pochówkowe nie różniły się zbytnio od reszty świata chrześcijańskiego (zob. Cmentarze średniowieczne). Już jednak w epoce baroku dało się zaobserwować pierwsze odstępstwa od "normy" i właściwie aż do połowy XIX w. zwyczaje angielskie znacznie różniły się od europejskich. Z drugiej strony, chyba nigdzie w Starym Świecie nie było aż takich kontrastów w kwestiach pogrzebowych, jak właśnie w Anglii w XVII-XIX w.

Wzniosłe idee, romantyzm i cmentarze

Nasz krótki ogląd dziejów cmentarzy brytyjskich zacznijmy od pięknych teorii, które (gdzieniegdzie) przerodziły się w praktykę, podziwianą przez resztę oświeconej Europy.

Otóż, w 2. połowie XVII w. zaczęto nieco powszechniej krytykować stan cmentarzy, chociaż bynajmniej nie wpłynęło to na zmianę skali zjawiska (a przynajmniej nie od razu). Stan brytyjskich nekropolii wynikał podobno z ogólnego stosunku do ceremonii pogrzebowych, który w ówczesnej Anglii miał być mocno lekceważący. Ot, np. w 1679 r. niejaki Jean-Pierre Muret wytykał Brytyjczykom, iż dawniej częściej stroili groby kwiatami oraz czcili pamięć zmarłych1. Winą za "upadek" obyczajów funrealnych obarczano głównie przedstawicieli nowych prądów religijnych, którzy - co trzeba przyznać - z zasady odżegnywali się od tradycji katolickich (w tym przepychu pogrzebowego). Inną grupę "gorszycieli" stanowili nonkonformiści2, a właściwie wąska ich garstka ostentacyjnie lekceważąca ceremonie religijne.

Widać z szacunkiem dla zmarłych nie było aż tak źle lub też nawoływania moralistów odniosły pożądany skutek, gdyż od końca XVII w. w Wielkiej Brytanii znacznie wzrósł prestiż miejsca, którego stan dotychczas raczej uwłaczał pamięci zmarłych niż pomagał ją podtrzymywać.

Mowa o cmentarzu przykościelnym, gdzie w owym czasie zaczęło "grzebać się" coraz więcej osobistości, świadomie rezygnując z pochówku apud ecclesiam (ba! w amerykańskich koloniach stało się to wręcz regułą). Namacalnym świadectwem owego zjawiska była m.in. całkiem spora (w porównaniu z Europą kontynentalną) liczba nagrobków, zachowanych właśnie na cmentarzach przykościelnych3. Z biegiem lat zwyczaj bynajmniej nie zanikł, toteż w XVIII w. wygląd wielu angielskich cmentarzy znacznie odbiegał od zbiorowiska anonimowych mogił (często przecież zbiorowych) charakterystycznego dla nekropolii kontynentalnych.

Warto jednak zadać sobie pytanie, czy tylko docinki Francuzów skłoniły Angielczyków do zmiany tradycji pogrzebowych? Naturalnie, że nie :)

Niektóre pochówków na cmentarzach przykościelnych można odczytywać jako wyraz specyficznej pokory (co w gruncie rzeczy i wcześniej się zdarzało), lecz wiele z nich było efektem - że tak powiem - celowej propagandy o podłożu religijnym.

Wśród protestantów, stanowiących w Wielkiej Brytanii większość, pogrzeb na cmentarzu przykościelnym często postrzegano jako sposób na odróżnienie się od "papistów", wśród których największym prestiżem cieszył się właśnie grób w kościele. Na tym sprawa jednak się nie kończy.

Na przełomie XVII/XVIII w. w Kościele anglikańskim pojawiły się bowiem nurty reformatorskie, których przedstawiciele dążyli do odnowy kultu m.in. poprzez przywrócenie pierwotnych form religijności4. Droga ku temu prowadziła przez studia biblijne oraz kultury wczesnochrześcijańskiej, które uświadomiły badaczom, że zwyczaj pochówków w kościołach wcale nie był pradawny, a wręcz miał charakter rażącej deformacji prawdziwie wiekowych obyczajów.

Obszar zainteresowań członków ruchu odnowy anglikańskiej bynajmniej nie ograniczał się tylko do kwestii liturgicznych czy obyczajowych. Dążenia reformatorskie dotyczyły także architektury sakralnej, co zaowocowało m.in. powołaniem w 1710 r. komisji do budowy kościołów na obrzeżach Londynu. W pierwszych latach jej działalności do przewodniczącego napisał m.in. architekt Christopher Wren (1632-1723) z sugestią, aby zaniechać pochówków w nowych świątyniach, gdyż było to po pierwsze niezdrowe5, a po drugie powodowało zawilgocenie gleby, co z kolei osłabiało fundamenty kościoła i... niszczyło gładkość (smoothness) podłogi ;). Prośby wysłuchano, toteż w następnych latach do obowiązków rzeczonej komisji należało m.in. pilnowanie, aby w nowych kościołach nie grzebano zmarłych6.

Za podsumowanie studiów i wniosków tego oświeconego środowiska można uznać broszurę pewnego wikarego (zresztą świetnie obeznanego z literaturą medyczną) tj. Thomasa Lewisa (1689-1749?). W 1721 r. ukazały się jego Akuratne uwagi o niestosownym i niebezpiecznym zwyczaju pochówków w kościołach i dziedzińcach kościelnych... (Seasonable considerations on the indecent and dangerous custom of burying in churches and church-yards...), gdzie autor stanowczo potępiał pochówki w kościele, dowodząc m.in., że zwłoki w Domu Bożym są profanacją miejsca kultu, a przy okazji zagrożeniem dla zdrowia.

Cmentarz przykościelny powoli stawał się zatem, jeśli nie od razu lepszym, to przynajmniej nie gorszym miejscem wiecznego odpoczynku. Groby zamożniejszych obywateli przydały mu nieco "blasku", a za sprawą kilku poetów nekropolie brytyjskie stały się nawet elementem kultury wysokiej.

Swój udział w tych zmianach miała nie tylko religia, ale również filozofia i to niewiele mająca wspólnego z metafizyką. Otóż, jeszcze w XVII w. zaczęto postrzegać śmierć jako naturalny (co nie znaczy pozytywny) element ludzkiej egzystencji: przemijanie wynikało z odwiecznych cyklów przyrody i po prostu należało się z tym pogodzić. Sama myśl nie była nowa, lecz w ciągu XVIII w. natura zyskała status niemal odrębnego pojęcia filozoficznego, a zarazem stała się antytezą "zgniłej cywilizacji". Jednym ze skutków tej rewolucji światopoglądowej był kult wsi, postrzeganej jako przestrzeń, gdzie człowiek żyje w harmonii z przyrodą.

Nowe myślenie odcisnęło swe piętno także na brytyjskich nekropoliach, aczkolwiek prawdę napisawszy nie były to zjawiska masowe.

Kult wsi w pewnym sensie "zalegalizował" praktyki, na które wyższe duchowieństwo wszytkich obrządków oburzało się od dawna. Ot, np. jeszcze w XVI w. owce w kościele postrzegano jako profanację miejsca kultu (zob. przyp. 1), gdy tymczasem w XVIII w. parson (proboszcz) jak najbardziej miał prawo wypasana ich na cmentarzu7. Te sympatyczne i pożyteczne zwierzaki stały się bowiem niemal obowiązkowym "sztafażem", symbolizującym "bliskość natury" i nawet w pod koniec l. 20-tych XIX w. ich obecność na cmentarzu była - jeśli nie pożądana - to przynajmniej akceptowalna (zob. il. obok).

Filozofia vanitas przyczyniła się z kolei do powstania w l. 40-tych XVIII w. tzw. poezji cmentarnej (graveyard poetry)8, dla której - jak sama nazwa wskazuje - inspiracją był cmentarz. Chyba najlepszy jej przykład to Elegia napisana na wiejskim cmentarzu (Elegy wrote in a country church yard) Thomasa Gray'a (1751 r.), w której autor, zainspirowany wiejskimi mogiłami (i pogrzebami przyjaciół), snuje rozważania o przemijaniu, ale też bardzo sugestywnie oddaje atmosferę miejsca, gdzie króluje śmierć. I bynajmniej nie jest to obraz emanujący groteską i makabrą, czego można by się spodziewać w przypadku przeciętnej nekropolii tamtych czasów. "Poeci cmentarni" byli wpływową grupą, co pozwala pokusić się o stwierdzenie, że właśnie oni włączyli cmentarze w krąg kultury wysokiej, częściowo zdejmując z nekropolii odium obskurnych miejsc o charakterze li tylko użytkowym.

Wydawca poematu Thomasa Gray'a jednak nie bez przyczyny zaznaczył w tytule, że chodzi o wiejski (country) cmentarz. Zarówno Gray, jak i jego poprzednicy czy naśladowcy, musieliby naprawdę mocno się wysilić, aby np. w Londynie znaleźć nekropolię z odpowiednio "wzniosłą" atmosferą. Można jej było doświadczyć wyłącznie na niewielkich, zadbanych cmentarzykach wiejskich, gdyż w dużych miastach, ani o estetyce, ani o ciszy i spokoju nie było mowy.

London underground

Paradoksalnie, właśnie w Anglii, w kraju gdzie cmentarze inspirowały poetów, najdłużej utrzymały się miejskie nekropolie rodem ze średniowiecza. I może nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że pochówki w lub przy kościołach praktykowano, mimo gwałtownego wzrostu zaludnienia miast brytyjskich na przełomie XVIII/XIX w. "Klasycznym" przykładem tego, do czego mogą doprowadzić cmentarze w gęsto zaludnionym i zabudowanym mieście, był Londyn9.

Jeszcze w l. 30-tych i 40-tych XIX w. na większości londyńskich nekropolii czas stał w miejscu, co jest tym bardziej szokujące, jeśli przypomnimy, że nawet na rubieżach cywilizacji (np. w Polsce) powszechne cmentarze podmiejskie powstały jeszcze na przełomie XVIII/XIX w.

W Wielkiej Brytanii nadal jednak stosowano rozwiązania rodem ze średniowiecza np. zbiorowe mogiły (ang. opened/public graves)10. Były to doły głębokie na 30 stóp (ok. 9,2 m), gdzie mieściło się ok. 16-18 trumien dorosłych, między które upychano trumienki dziecięce. Grób uważano za zapełniony, jeśli najwyższa trumna sięgała ok. 2 stóp (ok. 0,6 m) poniżej powierzchni gruntu, ale czasami było to zaledwie kilka cali. Dopóki to nie nastąpiło, dół nie był przykrywany, nawet, jeśli znajdował się w niewielkiej odległości od okien domów.

O tym, że jednak lata mijają, przypominała sama ziemia11. Na przeciętnym cmentarzu londyńskim o powierzchni ok. 200 stóp kwadratowych (ok. 18,5 m2) spoczywało nieraz 60-70 tyś zwłok (np. St Martin-in-the-Fields), a w 1843 r. Bunhill General Burial Ground przyjmował 2323 ciał na akr (ok. 4047 m2). Za sprawą kolejnych warstw nieboszczyków poziom gruntu sukcesywnie się podnosił, stąd niektóre londyńskie cmentarze sięgały dolnych okien sąsiednich budynków.

Oprócz cmentarzy na "świeżym" powietrzu, Londyn szczycił się również licznymi kryptami, znajdującymi się pod kościołami i kaplicami (co nie dziwi), jak i... w innych miejscach (zob. niżej)12. Część z nich powstała jeszcze w zamierzchłych czasach (np. XVIII w.), a budowano je zarówno pod świątyniami anglikańskimi, jak i innych wyznań. Ich obecność w mieście była chyba jeszcze bardziej niebezpieczna dla zdrowia publicznego niż "normalnych" nekropolii.

Stosunkowo najmniej groźne były pożary katakumb, wywołane przez gazy, powstające w wyniku rozkładu ciał. Te same wyziewy powodowały jednak zasłabnięcia, a podobno nawet zgony, toteż żaden normalny grabarz za nic w świecie nie wszedłby do krypt kościoła św. Klemensa wcześniej niż w kilka dni po ich otwarciu. Aby zniwelować ryzyko pożarów czy omdleń, czasami od krypt prowadzono kominy (Clement's Lane), przez co smród w całej okolicy był przeokrutny.

Zrozumienie wśród obywateli było zresztą niewielkie. W 1823 r. przy Enon Street otwarto kaplicę (oczywiście posiadającą krypty), która mogłaby przejść do podręczników historii kultury sanitarnej. Niestety jako przykład negatywny13. W jej podziemiach (o powierzchni 59 na 29 stóp tj. ok. 18 m na 8,9 m) do 1843 r. spoczęło 12 tyś zwłok, tymczasem od sali powyżej, gdzie odprawiano nabożeństwa i funkcjonowała szkółka niedzielna, oddzielała ją tylko drewniana podłoga. Oprócz "typowych" zapachów rozkładających się ciał, uczestnicy tych imprez musieli walczyć również z robactwem, lęgnącym się w gnijących zwłokach. W końcu w 1847 r. kaplicę jako taką zamknięto, zamieniając ją na... dancing room (zob. il. obok).

Zmarłych grzebano zresztą nie tylko w miejscach świętych. W Southwark (Londyn) pewien obrotny biznesmen wykupił piwnice sąsiednich domów i przeznaczył je na pochówki (sic!). Mało tego, zwłoki składano tam w drewnianych trumnach, a nie jak wymagano w tego typu wypadkach - w ołowianych. Nie był to zresztą jedyny przykład "cmentarza pod kuchnią", a powstawaniu kolejnych sprzyjała korupcja wśród urzędników.

Ograniczony metraż nekropolii londyńskich - krypt lub cmentarzy przykościelnych - prowadził nie tylko do patologii... hmm... zdrowotnych. Grabarze musieli bowiem nieźle się "nakombinować", aby na tych niewielkich cmentarzykach pochować wszystkich "chętnych", toteż w Londynie początku XIX w. pojęcie szacunku dla zwłok było tylko pękną teorią. Praktycznie normą były uszkodzenia zwłok podczas pochówku, a nieraz celowo rąbano szczątki ludzkie na kawałki i palono, aby oszczędzić jak najwięcej miejsca. Jednocześnie wielu grabarzy czy nawet duchownych sprzedawało zwłoki chirurgom, a do ponownego "obiegu" wracały trumny i gwoździe z nich wyrwane, o ile wcześniej całości nie kupili handlarze opału. Na niejednym cmentarzu funkcjonowały również kostnice (charnels, bone houses), gdzie składano szczątki wykopane podczas przygotowywania nowych grobów.

Naturalnie opinia publiczna takie postępowanie piętnowała jako "rażąco niemoralne wobec zmarłych" ((...) gross indecency towards the dead (...))14, ale cmentarze stanowiły dla swych właścicieli zbyt ważne źródło dochodu, aby łatwo dało się ukrócić opisane praktyki (zob. niżej Od religijnych buntowników).

Od religijnych buntowników do przedsiębiorców pogrzebowych

Czy to znaczy, że mimo opisanej na wstępie "propagandy" w wielkich miastach angielskich nie było pięknych cmentarzy? Ano, były, ale dla niewielkiej grupy wybranych.

Już od połowy XVIII w. powstawały na Wyspach realizacje preromantycznych wizji cmentarza-ogrodu, gdzie wśród malowniczo ukształtowanej zieleni bieliły się mniej lub bardziej okazałe nagrobki. Nekropolie te zakładały np. grupy zamożnych przyjaciół, stąd mogli tam spocząć tylko dobrze urodzeni lub... uposażeni. Od początku miały więc charakter elitarny i prywatny15.

W pierwszej połowie XIX w. pojawił się jednak nowy typ cmentarzy - co ważne - głównie podmiejskich16. W 1819 r. niejaki Thomas Drummond (1765-1852), unitarianin, z własnych pieniędzy zakupił pas ziemi niedaleko Norwich, gdzie założył Rosary Cemetery. Kolejny prywatny cmentarz? Owszem, ale przeznaczony dla innowierców (czyli nie-anglikanów) i będący nie tyle odpowiedzią na problem "przetrupienia" nekropolii miejskich, co wyrazem buntu przeciwko restrykcyjnemu prawu wyznaniowemu17. W ślady Drummonda szybko poszli i inni np. George Hadfield przyczynił się do powstania Rusholme Road Cemetery (zw. również Chorlton Row Cemetery, 1820 r., obecnie nie istnieje) w Manchesterze, a w Liverpoolu "liczne osobistości różnych wyznań i przekonań"18 złożyły się na utworzenie Low Hill Cemetery (1825 r.).

Warto podkreślić, że nawet jeśli do historii przeszedł tylko jakiś tam Drummond czy Hadfield, to nekropolie nonkonformistów były właściwie "dobrem wspólnym", gdyż na ich powstanie łożyło grono współwyznawców-udziałowców, którzy później czerpali zysk z cmentarza.

Cały proceder nie był jednak do końca legalny i dopiero w 1832 r. parlament brytyjski zezwolił na działanie spółek (joint stock companies) - a więc instytucji nastawionych na jakiś profit - zajmujących się tworzeniem i prowadzeniem cmentarzy. Z jednej strony jak grzyby po deszczu zaczęły więc wyrastać kolejne cmentarze dysydentów (np. Key Hill Cemetery w Birmingham założony w 1834 r., Leeds General Cemetery - 1835 r. czy Sheffield General Cemetery - 1836 r.) oraz (w większości) komercyjne inicjatywy np. Newcastle General Cemetery (1834 r.), York Cemetery (l. 1836-1837), a przede wszytkim tzw. "wspaniała siódemka" (Magnificent Seven)19, czyli londyński Kensal Green Cemetery (1832 r.), West Norwood Cemetery (1837 r.), Hightgate Cemetery (1839 r.), Abney Park Cemetery (1840 r.), Nunhead Cemetery (1840 r.), Brompton Cemetery (1840 r.) i Tower Hamlets Cemetery (1841 r.)20.

Tylko wyjątkowy optymista mógłby sądzić, że nowe cmentarze (z reguły podmiejskie) rozwiążą problem trupów w mieście. Prywatne nekropolie może i były "zdrowo" ulokowane, ale i drogie, bardzo drogie. Koszt miejsca pod grób osiągał kwotę 17-45 funtów za akr, za grób murowany (najdroższy) trzeba było zapłacić od 35 funtów (Great Nothern) do 51 funtów (Abney Park). Do tego należało jeszcze doliczyć opłaty za wystawienie pomnika, a nawet utrzymanie kwiatów! Natomiast pochówek we wspólnej mogile (co było praktykowane również na nowych cmentarzach) kosztował od 6 funtów (Brompton) do 8 funtów (Highgate, Nunhead, Kensal Green)21. Cena miejsca pod grób i "opłaty dodatkowe" czyniły komercyjne cmentarze praktycznie niedostępnymi dla zwykłych śmiertelników, tym bardziej, że koszt samej ceremonii pogrzebowej również nie należał do najniższych22. Już zatem w l. 40-tych pojawiały się krytyczne wypowiedzi na temat samej idei komercjalizacji nekropolii.

Powiedzmy sobie szczerze, zarabianie na grobach (mniej lub bardziej oficjalne) istniało w Europie od zawsze. Istotna różnica między Anglią a resztą kontynentu polegała na tym, kto czerpał zyski z tego procederu i jakie były tego skutki. Na "stałym lądzie" władze państwowe od przełomu XVIII/XIX w. dążyły do przejęcia monopolu cmentarnego lub decydowania w kwestiach organizacji miejsc pochowków, co było przejawem planowej polityki sanitarnej, uwzględniającej także potrzeby biedniejszej części społeczeństwa. Tymczasem w Anglii, mimo straszliwego "zatrupienia" miast, rząd aż do l. 50-tych XIX w. tolerował istnienie prywatnych przedsiębiorstw cmentarnych, które windując ceny za swoje usługi, czyniły "normalny" pochówek niedostępny dla większości obywateli.

Reformy

Pierwsze zamiary uporządkowania kwestii pochówków w Wielkiej Brytanii datują się na koniec XVII w. Niestety, głównie ze względów "ekonomicznych", wiele wody w Tamizie upłynęło, zanim podjęto jakiekolwiek kroki w celu poprawy sytuacji.

Chyba najwcześniej okazja ucywilizowania pochówków pojawiła się w stolicy Anglii, aczkolwiek jej okoliczności były tragiczne. W 1666 r. straszliwy pożar spustoszył dwie-trzecie zabudowań Londynu, w tym 87 kościołów parafialnych23. Już wtedy, autor projektu odbudowy miasta, wspomniany wcześniej Christopher Wren, umieścił cmentarze poza obrębem murów miejskich, lecz cały plan pozostał na papierze.

Kolejne próby zmiany myślenia o nekropoliach podjęto w początku XVIII w. na fali opisanych już prądów reformatorskich w kościele anglikańskim. Jako się rzekło, przeciw pochówkom w i/lub obok kościołów wysuwano nie tylko argumenty "historyczne" (tj. brak takiej tradycji u zarania chrześcijaństwa), ale też zdrowotne (cmentarze sprzyjają rozwojowi chorób, zwłaszcza epidemii). "Partii postępowej" udało się nawet odnieść kilka sukcesów m.in. doprowadzić do zamknięcia przepełnionego cmentarza św. Andrzeja w Holborn (Londyn), a próba zabudowy dawnego cmentarza epidemicznego (tzw. Pest-House Fields dziś Golden Square) w 1722 r. znalazła finał w Izbie Lordów24.

Niestety była to walka z wiatrakami, gdyż już w miesiąc po konsekracji Christ Church w Spitalfield w jego podziemiach spoczął pierwszy nieboszczyk. Kampanie oświeconego duchowieństwa i innych dżentelmenów nie wpłynęły znacząco na praktyki pogrzebowe Brytyjczyków. Pochówek w kościele, mimo ogromnych kosztów, nie gwarantujących godnego uczczenia zmarłego, przez większość mieszczan uważany był za sposób demonstracji prestiżu rodziny i basta!

Wbrew pozorom przyzwyczajenia społeczeństwa wcale nie były najważniejszym czynnikiem opóźniającym konieczną reformę cmentarnictwa. Stara mądrość ludowa głosi, że jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Tak też było w Anglii.

Istotna różnica między Albionem a resztą Europy polegała bowiem na tym, że brytyjskie nekropolie w większości były prywatnymi przedsiębiorstwami nastawionymi na zysk i to najlepiej osiągnięty przy jak najmniejszym nakładzie kosztów własnych. Państwo przez długi czas nie wtrącało się do tego procederu, tym bardziej, że i opinia publiczna początkowo nie widziała w tym nic złego.

Do lat 30-tych XIX w. władza i ogół społeczeństwa słabo zdawały sobie sprawę ze skali problemu. Niewydolność dotychczasowego systemu grzebalnictwa bezlitośnie odsłoniła pierwsza epidemia cholery, która w l. 1831-1832 zdziesiątkowała ludność Brytanii (zresztą Europy również). Powoli do zwykłych śmiertelników docierało, że nekropolie w zatłoczonych miastach niosą ze sobą istotne zagrożenie dla zdrowia. Próbą zaradzenia problemowi było zalegalizowanie prywatnych cmentarzy (1832 r.), ale - jak sobie już wspomniałyśmy - tylko nielicznych stać było na pogrzeb na Kensal Green. Tak więc jakkolwiek w l. 30-40-te XIX w. nastąpił prawdziwy boom na zakładanie nekropolii, to jednocześnie nasilała się krytyka cmentarzy w mieście, a zwłaszcza ich komercyjnego charakteru.

Prawdziwą "aferę" rozpoczął pewien londyński lekarz, George Alfred Walker (1807-1884). Pod koniec l. 30-tych XIX w. Walker zbadał wpływ cmentarzy na zdrowie Londyńczyków, przy okazji odsłaniając mnóstwo patologii związanych z funkcjonowaniem stołecznych miejsc pochówków25. Wyniki swojej pracy opublikował w 1839 r. pod znaczącym tytułem Gatherings from graveyards : particularly those of London...26, na czym jednak nie poprzestał. Zebrał bowiem wokół siebie grupę autorytetów, powołując Towarzystwo na rzecz Zniesienia Pochówków w Miastach (Society for the Abolition Burials in Towns), zajmujące się dalszymi badaniami nekropolii miejskich oraz wydawaniem broszur popularyzujących wiedzę o zagrożeniach, jakie niosą przepełnione cmentarze.

W początku l. 40-tych XIX w. problemem wreszcie zajęła się władza. W l. 1842-1843 nad zagadnieniem zdrowotności w miastach, zwłaszcza wśród klas pracujących, pochyliła się specjalna Królewska Komisja (Royal Commission)27. Po długich i wnikliwych badaniach (obejmujących m.in. wywiady z grabarzami oraz wspomnianym doktorem Walkerem) ustalono, że:

"(...) uciążliwość pochówków w wielkich miastach i wypływająca z tej praktyki szkoda na zdrowiu społeczeństwa są jak najbardziej udowodnione. (...) Prawodawca nie powinien dłużej zwlekać z wydaniem stosownego remedium (...)."28

Równocześnie ukazały się wnikliwe analizy Edwina Chadwicka (1800-1890) tj. Stan zdrowia klasy pracującej (The sanitary conditions of the labouring population, London 1842 http://www.deltaomega.org/ChadwickClassic.pdf link]), a zwłaszcza Raport uzupełniający o wynikach specjalnej analizy zwyczaju pochówków w miastach (A supplementary report on the results of the special inquiry into the practice of interment in towns, London 1843) . W tym ostatnim dokumencie Chadwick zebrał wszystkie dane o wpływie miejsc pochówków na zdrowie, przytaczał pozytywne rozwiązania "kwestii cmentarnej" (Niemcy, Prusy, Francja, Stany Zjednoczone), analizował czynniki, jakie należy uwzględnić przy zakładaniu nekropolii, proponował konkretne rozwiązania legislacyjne, a także podkreślał konieczność obniżenia cen usług pogrzebowych29.

Wszyscy byli więc zgodni, że coś zrobić trzeba, lecz... po dokładnym namyśle. Tymczasem w l. 1848-1849 wybuchła kolejna epidemia cholery, a przy okazji podczas wyborów do parlamentu zaktywizowały się radykalne ugrupowania robotnicze (tj. czartyści). Jednym słowem naprawdę przyszedł czas, aby się wykazać ;)

Po pierwsze uregulowano więc kwestie zakładania prywatnych nekropolii (Cemeteries Clause Act z 1847 r.). Po drugie w 1848 ukazała się ustawa powołująca Ministerstwo Zdrowia (General Board of Health), któremu podporządkowano m.in. sprawy dotyczące pochówków. W pierwszej kolejności zobowiązano niniejszą instytucję do stworzenia planu stosownych rozwiązań legislacyjnych30, z czasem przydzielając jej również uprawnienia do kontroli warunków sanitarnych, w tym zamykania cmentarzy31. Na podstawie wspomnianego planu - po trzecie - opracowano i w 1850 r. wydano tzw. Ustawę o pogrzebach w stolicy (Metropolitan Interments Act lub Metropolitan Burial Act) regulującą sprawy cmentarnictwa w Londynie.

Skutkiem wprowadzenia tej ustawy była likwidacja miejsc pochówków w stolicy, lecz trzeba przyznać, iż prawodawca dochodził do tego wyjątkowo okrężną drogą. Najpierw utworzono więc tzw. Stołeczny Okręg Pogrzebowy (Metropolitan Burial District), podległy kontroli Ministerstwa Zdrowia (General Board of Health). Do jego uprawnień należało m.in. określanie, czy dany cmentarz stanowi zagrożenie dla zdrowia, aczkolwiek o zamknięciu nekropolii decydowała Tajna Rada Królowej (Queen in Council lub Privy Council). Ponadto w strukturze ministerstwa powołano Radę ds. Pochówków (Burial Board), do której zadań należało m.in. prowadzenie domów przedpogrzebowych (mortuary), ewidencja zmarłych, ustalenie cennika opłat za pochówek, ale przede wszytkim Rada mogła sama organizować cmentarze i pogrzeby. Był to dotkliwy cios zadany monopolowi przedsiębiorców pogrzebowych, nic zatem dziwnego, że wywołał protesty przedstawicieli tej gałęzi "biznesu" (zob. il. obok).

Mimo dosyć skomplikowanej procedury zamykania nekropoli, władza skwapliwie skorzystała z okazji masowo likwidując londyńskie cmentarze przykościelne. Cały proces trwał jednak aż do 1855 r.32

Londyńska ustawa o pogrzebach zawierała konkretne rozwiązania, które stały się jakby "punktem wyjścia" dla innych aktów prawnych, obejmujących już cały kraj. W 1852 r. ukazała się pierwsza z serii tzw. Ustaw pogrzebowych33 (Burial acts właśc. Ustawa o ulepszeniu praw dotyczących pochówku zmarłych w miastach - Act to amend the laws concerning the burial of the dead in the metropolis), którymi w l. 1852-1857 ostatecznie uporządkowano, a przede wszytkim ucywilizowano, kwestie cmentarnictwa w Wielkiej Brytanii. Na ich mocy prowadzeniem cmentarzy miały się zająć władze parafialne lub miejskie we współpracy z lokalną Radą ds. Pochówków, korzystając z funduszy podatku na ubogich (poor rate - parafie) lub funduszy miejskich (gmina miejska). Postanowiono również, aby na każdej nekropolii wyznaczano część niepoświęconą (dla dysydentów).

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Z jednej strony nastąpił boom na zakładanie cmentarzy komunalnych34, a z drugiej - po 1850 r. nie powstała praktycznie żadna, komercyjna nekropolia. Cała akcja z czasem zyskała pełną aprobatę społeczeństwa, czego świadectwem miały być liczne listy, którymi zasypywano władze państwowe tuż po wydaniu pierwszej ustawy pogrzebowej. Prośby dotyczyły jak najszybszego zamykania cmentarzy, najczęściej sąsiadujących z... miejscem zamieszkania nadawcy listu35 :)

Z mocnym opóźnieniem Wielka Brytania dogoniła wreszcie Europę

Happy end

Historia przeniesienia cmentarzy angielskich poza teren zabudowany bynajmniej nie kończy się na ustawach pogrzebowych. Warto bowiem zastanowić się, co też stało się ze starymi cmentarzami.

Ano, ich losy były różne. Teoretycznie nowe prawo zabraniało wykorzystania terenów grzebalnych pod zabudowę. W praktyce, z biegiem lat dawne cmentarze znikały lub były uszczuplane, a to pod ulicę, a to pod oficyny okolicznych domów. Wiele z nich zamieniono jednak na publiczne parki-ogrody, co postulował już Edward Chadwick w 1843 r. Rozwiązanie to z jednej strony tworzyło enklawy zieleni wśród gęstej zabudowy (zwłaszcza Londynu), a z drugiej zapewniało pewną nienaruszalność grobów (chociaż nie nagrobków).

Skoro już jesteśmy przy oazach zieleni... Nowe nekropolie podmiejskie, już te zakładane przez prywatnych przedsiębiorców, projektowano nie tylko w celu "upchnięcia" jak największej liczby nieboszczyków, lecz również jako parki krajobrazowe36. W końcu chodziło o to, aby jakoś odróżnić się od zatłoczonych miejskich nekropolii ;) Wzorem dla "wielkiej siódemki" był cmentarz Pere Lachaise w Paryżu i zapewne właśnie jemu Anglicy zawdzięczają nową "nomenklaturę" tj. rozpowszechnienie się cemetery, czyli "odpowiednika" francuskiego cimetiere (zob. Cmentarze "krótko i zwięźle". Słowa i słówka).

No, teraz to naprawdę(?) chyba już wszystko ;)

© Sowa
1.07.2011

Przypisy

  1. Ph. Aries, Człowiek i śmierć, Warszawa 1989, s. 342.

    Niniejszą relację należy traktować ostrożnie, gdyż wypowiadał ją Francuz (być może katolik) o państwie "heretyków", na dodatek od wieków skłóconym z Albionem.

    Zresztą w historii angielskiego cmentarnictwa można znaleźć niejeden wyjątek od wizji "złotego wieku" Mureta. Na przykład w 1555 r. pewien proboszcz został oskarżony o trzymanie owiec w przedsionku kościoła. Jeśli tak traktował Przybytek Pański, to strach myśleć, co się działo na cmentarzu. - Ph. Aries, Człowiek i śmierć, Warszawa 1989, s. 344.

  2. Grupa angielskich protestantów pozostająca poza kościołem anglikańskim i odrzucająca tzw. Act of Uniformity z 1662 r. Dokument ten wprowadzał m.in. jednolite teksty modlitw dla kościoła anglikańskiego, ale jednocześnie pozbawiał osoby nienależące do niego prawa do sprawowania urzędów czy otrzymywania tytułów uniwersyteckich. Nonkonformiści byli jednak grupą bardzo zróżnicowaną, zaliczano do nich zarówno purytanów, unitrynitarzy, metodystów itp., jak i lekkoduchów z premedytacją ignorujących zasady religijne.
  3. Mimo ich prostej formy (zazwyczaj steli, ang. headstone), i tak pozwalały one co bardziej ambitnym jednostkom podkreślić swój prestiż (np. w dekoracji, inskrypcji), nieprzekraczając jednak granic protestanckiej skromności.
  4. Oprac. a podst.: M. Jenner, Death, decomposition and dechristianisation? : public health and church burial in eighteenth-century England [w:] English Historical Review 2005, nr 487, s. 615-632.
  5. K'woli kronikarskiej uczciwości należy odnotować, że argumenty zdrowotne przeciwko pochówkom w mieście wysuwano już w XVI w. W 1552 r. biskup Hugh Latimer (ok. 1487-1555) w jednym ze swoich kazań głosił:

    "Mieszkańcy Naim [zob. Łk 7,11-17 - przyp. Sowa] mieli swoje miejsca pochówków za miastem, co bez wątpienia jest rzeczą chwalebną. Tymczasem ku memu zdziwieniu Londyn, będący tak wspaniałym miastem, nie ma żadnego cmentarza poza murami, chociaż z pewnością niezdrową rzeczą jest grzebać zmarłych w mieście, zwłaszcza w podczas epidemii, kiedy to wielu umiera."

    - B. Holmes, The London burial grounds : notes on their history from the earliest times to the present day, New York 1896, s. 210.

  6. Na przykład w 1718 r. zezwolono na naprawy w kościele St Alphage East Greenwich pod warunkiem, że miejscowi będą dbać o to, aby posadzka nie była naruszona przez pochówki. - M. Jenner, Death, decomposition and dechristianisation? : public health and church burial in eighteenth-century England [w:] English Historical Review 2005, nr 487, s. 628.
  7. Ph. Aries, Człowiek i śmierć, Warszawa 1989, s. 344.
  8. Jan Białostocki doszukał się prekursorów tego typu twórczości literackiej już w baroku. W XVII w. niejaki Hofmann von Hofmannswalden ułożył poetycki opis spaceru po cmentarzu, Andreas Gruplius napisał Kirchhofs-Gedanken (niem. Rozmyślania cmentarne), a Daniel l Czepko ułożył Rede aus meinen Grabe (niem. Mowa z mojego grobu). - J. Białostocki, Vanitas : z dziejów obrazowania idei "marności" i "przemijania" w poezji i sztuce [w:] Płeć śmierci, Gdańsk 2008, s. 118.

    Tym niemniej właśnie twórczość Brytyjczyków przeszła do historii pod nazwą szkoły, bo też grono jej reprezentantów było wcale liczne. Zob. hasło Graveyard poets [w:] Wikipediia : the free encyclopedia, ; hasło graveyard school [w:] Encyclopadia Britannica Online.

    "Poezja cmentarna" jest właściwie fragmentem zjawiska nazwanego przez uczonych preromantyzmem, a które w kilkadziesiąt lat później przerodziło się we "właściwy" romantyzm. Groby i nagrobki odgrywały w nim rolę niemałą m.in. stając się obowiązkowym elementem tzw. ogrodu angielskiego (inaczej zwanego romantycznym). W sztukach plastycznych główną rolę odgrywały jednak pojedyncze pomniki, a nie cmentarze jako takie, toteż nie będziemy szerzej się rozwodzić nad tym problemem. Przynajmniej na razie ;)

  9. Trudno mi orzec, na ile "studium przypadku Londyn" odpowiadało rzeczywistości innych miast brytyjskich, gdyż stolica Brytanii należała do najludniejszych w Europie przełomu XVIII/XIX w. W 1801 r. zamieszkiwało go 1,096,784 dusz, podczas gdy drugie najludniejsze miasto Europy (Paryż) w tym samym czasie miało 550-600 tys. mieszkańców. - A population history of London [w:] The proceedings of the Old Bailey : Londons Central Criminal Court, 1674 to 1913 ; G. Rudé, Europe in the eighteenth century : aristocracy and the burgeois challenge, Cambridge, Mass. 1985, s. 54.

    Z pewnością właśnie w Londynie miał miejsce najczarniejszy scenariusz dramatu pt. cmentarze w mieście, toteż proszę niniejszych rozważań nie rozciągać na całość dziejów nekropolii brytyjskich.

  10. Oprac. na podst.: J. Morley, Death, heaven and the Victorians, London 1971, s. 35.
  11. Oprac. na podst.: J. Morley, Death, heaven and the Victorians, London 1971, s. 35.
  12. Oprac. na podst.: London burial ground.
  13. Właściciel tego przybytku zbudował go nad miejskim kanałem, co stało się przyczyną plotek, jakoby zwłoki składano nie tyle w piwnicy, co po prostu zrzucano do ścieków, z którymi spływały do Tamizy. Technicznie byłoby to niewykonalne, gdyż kanał był za mały i miał za słaby nurt. - Oprac. na podst.: St. Clement Danes Including Lincoln's Inn and the Liberty of the Roll [w:] London burial ground.
  14. Report from the select committee on the improvement of the health of towns (...) june 1942 podaję za: J. Morley, Death, heaven and the Victorians, London 1971, s. 37.
  15. Owszem, bywały w historii nekropolie np. jednej rodziny szlacheckiej, lecz z czasem traciły one swój elitarny charakter. Do pochówków dopuszczano osoby spoza familii (np. służbę), ale przede wszytkim nie miały one komercyjnego charakteru (zob. dalej).
  16. W tym samym czasie (tj. co najmniej od l. 20-tych XIX w.) organizowano również prywatne miejsca pochówków w obrębie miasta np. przy prywatnych kaplicach (zob. London undeground).
  17. Prawo angielskie narzucało m.in. aby pogrzeby wszytkich obywateli (z wyjątkiem Żydów) odbywały się na cmentarzach parafialnych według ceremonii anglikańskich, a do tego należy jeszcze doliczyć obowiązek płacenia podatków na utrzymanie kleru i świątynii anglikańskich. - N. Williams, Rosary Cemetery [w:] Norwich Heart : Heritage Economic and Regeneration Trust.
  18. Low-hill general cemetery, "Liverpool Mercury" 1825 (april). (wycinek dostępny tu.
  19. Hasło Magnificent Seven, London [w:] Wikipedia : the free encyclopedia.
  20. Ponoć jedynym w l. 30-tych cmentarzem założonym z publicznych pieniędzy był St Bartholomew's Cemetery w Exeter (1837 r.). Aż do późnych l. 40-tych XIX w. nekropolie komunalne (tj. gdzie właścicielem była gmina miejska) były rzadkością. - The Historical Development of Cemeteries in England.
  21. J. Morley, Death, heaven and the Victorians, London 1971, s. 41-42.
  22. Istnienie taks pogrzebowych było jak najbardziej legalne, lecz i tak wysokość opłat budziła słuszne kontrowersje, gdyż znacznie przewyższała realne koszty pochówku. Problem ten podnosiły właściwie wszytkie raporty sporządzane przez reformatorów cmentarnictwa brytyjskiego w l. 30-50 XIX w. (zob. dalej Reformy)
  23. Hasło Great Fire of London [w:] Wikipedia : the free encyclopedia.
  24. M. Jenner, Death, decomposition and dechristianisation? : public health and church burial in eighteenth-century England [w:] English Historical Review 2005, nr 487, s. 621.
  25. Już w 1838 r. dr Thomas Southwood Smith donosił Komisji ds. Ubogich (Poor Law Commission) o negatywnym wpływie, jaki na zdrowie wywierały produkty rozkładu zwłok (szczególnie gazy). - J. Morley, Death, heaven and the Victorians, London 1971, s. 34.
  26. Wstyd się przyznać, ale nie potrafię krótko i zwięźle przetłumaczyć tego tytułu :( Generalnie może chodzić o zbiór wiadomości z cmentarzy (po polsku powiemy raczej: o cmentarzach), ale również o... wrzód na tkance miasta wyrosły za sprawą nekropolii.
  27. Chronologia powołania rzeczonej komisji nie była raczej dziełem przypadku: właśnie wówczas doszło do ponownych i niezwykle burzliwych wystąpień robotników angielskich (tzw. czartystów - zob. m.in. hasło chartism [w:] Wikipedia : the free encyclopedia).

    Jednocześnie nadal funkcjonowała Komisja ds. Ubogich, której sekretarz, Edwin Chadwick, odegrał istotną rolę w dziejach reformowania brytyjskiego grzebalnictwa (zob. dalej).

  28. Podaję za: B. Holmes, The London burial grounds : notes on their history from the earliest times to the present day, New York 1896, s. 215. Wersja elektroniczna.
  29. Raporty, zainicjowane przez lekarzy i polityków, odsłoniły przy okazji patologie związane z traktowaniem ludzkich szczątków. Ówczesna praktyka pochówków stała bowiem w drastycznej sprzeczności z oficjalną nauka Kościoła o zmartwychwstaniu ciał i należnym im przez to szacunku. Z drugiej strony pojawiły się głosy, że dotychczasowe różnicowanie zmarłych (tj. na tych, grzebanych w ziemi i w kryptach) sankcjonowało podziały klasowe, a przecież w obliczu śmierci wszyscy są równi. Proponowano więc wprowadzić zakaz pochówków w kryptach nawet dla panujących. - J. Morley, Death, heaven and the Victorians, Lodon 1971, s. 39.
  30. Jako główne postulaty znalazły się w nim: zakaz pochówków w intra muros, a tym samym organizacja nowych cmentarzy z dala od terenów zabudowanych; planowanie nekropolii z uwzględnieniem statystyki zgonów oraz wyznaczanie na nich części poświęconych (dla anglikanów) i niepoświęconych (dla dysydentów); zakaz grzebania kilku zwłok w jednej mogile; postulat ustalenia nowej taryfy pogrzebowej dostosowanej do zamożności poszczególnych klas obywateli i zadbanie, aby prawo pochówku na nowych nekropoliach było zagwarantowane jak największej liczbie mieszkańców; podporządkowanie kwestii cmentarnych jednej instytucji, najlepiej spośród już istniejących urzędów, aby "zapobiec niepotrzebnemu tworzeniu nowych", a przy okazji takie przeprowadzenie reformy, aby nie narażać skarbu państwa na dodatkowe koszty i nie nakładać nowych podatków (sic!). - The Metropolitan interments act 1850 : with inroduction, notes, and appendix, by W.C. Glen, London 1850, s. VI-VIII. Edycja elektroniczna.
  31. Tzw. Ustawa o zwalczaniu epidemii i zapobieganiu chorobom (Nuisances Removal and Disease Protection Act) z 1849 r.
  32. Hasło cemetery [w:] Britannica.com.

    Naturalnie nie obyło się bez wyjątków. Pochówki w kryptach kościelnych były możliwe np. na życzenie królowej lub dla właścicieli majątków ziemskich, gdzie znajdował się kościół. W pozostałych wypadkach konieczna była na to zgoda zwierzchnika parafii (incumbent), a zwłaszcza od spełnienia mnóstwa kryteriów higieniczno-sanitarnych. Nic więc dziwnego, że liczba pogrzebów intra muros zmniejszyła się wydatnie, nie stanowiąc praktycznie żadnego zagrożenia dla zdrowia publicznego.

  33. Określenie burial acts obejmuje w istocie wszelkie ustawy cmentarne wydane w l. 1852-1900. - Hasło burial and burial acts [w:] The Encyclopedia Britannica : a dictionary of arts, sciences, literature and general information. Vol. 4, Bisharin - Calgary, 11th ed., New York 1911, s. 823.
  34. W Londynie dopiero w 1854 r. założono pierwsze komunalne miejsca pochówków tj. St. Pancras Cemetery, Islington Cemetery i Marylebone Cemetery. - The Historical Development of Cemeteries in England.
  35. B. Holmes, The London burial grounds : notes on their history from the earliest times to the present day, New York 1896, s. 216-218. >Wersja elektroniczna.
  36. Powstał nawet specjalny "podręcznik" projektowania i prowadzenia nekropolii: J.C. Loudon, On the laying out, planting, and managing of cemeteries and on the improvement of churchyards, London 1843. Edycja elektroniczna.

    Wiele "cmentarzy krajobrazowych" słynęło zresztą właśnie ze względu na swoją malowniczość. Podobno przekupywano stróża i dorabiano klucze do bram cmentarza Highgate, aby móc wieczorami spacerować po nekropolii. - J. Morley, Death, heaven and the Victorians, London 1971, s. 50.

    Swoje miejsce w literaturze angielskiej zyskał też cmentarz Kensal Green. Gilbert Keith Chesterton tak pisał w jednym ze swoich wierszy (The Rolling English Road): "For there is good news yet to hear and fine things to be seen / Before we go to Paradise by way of Kensal Green." - Hasło Kensal Green cemetery [w:] Wikipedia : the free encyclopedia.

Źródła

  • Ph. Aries, Człowiek i śmierć, Warszawa 1989.

    Jest to jedyna dostępna mi książka, która jakoś podsumowuje zmiany w cmentarnictwie brytyjskim w XVII w., lecz po zapoznaniu się z publikacjami o czasach późniejszych, tezy Ariesa wydały mi się - lekko napisawszy - zbyt ogólnikowe. Odnotowałam je z kronikarskiego obowiązku.

  • Hasło burial [w:] British universties encyclopedia : a dictionary of universal knowledge. Vol. 2, Beaucaire to cataract, ed. by D. Patrick and W. Geddie, London [1933-1937?], s. 569.
  • Hasło cemetery [w:] The Encyclopedia Britannica : a dictionary of arts, sciences, literature and general information. Vol. 5, Calhoun - Chatelaine , 11th ed., New York 1911, s. 659-660.
  • Hasło churchyard [w:] The Encyclopedia Britannica : a dictionary of arts, sciences, literature and general information. Vol. 6, Chatelet - Constantine, 11th ed., New York 1911, s. 349.
  • The Historical Development of Cemeteries in England.
  • B. Holmes, The London burial grounds : notes on their history from the earliest times to the present day, New York 1896. Wersja elektroniczna.
  • M. Jenner, Death, decomposition and dechristianisation? : public health and church burial in eighteenth-century England [w:] English Historical Review 2005, nr 487, s. 615-632.
  • London burial ground.
  • J. Morley, Death, heaven and the Victorians, London 1971.
  • N. Williams, Rosary Cemetery [w:] Norwich Heart : Heritage Economic and Regeneration Trust.
  • Tłumaczenia z j. angielskiego Sowa z pomocą MKM.


Do góry